Strona główna Rok 2025 Nr 585 Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami: Duszność

Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami: Duszność

0
233

Ta książka ma już osiemdziesiąt lat. I zastanawiam się dlaczego wydano ją po polsku dopiero teraz? Rozumiem, że mogły być jakieś obawy w PRL-u, ale po przełomie?

Zastanawiam się, bo to książka nie tylko świetnie napisana, ale też po prostu ważna.

Bo ilu z nas, poza zawodowo zajmującymi się historią Francji, wie czym było Vichy, jak wyglądało państwo marszałka Pétaina? Jak tę Francję po jej kapitulacji w 1940 roku podzielono, jakie były kompetencje policji francuskiej, a jakie były uprawnienia Niemców.

Oczywiście, Bove, napisał powieść, ale jest to powieść, w której, przynajmniej w jakiejś mierze, ocieramy się o historię, to ona jest jej tłem. Tłem dla polskiego czytelnika, jeszcze raz to podkreślę, kompletnie nieznanym.

Jakiś czas temu przyszło mi do głowy szukać jednowyrazowych określeń twórczości różnych pisarzy. Gdybym miał tę zabawę rozciągnąć na autora „Pułapki” użyłbym słowa duszność. Ale zaraz potem, z tyłu głowy, pewnie każdemu czytelnikowi tej powieści, nasunie się też nazwisko wybitnego prozaika. Kafka i jego „Proces”. Podobieństw tych powieści odnajdziecie, w klimacie, w sytuacjach absurdu, w oparach niemożności, lękach, w dramatycznych następstwach czegoś, co nie miało prawa się zdarzyć, bez liku.

Kim więc jest bohater „Pułapki”? Tego do końca nie wiemy. Nazywa się Joseph Bridet. Kiedyś studiował prawo, ale studiów nie skończył. Rzucił je dla sztuki, dla malarstwa. Ale był też dziennikarzem dwóch poważnych pism. W czasie wojny był w armii, z której się sam, nie nie, nie zdezerterował, sam się z niej zdemobilizował.

Jest zwolennikiem generała de Gaulle’a i „Wolnych Francuzów”. W planach ma dołączyć do nich w Anglii i bić się o swój kraj.

Nie wiemy jak i dlaczego, ale znajduje się Lyonie, który należy do strefy nieokupowanej. Wpada na szaleńczy pomysł, aby udać się do Vichy, odnaleźć dawnego przyjaciela, który zajmuje wysokie stanowisko w rządzie Pétaina. Chce się zaprezentować jako gorący wielbiciel marszałka i zdobyć, dzięki protekcji, przepustkę do Afryki Północnej. Stamtąd bez problemu, jak sadzi, udałoby mu się przedostać do Anglii.

Napisałem, że słowem, które określa tę powieść jest duszność. To, co dzieje się w Vichy to stan wzajemnej podejrzliwości. Przyjaciel, co oczywiste, nie wierzy w jego deklaracje, zapewnienia. Coś obiecuje, chwilę potem go unika, odsyła do kolejnych urzędników, a w Bridetcie rosną emocje, strach, piętrzą się podejrzenia. Każą mu przychodzić w określonych porach, prowadzą do dziwnych pomieszczeń, spotyka na swej drodze ludzi, którzy pozornie się nim nie interesują, a zaraz potem dowiaduje się, że mają w jego sprawie do odegrania jakąś rolę. W którymś momencie pojawia się policja polityczna, zaczynają go przesłuchiwać, potem aresztują. Okazuje się, że sprawdzany jest jego przyjaciel, bliski współpracownik ministra (finalnie to on ucieknie do Anglii). Nie ma żadnych wskazówek, co zrobił źle, dlaczego znalazł się tam, gdzie się znalazł. Z policyjnego aresztu wyciąga go żona. Ma dość. Nie czeka na ponowne zatrzymanie. Wbrew sugestiom Jolandy postanawia zwiać z Vichy do Lyonu, a potem nielegalnie przekroczyć granice strefy „wolnej” i okupowanej.

Strach, który mu towarzyszy, napięcie wciąż rosną, kumulują się. Wraca do Paryża, ale nie do swego mieszkania, ale do lokalu zajmowanego przez szwagra. Czuje rozczarowanie. Był przekonany, że brat żony podziela jego poglądy, ale ten, jak większość Francuzów, już, cztery miesiące po kapitulacji, zaadaptował się do panujących warunków. Uznał je za coś oczywistego.

Kilka dni później do stolicy wraca też żona. Jolanda prowadzi butik z kapeluszami, które zamierza sprzedawać żonom niemieckich oficerów. Jest naiwną damą wierzącą w porządek i prawo. Podziwia Hitlera, ma jakieś kontakty z hitlerowskim generałem. Nie wierzy aby Bridetowi groziło jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Namawia go do powrotu do ich mieszkania.

Dalej jest już tylko osuwanie się w przepaść. Aresztowany we własnym domu. Policjanci, którzy podrzucają mu komunistyczne ulotki. Proces i, o dziwo, uczciwy sędzia. Uniewinnienie. Szczęście, wdzięczność dla Jolandy. Ale nikt nie zamierza go zwolnić. Z więzienia trafia do obozu dla internowanych. Żona podejmuje interwencję w niemieckiej komendanturze. Przyjmujący ją kapitan jest pełen rewerencji. Mijają tygodnie, miesiące. Narastający strach, bo… Tak, internowani są tak naprawdę zakładnikami. Plotki, pogłoski, niepewność. Gdzieś ginie niemiecki oficer, rozstrzeliwuje się dziesięciu zatrzymanych w obozie. Dlaczego ten, a nie inny? Przecież już miał wyjść, przecież była w jego sprawie interwencja, przecież jego przypadek był zupełnie błahy, przecież to pomyłka? Pomyłka? Nie, pułapka.

Emmanuel Bove napisał i opublikował tę powieść w roku 1945. W tym samym roku, mając ledwie 47 lat, zmarł. To rozliczenie, duszne, z francuską rzeczywistością czasu okupacji jest niezwykłe…

Emmanuel Bove – Pułapka, przekład Jacek Giszczak, Officyna, Łódź 2025, str. 173.

Poprzedni artykułSubiektywne Kalendarium Artystyczne Anny Łyczewskiej (od 1 do 14 maja)
Następny artykułPiotr Müldner-Nieckowski – Choroba Morgellonów, zaraźliwa przez Internet

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko