Halina Ewa Olszewska – Niezapomniany Marzec’68 w Lublinie

0
379

         Wydarzeń sprzed ponad pięćdziesięciu lat dotyczy książka „MARZEC’68 W LUBLINIE” pod redakcją Zbigniewa Włodzimierza Fronczka, współredaktorami są Stanisław Kieroński i Stanisław Rogala. Jest to zbiór dokumentów archiwalnych i wspomnień wielu osób zaangażowanych w walkę o demokratyczną Polskę.

        – „Za demonstrowanie swej niechęci wobec komunizmu trafiłem do więzienia, a także znalazłem się w karnej kompanii Ludowego Wojska Polskiego”- mówi Zbigniew Włodzimierz Fronczek, znany pisarz, prezes lubelskiego oddziału SPP, regionalista i publicysta, autor wielu publikacji m.in. w prasie podziemnej, twórca i redaktor naczelny pisma „LUBLIN- kultura i społeczeństwo”. W marcu 1968 r. miał 21 lat, był studentem drugiego roku filologii polskiej UMCS,  pomysłodawcą i jednym z organizatorów lubelskiej manifestacji.  

        – „Wypadki marcowe w Lublinie – organizacja wieców, uliczne demonstracje, nagłaśnianie wydarzeń w Warszawie, manifestowanie solidarności z bracią studencką całego kraju i robotnikami – były dziełem studentów drugiego i pierwszego roku filologii polskiej UMCS. Los zrządził, że w niewielkim gronie odważnych kolegów zredagowaliśmy odezwy i ulotki, objaśnialiśmy cel protestu i sytuację w kraju, wyznaczyliśmy czas i miejsce manifestacji. W tej grupie znaleźli się przyszli literaci, dziennikarze, naukowcy, nauczyciele, działacze społeczni, politycy. W pokoju akademickim, w sobotę rano 9 marca, napisaliśmy ulotki i plakaty, wieczorem rozlepiliśmy je na ulicach Lublina. W marcu 1968 roku studenci w Polsce wyszli na ulice, aby manifestować przeciwko komunistycznemu zniewoleniu, cenzurze, partyjniackiej bucie, braku wolności osobistej, ograniczeniu wyjazdów za granicę” – wspomina Fronczek we wstępie książki „MARZEC’68 W LUBLINIE”.

        Redaktor podaje nazwiska kolegów, z którymi przygotowywał wiec: Stanisław Rogala, Józef Osmoła, Stanisław Kieroński, Waldemar Bugaj, Kazimierz Kościuk, Zbigniew Krzywicki, Jerzy Janiszewski. Zgodnie z ustaleniami, liczna grupa studentów lubelskich uczelni, głównie z UMCS ale byli też z  KUL, 11 marca zgromadziła się w Miasteczku Studenckim. We fragmencie książki czytamy: „Kilkanaście osób – z pierwszego i drugiego roku filologii polskiej UMCS – stanęło odważnie pośrodku szerokiego placu pomiędzy Chatką a akademikami. – Chodźcie z nami!- zawołaliśmy do niezdecydowanych”.

Około czternastej tłum młodzieży ruszył spod Chatki Żaka w stronę Krakowskiego Przedmieścia z okrzykami: „Solidaryzujemy się z młodzieżą Warszawy!”, „Ręce precz od Mickiewicza!”, „Żądamy wznowienia Dziadów!”, „Precz z cenzurą!”, „Wolność słowa!” „Dziady na scenę!” itp. Ten pochód nie dotarł do celu, czyli pod Komitet Wojewódzki PZPR. Został rozbity przez oddziały MO  i bojówki ORMO w pobliżu Domu Nauczyciela.  – „Tam czekali na nas. Jakie siły zgromadziła władza? Aktyw robotniczy w cywilu, mężczyźni w wieku 30-50 lat, brutalni i zuchwali, bili pałami aż do zmęczenia, za nimi oddział z psami na smyczach, drugi z bagnetami na karabinach. Rozbili mi nos, zakuli w kajdanki i wrzucili do milicyjnej nyski”- opowiada  redaktor Fronczek.

