Stefan Jurkowski – Podróże w głąb siebie

0
92

Tom otwiera wiersz „Na krawędzi”, który jednocześnie jest utworem tytułowym całego tomu Stefana Pastuszewskiego. Taki wiersz może napisać poeta o szczególnym instynkcie filozoficznym. To, co poeta dostrzega, czym w rezultacie nasyca swoją metaforykę, ma podłoże filozoficzne, metafizyczne, głęboko egzystencjalne. Czytamy: bo nam wciąż wydaje się że pustka nie istnieje. Kto z nas nie ma lub nie miał choć przez chwilę poczucia wiecznego, niezniszczalnego trwania, owej niewiary w wiecznotrwałą próżnię? Czas odgrywa niebagatelną rolę w poezji Pastuszewskiego; niekoniecznie pojmowany linearnie. Tu mamy do czynienia z osobliwym wyjściem poza znane (przeczuwane?) ramy i granice czasoprzestrzeni. Czas przeszły na owej metafizycznej krawędzi staje się czasem teraźniejszym, który zastygł „w kamieniu chwili”; daje się rozciągać – jak mówi poeta – niczym guma do żucia. Nie ważne, czy dane wydarzenia miały miejsce tysiące lat temu, czy też dopiero wydarzą się w przyszłości. Życie bowiem nie jest wiecznym trwaniem w tym samym miejscu, ale przejściem do innych, w tej chwili nam nieznanych wymiarów i czasoprzestrzeni.

Świat poetycki, który przedstawia Stefan Pastuszewski we wszystkich trzech rozdziałach tego tomu („Urządzenie świata”, „Tylko pamięć jest dobra”, „Urządzanie domu”) nie jest jednoznaczny. Podmiot liryczny stale zdaje sobie sprawę, że to, co aktualnie zauważa, w okamgnieniu się zmienia, obrasta nowymi znaczeniami; że człowiek nie jest w stanie orzekać o niczym w sposób ostateczny, zamknięty. O tej egzystencjalnej niemożności poeta powiada:

ten cień wbity w słońce
ślepy i oślepiony
nic nie może
dochodzi do krawędzi
i wraca
jak wahadło zegara
choć wie że nie ma prawdziwych powrotów

Tak, jesteśmy uwikłani w czas, przemijanie, marzymy o niekończącym się istnieniu. Ale w jakiej formie? Tej, w której żyjemy teraz, czy w jakiejś innej, zaledwie przeczuwanej? Teraźniejszej, czy pojawiającej się wyłącznie w naszych marzeniach? Dla ogółu nie jest to aż tak często nurtujące. Natomiast dla poetów – inspirujące, stanowi pole dociekać filozoficznych a także literackich: jak ową nienazwaną ulotność opisać, jakiego użyć słowa, zespołu pojęć: czy w ogóle nasz materialny język jest w stanie cokolwiek w sposób adekwatny uchwycić. Pewnie nie można, ale starać się trzeba…

Przede wszystkim poezja Stefana Pastuszewskiego nie jest statyczna, nie ogniskuje się na jednym czy też małym zakresie zdarzeń, a raczej – powiedzmy – zauważeń poetyckich. Przecież świat nie jest „urządzony z jednego, dwóch elementów. Rzecz w tym, aby dostrzec ich jak najwięcej, połączyć je, i w ten sposób zbliżyć się do samej, być może nieuchwytnej istoty. Ale co by to było, gdyby była uchwytna? Czy właśnie wszelkie tajemnice dotyczące świata i nas samych nie są główną inspiracją, motywem poszukiwań, a w konsekwencji poszerzania naszych poetyckich, filozoficznych, egzystencjalnych pojęć?

Poeta dostrzega, że gasną stare światła zapalają się nowe. Tutaj wprowadza poeta wyraźnie osobę Boga. Bóg w nurcie podskórnym wierszy Pastuszewskiego jest obecny, choć niekiedy głęboko ukryty, objawia się raczej w głębi poetyckiego przekazu, nie wychodzi na plan pierwszy. Tu akurat mamy Go wymienionego z imienia. I nie bez kozery. Możemy to odczytać jako swoisty minitraktat teologiczny:

tak Bóg wstrzyknął do obiegu truciznę czasu
jeszcze wcześniej stwarzając miłość

miłość i czas
jeśli prawdziwa
to skreślmy czas a zapiszmy wieczność

na próbę nas wystawił
ten nasz Bóg
                           (Nasz Bóg)

Poezja Pastuszewskiego nie ucieka od codzienności, od spraw, które dzieją się „tu i teraz”. Oto „tramwaj odjeżdżający za horyzont”, telefon, który uporczywie milczy, ale także pustka; owa dojmująca pustka „która rozrywa jak granat”.
Bardzo ważna jest pamięć. W gruncie rzeczy to ona buduje nas, pozwala rozumieć świat bezpośrednio otaczający nas, widziany poprzez pryzmat rzeczywistości, która znikła. Znikła? Może tylko dla nas; może objawi się z całą jaskrawością w innym momencie. W wierszu „Dziś nie ma takich żniw” możemy przeczytać:

miałem szczęście widzieć jeszcze kosę
i osełkę żniwiarza i spękaną jak ziemia po orce
skórę jego dłoni

a oto ważna puenta tego utworu:

miałem szczęście być wczoraj

Takie przenikanie się czasów, swoiste uzupełnianie wszelkich zjawisk, nawet bez względu na etapy czasowe są bardzo charakterystyczne dla tej poezji. To swoiste zapisy – można rzec – „egzystencjalnych etapów”. Budowanie opowieści inspirowanych różnymi doznaniami, strzępami dawnych i bliskich przeżyć, rozmaitymi historiami własnymi oraz innych ludzi. Oto jak dobra jest pamięć, ten fundament, na którym budujemy nasz osobisty świat.

Osobisty nie znaczy prywatny. Wszystkie wiersze Stefana Pastuszewskiego są dalece zuniwersalizowane. Emitują całą gamę fal odbieranych przez różne wrażliwości, wyobraźnie; korespondują z całą rozmaitością ludzkich doświadczeń. I to jest istotną zaletą tej poezji.
Budowanie siebie jest zarazem budowaniem poezji. Organizowaniem świata, przede wszystkim wewnętrznego, ale i zewnętrznego także. Nie darmo nazywają zapisywanie poezji azylem, formą autoterapii, oswajaniem tego, co nas otacza; co zrazu wydaje się obce. W wierszu „Lutowy poranek” poeta zwierza się:

codziennie rzeźbię od nowa
ten świat we mnie i poza mną

Ów świat budowany jest z konkretów, z zauważeń, niby potocznych ale tylko dla poety dostrzegalnych zjawisk. To będzie „ciepły dym z komina”, promienie słońca, niedziela mijająca na wolnych obrotach, okno, drzwi jako atrybuty wewnętrznego życia domu (ale i nas w tym domu). To wreszcie śpiący zięć śpiący w osobliwej pozie, człowiek z którego paruje zmęczenie. Albo banalna rozmowa o ziemniakach.  I okazuje się, że wcale nie taka banalna, bo „słowa były tylko łupinami”. Albo – jak w wierszu „Moje, twoje, i”  kończącym tom. Przytoczmy go w całości:

można być blisko
a w rzeczywistości być daleko
być daleko
ale być blisko
wszystko można
ale jest niemożliwe
jak nieskończoność

Bóg ulitował się nad wędrowcem
i stworzył chwilę
ziarenko wszechświata
dla mnie
i dla ciebie
i

Tak. Mamy swoje niepowtarzalne chwile. Każdy z nas. Jesteśmy wszak wędrowcami przede wszystkim w głąb siebie, ale z jednoczesnym poczuciem wszechogarniającego nas Istnienia. I tak można chyba odczytywać przesłanie tych utworów.

Stefan Jurkowski

_________________
Stefan Pastuszewski: „Na krawędzi”, Instytut Wydawniczy „Świadectwo”, Bydgoszcz 2024, s.88. Posłowie Juliusz Rafeld.

Poprzedni artykułStanisława Górki poetyckie widzenie świata – Adriana Jarosz
Następny artykułWacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko