Adam Lizakowski – Kuzyn Józef albo, Emigracja loteryjna po roku 1989 do Ameryki, czyli wyprawa po złote runo. Opowiadanie z życia wzięte, część 3.

0
33

11

Józef przez resztę dnia zastanawiał się czy ma jutro iść do księgowego czy nie. Rozum przemawiał za tym, ze już dawno powinien to zrobić, firma nadal funkcjonuje, trzeba jakoś rozliczać się z podatków, wprowadzić czeki, bo płacenie gotówka za materiał na dalszą metę do niczego dobrego nie doprowadzi. Trzeba w jakiś jawny sposób udowodnić istnienie firmy. Księgowy więcej wiedział od Józefa o całej sprawie związanej z prowadzeniem firmy może chciał mu sprzedać jakieś wiadomości, może chciał mu powiedzieć o długach, które muszą być spłacone, aby firma mogła dalej funkcjonować. Przecież to on od strony papierków wszystko trzymał w swoich rękach od lat zanim  on przyjechał do Ameryki. O tym wszystkim dobrze Józef wiedział. Wiedział też, że sprawy papierkowe przyprawiają go o ból głowy i dupy, ale niestety nie można tego było unikać i odwlekać nie wiadomo jak długo. Jeśli chce by firma dalej się kręciła, musi wszystko załatwić od początku na siebie. Musi zapomnąć o bólu głowy i potraktować całą sprawę poważniej w przeciwnym razie, pójdzie na szczaw. Musi nawet pójść do szkoły i postarać się nauczyć trochę angielskiego bo bez znajomości języka niczego nie będzie w sanie załatwić i do końca życie będzie się bał, że ktoś  chce go okraść, albo oszukać. Teraz dopiero zrozumiał, co to jest potęga znajomości języka, co znaczy chodzić do szkoły. Wiadomo bez znajomości angielskiego nie ma życia, musi wiedzieć, co podpisuje, musi też to zrozumieć, że każdy papierek w urzędzie musi być opłacony tak samo i każda pieczątka, a tego bał się najbardziej. Musi iść na kurs prawa jazdy i zdobyć prawo jazdy, każdy jego wyjazd do miasta do urzędników zabierał mu pół dnia, bez samochodu jak bez butów nie ma życia w Chicago. Chłopaki na wszelki wypadek ostrzegli go żeby niczego nie podpisywał temu księgowemu, bo z oczu bardzo źle mu patrzyło.

Antoni przez lata nie pozwalał mu na zrobienie prawa jazdy, bał się, że będzie musiał dać mu samochód, albo nie daj Boże, Józef mógłby sobie sam kupić samochód i od niego całkowicie się uniezależnić –takie różne myśli przychodziły mu do głowy. Przez tyle lat mieszkał w Ameryce, ale życia amerykańskiego nie znał. Na robotę jechał z Antonim i z nim wracał, razem robili zakupy wódki i jedzenia, wszędzie razem. Związani niewidzialnym łańcuchem posłuszeństwa Józefa wobec Antoniego. Zresztą Antoni lepszego życia nie miał od niego. Chociaż mógł sobie pozwolić na wiele, wiele więcej a przede wszystkim nie chciał mieć lepszego życia. Tak jak żył i było mu dobrze,. Józef był na niego tylko skazany, na dobre i złe. Gdy teraz o tym myślał ciarki chodziły mu po plecach.

12

Spotkanie z księgowym było dla Józefa tak wielkim przeżyciem, że przez dwa dni nie wychodził z domu, zadzwonił tylko do jednego z chłopaków, aby nadal bez niego pracowali, bo on się czuje nie najlepiej. Zasłabł, osłabł, trudno jest nawet powiedzieć, co mu było, słowo szok, chyba najbardziej byłoby odpowiednie. Księgowy po rozmowie z nim wezwał taksówkę, aby odwiozła go do domu, co jeszcze w większy wprawiło go szok, bo po raz pierwszy w życiu jechał taksówkę. Blady na twarzy drżącymi ustami mówił sam do siebie czy to prawda, czy to wszystko jest prawda, co powiedział księgowy. Wierzyć mu nie chciał, sobie sam nie chciał wierzyć, świat zawirował mu w oczach, w głowie się zakręciło, mało, co nie spadł z krzesła, mało, co nie stracił życia, bo brakowało mu powietrza. Biurko księgowego zaczęło tańczyć na jego oczach, księgowy zaczął unosić się w powietrzu, niczym balon dmuchany. Modlił się do Pana Boga, aby tylko księgowy niczego nie dawał mu do podpisania, bo niczego nie chciał podpisywać. Sam nie wiedział, co się z nim dzieje, chodził w letargu, nic nie jadł i nie pił, nawet ulubione piwo przestało mu smakować. Bał się, że zwariował, bał się, że będzie z nim niedobrze i skończy w jakimś zakładzie dla wariatów, gdzie wszyscy wokół niego będą mówić po angielsku, a on nie z tego nic nie  będzie rozumiał. Bał się że będzie zabawką w ręku lekarzy, którzy będę na nim robić doświadczanie jak, na jakiej świni. Dopiero na czwarty dzień, podniósł telefon, dzwonił księgowy o słodkim głosie z zapytaniem jak się czuje? Chyba dobrze odparł niepewny tego czy nie skłamie. W takim razie powiedział księgowy, jeśli pan pozwoli powoli zacznę przygotowywać wszystkie papiery do podpisów. To jest sen, zły sen krzyczał przez słuchawek Józef, pan mnie oszukuje, pan mnie kłamie, to musi być jakaś zemsta Antoniego zza grobu, proszę mnie nie męczyć, jestem bardzo zmęczony i bardzo, bardzo chory, proszę zostawić mnie w spokoju….I słuchawka wypadła mu z ręki.

