Chciałbym rozpocząć nowy cykl „Okienko jednego wiersza”. Dlaczego takie? Mieliśmy „wiersz dnia”, mamy „wiersze tygodnia” i autorską rubrykę Naczelnego „jeden wiersz”. Może więc mój pomysł urąga „brzytwie Ockhama”, zasadzie zabraniającej mnożenia bytów ponad potrzebę? Niekoniecznie. A to dlatego, że swój pomysł opieram na czymś, co swego czasu znalazłem u Krzysztofa Gąsiorowskiego, który w swojej eseistyce podniósł kwestię, że znacznie łatwiej pisać o „całym” autorze albo o jednym tomiku niż o… jednym wierszu! Moje doświadczenie to potwierdza: takie sam na sam z wierszem, sam na sam wykraczające poza prywatność lektury, bo związane z obligacją, by tę prywatność opowiedzieć, upublicznić, a wtedy już wchodzimy w inne rejestry. To, co zadowala mnie w odbiorze wiersza nie musi wcale dawać gwarancji jakiegokolwiek sensu, gdy chcę zdać sprawę, być komunikatywnym. Te dwie komunikacje, jedna miedzy wierszem a mną, a druga między tą pierwszą jako całością (wiersz i ja) a światem zewnętrznym – o, to, bywa, zupełnie inne światy. Wiele razy ćwiczyłem pojawiające się tu trudności, właściwie ćwiczę je i doznaję ich przy każdej próbie recenzji.
Zatem chciałbym przekazywać (w miarę regularnie) swoje sam na sam z wierszem. Liczę na wsparcie Czytelników i otwartość redakcji. W końcu może to okazać się dobrym wyzwaniem dla wszystkich, nie trzeba być od razu krytykiem literackim recenzującym całe tomiki – tylko opowiedzieć o jednym wierszu. I jeszcze jeden warunek brzegowy, którego chciałbym się trzymać: jeden wiersz jednego autora (przynajmniej w skali roku), aby nie była to galeria zdominowana przez kogokolwiek. Nie będzie też żadnych biografii, wiersze mogą ewentualnie zachęcić do sięgnięcia po nie i po dorobek autora. Tyle wstępu. Aha, mam już koncepcję kilku pierwszych odcinków, kilu pierwszych prezentacji, kilku pierwszych okienek.
Zacznę od wiersza Andrzeja Gnarowskiego zatytułowanego „Ballada o butach”, bo to dobre wejście w nowe zdanie literackie:
Odstawił buty na bezpieczną odległość
chciał odpocząć od dróg wiodących
rzek wiernych i złotych w słońcu
słyszał kroki przez sen
poruszał niemo wargami
Buty nasiąkały krwią
biała jak krople rosy
Mój kontakt z tym wierszem to rok 2008 kiedy przeczytałem go na stronach ZLP (jeszcze pod adresem: https://www.literaci.eu). Wtedy i później zdrowie Andrzeja nie oszczędzało, chociaż – wiem od autora – wiersz pochodził ze znacznie wcześniejszego czasu. Mnie jednak nieodzownie kojarzył się ze zdrowiem i pobytem w szpitalu. Buty, coś do noszenia, coś towarzyszącego naszemu codziennemu zabieganiu. Zobaczcie na ile stron ten wiersz nas otwiera: srogi wiodąca, rzeki ciemne (i złote). Wiodące – gdzie? Każdy musi sam odpowiedzieć. Może właśnie w chwilach odpoczynku, gdy „odstawiamy buty na bezpieczną odległość”? buty, które słychać nawet przez sen. I wreszcie buty kojarzące się z naszym wysiłkiem, trudami życia, które znajdują zamknięcie w tych pięknych elektryzujących duszę i intelekt wersach końcowych:
Buty nasiąkały krwią
białą jak krople rosy
krople rosy, białe, może białe jak mgła zasnuwająca nasze życie, w którą powoli odchodzimy…
W kolejnym okienku – zapowiadam (będę starał się tak czynić za każdym razem, gdy sam będę wiedział, jaki pojawi się w nim wiersz):
„Całopalenie” Stefana Jurkowskiego.