        Wielu uczestników manifestacji zatrzymano. W archiwalnych dokumentach Centralnego Więzienia w Lublinie znajdują się akta osobowe więźnia karnego dot. Zbigniewa Włodzimierza Fronczka skazanego za udział i nawoływanie innych do demonstracji. „Kroczył na czele pochodu, wznosił prowokujące okrzyki. Władza ludowa nie może takim pobłażać! Żądam ukarania !” – oskarżał go major w mundurze milicyjnym. Skazanego osadzono w lubelskim więzieniu na ul. Zemborzyckiej. Studentów UMCS, aktywnych uczestników akcji protestacyjnych  decyzją senackiej komisji dyscyplinarnej pozbawiano praw, zwieszano, niekiedy relegowano, karano wcieleniem do karnych jednostek LWP. Z powodu represji Fronczek ukończył studia  znacznie później niż jego rówieśnicy. Za organizację wiecu i udział w manifestacji zawieszono go w prawach studenta. Po wyjściu z więzienia został natychmiast wezwany do kompanii karnej Ludowego Wojska Polskiego w Hrubieszowie. Spotkał tam trzech studentów z UMCS i trzydziestu sześciu z Warszawy, w tym wielu pochodzenia żydowskiego.

         W książce o „Marcu’68 w Lublinie” redaktorzy zamieścili wiele przedrukowanych dokumentów archiwalnych, w tym protokoły przesłuchań przez komisję dyscyplinarną UMCS.

         Z rozważań Andrzeja Włodzimierza Pawluczuka pt. „Marzec’68 na polonistyce UMCS” (pierwotnie opublikowanych w 1988r. w „Kamienie”), jawi się charakterystyka studentów wydziału filologii polskiej „rozsmakowanych w literaturze, którzy mieli świadomość, że brak wolności słowa skazuje kraj i kulturę narodową na powolną degradację. Byliśmy młodzi i romantyczni i z niezmierną powagą uznaliśmy, że naszym powołaniem jest naprawiać świat, Polskę i kulturę. Dużo rozmawiało się o polityce i cenzurze”. Pawluczuk podkreśla, że Marzec’68 był niesłychanie ważnym przeżyciem pokoleniowym. Uchwalona przez wiec w Lublinie rezolucja popierała studentów z Warszawy, podtrzymywała postulaty wolności słowa i przywrócenia na scenę „Dziadów”. „Nie potrafiliśmy zrozumieć, że Mickiewicz i wolność słowa mogą być „antysocjalistyczne”.

            O „Nadziei i bezsilności w marcu’68” pisze Anna Teresa Łukowska , która odnalazła swoje notatki – sprawozdanie z legalnego wiecu studenckiego, który odbył się 13 marca 1968 r. w Chatce Żaka, czyli dwa dni po spacyfikowanej manifestacji. Był to pomysł rektora UMCS, który w obawie przed represjami wobec studentów, 11 marca wzywał ich do rozejścia się i zapraszał na wiec legalny. Działo się to w obecności kordonu policji w kaskach, z dużymi tarczami i pałkami. – „Na smyczach trzymali wielkie psy – owczarki alzackie- bardzo groźnie wyglądające. Psów bałam się najbardziej. Przypominały mi makabryczne sceny z filmów wojennych – gestapowcy z psami w niemieckich obozach koncentracyjnych. Środkiem jezdni miotał się ówczesny rektor UMCS profesor Grzegorz Seidler. Przez tubę wzywał nas do rozejścia się, drgającym ze wzburzenia głosem, chyba nawet płakał. Mimo dotkliwego zimna był z gołą głową, widocznie wybiegł w pośpiechu. Krzyczał: „Dzieci rozejdźcie się! Idźcie stąd!”. Zadeklarował, że zezwoli na legalny wiec w Chatce Żaka” – czytamy w notatkach Łukowskiej.

        Na ten legalny wiec 13 marca przybyły setki studentów „upakowani jak sardynki w puszce siedzieli na krzesłach, na podłodze , stali pod ścianami, dziewczyny siedziały na ramionach kolegów”. Wiec prowadził  doktor Artur Korobowicz, wówczas bardzo młody adiunkt na wydziale prawa UMCS. Młodzież nie pozwoliła, żeby spotkanie nagrywać „i żadnych nazwisk!”- krzyczała sala. Studenci  komentowali zaistniałe wydarzenia twierdząc, że manifestacja 11 marca była tylko impulsem młodzieży, a więc dyskredytowanie rzekomych inspiratorów jest pozbawione sensu. „Lublin solidarnie popiera Warszawę. Władze zarzucają nam, że jesteśmy „bananową młodzieżą”. Czujemy się pokrzywdzeni. Prasa kłamie i ten fałsz, te obelgi nas obrażają. Najważniejsza jest prawda. Musimy mówić głośno i bez strachu o wszystkim co nas boli”- mówił jeden z nich. Jego słowa przyjęto z aplauzem. Andrzej Klimowicz, wówczas student medycyny, akurat wrócił z Warszawy i relacjonował wydarzenia w stolicy. Podkreślił, że należy zdecydowanie odróżniać studenckie wystąpienia od chuligańskich wybryków, które są zwykle prowokacją ze strony władzy. Powiedział: „Studenci nie są antysemitami i oburzeni są na hasła antysemickie na organizowanych przez partię wiecach robotniczych. Prasa kłamie, jednostronnie i niesprawiedliwie interpretując fakty, władze polityczne celowo konfliktują studentów z robotnikami. Należy protestować przeciwko relegowaniu studentów z uczelni za udział w manifestacjach”. Podobnych przemówień było sporo, ale pojawiły się też głosy przeciwników manifestacji. „Gdyby nie było demonstracji i nielegalnych zgromadzeń, to nie byłoby represji” – powiedział  student matematyki. Sala reagowała gwizdami i okrzykami uznając, że tego rodzaju konformizm prezentują osoby podstawione przez ludzi władzy.

        Na zakończenie student prawa zaproponował zebranym uchwalenie rezolucji: „Żądamy, aby demonstracje zostały potraktowane jako protest przeciwko cenzurze. Żądamy przywrócenia „Dziadów” Mickiewicza na scenie Teatru Narodowego. Żądamy aby rozprawy dyscyplinarne odbywały się  w trybie jawnym. Żądamy, aby prasa przestała kłamać …” itd. Rezolucję uchwalono przez aklamację. W mediach nie było o tym żadnej publikacji. Kilka dni później Anna Teresa Łukowska była świadkiem, jak hałaśliwa grupa przeciwników protestującej młodzieży wyniosła z Chatki Żaka fortepian. Ktoś powiedział z goryczą „To jest fortepian Szopena”.

W książce znajdują się interesujące teksty Stanisława Rogali  dotyczące wydarzeń marcowych i życia studenckiego. W jednym z nich „Marzec’68- kilka dopowiedzeń”, przypomina alfabetycznie komitet organizujący protest studentów lubelskich w marcu 1968 r. „Cały ten komitet został aresztowany w ostatni poniedziałek przed 1 maja 1968 r. Tylko Zbyszek Fronczek „wpadł” 11 marca podczas pierwszego wiecu, ale zaufanie, jakim darzyliśmy go powodowało, że bez obawy działaliśmy dalej. Aresztowanie objęło również osoby, które znacznie później przyłączyły się do nas”- wspomina autor. Amnestia, która obejmowała organizatorów protestów nie mających związku z ruchem syjonistycznym, spowodowała, że zastosowano wobec zatrzymanych łagodniejsze kary. „Inaczej potoczyły się losy, bardziej złożenie i tragicznie Zbyszka Fronczka, ale o tym tylko on jest w stanie opowiedzieć” – napisał Stanisław Rogala w „Wiadomościach Uniwersyteckich nr(11) 1992.

        „Z sali wykładowej do więzienia” – pod takim tytułem Agnieszka Kus ( nazwisko rodowe Fus) dzieli się w książce trudnymi przeżyciami z marca 1968. Była wtedy studentką drugiego roku studiów ekonomicznych. Ulotki nawołujące do wiecu zobaczyła 10 marca idąc do kościoła akademickiego. Powiedziała o tym koleżankom, z którymi mieszkała w bloku „Femina”. Studentce historii to się nie podobało. Inaczej zareagowała druga koleżanka, studentka czwartego roku prawa. Razem wykonały około dziesięciu ulotek – ogłoszeń o zbiórce 11 marca przy Chatce Żaka. Wieczorem wyszły, żeby je rozwiesić. Miały wrażenie, że ktoś za nimi idzie. Obawiały się, że to milicjanci po cywilnemu. Miały podejrzenia , że współlokatorka, przeciwna akcji protestacyjnej mogła na nich donieść. Starały się zgubić tropiące ich osoby, co jednak się nie udało.

        – „Dorwali nas, jak usiłowałyśmy rozkleić wyprodukowane ogłoszenia. „Rączki do tyłu!” kajdanki i do „suki”. Bardzo szybko nas postawiono przed  kolegium ds. wykroczeń. Otrzymałam karę 2500 zł lub 60 dni aresztu. No to obuchem w łeb. Nie mam takich pieniędzy! Ale w ciągu kilku minut nieoczekiwanie ktoś machnął mi przed oczami dowodem wpłaty. Z szeptów i urywanych zdań wynikało, że nieznani mi ludzie z KUL wpłacili te pieniądze. Po chwili „pocieszono” mnie jednak, że to nie anuluje kary odsiadki i odwieziono do Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej na ul. Narutowicza 71”- wspomina Agnieszka Kus. Po przesłuchaniu zamknięto ją w celi („okropnej norze”), w której przebywała też inna młoda kobieta, „prawdopodobnie podstawiony klawisz”. Zatrzymana studentka odmawiała posiłków. Mimo wpłaty żądanej kwoty, tym razem przez jej siostrę, jednak nie odzyskała wolności. Wkrótce przewieziono ją do więzienia w Chełmie Lubelskim. Tam osadzono w celi z kryminalistkami. Bała się ich. Po dwóch tygodniach kazano jej wsiąść do milicyjnej „suki” i zawieziono do Lublina. Na miejscu okazało się, że jest wolna.

        -„Na uczelni sesja nie zakończona. Jak stałam, tak prosto do dziekanatu. Wbiegam rozemocjonowana, a tam „najważniejsza” pani kierownik poinformowała mnie chłodno, że jestem wyrzucona z UMCS i mam opuścić akademik. Moje rzeczy już stały na korytarzu”. Decyzję o zawieszeniu w prawach studenta  na semestr letni roku akademickiego 1967/68 podpisał prodziekan. -„Niezwykłym wsparciem była dla mnie postawa doc. dr Litwina, który w dniu swojego wyjazdu do Izraela przepytał mnie na korytarzu z filozofii i dał mi trójkę z tego przedmiotu, w ten sposób miałam zaliczony semestr! Ten człowiek opuszczał swoją ojczyznę z biletem w jedną stronę i ani na chwilę nie zawahał się udzielić mi pomocy” .

        „Mój Marzec’68 z Samsarą w tle” – to wspomnienia Józefa Osmoły z lat studenckich, nie tylko o buncie studentów wobec władzy, ale też o niełatwej codzienności młodych ludzi, wśród których ujawniały się talenty literackie. Sporo miejsca autor poświęcił grupie literackiej Samsara. Nazwę zaproponował student – poeta Andrzej Włodzimierz Pawluczuk (później znany dziennikarz). Wspomina również, jak ze Zbigniewem Fronczkiem postanowili zwołać wiec poparcia dla studentów warszawskich protestujących przeciwko zdjęciu ze sceny Dziadów Mickiewicza.„Przyznam szczerze, że w duchu bałem się co z tego może wyniknąć. Z głośników radiowych i dzienników telewizyjnych nieustannie sączyły się słowa potępienia dla „wichrzycieli”, ”syjonistów” i „różnej maści wrogów socjalizmu”. Podobno powszechnie domagano się dla nich surowych kar. W pamiętny poniedziałek poczucie sprawstwa wydarzeń, które przybrały formę masowej zbiórki studentów grupującej się w Chatce Żaka i wokół niej, przygłuszało owe niepokoje”.

