nocy…
jesteś mi potrzebna ciemna przyjaciółko
aby zawsze pamiętać o świetle dnia
niebo we mnie daleko
niebo we mnie daleko
hen majaczy
jakby po drugiej stronie
sięgam dłonią wysoko
po skronie
chmur
w dole szaro i ciemno
gdzieniegdzie błyszczą
sztuczne światła nocy
to teraz obecna
scena
iluzji
niebo we mnie daleko
pochodnia w dół odwrócona
zdradza już tajemnice
płomień tęsknotę
podsyca
błyszczą odrzwia bramy
z kryształu lub lodu
zaskakująco
ciepłe się wydają
odbijają mglistą świetlistość
jeszcze przede mną
ukrytą
tęczą mienią się tylko
kryształowe motyle
wczepione nieruchomo
w zimny
błękit
niebo we mnie
daleko
dźwięki
one wypełniają wszystkie światy
muzyka niedostępnych sfer
niekończąca się symfonia
tajemnicza harmonia
przenika wszystko co żyje
przepełnia ją tęsknota
przyrodzie ton nadaje ład
mistyka matematycznej doskonałości
oddech wszechświata
słuchałam śpiewu grzybów
roślin traw drzew i galaktyk
ludzie ich nie słyszą
bez wzmacniających urządzeń
w świecie człowieka
zgiełk krzyk szum warkot
fałsz i chaos
zawstydza
sny
wrosły we mnie korzenie drzewa
rozrosła się jego korona
w gałęzie naczyń krwionośnych
i jestem drzewem
może nawet kosmicznym
sny słoneczne
układają się w kręgi
płyną po okręgach soki
sny ciemne wchłania
ziemia
sny mgliste
otulają koronę
niewidzialną
rosą
łez
oczekiwanie
moje stopy mają rozmiar 36 – 38
w zależności od buta lub pogody
ale są za małe aby przeskoczyć
otchłań
która nas dzieli
czekam na skrzydła
w smutny dzień listopadowy
oczekując na autobus miejski
w tym roku śnieg przeniósł się
na niebo
brudną bielą spowite od tygodni
jakby Ziemia stanęła na głowie
nawet mgły z października przeniosły się
na grudzień
czyżby rok zgubił dwa miesiące
wypadły jak ćwieki z pasa zodiaku
może trzeba ich poszukać
przyglądać się wnikliwie ziemi
patrzeć pod nogi
i uważniej stąpać
starsi ludzie przemykają ulicami
jakby mieli ubrania wywrócone
podszewką na zewnątrz
zawstydzeni bezradnością milczą
nie patrzą w oczy światu
tylko młodzi hałaśliwi
jak ptactwo nad ranem
dziobią palcami swoje telefony
smartfony smartwatche
ipady tablety notebooki ultrabooki …
i zapełniają wszystkie miejsca w autobusie
przezornie nie podnoszą głowy
(czyżby resztki przyzwoitości społecznej?)
nie widzą kobiet w ciąży staruszków inwalidów
oni się nie liczą
w ich cyfrowym świecie już ich nie ma
chyba jeszcze nie wiedzą
że to oni chowają się pod podszewką skóry
zamieniają się na miejsca z awatarami
rozmazują się w szkle monitorów
jak piksele
znikają
władza
w kałuży czarnej od brudu
odbija się słońce
nawet tu świeci
choć jego blask zimny
i promienie srebrzyste
tafla wody taka rzeczywista
(a przecież niebawem wyschnie)
nawet namacalna
zanurzam w niej palec
– jestem bogiem tego widoku
– myślę
zamącając obraz
są nieba
są nieba czarne
po których kołują czarne anioły
jest świat odwrócony
jak odbicie w lustrze
jest w nas ten prawdziwy
i ten złudny czas
nic nie jest takie
jakim się wydaje
i wszystko podobno
od nas zależy
już wiem
że pamięć nie wróci
choć ona dla ludzi
– jak wszelkie przedmioty-
ważniejsza niż życie
właśnie kłamstwa historii
przekuwają w mity
a ja tworzę swoje
jasne niebo
staję słupem światła
w blasku swoich ramp
Urszula Gierszon z d. Suszek – poetka, prozaik, krytyk literacki – urodziła się w Lublinie, tutaj tworzy i mieszka. Absolwentka informacji naukowej i bibliotekoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Autorka tomów poetyckich, prozy oraz książek krytyczno-literackich, społeczniczka i animatorka kultury. Zajmuje się grafiką i malarstwem. Debiutowała w 1980 roku w lubelskiej „Kamenie”. Należy do Lubelskiego Oddziału ZLP.





