Podobno musimy posługiwać się tak prostym językiem, by ułatwić automatyczne tłumaczenia i automatyczną transkrypcję mowy na pismo. Kiedy redakcje upraszczają nam język, co przywozi na myśl nowomowę ze słynnej powieści George’a Orwella Rok 1984, twórcy bez względu na tzw. giełdę literacką, niezależnie od siebie nawzajem, spontanicznie przystępują do zorganizowania „lingwistycznej samoobrony” (termin zapożyczony od Janusza Sławińskiego). Na przykład Stanisław Srokowski wydał właśnie Tajemniczą podroż, opatrzoną znamienną dedykacją: „umysłom skomplikowanym, kapryśnym i problematycznym”. Rację miał Karol Irzykowski, kiedy programowo głosił komplikacjonizm. Sztuka i wolność wymagają czasu, cierpliwości, złożoności. Nie ułatwiajmy życia cenzorom.Pisarz z goryczą ironizuje:
„Język zamieniony w biały proszek wyglądał […] jak sproszkowana kość. A te półlegalne ciała zaczęły się w sobie zapadać […] – Pozbawione starych słów, zapadają się w sobie, zatracają w niebycie […] Jakby pozostawały bez ducha […] bez swego języka coraz bardziej bledną, marnieją i zanikają” (s. 102). „I już nie widzi staromodnych, zużytych, chorych wyrazów […] srakotłuk, syryło, szajgic czy kunirować – ale język nowoczesny, światły, jasny i rozwojowy” (s. 104).
„Czym się zajmiemy dzisiaj? – spytał Wizytator. […] – Mieleniem języka!” (s. 99). Dodajmy, że w rzeczywistości mielenie rozciąga się na składnię, a i fonetyki nie oszczędza. W powieściowym świecie jednakże zmielone będą: „Zowżdy, dzwunek, kunic, porzundek, rypać, salamacha, mundrahela, miszkulancja, łaba, strachoput, wereta, graba” (s. 99).
Kompozycja osnuta wokół podróży z przewodnikiem, mentorem jak Kontroler jest właściwie toposem. Antyutopijna groza pojawiła się, gdy nawet sny podlegały kontroli, a „System oplatał życie ludzkie dokładnie, precyzyjnie i bezbłędnie” (s. 89). Nowy wspaniały świat Aldousa Huxleya ewokowany jest dyskretnie za pośrednictwem postaci dziecięcych. Pisarz nawiązuje do katastrofizmu Witkacego, który przewidywał unicestwienie filozofii, religii, sztuki oraz nauki, pojmowanej jako poszukiwanie prawdy. Przewodnik po antyutopii Srokowskiego wyjaśnia: „Tam nauka, sztuka i religia stają się jednym. […] Tutaj szczytem radości twórczej, co jest jednoznaczne z poznaniem naukowym i doświadczeniem metafizycznym jest objawienie Nieistniejącego” (s. 233).
Powroty do dwudziestowiecznych katastrofistów, klasyki science fiction, a nawet do starożytnych dialogów są zawsze aktualne, lecz w chwilach modernizacji przed redukcję wiedzy historycznej, aktualne jakby bardziej… Repetitio mater studiorum est, dlatego powieści takie jak Tajemnicza podróż powinny służyć jako historycznoliterackie repetytorium i przestroga przed pozorami postępu, który w istocie jest regresem. Zupełnie jakbyśmy słuchali reformatorów edukacji przez likwidację: „Czaszki […] wypromieniowują całą różnorodną wiedzę o przeszłości Rodzaju, a Gigantyczny Mózg ją przefiltrowuje i magazynuje […], ale tylko te informacje, które przydadzą się do budowania nowego świata. Pozostałe likwiduje. […] Te wypromieniowywane energie, to – mówiąc stylem głównego nurtu – to wszystkie języki, idee, filozofie, prądy naukowe, kierunki i tendencje w sztuce, metafizyka i mistyka, magia i tajemna wiedza, doświadczenia umysłu i katalog zdrad zmysłowych, […] cała encyklopedia zarówno ludzkich sukcesów, jak i upadków, załamań i dramatów” (s. 250).
Zbieranie obrazów, czyli praca kronikarza, wydaje się remedium na powszechne likwidatorstwo, rodzimy wariant światowych zjawisk określanych mianem kultury unieważniania. Dalsze konteksty powieści związane są z pojęciami rewolucji niwelistycznej (termin Stanisława Ignacego Witkiewicza) i rewolucji nihilizmu (termin Hermanna Rauschninga). Narrator zapowiada: „Będzie to opowieść o Niczym” (s. 17). Wyróżnione kursywą zdanie akcentuje filozoficzny aspekt powieści. Surrealistyczne wizje i konwencje: poematu heroikomicznego, satyrycznej powiastki filozoficznej, stylizowanej Wojny skutecznej czyli opisu bitew i potyczek z zadufkami Jerzego Andrzejewskiego składają się erudycyjne zaplecze zmagań skrzętnie zbierającego obrazy” (por. s. 426) narratora-bohatera z postmodernistycznym minimalizmem poznawczym. Dawanie świadectwa prawdzie stanowiłoby remedium na zakłamanie i odbieranie wolności. Czy samo głoszenie prawdy wystarczy? Aleksander Sołżenicyn twierdził, że wystarczyłoby przestać kłamać, by nieludzki system upadł. Wiemy już jednak, że nikły wpływ na rzeczywistość ma wypowiadanie prawdziwych zdań, jeśli nie są one słuchane ani rozumiane, decydenci je ignorują, ogół lekceważy.
Futurologiczne przestrogi w zmysłowym konkrecie realnego świata ugruntowują szczegóły, zaczerpnięte z realiów minionej epoki („fruwają w powietrzu dwa malutkie szare kółka wycięte maszynką” – s. 55). Obrazowość i sugestywność sprawiają, że czujemy się świadkami scen z różnych czasów, nawet tak irrealnych i dalekich jak na malowidłach Hieronima Boscha. Koniec powieści zaakcentowany został datowaniem: Wrocław, luty 2024. Aby rozumieć nadciągające czasy i powody, dla których trzeba stawiać owym czasom opór, czytajmy Srokowskiego.
Dorota Heck
Stanisław Srokowski, Tajemnicza podróż, Gadowski, Kraków 2024.