        Stanisław Kieroński , współredaktor książki o lubelskim Marcu’68 jest autorem tekstu „Aby podnieść  pamięć”. Podobnie jak Pawluczuk i inni z szacunkiem wspomina dr Zdzisława Jastrzębskiego, wykładowcę UMCS zaprzyjaźnionego z grupą zdolnych studentów polonistyki. „Jako historyk literatury interesował się twórcami aktywnymi, posiadającymi ambicje kształtowania współczesnej im epoki, którzy kładli nacisk na zgodność czynu i słowa”.  Kieroński opowiada również o akcji protestacyjnej, której był współorganizatorem i o solidarnej akcji zbiórki pieniędzy na opłacenie kary finansowej, wymierzonej przez Kolegium ds. Wykroczeń Zbigniewowi Fronczkowi (4500 zł z zamianą na 90 dni pobytu w zakładzie karnym). Trudno było uzbierać aż taką kwotę z datków studentów, gdyż nie mieli rezerw finansowych i wtedy Kieroński pomyślał o doktorze Jastrzębskim, który nie odmówił pomocy. Powiedział do Kierońskiego: „To są moje oszczędności, niech pomogą Zbyszkowi Fronczkowi. To nie są pieniądze do zwrotu, honor i zaszczyt dla mnie, że tu przyszedłeś, to jest dla mnie największa nagroda”. Zbigniew Fronczek mimo zapłaconej grzywny i tak wiele czasu spędził w więzieniu. Stanisławowi Kierońskiemu, podobnie jak innym niepokornym uprzykrzano życie, niepokojąc także ich bliskich. Prodziekan Wydziału Humanistycznego wysłał list do jego ojca  ( pilota wojskowego), powiadamiając z oburzeniem, że syn brał udział w przygotowaniu i udziale w wiecu 11 marca oraz był aktywny w zbiórce pieniężnej na rzecz ukaranego Zbigniewa Fronczka.

        Warte uwagi są wspomnienia, refleksje: pt. „Dziwny jest ten świat” autorstwa  Majki Pawluk-Czajki,  także Elżbiety Kryształowicz w tekście „Marcowi chłopcy, marcowe dziewczyny”. Inne interesujące teksty to: „RWE w kołchoźniku” Wacława Białego, „Konspiracja, że pożal się Boże” Marii Kolosiewicz,  „Historia pewnej podróży z Lublina do Warszawy” – autorka Barbara Noga. Ważnymi częściami książki są listy pełne wspomnień Kazimierza Kościuka i Mirosława Nowaka napisane w 50. rocznicę wydarzeń Marca’68 do redaktora Fronczka, a także rozmowy z nim Waldemara Bugaja i Stanisława Rogali.

        „Jestem przekonany, że książka „MARZEC’68 W LUBLINIE”, jest o przyjaźni, szlachetności postaw i uczuć, o rodzącej się solidarności, nieustannej potrzebie walki o lepszą, sprawiedliwą, wolną od zniewolenia Polskę. To książka o ludziach, którzy   w trudnych, reżimowych czasach byli uczciwi, odważni i solidarni” – podkreśla redaktor Zbigniew Włodzimierz Fronczek.

        Tom ukazał się w serii Książki Duma Lublina z dedykacją: „Pamięci zmarłych Przyjaciół, uczestników zajść marcowych w Lublinie rok 1968 : Marii Dobosiewicz, Ewy Dziarmagowskiej, Eżbiety Kryształowicz, Barbary Lewickiej, Elżbiety Wiśniewskiej, Dominika Opolskiego, Aleksandra Krasnodębskiego, Zbigniewa Krzywickiego, Andrzeja Pawluczuka.

  Halina Ewa Olszewska

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko