Jazda bez trzymanki
Pięć lat temu, jak ten czas szybko leci, recenzowałem na tych łamach „Rok zająca” świetną powieść satyryczną fińskiego pisarza Arto Paasilinna. Sebastian Musielak, tłumacz, postanowił nas uraczyć kolejną znakomitą prozą tego autora.
„Nieludzki lokaj przewielebnego Huuskonena” to erupcja w stylu Hitchcocka. W jakiejś małej miejscowości na północy Finlandii do składziku, w którym przygotowane są przez kucharkę Astrid Sahari smakołyki na mające się odbyć kolejnego dnia wesele, dostaje się niedźwiedzica wraz z dwojgiem maluchów, swoim potomstwem. Niedźwiedzie czynią w pomieszczeniu spustoszenie, a dzielna kucharka, słysząc rumor, rusza do boju ze szkodnikami. Tyle, że rozjuszona niedźwiedzica to jednak groźne zwierzę. Kucharka kończy tragicznie na słupie wysokiego napięcia. Ten sam los dotyka jednak i napastniczkę.
Niedźwiadek płci żeńskiej znajduje swoje miejsce w jakimś ogrodzie zoologicznym, ten drugi, mężczyzna, trafia, jako prezent urodzinowy od oszczędnych parafian w ręce miejscowego pastora Oskara Huuskonena.
Dalej jest już jazda bez trzymanki. Żona pastora niezbyt chętnie widzi niedźwiadka we wspólnym łożu. Raczej nie przepada za sierściuchem. Inaczej niż proboszcz. Ten dostrzega niebywałe talenty zwierzaka. Niańczy go jak własne dziecko. Buduje u zaprzyjaźnionej kobiety luksusową gawrę. Nieźle wyposażoną. Spędza w niej sporo czasu, zwłaszcza, że wprowadza się tam badaczka niedźwiedzich obyczajów, pisząca doktorat, Sonja Sammalisto. Kobieta powabna, do której, z powodu ograniczonej przestrzeni w pomieszczeniu musi się, nie bez przyjemności, przytulać. Sonia się nawraca, a pastor wręcz przeciwnie…
W międzyczasie Huuskonen wzorem jednego z mieszkańców zaczyna się przyuczać do nowej dyscypliny sportowej, rzutu oszczepem w pionie. Treningi w studni, bite rekordy i… ofiara, szczęśliwie nie śmiertelna, w postaci biskupa, który próbował swego podwładnego okiełznać, skierować na dobrą drogę…
Cóż, żona opuszcza pastora (skończy jako żona generała), a pastor, raczej już urlopowany pastor, wyrusza w podróż… do Rosji, na wyspy Sołowieckie, na statku wycieczkowym „Ałła Tarasowa”. Diabełek, potem Szatan, umie już prawie tyle, co dorosły człowiek. Kąpać się w wannie, siadać na klozecie, modlić się w kilku obrządkach, podawać drinki. Zgrany duet jest sensacją, pieniądze płyną do nich szerokim strumieniem.
Na Sołowkach pastor prócz artykułów o wyspie rozsyłanych do prasy na całym świecie, odkrywa w sobie nową pasję. Szuka kontaktu z cywilizacjami pozaziemskimi. A że spotyka kolejną powabną kobietę, która jest w porcie radiotelegrafistką…
Pewne kłopoty sprawia Diabełek. Gubi się gdzieś na bagnach, wycieczkowiec odpływa, kolejna zima, kolejna gawra. Wczesną wiosną, gdy morze jeszcze skute lodem pastor z Tanią muszą jednak uciekać z wyspy. Miejscowi mają chęć niedźwiedzia ubić, a i zamożnego Fina byliby skłonni pozbawić majątku, a może i życia.
Ruszają w podróż. Ekspres do Odessy, w nim drobne spory z konduktorem, zakończone pościgiem niedźwiadka za niezbyt mądrym kolejarzem (kto ma odrobine oleju w głowie nie ryzykuje przecież konfliktu z takim zwierzątkiem).
Cóż w Odessie, mieście wielu pokus, Huuskonen coraz częściej zagląda do kieliszka. Niedźwiedź akurat tej namiętności nie podziela. Przed całkowitym upadkiem ratuje towarzystwo zamustrowanie się na kolejny statek. Tu główna rolę odgrywa Tania jako radiotelegrafistka. Statek będący w niezbyt dobrym stanie, to eufemizm, w ukraińskim porcie przechodzi remont, a w zasadzie otrzymuje certyfikat (tam, bo tanio), wozi ludzi po morzu śródziemnym. Lądują więc na Malcie. Wyspa, jak wyspa, tyle, że na niej nie spotyka się niedźwiedzi. Tym bardziej na kongresie wyznaniowym. Szatan robi tam porządek z tym wszystkimi imamami, pastorami, braciszkami. Aha, mieszka, czy też ma gawrę w saunie fińskiego komiwojażera od domków z bali (ten też, podobnie jak kucharka buezbyt dobrze kończy)…
Śmiech to chyba główne przesłanie Arto Paasilinna (przepraszam, ale nie wiem, jak i czy w ogóle, odmienia się nazwisko fińskiego pisarza). Uczłowieczony niedźwiedź, dobrotliwy pastor, który traci wiarę, żona, dwie kochanki (z których jedna ma zostać żoną), galeria wyrazistych postaci, która dodaje kolorytu.
Jeśli szukacie dobrej rozrywki na lato, „Nieludzki lokaj przewielebnego Huuskonena” jest strzałem w dziesiątkę







