Tej nocy na brzegu
Tej nocy mewy były nadzwyczaj niespokojne
Ich krzyk obudził mnie
Przełamując
Rozdartą szlochem poświatę księżyca
Wiedziałem
to w ich wodną przestrzeń
Wdarł się cień drapieżnika
Tak i my mimo doświadczeń
Najczęściej bezbronni
Wykrzykujemy całą swoją świadomość
Nawet wtedy kiedy nasz głos
Jest przez nikogo niesłuchany
Wiem już
Zmierzch przychodzi zbyt wcześnie
Wszystkie próby szukania w nim drobin światła
przybliżają coraz bardziej
rzeczywistość do snu
Tej nocy przechodziłem zaspany wzdłuż brzegu
Czułem miękki chód lisa
Jego nerwowe machanie ogonem
Wypatrywanie ofiary wśród młodych mew
Zagubionych na porośniętym brzegu
To bezsens mówiłem do siebie
Starając się światłem latarki wypisać swoje imię
Na burcie zacumowanej łodzi
To zupełny bezsens mówiłem do siebie
W środku nocy
Na brzegu
Którego ból rozpinał się w milczeniu
Az po ostatnią krawędź horyzontu