Księgowy jednak nie dał za wygrane, przyjechał do jego domu, wezwał pogotowie, Józef spędził dwa dni w szpitalu pod obserwacją lekarzy, którzy były dla niego bardzo mili i uprzejmi i nawet nie kuli go zastrzykami, tylko kazali łykać jakieś tabletki. A jedna bardzo, bardzo gruba Murzynka nawet głaskała go po głowie, bo pomóc w pierwszą noc bardzo głośno krzyczał. Na trzeci dzień przyszedł księgowy i zabrał go do domu, powoli zaczynał przychodzić do siebie, choć nadal nie wiedział co się wokół niego dzieje, wciąż myślał że śni, a obecność księgowego o szczurzej gębie była dowodem że przeżywa jakiś senny koszmar, ale gdy przynosił jedzenie, takie żarcie, że palce lizać, jeszcze takiego w życiu nie widział, takich frykasów w życiu nie jadł, uwierzył, że to nie sen, to rzeczywistość. Tym bardziej, że o pieniądzach nawet nie wspomniał, ani się nie zapytał.

Józef żarł jakby za trzech i z taką szybkością, że księgowy aż usiadł ze zdziwienia, i po raz pierwszy dotarło do niego to, że jest milionerem, tak milionerem, bo gdyby nim nie był, to księgowy dawno wypiąłby się na niego, nie przynosiłby takiego wspaniałego żarcia i co pięć minut się pytałby jak się czuje. A ta szczura gęba przez cały czas nie uśmiechałaby się do niego, gdyby nie wietrzyła w tym interesu. To, co powiedział musiało być prawda: Antoni ubezpieczył się na milion dolar w razie swojej śmierci i głównym spadkobierca zrobił Józefa. W dwóch bankach ma ponad poł miliona dolarów w gotowce na swoich kontach, których współwłaścicielem jest Józef. Księgowy jest gotów to wszystko dla niego w przeciągu kilku tygodni załatwić, oczywiście wraz z zaprzyjaźnionym adwokatem i oczywiście za mała sumkę, która będzie zapłata za jego czas i adwokata.

Józef przez moment pomyślał, co ma odpowiedzieć temu człowiekowi o szczurzej mordzie, czy napluć w twarz i powiedzieć: idź pan do diabla. Czy złapać go za klapę marynarki i wyrzucić za drzwi razem z futryną. Czy podziękować i poprosić, aby sprawę załatwił nie tylko w przeciągu paru tygodni, ale w przeciągu jednego tygodnia. Z trzech opcji wybrał tą trzecią. Księgowy ochoczo się zgodził na jego propozycje skromnie prosząc o cierpliwość, bo wiadomo z urzędnikami nigdy nie wiadomo. Na co odpowiedział bardzo chłodno: proszę się spieszyć, bo przed zimą wyprowadzam się do Kalifornii. Niczego panu nie podpiszę, jeśli nie napisze pan tego w tłumaczeniu na polski, tak abym rozumiał, co podpisuję. Jeśli myśli pan, że mnie łatwo okradnie, to się pan myli. Od dzisiaj, co rano przed dziesiąta, proszę do mnie dzwonić i informować jak się sprawy mają. Firmę oddaję chłopakom proszę im to przekazać, ale nic nie mówić o żadnych pieniądzach. Jeśli zgodzą się, aby dalej im pan ją prowadził to proszę bardzo, od dzisiaj to ich i pana sprawy, mnie to już nie interesuje. Następnie dodał:

Jestem tutaj już siódmy rok nie znam angielskiego potrzebuję nauczyciela, ale dobrego co by mnie w kilka tygodni czegoś nauczył, proszę za takim się rozejrzeć – tutaj wciągnął  powietrze – a przy okazji jak będzie pan rozmawiał z adwokatem, proszę mu powiedzieć, że nadeszła pora aby złożyć papiery na obywatelstwo, niech się za takimi papierami rozejrzy. I na tym rozmowa się zakończyła. Księgowy wyszedł w pół ukłonie ze szczurzym uśmiechem na ustach, milczący, a Józef ochoczo otworzył butelkę koniaku – który traktował jako lekarstwo, a którego nazwy za nic w świecie prawidłowo by nie wymówił.

13

Niestety księgowy nie załatwił tego wszystkiego, o co go prosił Józef w jeden tydzień. Nawet nie załatwił tego w jeden miesiąc, skończyło się lato i skończyła się jesień, rozpoczęła się zima, a sprawy prawno –bankowe jeszcze się ciągły, choć część pieniędzy z osobistych kont Antoniego wpłynęła na jego konto. Część, bo nie chciał robić, jakiego popłochu w bankach. Ale w grę wchodziła spora suma pieniędzy z ubezpieczenia, a wiadomo kompanie ubezpieczeniowe pracują jak chcą. Józef nie miał żadnych amerykańskich dokumentów, chociaż mieszkał w tym kraju siódmy rok. Nie znał angielskiego, więc z podpisem wielu dokumentów zwlekał, starając się je samemu tłumaczyć, zrozumieć. Nie ufał księgowemu, nikomu nie ufał, zrobił już prawo jazdy, jeździł piękną nową mazdą, kupno, której załatwił mu księgowy w sobie znany sposób, bez problemów założył konto bankowe, na które w razie czego można byłoby przelać nawet milion dolarów z ubezpieczenia.

Kupił sobie wszystkie nowe ubrania, buty, koszule, swetry, a te po Antonim wyrzucił na śmietnik Rozpoczął  naukę angielskiego, prywatne lekcje u jednego z najlepszych profesorów na uniwersytecie chicagowskim. Mając nowe obowiązki plus auto ograniczył swoje picie do minimum, wiedział, czym grozi jazda po pijana, więc gra nie była warta świeczki. Wiedział, że wielu rodaków potraciło możliwość otrzymania obywatelstwa za pijaństwo, drobne kradzieże w sklepach a nawet za niezapłacone mandaty drogowe.  Powoli, ale bardzo wyraźnie zaczynał przemieniać się w kogoś innego, w kogoś, kim nigdy nie był, ale co tu dużo mówić pasowało mu nim być.

Po raz pierwszy od przyjazdu do Ameryki miał możliwość spotkania i rozmowy z Amerykanami, takiej sposobności przez te wszystkie lata nie miał. Profesor był bardzo wyrozumiały i znał swój zawód bardzo dobrze, a Józef był chętny do nauki tym bardziej, gdy się dowiedział, zażyczył sobie 65 dolarów za godzinne nauczania. Poza tym kazał mu kupić wielki telewizor i co najmniej dwie godziny dziennie go oglądać, aby złapał akcent. Polecił mu oglądanie ulubionych filmów na video, czytanie książek ulubionych autorów. Profesor otworzył mu oczy na nowy świat, o którego istnieniu tylko jakby przez mgle wiedział, albo gdzieś z dalekiej dali dochodziły z tego nieistniającego do tej pory świata odgłosy. Myślał o Antonim, który płacił mu miesięcznie 100 dolarów, tłumacząc się tym, ze wszystkie podatki i opłaty za niego są już zapłacone, do tego miał jedzenie i spanie za darmo. Teraz Józef wielokrotnie zastanawiał się nad tym czy nie jedli psiego albo kociego żarcia przez te wszystkie lata.

O tym wszystkim myślał Józef spacerując downtown Chicago, oglądając się coraz częściej za kobietami a przy okazji starał się podpatrywać ludzi w sklepach na ulicach, co kupują, co jedzą w restauracjach, jak się ubierają? Interesowało to go, bo miał teraz pieniądze i potrzebował kogoś, z kim mógłby je wydawać, z kim mogły cieszyć się z życia i życiem. Już nie musiał wstawać o piątej rano do roboty, był panem własnego czasu i życia. Przestał być już emigrantem, ale normalnym człowiekiem, któremu cos więcej od życia się należy niż emigrantowi, bo oni potrzebują tylko pracy i jedzenia, wódki i snu. Spacerując wieczorami po ulicy Michigan o tym wszystkim rozmyślał. Powoli zaczęło do niego docierać, ze nigdy nie był w kinie, teatrze, muzeum, operze, cyrku, a tych przybytków kultury widział plakaty rozwieszone na ulicy. Czytał o nowych wystawach w gazetach, nowych filmach wchodzących na ekrany kin, powoli dojrzewał do tego, ze chciałby być częścią tego wszystkiego, wziąć w tym wszystkim udział, ale nie widział jeszcze jak to zrobić. Widział tysiące ludzi pędzących w swoich samochodach z północy na południe, wiedział, tysiące ludzi w sklepach, na chodnikach, zatrzymujących taksówki, i przez moment wydawało mu się ze w tym mieście wszystko musi być za darmo, skoro tyle ludzi stać na kupowanie w najdroższych sklepach miasta.

14

Uwagę jego przykuł wielki plakat reklamujący cyrk włoski. Na plakacie było zdjęcie pięknej pół nagiej dziewczyny z dużymi piersiami, tak dużymi, że ręce oglądającego same bezwiednie wysunęły się z kieszeń skórzanej kurtki z chęcią dotknięcia tych cudownych wspaniałych piersi, okrytych tylko przezroczystym materiałem. Dziewczyna trzymała w rękach kiść białych winogron, pies palił fajkę, oraz kot grał na hawajskiej gitarze. Wszystko to było na tle gór, może nawet i Alp włoskich, z pięknym niebieskim niebem. Józefowi spodobała się dziewczyna, jej piersi, to bez dwóch zdań, ale to że pies palił fajkę, tego nie rozumiał, bo to kot powinien palić fajkę, być w ogromnym kapeluszu z pawim piórem i wielkich butach. Ale kot nie palił fajki, tylko grał na gitarze, tego też nie rozumiał, dlaczego kot gra na gitarze i to w dodatku hawajskiej skoro cyrk jest włoski. Na dobra sprawę niczego z tego plakatu nie rozumiał, bo jaki ma sens stojąca piękna dziewczyna z dużymi piersiami na tle gór z kiścią winogron, i czy do reklamowania winogron trzeba się rozbierać do majtek. Tego też nie rozumiał, ale jak już zostało powiedziane dziewczyna mu się spodobała. Pies palący fajkę zaintrygował, a kot grający na gitarze hawajskiej zainteresował, i aby dłużej na tym się nie rozwodzić, zdecydował się wybrać do cyrku, tym bardziej, że nigdy w życiu nie był w cyrku. Chciał się na własne oczy przekonać czy kot faktycznie gra na gitarze, pies pali fajkę, a jeśli już to, jakiego używa tytoniu, i czy dziewczyna jest naprawdę taka ładna jak na plakacie a przede wszystkim czy jej piersi są prawdziwe. Nic prostszego trzeba tylko kupić bilet i iść do cyrku, który akurat jutro wieczorem daje swe ostatnie przedstawienie w Masoni Center. Tego się przestraszył jutro ostatnie przedstawienie, na pewno będzie tłum ludzi, z bijącym sercem zapisał sobie numer telefonu do kasy cyrku.

Przez noc nie mógł usnąć, i dziewczyna i pies i kot nie dali mu zmrużyć oka. Co oczy zamknął widział wielkie, wspaniale piersi dziewczyny, które przyprawiały go o dreszcze. Nad ranem doszedł do wniosku, że skoro jutro jest już ostatnie przedstawienie cyrkowe, więc pies nie będzie im potrzebny i być może uda mu się od dyrektora cyrku go odkupić. Na kocie nie za bardzo mu zależało, bo za kotami nie przepadał, natomiast dziewczyna, choć mu się podobała, na pewno była dziwka, jeśli nie kurwą, bo według jego filozofii tylko takie w cyrkach pracują. Usnął z wielkim trudem, ale i z wielkim postanowieniem, że musi to wszystko na własne oczy zobaczyć. Najlepiej nawet sprawdzić z drugiej strony sceny, ale tego jeszcze nie wiedział, jak to zrobić.

A gdy się obudził, nie mógł jeść, ani myśleć o niczym innym jak tylko o dziewczynie i cyrku. Całe popołudnie przesiedział przed telewizorem, zmieniając z nerwów kanały, co pięć  minut. Ledwo doczekał się wieczoru tak bardzo żył przedstawieniem cyrkowym, którego jeszcze nawet nie wiedział. W myślach próbował wyobrazić sobie cyrk, dopomogła mu w tym telewizja, bo przecież kiedyś w telewizji widział cyrk. Jechał więc do niego nie z bijącym sercem, czy z ciekawości, ale z przekonaniem, że kupi psa palącego fajkę. Już w myślach widział się na zdjęciu z psem, które będzie wędrowało w jego rodzinnej miejscowości z rąk do rąk. Ludzie będą mu zazdrościć, takiego psa, bo przecież palącego fajkę psa, jak świat światem nikt w jego w rodzinie jeszcze nie widział. A najstarsi ludzie będą kiwać głowa, i kręcić szyjami mówiąc: tak Ameryka ma wszystko, nawet psy palące fajki, a my tu na sekretą nie mamy grosza takie my są dziady. Wygląda na to, że w Ameryce psy lepiej żyją niż my tutaj.

Cdn.

Adam Lizakowski

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko