Strona główna Rok 2025 Nr 581 Rekomendacje książkowe z Biesiady Literackiej SPP

Rekomendacje książkowe z Biesiady Literackiej SPP

0
68

Wacław Holewiński
Dziennik czasu wojny

Książka Andrieja Kurkowa, pisarza rosyjskiego (rodzice byli rdzennymi Rosjanami), który od drugiego roku życia mieszkał na Ukrainie i za Ukraińca się uważa, wyszła u nas prawie dokładnie w trzecią rocznice pełnoskalowej wojny Rosji z Ukrainą. Ale jest to dziennik obejmujący czas od 1 sierpnia 2022 roku do 25 lutego 2024 roku

To czas heroizmu, który autor często podkreśla, oddolnych inicjatyw na rzecz armii, to opis tego, do czego dochodziło i wciąż dochodzi na okupowanych terenach, to świadectwo przerażenia i nadziei mieszkańców Kijowa, ale też wsi, gdzie autor ma swój dom. To decyzja syna Kurkowa po ich wspólnym wyjedzie ze stolicy na początku wojny, powrotu i wstąpienia do armii, to relacja z pobytu w USA i organizowania pomocy dla kraju przez ukraińską diasporę. To też książka o wykuwaniu się narodowej tożsamości. O złożonej historii ludzi mówiących w dwóch językach, którzy maja jedno państwo i tworzą jeden naród.

To są także trudne relacje z trudnych spraw. Choćby z uchylania się przed mobilizacją wielu młodych (no nie, nie tylko młodych, mobilizacji podlegają mężczyźni do sześćdziesiątego roku życia) Ukraińców. Z leku, strachu, z życia pod bombami, z przyzwyczajenia do wojny, do lekceważenia zarządzeń.

Z polskiego punktu widzenia jest w tej książce kilkanaście zdań, z którymi trudno się zgodzić. Przy całej wdzięczności Kurkowa dla Polski, zrównywanie rzezi wołyńskiej z działalnością odwetową na tych terenach Armii Krajowej jest nie do przyjęcia. Nie do przyjęcia!

Nie wiemy, wciąż nie wiemy jak się ta wojna skończy. Z początkowego entuzjazmu autora „Dziennika czasu wojny” pod koniec niewiele zostało. Pewnie w kolejnych zapisach, które się za jakiś czas pojawią będzie go jeszcze mniej…

Zadziwia mnie, że książka została przełożona z języka angielskiego. Kurkow przestał pisać po rosyjsku, pisze po ukraińsku.

Andriej Kurkow – Dziennik czasu wojny, przekład Anna Esden-Tempska, Noir Sur Blanc, Warszawa 2025 str. 304.

Piotr Müldner-Nieckowski
Leszek Szaruga: Wyraz

Leszek Szaruga (28.02.1946-15.10.2024), starszy ode mnie dokładnie o miesiąc i jeden dzień, niestety już nie żyje. Chciałbym z nim porozmawiać o jego najnowszej i ­­– jestem tego bezwzględnie pewien – najlepszej książce, ale będę musiał na to poczekać. Dogadamy się, czy Bóg istnieje, czy jednak nie, ale później.

Jak trafnie pisze Andrzej Skrendo, książka zawiera nie tyle cykle sylwiczne, ile gotowe duże poematy. Więc w sumie niby zestawienia wierszy, niby przypadkowe, ale też dzieło, jak to zdefiniowała profesor Skwarczyńska, oparte na wielości, różności, niewspółmierności, formie otwartej i – to już definicja ode mnie – pozbyciu się przez autora wszelkich barier i hamulców wytwarzanych przez zastaną kulturę, naukę i style. Nawet nie na przekraczaniu granic, ale właśnie otrząśnięciu się z nich.

Granic w pisaniu nie ma, powiada ktoś, kto się sylwy, lasu rzeczy przestał bać. Leszek Szaruga, syn kapitalnego, choć dziwnie zapomnianego poety Witolda Wirpszy i znakomitej tłumaczki Marii Kureckiej-Wirpszowej, background miał potężny, lecz kto wie, czy nie przytłaczający. Nie było mu w młodości łatwo być osobnym sobą, bo mimo jego odwagi życiowej i politycznej, rodzice byli w jakiś sposób niechcąco przytłaczający, napotykał też na kłody rzucane mu przez różnie życzliwych. To bez wątpienia blokowało wiele jego koncepcji i planów, ale na szczęście kształtowało też trafnie ironiczny stosunek do ludzi i świata.

Kiedy jednak zaczął się zbliżać do kresu, nagle zrozumiał, że to wszystko, co się przez dziesiątki lat nieustannie pojawiało w jego języku codziennym jako niby prosty żart, dowcip, solidnie uszczypliwa obserwacja, analiza językowa czy logiczna, że to właśnie powinno być przedmiotem jego dzieła. Rzucił się do pracy. Odepchnął maski i obiekcje i zaczął pisać rzeczy dla wielu wariackie, niewiarygodne, powierzchniowe, a dla przenikliwych i mądrych nareszcie najnowocześniejsze z nowoczesnych. Przede wszystkim własne. Po drugie głęboko sięgające do wnętrza materii, życia i pojęć. Po trzecie drapieżne. Po czwarte sięgające stóp prawdy, miejsc, z których prawda wyrasta. Po piąte bez barier, ale z dyscypliną leksykalno-plastyczno-dźwiękową tekstu.

Założonym celem, który w tym widzę, było docieranie do junktury biologii, myśli, ducha, wiary, niepewności, skończonej nieskończoności i ­– co chyba najważniejsze ­– języka jako ich narzędzia, a na koniec do poezji traktoiwanego niczym czynnik porządkujący nowe emocje i odczucia w doświadczalne układy, które niczym w nauce dają nową wiedzę.

Skorzystał z mechaniki poezji tradycyjnej, ale też konkretnej, wizualnej i tej ściśle lingwistycznej, takiej w rozumieniu Grześczaka i Barańczaka, a także modernistycznej, postmodernistycznej jako podkładów, i wreszcie własnej, tej z polotem, o który bym go nigdy nie podejrzewał.

Większość składników Wyrazu publikował w wydawnictwach Pomyłka w Szczecinie i u Anny Matysiak w warszawskim Convivo oraz systematycznie w „Tekstualiach” pod czujnym okiem Żanety Nalewajk-Tureckiej. Wszystko obok autorów najwyższej próby, w dobrym towarzystwie, które umiało te rzeczy docenić. Teraz w Państwowym Instytucie Wydawniczym.

Książkę można otwierać w każdym miejscu i zawsze będzie chwytać za oko, ale i rozum, ale i serce i coś jeszcze, choć nie zawadzi prześledzić pozornych nieporządków, i nie tylko co do gatunków tekstologicznych, bo to one, jak w Dziadach Mickiewicza czy Królu-Duchu Słowackiego, odgrywają niepoślednią rolę w Szarugi penetrowaniu zastanych przekonań i reguł.

Mamy ostatnio szczęście do wybitnych dzieł wybitnych autorów, ale z przykrością trzeba powiedzieć, że nieszczęśliwie szybko z tego świata odchodzą, zanim niektórzy zaskoczeni zdążą pozamykać otwarte ze zdumienia usta.

Piotr Müldner-Nieckowski

_______________________

Leszek Szaruga, Wyraz. Cykle sylwiczne z lat 2017-2023. Wydanie pierwsze. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2024. Stron 248. ISBN 978-83-8196-815-7.

Poprzedni artykułStanisława Górki poetyckie widzenie świata – Zdzisław Jerzy Bolek
Następny artykułAndrzej Walter – Żałosny spektakl władców świata

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko