Czytałem książkę Jakuba Sieczko „Pogo” na jednym wdechu. To debiut pisarski z 2022 roku. Materiał reporterski z pierwszej ręki, bowiem autor jest lekarzem, specjalistą anestezjologii i intensywnej terapii, a w pogotowiu ratunkowym w Warszawie pracował przez sześć lat. Książka, jako spektakl, szybko trafiła na scenę. 15 czerwca 2023 roku odbyła się premiera w warszawskim Teatrze Polonia w reżyserii Kingi Dębskiej. W monodramie wystąpił Marcin Hycnar w towarzystwie muzyka Radosława Luki. Ten spektakl mogliśmy oglądać też na ekranach domowych telewizorów w Teatrze TVP. Z tym większym zainteresowaniem szedłem do krakowskiego Teatru Ludowego, gdzie „Pogo” w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej zaprezentowane zostało na Scenie Pod Ratuszem. Ten spektakl przerazi, ale też wzruszy i rozśmieszy do łez… Nie wierzycie? Obejrzyjcie „Pogo”, tę krakowską wersję, bo o niej piszę!
Pogo kojarzyłem zawsze z agresywnym tańcem punkowym. W tym przypadku jednak oznacza skrót pogotowia ratunkowego… Odnoszę wrażenie, że między pojęciami pogo – taniec i pogo – pogotowie ratunkowe, można znaleźć wspólny mianownik, co udało się doskonale uchwycić Małgorzacie Bogajewskiej. Pogo – w obydwu wersjach – to swoista „jazda bez trzymanki”, której skutki mogą być różne… „Należy się lufa o ósmej rano po powrocie z dyżuru. Już w łóżku, po kąpieli. Butelkę z whisky, butelkę z colą i szklankę z trzema kostkami lodu stawia się na stoliku nocnym symetrycznie. Po pierwszym łyku przymyka się oczy. Po trzecim błogie ciepło zaczyna rozlewać się po ciele. Po wypiciu szklanki zapada się w sen. Wystarczy jedna. Kilka miesięcy później dwie. Potem trzy, ale to przecież tylko trzy, a noc lekka nie była, trzy wyjazdy po północy. Lufa za każdy. (…) Narkotyki twarde, czyli morfinę lub jej pochodne, wstrzykuje się dożylnie w dawce po pół ampułki, bo każdy z nas widział dziesiątki razy, jak pacjenci otrzymywali całą ampułkę i żadna krzywda im się nie działa”… Padają ze sceny pełne dramatyzmu, zwyczajne słowa.
Uwagę widza zwraca scenografia autorstwa Alicji Kazimierczak. Obskurne pomieszczenie, zapewne jest wypadkową atmosfery miejsc, w jakich pracują ratownicy pogotowia ratunkowego. Jest umywalka, szafka na osobiste rzeczy, kozetka dla odpoczynku między wezwaniami, fotele samochodowe – z obowiązkowymi pasami bezpieczeństwa, brudna podłoga – może jakieś miejsce na ulicy, gdzie ratują człowieka. A przecież jeżdżą na ratunek klimatyzowanymi markowymi samochodami, wyposażonymi w dobry sprzęt, podobnie jak SOR-y. Jednak przypominam sobie wizytę w pogotowiu ratunkowym i oczekiwanie na udzielenie pomocy przez 14 godzin! Tego koszmaru, przez który codziennie przechodzą w całej Polsce zwykli pacjenci, nie „zagumkują” najlepsze sprzęty medyczne. W tej scenicznej przestrzeni słuchamy opowieści rozpisanej na trzy głosy. Załoga pogotowia ratunkowego złożona jest z lekarza, ratownika medycznego i kierowcy. Słuchamy – pełni podziwu dla ich poświęcenia. Słuchamy – przerażeni tym czego doświadczają. Słuchamy – pełni współczucia… Ale ktoś ratować nas musi!

Autor książki poznał nie tylko ratowników i kierowców, z którymi pracował, ale też „dzielnię” prawie od podszewki, oczywiście przez pryzmat swej pracy. Przekonał się niejednokrotnie, że rutyna nie sprawdza się. Zasłabnięcie dwudziestojednolatki to nie tylko menstruacyjne powikłania, bezdomni (tzw. przez ratowników „leżący”) to nie zawsze upojenie alkoholowe, a śmierć zabiera nie tylko niespodziewających się jej dorosłych czy starych, ale i dzieci. Wtedy śmierć ma zupełnie inne spojrzenie… Oglądając krakowski spektakl, w wykonaniu trzech aktorów, zastanawiałem się, czy potrafiłbym wytrzymać stan nieustannego napięcia, ciągłego zagrożenia – przecież nawet wariacka jazda na sygnale do chorego to ryzyko! Potem często wyczerpująca – nie tylko fizycznie – reanimacja… Jeśli udana – ulga. A jeśli kończy się wypisaniem stwierdzenia zgonu?… Nie wspominając już o narażeniu na wulgarność pacjentów, a nawet pobicia przez osoby agresywne, którym niesiona jest pomoc. Niedawno w Siedlcach odbył się pogrzeb sanitariusza, który został zabity nożem podczas akcji ratunkowej… Choć z drugiej strony pamiętamy aferę związaną z pogotowiem ratunkowym w Łodzi, ukazaną we wstrząsającym filmie Aleksandry Potoczek „Łowcy skór”. Wprowadzone do spektaklu muzyczne elementy rapu (muzyka Bartłomieja Woźniaka) nadają tempa, ale i niezwykłej emocjonalności spektaklowi. Na scenie aktorska załoga zespołu ratowniczego, to lekarz – Tadeusz Łomnicki, ratownik medyczny – Piotr Franasowicz i kierowca – Karol Polak, wykreowała niezwykle wiarygodne postaci. Mówią jednym głosem o swej codzienności, walce z rutyną, wyciąganiem ludzi z objęć śmierci i o tym, jak rzadko ktoś im chce podziękować. Ale też o tym, jak bardzo boli ich porażka, kiedy na zakończenie akcji lekarz musi wypisać stwierdzenie zgonu… No tak – każdy z nas nolens volens może zatańczyć z nimi pogo…
Gdy po oklaskach wstałem z fotela, w uszach wciąż słyszałem frazę – „Być wydolnym krążeniowo i oddechowo to całkiem dużo.”
Janusz M. Paluch
Teatr Ludowy w Krakowie, Scena Pod Ratuszem: Jakub Sieczko „Pogo”, reżyseria – Małgorzata Bogajewska, adaptacja – Małgorzata Bogajewska, Piotr Franasowicz, Tadeusz Łomnicki, Karol Polak, scenografia – Alicja Kazimierczak, kostiumy – Dominika Syroka-Czwartosz, muzyka – Bartłomiej Woźniak, reżyseria światła – Dariusz Pawelec, asystent reżysera – Piotr Franasowicz, inspicjent / sufler – Manuela Nowicka. Obsada: Piotr Franasowicz, Karol Polak, Tadeusz Łomnicki. Premiera 8 marca 2025 r.






