Strona główna Eseje Zbigniew Chojnowski – Radość, pomieszana z bólem

Zbigniew Chojnowski – Radość, pomieszana z bólem

0
137
Maria Kluza – nr. kat. 1034 "Różowe Łabędzie" ol. pł. 140x180
Maria Kluza – nr. kat. 1034 "Różowe Łabędzie" ol. pł. 140x180

Najwyższy czas, aby poezja Mieczysława Czychowskiego powróciła i weszła do obiegu czytelniczego i dyskusji o literaturze. Jego obecność próbach syntez drugiego półwiecza XX stulecia jest śladowa. Jeśli nawet przytaczane jest jego nazwisko, to pojawia się ono incydentalnie w szeregu pomniejszych twórców[1]. Formę istnienia poety obrazuje sytuacja, której byłem uczestnikiem. Wiosną 1998 lub 1999 zatelefonowała do mnie Maria Jentys, redaktorka powstającego właśnie dwutomowego „przewodnika encyklopedycznego” Literatura polska XX wieku. Przedstawiła mi listę poetów i pisarzy, których biogramów nikt dotychczas nie kwapił się opracować. W tym długawym spisie figurował „Czychowski Mieczysław”[2]. Kołatały mi się w głowie resztki ledwo zasłyszanej legendy: Gdańsk, Kurpie, Narew, Edward Stachura, Ryszard Milczewski-Bruno. W oczach stanął mi Kazimierz Sopuch (także z Kurpiów i z Gdańska), czytający publicznie wiersz swojego nieżyjącego już kolegi – jak w pamięci się zdawało – o zaglądaniu do studni. Zapamiętałem, że zaskoczył mnie ten utwór wyostrzonym widzeniem, takim, jakie się zdarza o świcie, gdy przed chwilą obudzone zmysły zaczynają pracować i chciwie chłoną poranny krajobraz. Było coś jeszcze w odbiorczym wrażeniu – odczucie uporczywej bolesności, która na chwilę ustąpiła pod wpływem bardzo wczesnej pory dnia oraz plastycznego wspomnienia.

Z przesadą – ze względu na potrzebę ogólnego umiejscowienia kurpiowsko-gdańskiego artysty w katalogu twórców literatury polskiej drugiej połowy XX wieku – zaliczyłbym go do poetów osieroconych, tzn. takich, którzy nie mają prawie żadnych swoich czytelników, komentatorów, wydawców. Stan rzeczy nie przedstawia się jednak całkowicie niepomyślnie. Wiersze autora Miejsc wydrążonych są zamieszczane – co prawda z rzadka – w antologiach[3], a niezrównanym znawcą rozumiejącym jego wierszy jest Kazimierz Nowosielski.

Uwzględniam to, że miarą ważności danej poezji nie może być statystycznie ujmowalna popularność. Poeta nie jest „gwiazdą telewizyjną” i nie stosują się do niego kryteria i oceny takie, jak medialność, oglądalność, słuchalność. Miarą twórcy jest jakość doświadczonych i artystycznie zaświadczonych prawd, a nie umasowienie odbioru, które niweluje istotę przekazu poetyckiego. Poeta jako osoba może być medialny, ale poezja nie jest medialna. Stawiam pytania: jaki świat czytał/tworzył Mieczysław Czychowski? Czy jego kreacja poetycka jest marginalna i odłączona od nurtów poezji drugiego półwiecza XX stulecia? Jakie są dominanty i komponenty jego twórczości lirycznej? Osobność oraz środowiskowe funkcjonowanie dzieła wcale nie oznacza odizolowania od szerszych procesów i zjawisk artystyczno-literackich charakterystycznych dla swojego czasu. Przypisanie do miejsca definiowanego geograficznie nie musi być ograniczeniem, lecz może być – i zazwyczaj jest – stygmatem wyzwalającym siłę kreacyjną. Wywodzenie się z kurpiowszczyzny i gdańskość Czychowskiego lokuje go w nurcie nowoczesnych poszukiwań w obrębie regionalizmu artystycznego. Można także uzasadnić, że był: powojennym przedstawicielem szkoły poetyckiej Józefa Czechowicza, gdańskim Stanisławem Grochowiakiem, twórcą naturalistyczno-surrealistycznym, piewcą trudnej prowincji, „kaskaderem literatury”, poetą, malarzem i rzeźbiarzem, autorem zaangażowanym, poetą religijnym, nieświętym Franciszkiem z Dzbenina, poetą kultury i sztuki, moralistą, lirycznym satyrykiem, poetyckim egzystencjalistą, poetycko-duchowym bratem/przyjacielem Tadeusza Nowaka, Edwarda Stachury, Ryszarda Milczewskiego-Bruno, ocalającym katastrofistą, poetą elegijnym, autorem lingwizującym, awangardą Nowej Fali. Nie wyliczyłem wszystkich możliwych, a zarazem udokumentowanych formuł rzucających światło na tę osobowość twórczą. Poeta dochował wierności sobie, zapracował na swą osobność, włączając się artystycznie i myślowo w procesy rozstrzygające w jakimś stopniu o obliczu poezji XX w.

Wartością, która leży u źródeł wyjątkowości tej poezji i uzasadnia potrzebę jej ocalenia, jest turpistyczne postrzeganie/przeżywanie świata. Poeta oddawał/konstruował go za pomocą jakości o szerokiej skali estetycznej i gatunkowej. Potrafił wydobyć/zachować w wierszach: subtelny i oniryczny liryzm, a zarazem naturalistyczne okrucieństwo egzystencji, oraz wyrafinowany estetyzm, groteskę i gorzką satyrę. Odkrywane w różnych wymiarach „kalectwo” świata jest u Czychowskiego jego zasadą i przeznaczeniem. Wychylanie się w ciemną stronę bytu i zaglądanie prosto w oczy śmierci, przemijaniu, podłości, bezdomności, wykluczeniu są wciąż ponawianym w jego wierszach aktem poznawczym i twórczym. Poezja nie znajduje się bowiem w sielankach, błogostanie, zauroczeniu, bezpiecznej magii łatwego piękna, lecz w tym wszystkim, co boli, uwiera, kaleczy, wymusza, domaga się odporu, którego dawanie wiążę się z cierpieniem. Rzeczywistość zaświadczona przez poetę jest dotkliwie niewygodna, niedopasowana do ludzkich oczekiwań i pragnień, z których podstawowym jest dążenie do szczęścia.

Twórczość poetycko dokumentuje dzieje pewnej frustracji, wywołanej niespełnieniem, niepowodzeniami życiowymi, doświadczaniem: klęski, stłamszenia, słabnących sił. Zastrzegam jednak, że ta dogłębna depresja w wierszach ma rangę świadectwa bardziej społecznego niż osobistego. W tym świecie dzieje się zbiorowa katastrofa/apokalipsa chłonięta zmysłami i która może uchodzić zarówno za projekcję skołatanego serca, jak i sumienia. Dlatego mnóstwo tu motywów, związanych ze skaleczonym, chorym lub rozkładającym się ciałem, a bywa że i mięsem. Poezja jest świadectwem RANY i jej opisywaniem (w innym znaczeniu niż u Tadeusza Różewicza, u którego nieobecna jest Najwyższa Sankcja Zła). Formy okaleczonej cielesności naturalistycznie oddaje obsesyjny motyw poderżniętego gardła i obłupywania ze skóry. Świat jawił mu się jako ruchliwa przestrzeń bólu i jego niezliczonych emanacji:

Zapiałaś jak kogut –
z poderżniętą grdyką.
Sobą – i nie sobą,
odeszłaś donikąd.
Ale tkwisz mi nożem,
po weselu – w żebrach.
w zębach ziemia chrzęści,
gorzką grudą srebra

(Nieznana I[4]).

By wypowiedzieć ten bardziej psychiczny niż fizyczny ból i inne doświadczenia, poeta posługuje się powtarzalnie archetypami biblijnymi, czy lepiej byłoby powiedzieć wyobrażeniami chrześcijańskimi, katolickimi: „rajem”, „wieżą Babel”, „tęczą”, „trąbą jerychońską” itd. To, że poeta widział świat przez tradycję religijną i znajomość przyrody, ujawniło się także w doborze ptasich stworzeń. Pod „próchniejącym niebem” latają: jaskółki, kukułki, dzięcioł, dzwoniec, czajka, wróbel, pliszka, bocian, gawron, czyżyk, kruk, słowik, sowa, skowronek, gil, ale najczęściej gołąb – ten gołąb, którego wypuścił z arki Noe, aby przekonać się, czy gdzieś z odmętów wyłonił się suchy ląd[5].

Źródłową figurą cierpienia w tej poezji jest Jezus Chrystus – Jego drogę przywołują/upamiętniają/ożywiają/ucieleśniają poetycko głosy koguta, imiona osamotnienia, bezdomności, nawiązania maryjne. Można by z utworów Czychowskiego ułożyć Pasję Męki Pańskiej, której ekstatyczny, dosłowny i jakby wszechogarniający wyraz znajduje się w lakonicznym liryku Głowa Chrystusa:

To właśnie Twoja poraniona głowa:
poranna głowa – rzekłby ktoś o zmierzchu.
Nocą w gwieździstą przemienia się w skorupę,
otwartą cierpieniem na przestwór i czas[6].

Poeta gdzie indziej pisał: „W chmurze Męka Pańska / drogę błogosławi” (Tren szary II[7]). Bo czytał świat/życie/los przez wartości i wyobrażenia, które wytworzyło chrześcijaństwo, a szczególnie polski katolicyzm (choć nie tylko polski, czego przykładem jest wspaniały cykl oparty na Sądzie ostatecznym Memlinga). Wizje wyjęzyczają się – w niekiedy dyskretnie zaznaczonym – cieniu katedry, kościoła, świątyni, który ustala znikający, lecz jedyny punkt orientacyjny w świecie, który utracił swą strukturę, hierarchię i przejrzystość:

Pomyliły się miejsca, zdarzenia, okoliczności,
tylko jaskółka wyfruwa ta sama z katedry

(Szachy[8]).

Krojenie, rozdzieranie, kaleczenie, zacieranie się, gnicie, rozkład, rozsypywanie się, brzydnięcie, starzenie się itd. są w wierszach nie tylko gestami turpisty, przede wszystkim symbolicznie przejawiają dokonującą się w Polsce powojennej, ale też w jakiś sposób zawsze – desemantyzacji kultury. Proces ten powoduje przecież, że zanika wspólnota ludzi, a więc to, co czyni wiarygodnymi słowa, wartości, a w pierwszym rzędzie ubezpiecza człowieczeństwo. Desemantyzacja i fragmentaryzacja kultury, demontaż znaczeń, zanik zdolności do przypisywania swoim działaniom, napotykanym rzeczom, przeżywanym zdarzeniom znaczeń i znaczenia znajdują w poezji ekspresję i osiągają apokaliptyczny wymiar, objawiają katastrofę duchowego wydziedziczenia. Jego skutek pokazany jest w poetyckim obrazie, kończącym sonet Szachy:

Zbieraliśmy wydziedziczone figury do skrzyni:
nie znaczyły więcej niż przykra powinność.
Nawet król nie różnił się niczym od zwykłego pionka”[9].

Katastrof, upadków, zbłądzeń, labiryntowych ścieżek w tych wierszach jest dużo więcej: przemijanie, zapominanie, słabnięcie, tracenie zmysłów, bezdomność, utrwalająca się samotność itd. Jednym z najsroższych zdarzeń apokaliptycznych jest to, która polega na niemożności wydobycia się na zewnątrz prawdzie: „Czas jest dźwiękochłonny. / Nie ma litości dla żywych. / Trafiony prawdą ginie wraz z nią” (Projekcja architektoniczna[10]). Toteż poezja jest „chwytaniem ciemności w usta”(Tren szary I[11]), wyzwaniem losu, stawaniem na krawędzi, szykowaniem się na klęskę, a nie marzeniem „o czarodziejskim ptaku”. Czychowski nie uprawiał nihilizmu i kaskaderskiej błazenady, nie epatował cierpiętnictwem. W stylu, przypominającym nieco dykcję Czesława Miłosza, ogłaszał w swoim Credo:

Czym jest w końcu poezja,
jeśli nie aprobatą świadomości człowieka
który się niczego dobrego nie spodziewa[12].

