Strona główna Felietony Krystyna Habrat – WESOŁYCH ŚWIĄT!

Krystyna Habrat – WESOŁYCH ŚWIĄT!

0
70

Mam już na Święta umyte okna, świeże firanki i trochę łusek cebuli do malowania pisanek, a za oknem złocą się w słońcu mlecze i frędzle bazi na brzozie.

Ja tak przyziemnie zaczynam, a przecież Wielkanoc jest najstarszym i najbardziej uroczyście obchodzonym świętem w chrześcijaństwie, obchodzonym na pamiątkę Zmartwychwstania Chrystusa.

Czas świąteczny rozpoczyna Niedziela Palmowa upamiętniająca wjazd Jezusa Chrystusa do Jerozolimy na święto Paschy, kiedy był witany gałązkami palm, które dotąd my w ten dzień święcimy, ale z naszych już traw, bukszpanu i kwiatów. A na wsiach wnoszone są do kościołów wielometrowe palmy na drzewcu przybranym podobnie, bo odbywają się co rok konkursy, która palma największa i najpiękniejsza. I potem zaczyna się Wielki Tydzień – czas rozważania męki Pańskiej, zakończony Triduum Paschalnym w Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielką Sobotę, z adoracją przy grobie Chrystusa.

W Wielką Sobotę święcimy w kościele koszyczki z barankiem, pisankami i symbolicznymi darami bożymi w postaci kawałka kiełbasy, chleba, soli i chrzanu oraz, co tam komu pasuje. Tego dnia kończy się też 40-dniowy Wielki post – zaczęty w Popielec, w dwa ostatnie dni nawet ścisły. Nazajutrz w niedzielę wielkanocną dzień rozpoczyna rezurekcja – uroczysta msza skoro świt, np. o godzinie 6.00 – z procesją obchodzącą trzykrotnie kościół, a wszystko z radości, że grób już pusty, bo Chrystus zmartwychwstał.

I w domu rozpoczynamy święta uroczystym śniadaniem. Najpierw dzielimy się jajkiem, co odpowiada dzieleniu sią opłatkiem w Wigilię, a jest wyrazem wzajemnej miłości i życzliwości.

Potem dalej cieszymy się, ucztujemy, w gronie rodzinnym i towarzyskim. Na stole stoi biały baranek z cukru lub porcelany z czerwoną chorągiewką i krzyżem, zwaną anguskiem. To papież Urban V wprowadził go w XVI wieku jako świętość. Obok stoją wielkanocne baby, mazurki, sernik, pascha – taki deser z sera. Potem przybywają szynki, pieczone mięsa i bigos. Wszystkiego nie próbuję nawet wyliczać, bo już teraz tak dużo nie jemy, a rodziny jakby mniej liczne.

Przed świętami muszę zajrzeć do „Pana Tadeusza”, by przypomnieć sobie o bigosie, jaki jedzono po polowaniu na niedźwiedzia. To pozwoli mi odpowiednio nastroić się, bo tu przyziemność, czyli zaspakajanie najniższych instynktów jak głód, ubrane w poetyckie wersy, nabiera rangi wyższej, związanej z potrzebami estetycznymi. Nawet filozoficznymi, bo takie spojrzenie jest wzorem dla filozofii w dziale urody życia czy małych przyjemności budujących sumarycznie szczęście. Chyba więc i w tym roku zrobię bigos. Potem wystarczy garnek przygrzać, nakroić na półmisek mięsa i wędlin i można świętować, pamiętając nawet o Śmigusie Dyngusie, czyli oblewaniu się wodą w Poniedziałek Wielkanocny.

To są dopiero zamierzenia, plany świąteczne. Pani domu w tym tygodniu zrobić takie plany, większe zakupy i porządki w domu po zimie. Ja już teraz ledwo ze wszystkim nadążam, ale już jestem wykończona. Ja. A robota? Ta i tak nigdy nieskończona, bo wszystko się nieustannie brudzi, kurzy i wciąż trzeba przyrządzać coś do zjedzenia.

Nagle w internecie widzę obrazek ze spokojnie siedzącą na kanapie i słowa Przekroju: „Robienie niczego jest bardzo trudne i – paradoksalnie – niezwykle męczące. Odwrócenie się od świata, by mieć w końcu taką możliwość, nie od dziś jest marzeniem ludzkości.”

Trochę racji chyba w tym jest, ale na pewno napisał tak mężczyzna. Kobiety raczej nie znają czegoś takiego jak „nic nierobienie”. I dobrze wiem, że najwspanialej się nic nie robi, gdy ma się dużo do zrobienia. Nie wiem, czy potrzebne tu dopowiedzenie: Wtedy siada się, by pomyśleć w co najpierw ręce włożyć i tak miło się siedzi i siedzi.

Szczególnie przed świętami. A tu trzeba coś zrobić. Robić cały czas.

Kiedy pochwaliłam się umytymi oknami, nie przeze mnie, choć firanki – tak, sympatyczna koleżanka Małgosia. W. napisała mi, że nie tylko same święta cieszą, czekanie też bywa ekscytujące.

Słusznie. Lubię też to czekanie, dlatego zawsze lubiłam roboty przedświąteczne przerywane uczestnictwem w nabożeństwach Wielkiego Tygodnia. Dopiero gdy musiałam z czegoś rezygnować z braku czasu, a teraz sił, ta radość jest nieco inna. Ale dotąd lubię święta i nawet przygotowania, bo to też część świąt. Lubię też bardzo 2, 3 dni poświąteczne, kiedy dawniej nie musiałam odrabiać lekcji. później – nie gotować obiadu, bo bigos, mięsa i ciasta zostały, więc mogłam bez pamięci zatopić się w jakiejś powieści. Nawet mama, widząc mnie zaczytaną, nie wołała: „chodź mi tu pomóż” albo „Czy ty już nić nie masz do roboty?”, bo sama też czytała. Pamiętam jeszcze w podstawówce czytałam tak zachłannie w te dni „Ogniem i mieczem”, a w liceum – „Uskoki” Jeża. Teraz też sobie jakąś powieść przygotuję z mojego stosu oczekujących. Wiersze również.

Cieszmy się więc, pamiętając o istocie tego święta. Wielkanoc ma głębokie znaczenie religijne, ale też tradycyjne obrzędy na wpół świeckie, choć nawiązujące do religijnych: palmy w Niedzielę Palmową, święcenie koszyczka z pisankami, barankiem i święconką, śmigus-dyngus. Jest też trochę w tym uciechy, ale radość potrzebna nam do życia.

Tu zacytuję pogodny wierszyk Kasprowicza:

Wstał Pan Jezus z martwych

Po trzydniowej męce,

Chodzi po wsi naszej

Z chorągiewką w ręce,

Powiewa nią, wyśpiewuje

Swoją Alleluję.


Po podwórkach pieją

Poranne koguty,

Chodzi Jezus z kajdan

Śmiertelnych rozkuty.

Chorągiewką wymachuje

Nucąc Alleluję…

Życzę wiec Wszystkim na Święta pogody ducha i nadziei, że będzie lepiej. Z wszystkich złych myśli się wyspowiadamy, zostawiając tylko te potrzebne do celów wyższych.

Nienawiści też nie chcemy, bo z każdym odruchem nienawiści tracimy kawałek serca.

Wesołych Świąt
Wielkanocnych!

życzy Krystyna Habrat

Katowice 10.4.2025r.

Poprzedni artykułNadmorze #156: Agnieszka Mędrzak-Sikora czyta wiersze z tomu „Ruinki”
Następny artykułJanusz M. Paluch – Zielarz nie daje wytchnienia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko