Strona główna Rok 2025 Nr 595 Tadej Karabowicz – Recenzja tomu poetyckiego Zbigniewa Joachimiaka „Miasto, miasta, w mieście”

Tadej Karabowicz – Recenzja tomu poetyckiego Zbigniewa Joachimiaka „Miasto, miasta, w mieście”

0
155

Tadej Karabowicz


Coraz wyrazistsze słowa


W gdańskim wydawnictwie Fundacja Światło Literatury ukazał się tom wierszy Zbigniewa Joachimiaka – poety i redaktora naczelnego pisma literackiego „Migotania” o nazwie „Miasto, miasta, w mieście” z podtytułem: „Nowe i stare wiersze miejskie” (Gdańsk 2025).

Poeta Zbigniew Joachimiak, (ur. 14 maja 1950 roku w Elblągu), to uznany autor mieszkający i tworzący w Gdańsku. Jego dorobek literacki stanowi czternaście tomów poezji. Od dwudziestu trzech lat autor jest wydawcą „Migotań” – ogólnopolskiego pisma literackiego o znacznej renomie artystycznej. Jest także krytykiem literackim i tłumaczem. Jako jeden z pierwszych tłumaczył wiersze amerykańskiej poetki i pisarki Anne Sexton – właściwie: Anne Gray Harvey (1928-1974). Poeta zajmuje się także wydawaniem książek w prowadzonym przez siebie wydawnictwie Fundacja Światło Literatury.

Działalność literacka oraz redaktorsko-wydawnicza Zbigniewa Joachimiaka charakteryzuje się odwagą oraz głębią przemyśleń natury filozoficzno-literackiej. Świadectwem takiej postawy jest najnowszy tom poetycki „Miasto, miasta, w mieście”. Dlatego nie bez znaczenia pozostaje informacja Ludwiki Topp-Zawistowskiej, umieszczona na okładce książki gdańskiego poety, dotycząca etymologii tytułu: „Jest ich więcej, ale te trzy miasta: Szczecin, skąd [poeta] przybył do Gdańska, który od 50 lat jest jego małą ojczyzną i Cincinnati, które związało go poprzez ukochaną córkę, to główni bohaterowie jego nowego zbioru wierszy. Te miasta i jego – poety – w nich życie. Tak różne – w sensie geografcznym – i tak podobne, jeśli mierzyć je skalą pragnień i rozczarowań, wzlotów ducha i jego upadków. To są jego wiersze miejskie, bo duchem, bo historią, bo środowiskiem i kulturą”.

Ludwika Topp-Zawistowska – filmoznawczyni oraz krytyczka literacka i redaktorka wydawnictw książkowych, zwróciła uwagę na aspekt przestrzenny miasta w najnowszym tomie poety. Jest to przestrzeń filozoficzna, budowana w sensie egzystencjalnym oraz geograficznym, ale także w sensie kreowania osobistych toposów i mitów.

Gdy mówimy o przestrzenności miasta w twórczości Zbigniewa Joachimiaka, to trzeba powiedzieć, że poetę interesuje jego czynnik mityczny. Ale poezja autora, nie jest podporządkowana kanonom jednostki osadniczej, jaką jest miasto, a podporządkowuje się wiwisekcji samego siebie na tle przestrzeni indywidualnej w mieście. Bo przecież miasto ukazane w poezji Joachimiaka, to zagęszczenie zabudowy i ludzi, to także samotność człowieka w wielkiej aglomeracji miejskiej. Stąd z poezji autora wyrasta osobista obrzędowość przeżyć i historii, którą poeta nazywa czynnikiem miejsca.

W książce poetyckiej Zbigniewa Joachimiaka, ponadczasową funkcję obrazu, pełni sugestywna szata graficzna. Jej twórcą jest artysta plastyk Marek Przybyła. Proponuje on własną grafikę do ilustracji tomu, ukazując na okładce okno w przestworzu, gdzie z jednej z szyb wyłania się skrzydło, a z innej powiewa chorągiew, zatknięta jakby poza przedziałem okna. Symbolika okładki nie jest łatwa, ale powinna zainteresować czytelnika swoją mitycznością. Jako struktura abstrakcyjna, dodana do wierszy książki, sugeruje istniejącą świadomość hippodamejską toposów:

Nie ma żadnej pewności
czy ten ogień zapłonie
a może już wdarł się na wszystkie strony
rozświetlając i parząc
dając radość lęk i duszy podniecenie jednocześnie
ten ogień który być może dopiero się rozwinie
bo schowany w ciemnościach wybucha
oczekiwanie i niespodziewanie
jak schowana w gęstej trawie mina
daje oszołomienie i uspokojenie zarazem
przebija się przez gęste tumany dymu
pochodzi z materii z niej się rodzi
dając inne znaczenie tej samej istocie
z nicości przez same płomienie (…)

(Wiersz: „A pośród ścian i kamieni” , s. 12)

Czym jest więc okno na okładce książki poetyckiej, czy nie filozoficzną ramą rozwartą jak płomienie wieczności na przestrzał, czy może symbolem pulsującej dwuznaczności – zewnętrza i wnętrza, będących punktem wyjścia do filozoficznego postrzegania świata. A może strukturą mityczną miast Zbigniewa Joachimiaka? Przypomnijmy – Elbląg, to miasto gdzie poeta przyszedł na świat, Cincinnati, gdzie przebywał na wygnaniu i Gdańsk, gdzie obecnie mieszka i twórczo pracuje. Miasta te w poezji autora posiadają bramy, są otoczone palisadami oraz fosami obronnymi. Dlatego wyobrażam sobie, jak poeta wpatruje się pilnie w gdański „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga i widzi w nim dwuznaczność, która jest kluczem do rozumienia czegoś odwiecznego. Światło „Sądu Ostatecznego” pada bowiem tak samo na zbawionych i na potępionych, złączonych wspólnym dziedzictwem życia na ziemi. Tom poetycki, zawiera także malarską tajemnicę dwuznaczności, a mianowicie imprymiturę, zastosowaną w „Sądzie Ostatecznym” Hansa Memlinga, czyli dodatkowy laserunek. To co w tomie poetyckim jest wewnętrzne, staje się jego imprymiturą. Natomiast to co jest zewnętrzne, jest mimiką literacką, gestem, grymasem, a nawet pantomimą. Stąd imprymitura wzmacnia treść wierszy, i pełni funkcję tła do wielu tematów mimicznych, takich jak spełniające się obrazy, nawarstwienia, czy wspomniane już hippodamejskie toposy. Tak dzieje się w utworach „Droga do nieba Pomywaczki okien seminarium biskupiego w Oliwie” (s.17-18), „Wiosna na miękkich poduszkach 2025 roku” (s. 28-30), czy „Miasto, które milczy chórem” (s. 57-58).

Zbigniew Joachimiak w utworze „Cincinnati 12 lipca 1983 roku” mówi:

Chłodny powiew rzeki nie sięga do miasta,
krótkonogi wiatr staje tuż u pierwszych domów
niezdecydowany wejść do downtown.

Miasto jest umarłe, tu nie słychać ptaków,
powietrze stawia opór nawet małym ruchom,
kamienie rodzą krople potu.

Słońca nie widać, przysłonięte kopułą rozżarzonego powietrza,
domyślać się go można z przyspieszonych skurczów serca
i ciała wylewającego gorące strugi deszczu.

Nie można uwierzyć, że za szczelnie zamkniętymi oknami,
za spoconymi głowami klimatyzatorów
zmęczone ciała szykują się do skoku
przez noc

do następnego tak samo
bezlitosnego dnia upału.

(Wiersz: „Cincinnati 12 lipca 1983 roku”, s. 37)

Treść utworu posiada wymowną informację: „Miasto jest umarłe, tu nie słychać ptaków, / powietrze stawia opór nawet małym ruchom, / kamienie rodzą krople potu”, zapewne stanowiąc rodzaj przedproża apokalipsy. Bowiem ona wydarza się na oczach poety, gdy zestawiona zostaje wedutę miasta z sakralnością przyrody, obiektywnie istniejącą poza jego murami. Wówczas „miasto jest umarłe”, a „zmęczone ciała szykują się do skoku / przez noc”. Łacząc różnorodność myśli i przeżyć, poeta rozumie swoje osaczenie w bogactwie i ubóstwie, pięknie i brzydocie miasta.

W symbolicznym wierszu „107 Milton Street” o otwartej narracji, autor zwraca uwagę na filozoficzne przesłanie miasta, jako kokonu, czy wręcz ula przepełnionego symboliką obecności i dźwiękami mowy, z jej ekspresywną komunikacją:

(…) Biała Księżniczka mówią o niej
gdy jako jedyna wykonuje bezbłędnie piruet
pośród swoich kolegów i koleżanek z tej czarnej zapomnianej
dzielnicy spadającej w dół
aż do samego downtown
aż do samej fontanny
która jest tu jedynym ratunkiem
bo jest wilgocią

Benjamin prowadzi mnie do góry
woła coś do dziewczynki w oknie wie że czeka na mnie
ale nie wchodzi do środka
zostaje przed domem
a mnie wchłania zacieniona sień
kolejne tajemnicze pokoje
jak ciemne wiersze Edgara A. Poe (…)

(Wiersz: „107 Milton Street”, s. 15-16)

Wykładnię o własnej twórczości, Zbigniew Joachimiak zawarł w wywiadzie udzielonemu dla poety i pisarza Andrzeja Waltera. Wówczas poeta powiedział: „Pisanie jest moją bardzo osobistą funkcją życiową, choć paradoksalnie sprawia mi wszelkie moje pisarstwo: trud, znój, a czasami ból. Całe życie piszę (od 13 roku), a więc jestem w jakimś sensie grafomanem. No, trudno, tak jest. Pytanie, co uważam w poezji za najważniejsze jest jak ołowiany ciężarek dla myśli i wszelkie odpowiedzi ciągną zaraz na manowce. Pewnie mógłbym o tym napisać książkę, a i tak byłoby to przede wszystkim błądzenie i poszukiwanie odpowiedzi. Ale parę rzeczy jest oczywistych. Broń Boże, jednak nie należy traktować tego jak wyczerpującą odpowiedź. Poezja musi być niezależnie od literackości i jej „sztuczności” zawsze funkcją życiową poety. To gwarantuje cały segment wartości: prawdę, oryginalność, szczerość, uczciwość, etc. W moim osobistym przypadku, wiem to na pewno, bardzo ważną jest sfunkcjonalizowana estetycznie prywatność. Mogę powiedzieć, że nie ma nic ważniejszego niż moje życie i moje przeżycia i emocje. Nie bez powodu przezywają mnie poetą nowoprywatnościowym, (choć to nowo– jest całkowicie zbędne). Ale z drugiej strony wiemy, że nawet najbardziej prywatnym zwierzeniom autora nie powinniśmy dać się nadmiernie zwodzić, zawsze jest w nich literackość i kreacja, choćby dlatego, że tą drogą właśnie chce autor dotrzeć do swoich osobistych spraw”. (Patrz: Pisarze.pl. 12. 07. 2022)

W utworze „Ulice Gdańska” autor przywołuje na świadka historię, by mogła powiedzieć z głębi pamięci o sprawach i rzeczach minionych. By wytłumaczyła nowym pokoleniom sens epok zawartych w miejskiej toponimice, zaklętej w dawnych nazwach, odartych tynkach i zaniedbanych napisach:

Piękne ulice Gdańska piękne ulice
wrzeszczą, są w paradnych stogach, oleją się
na całej długości miasta
lampy paradnie pobłyskują i strzyżą w ciemnościach najbardziej obficie,
kolibią się spacerowiczami, motławią w starym mieście,
które nie jest aż tak stare

Blask pełznie po oknach ze spuszczonymi zasłonami pelargoni (tam to muszą
dziać się rzeczy, och rzeczy, że aż ho)
jak pięknie, jak pięknie jest pod ulicą Dubois, bo pod nią jest ta inna
– jak ona się nazywała 60 lat temu?
Jak się nazywała 80 lat temu?
Tu był Langfuuuuuhr
teraz Wrzeeeeszcz

Pod nimi słyszę szelest, szurania, tupoty
nóg, butów, trzewików i podków
turla się wóz koński
naprzeciwko Jaśkowej Doliny stoi niechodzący zegar
(ale na starych widokówkach nieustannie zmienia miejsca,
czy to znaczy, że jednak wciąż chodzi?),
do Dubois pod numerem 48 pięć kroków
Pani Ewa pierze starą koszulę swojego ojca – zaginął
w pięknej nadmorskiej wsi w Stutthof,
teraz się mówi w Sztutowie, (…)

(Wiersz: „Ulice Gdańska”, s. 46)

Zbigniew Joachimiak, jako poeta, sakralizuje mityczne progi „swoich” miast. W jego poezji stają się one żywym świadkiem poetyckiej rozmowy o przeszłości. Miasta poety posiadają ożywione cechy. Jednakże etymologia słowa „miasto” jest dla twórcy ciągłą zagadką. To miejsca nieznajomych spojrzeń, mitycznych ogrodów i kamienic (wiersz „Wrzeszcz nad ranem”, s. 64). To także zadziwiajaca rozmowa herbacianego przechodnia z szeptem domu, z utworu „Herbaciany przechodzień i rozmowa jego z szeptem domu, którego już nie ma” (s. 82).

W wielu literackich opowieściach, które poeta tworzy, zadamawia się jego prywatna historia. Bowiem obcowanie z miastem (z miastami) sprawia, że one, „nieożywione olbrzymy” – jakby to powiedziała Julia Hartwig, są wyrazem poetyckiej jaźni i mogą tworzyć geografię wizjonerskiego śnienia. (Patrz: wiersz „Do onirystów”, s. 99). Stąd tom poetycki „Miasto, miasta, w mieście” jest ważną propozycją literacką na mapie polskiej poezji współczesnej. Jego zwarta tematyka i poetyckie przestrzenie, odwołują czytelnika do istotnej propozycji myślowej twórcy – do jego rozważań na temat przestrzeni miasta, jako mitu poetyckiego.

Lublin, wrzesień 2025


Zbigniew Joachimiak, „Miasto, miasta, w mieście. Nowe i stare wiersze miejskie”, Wydawnictwo Fundacja Światło Literatury, Gdańsk 2025, ss. 204. ISBN 979-83-973818-3-4



Poprzedni artykułCzesław Kuriata – A teatr prawdziwszy od świata
Następny artykułFranciszek Czekierda – Śmierć podczas artystycznych występów