Wiedza, że w systemie permanentnych ograniczeń, w sytuacji spętania języka przez cenzurę państwową, w epoce serwilistycznych obyczajów społeczeństwa, artysta skazany jest na niepowodzenie, została zaświadczona, jak u wielu innych poetów tamtego czasu, w obrazie skaleczonego i zdeformowanego języka. Brak wolności ujawnia się pod postacią drętwej, zakłamanej, jakby wydrążonej mowy. Jeden z wierszy kończy scena niczym z Procesu Franza Kafki: „Przyjdą panowie w rękawiczkach białych, / by ci podnieść ciężarek przywiązany do języka” (Sąd ostateczny (według Memlinga)[13]). Podobny sprzeciw w poezji Nowej Fali ma walor polityczno-społeczny, gdy u autora Miejsc wydrążonych moralno-społeczny (poza tym u Czychowskiego nieufność nie jest programowa, ani tak ekstremalna, jak u nowofalowców). Jego postawę określa nonkonformizm, potrzeba zaapelowania, aby ludzie nie kontaktowali się przez udawane uczucia i wygodne w danej chwili zachowania. Tkwienie w zakłamanych konwencjach nie tylko alienuje osobę od społeczeństwa, ale czyni ją samotną wobec samej siebie, bo „Najbliżej jest pozorów. / Najdalej jest od siebie” (wiersz od słów ”Zaciemnione znaczenia”[14]).

Lęk przed dyktatem iluzji, ułatwionym życiem, zauroczenie udawanymi wartościami wynika z przyjętej przez poetę powinności nieskładania fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu; temu zobowiązaniu towarzyszy dążenie do tego, aby nie dać się uwięzić w czarodziejstwie słów, nie zastygnąć w błogości ułatwionej i gładko przyjmowanej wizji. Poeta wybiera to, co przyziemne, ziemskie, oporne, ale co przynosi zysk pozamaterialny – woli poddać się bólowi, który umożliwia zbliżenia się do Tajemnicy, staje po stronie Hioba, a tym samym znajduje się na antypodach takiego „czytania” świata, którego wyznawcą zdawał się być Konstanty I. Gałczyński. Poezja Czychowskiego jest negatywem liryki autora Zaczarowanej dorożki i Pieśni, czego przykładem jest wiersz następujący:

Ta twoja gwiazda to jest gruda błota,
lecz że do ziemskich nie należy kręgów –
w świeceniu swoim, tak dalekim – złota,
ale bogactwa nie przydaje rękom.

Nad okrucieństwem życia wzgardą błyska.
A czy istnienie jej – tragiczna czułość?
W weselnym domu modrzew i kołyska
i chleb na stole przepasany stułą.

Ty, któryś wierny jej – i tak bez wiary,
jakbyś podwójnie miał wstąpić do piekła,
poprawiasz w lampce oliwnej ogarek,
żeby cię złudą w drodze nie urzekła.

Stawiana tu jest w świetle podejrzliwości: sentymentalizm, jednostronną tkliwość, skłonność do potoczystych, zaokrąglonych fraz, miłych stwierdzeń czy snucia sympatycznej fantazji. Dlatego wiersze te są idiomami nawracających stanów bolesnych z odrobiną radości wzbudzającej się w trakcie twórczego aktu. Ból kształtuje w człowieku poczucie rzeczywistości, zmysł realizmu, poprawia wzrok wewnętrzny, moralny, religijny? Radosna chwila nie pozwala umrzeć nadziei.

Czychowski, wskazując na „pustynność rzeczy”, reagował na utratę przez człowieka z ludźmi, dookolną i dalszą, widzialna i niewidzialną rzeczywistością związków semantycznych oraz niebezpieczeństwa wynikające z odczuwania „nieznośnej lekkości bytu”. Być może chłopska, agrarna wyobraźnia sprawiła tu, że w tej poezji jest duża dbałość o to, by składające się na nią elementy były substancjalne, miały swój ciężar i zmysłową postać, a także funkcję praktyczną.

Spełniająca się w tej poezji apokalipsa opiera się na wierze, że zło zostanie potępione i ukarane, a dobro wyniesione i nagrodzone. Moralistyka jest czuła na sprawiedliwość. Poeta rodem z Dzbenina jest, jak to udowadniam, chrześcijański, bo przyjmuje cierpienie, aby nie wykluczyć się z możliwości poznawania prawdy i doskonalenia swojego człowieczeństwa. Chodzi tu o prawdę i człowieczeństwo bez patosu. W poetyckim sumieniu tkwi głębokie przeświadczenie, że każde zło, każda krzywda, każde zaniechanie uczynienia dobra wraca do tego, kto krzywdził, grzeszył zaniechaniem. Jak czytamy w wierszu od słów „Budowałem ogromną wieżę”: „pod koniec – każdy kuśtyka / za ukrzyżowaną zdrowaśkę”[15].

Świat Czychowskiego jest wielobarwny, bogaty w uczucia, stany, myśli, jakości estetyczne; jest „radością, pomieszaną z bólem”. Cierpienie bowiem nie przesłania poecie świata, lecz intensyfikuje jego doświadczanie, ani nie zabija w nim wrażliwości, lecz wzmacnia nadzieję. Objawiające się na różne sposoby utrata i zatrata jako nieodłączone zasady bytowania nie przekształciły obrazu świata w otchłań, w absurd nicości, jak się zdaje, dzięki wierze poety w to, że „miłość (…) podnosi / co upadło w człowieku”[16].

Szkic jest rozdziałem w książce Zbigniewa Chojnowskiego Prowincjusze, tubylcy i bywalcy (Białystok 2024).

  1. „Wśród poetów kręgu »Orientacji« właściwy zespół stanowią: Krzysztof Gąsiorowski, Zbigniew Jerzyna, Andrzej K. Waśkiewicz, Janusz Żernicki, Andrzej Zaniewski, Maciej Z. Bordowicz, Mieczysław Machnicki, Janusz Styczeń. Do tej samej grupy pokoleniowej zaliczyć trzeba pozostających z »Orientacją« w luźnym kontakcie lub tworzących poza jej kręgiem jej wpływu – Erwina Kruka, Bogdaną Zadurę, Witolda Maja, Edwarda Stachurę, Mieczysława Czychowskiego, Ryszarda Milczewskiego-Bruno, Krystynę Miłobędzką” (L. Szaruga, Walka o godność. Poezja polska w latach 1939–1988, Wrocław 1993, s. 180).

  2. Zob. biogram poety: Z. Chojnowski, Czychowski Mieczysław, w: Literatura polska XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny, t. I, Warszawa 2000, s. 108.

  3. Np. wiersze Obłąkana, Scena prowincjonalna, Kołek, Retrospekcja II, Wstęp I (sen), ***(„Po dniach udręki i nadziei” w: K. Karasek, Współcześni poeci polscy. poezja polska od roku 1956, Warszawa 1997, s. 166-169; W polu, w: Okruchy chleba. Antologia polskiej liryki z motywem chleba, wybór i układ S. Placka i M. Bocian, Wrocław 1992, s. 161-162.

  4. M. Czychowski, Nieznana I, w: tenże, Lasem, losem zboczem życia. Wiersze wybrane z rysunkami autora, Gdańsk 1974, s. 167.

  5. Chodzi o cytat: „Gołębica, nie znalazłszy miejsca, gdzie by mogła usiąść, wróciła do arki, bo jeszcze była woda na całej powierzchni ziemi; Noe, wyciągnąwszy rękę, schwytał ją i zabrał do arki” (Rdz 8,9).

  6. Tamże, s. 200.

  7. Tamże, s. 173.

  8. M. Czychowski, Wiersze wybrane, wstęp i wybór K. Nowosielski, Gdańsk 1985, s. 129.

  9. Tamże.

  10. Tamże, s. 131.

  11. Tamże, s. 147.

  12. Tamże, s. 126.

  13. Tamże, s. 54.

  14. M. Czychowski, Wiersze wybrane, s. 91.

  15. Tamże, s. 44.

  16. Tamże, s. 101.

Poprzedni artykułKrystyna Konecka – Wileńskie spotkania w maju
Następny artykułMarek Jastrząb – Wczorajszy człowiek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko