ROZMOWA: DANUTA BLASZAK i ALEKSANDRA ZIÓŁKOWSKA-BOEHM

2
1006

Danuta Blaszak:

– Pani Oleńko, nasze drogi przechodziły blisko już od dawna. Dla mojej rodziny Melchior Wańkowicz był kimś szalenie ważnym i Pani też najpierw jako asystentka pisarza, a później gospodarująca jego spuścizną – dbająca o dobre imię pisarza i również o to, żeby przesłanie płynące z tych książek i wiedza historyczna w nich zawarta – nadal docierały do ludzi.

Śledzę prasę polonijną i artykuły o Pani książkach i działaniu i oczywiście o nagrodach, których przez cały okres pani pracy twórczej nie brakuje. Również rozmowy z Agnieszką Herman na pewno przybliżyły mi Pani postać..

Dziękuję, że zgodziła się Pani na rozmowę. Ważnych tematów jest dużo i mam nadzieję, że będziemy do nich wracać. Chciałabym teraz zapytać o kilka ostatnich lat, o Pani własne drogi i o Pani męża i wspólne z nim działania. To wielkie bogactwo dobrych wartości.


– Jest Pani autorem wielu książek – jak spojrzeć tylko na wykaz tytułów (np. źródło: Wikipedia), dech zapiera. Pisze pani zarówno po polsku, jak i po angielsku. Chciałabym zapytać o kilka z nich.

Przypomnijmy niezwykłą książkę„Ingrid Bergman and Her American Relatives”, w wersji polskiej „Ingrid Bergman prywatnie”. Jak doszło do powstania tej książki?

Aleksandra Ziółkowska-Boehm

– Będąc żoną Normana wiedziałam, że jest blisko spokrewniony ze szwedzką aktorką znaną m.in. z „Casablanki”, trzy razy nagrodzoną Oscarem – Ingrid Bergman. Ojciec Ingrid i babcia Normana byli rodzeństwem. Norman pokazywał fotografie, listy do niego, do jego ojca i do jego babci, także dedykacje np. na autobiografii Ingrid Bergman: ”My Story”. Rozmawialiśmy wiele, czytałam książki na jej temat. Po 20 latach małżeństwa powiedziałam, – Spróbuję napisać o Ingrid Bergman. Ucieszył się. Napisałam, pokazałam mu. Norman przeczytał, był wzruszony. Jest to opowieść rodzinna: powściągliwa, serdeczna, bez plotek,  przywoływania intryg i złośliwości.

DB

-„Open Wounds a Native American Heritage”, książka znana w wersji polskiej jako „Otwarta rana Ameryki”. Kto to był Korczak Ziółkowski? Kiedy pierwszy raz wyjeżdżałam do Ameryki, moja koleżanka, rozczytana w Winnetou, poprosiła mnie, żebym pozdrowiła wszystkich Indian. Nie zrobiłam tego. Jest bardzo trudno nawiązać kontakt z pewnymi środowiskami. Wydaje mi się, że m.in. Sherman Alexie apelował, żeby nie-Indianie nie wypowiadali się na temat Indian. Pani książka powstała przy poparciu Apaczów. Jak to się udało?

AZB

– W 1985 roku otrzymałam stypendium Fulbrighta. Amerykanie wysłali mnie między innymi do Południowej Dakoty, gdzie odwiedziłam Crazy Horse Memorial. W lokalnym piśmie Rapid City ukazał się artykuł z informacją o tym, że odwiedziłam miejsce, gdzie mój stryj Korczak Ziółkowski w 1948 roku zaczął rzeźbić w skałach pomnik wodza Indian Crazy Horse. Wcześniej w Mount Rushmore brał udział między innymi w rzeźbieniu wizerunków czterech amerykańskich prezydentów, także wyrzeźbił marmurowe popiersie Ignacego Paderewskiego, za które zdobył pierwszą nagrodę na Wystawie Światowej w Nowym Jorku.

Gdy przyjechałam, Korczak już nie żył. Poznałam jego żonę Ruth i dzieci. Zachwyciłam się projektem niezwykłego pomnika.

Pomyślałam wtedy, że może bym napisała o Indianach. Wiedziałam, że temat jest trudny, ale chciałam się z nim zmierzyć. Przygotowywałam się do pisania książki 10 lat. Zaprenumerowałam dwa indiańskie pisma: „Indian Country Today” i „Lakota Times”, jeździliśmy z Normanem do Crazy Horse Memorial, odwiedzaliśmy wiele rezerwatów (a jest ich na terenie Stanów Zjednoczonych ponad 500), poznawałam ludzi. W miarę moźliwości wspieraliśmy trzy indiańskie szkoły katolickie: Red Cloud Indian School, St. Joseph, St. Labre.

Byłam w kontakcie z wieloma Indianami, z niektórymi przeprowadziłam wywiady, które są w drugiej części książki.

 Zacytowałam w książce słowa Korczaka „ Jaki zaszczyt dla polskiego sieroty z Bostonu, że wodzowie powierzyli mu zadanie opowiedzenia w kamieniu historii swojej rasy. Jakiż to wielki zaszczyt! Tylko w Ameryce człowiek może wyrzeźbić górę.”

Gdy książka była gotowa,wydawcę pomogli mi znaleźć Apacze, także sponsorowali jej wydanie.

DB

 – To może teraz porozmawiajmy o pewnej  sławnej koteczce Suzy. Książka „On the Road with Suzy from Cat to Companion” (polska wersja „Podróże z moją kotką”).. Wierność i miłość kota jest pięknym tematem i wiedza o tym może uratować życie i ocalić dom wielu kotom, a także w pewien sposób wnieść nasze człowieczeństwo na wyższy poziom

 AZB

– Pisanie o Suzy było swoistą terapią. Zaadoptowała nas w Teksasie kotka, inteligentna, kochająca – przyjęliśmy ją z otwartymi ramionami. Nazwaliśmy Suzy. Była posłuszna, kochająca, dała nam wiele radości. Zrobiła się pulchniutka, dostała sadełka…- Od dobrego życia, mówiliśmy. Po kilku tygodniach pojechaliśmy z nią do kliniki dla zwierząt, by dostała szczepienia. Weterynarz powiedział – To nie sadełko, ta kotka jest w ciąży.

Urodziła pięcioro kociąt. Obserwowanie jak Suzy o nie dba, jak je uczy, było wielką radością. Szymon Kobyliński pisał do mnie – Piękne są twoje opowieści o kotce, napisz książkę… I tak się stało. Pisanie było szczególną przyjemnością, tyle zaobserwowanych kocich zabiegów, starań. Daliśmy dwa razy ogłoszenie do ”Houston Chronicle”, rozdaliśmy koty w „dobre ręce”. Kiedy pojechaliśmy na wakacje, zostawiliśmy Suzy w kocim hoteliku, czyli w klatce. Okazało się, że nie chciała jeść, płakała wiele godzin. Powróciliśmy, była wychudzona, smutna. Norman powiedział: – Już cię nigdy Suzy nie zostawimy… I zaczęła z nami jeździć. Samochodem po indiańskich rezerwatach dwa i pół miesiące, odwiedziła z nami Mount Rushmore, Crazy Horse, a także wiele razy – ponad dwadzieścia – leciała z nami do Polski. Była nie tylko w Warszawie, Łodzi, ale w i Zakopanem, Sandomierzu, Sopocie, Nieborowie. Także w Kopenhadze. 
Szczegóły i różne anegdoty napisałam w „Podróże z moją kotką”. Książka miała dwa polskie wydania. W Stanach Zjednoczonych wydało ją uniwersyteckie wydawnictwo, które wydaje piękne książki o zwierzętach: Purdue University Press. „On the Road with Suzy From Cat to Companion” wydana w 2010 roku jest w stałej sprzedaży.

DB

– Chciałabym zapytać o plany wydawnicze, jeśli nie są sekretem.

AZB

– Mam różne plany, nie chcę zapeszać. -Obyśmy tylko zdrowi byli, jak mawiała moja Mama. 

Jestem – żartobliwie mówiąc – „pracusiem z polonistyki”. Chciałabym jeszcze wiele napisać…, o ludziach, o tęsknotach…Żeby mi tylko życia starczyło.

DB – Gdzie możemy aktualnie znaleźć Pani książki?

AZB  – Moje książki – można kupić w księgarniach. Gdy sie zgłosi tytuł – jeżeli książka niedawno się ukazała – mają na półce, albo „w komputerze” zamówią /bez dodatkowych opłat/, i za 2 dni książki są do odebrania. Księgarnia zamówi także dość dawno wydane książki.
Można także zamówić na stronie internetowej wydawcy, na amazon, allegro, itd. W google trzeba wpisać tytuł książki i autora – i pojawiają się różne możliwości, niektórzy sprzedają “używane”. Podobnie można kupić e-booki czy audiobooki.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

DB

– Podaje Pani interesującą wypowiedź I. B. Singera dotyczącą jego przesłania dla pisarzy… Gdzie poznała Pani wielkiego pisarza?

AZB

– Będąc na stypendium Fulbrighta miałam w Nowym Jorku umówione spotkanie z Isaakiem B. Singerem. Było niezwykłe, jak niezwykłe są jego książki. Podarował mi na przykład swoją książkę z poprawkami, które sam poczynił do kolejnego wydania. W książce „Korzenie są polskie” umieściłam autoryzowany z nim wywiad, gdzie pytam między innymi o rady dla piszących. Fragment – że pisarz przynależy do swojego narodu – umieściłam na początku książki „Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża”. Zacytuję:

– „…Jakie mam przesłanie dla pisarzy? – Aby spełniali trzy warunki. Po pierwsze, aby mieli historię do opowiedzenia. W obecnej literaturze coraz bardziej to się zaniedbuje. Ważne jest, aby historia ta miała swój początek, rozwinięcie i zakończenie. Wskazania Arystotelesa możemy zmienić, ale wciąż ważne jest, by była to opowieść dobrze prowadzona przez piszącego. Zapał, gorliwość, pragnienie druku, kazały pisarzom zapomnieć, że opisywanie ludzkich zdarzeń jest artystycznym przesłaniem pisarstwa.
 Po drugie – aby posiąść potrzebę opowiedzenia tej właśnie, a nie innej historii. Kiedyś miałem dobry temat, ale nie miałem pasji i dlatego nic nie napisałem.
 Po trzecie – musi to być moja opowieść, przekonanie, że nikt inny nie może tego tak dobrze opisać jak ja. Nie jest łatwo mieć takie przekonanie. Tylko wielcy to posiadają. Trzeba pisać o tym, co się zna, wie najlepiej, własną opowieść, własny temat.”

DB

– Zapytam o Melchiora Wańkowicza…

AZB

– Znałam pisarza począwszy – od pierwszego spotkania jako studentka – jedynie 2 lata i 3 miesiące. Na pewno ten niedługi okres mnie w dużej mierze ukształtował. Wańkowicza książki dały mi możliwość spojrzenia pod różnym kątem na te same sprawy…, że nieraz są” dwie prawdy”, że patrzenie na karafkę odbijającą się w świetle słońca może dać różne kolory, zależnie od miejsca, z którego się patrzy. Pisarz zapisał mi w testamencie swoje archiwum, zadedykował drugi tom „Karafki La Fontaine’a”, ostatniej swojej książki poświęconej warsztatowi pisarskiemu, zmaganiom, z którymi zmierzają się pisarze.

DB

– Zacytuję Michała Nalewskiego, który w „Newsweeku” (17.09.2010) napisał o obu tomach „Karafki La Fontaine’a:”Istnieją książki, których wznowienie cieszy i daje nadzieję. „Karafka La Fontaine’a” Melchiora Wańkowicza powinna być obowiązkową lekturą dla wielkiej i coraz większej grupy Polaków – ludzi piszących. W czasach, gdy wszyscy piszą, król reportażu uczy, jak proces ten poddać intelektualnemu i warsztatowemu szlifowi. Uczy, że pisarz to rzemieślnik, narkoman żądny pracy, z lekka tylko podszyty natchnieniem. Dwa gigantyczne tomy to obszerny esej pisarza artysty, naszpikowany anegdotami i wspomnieniami, okraszony humorem. Ponad tysiąc stron popisów erudycji, które nie nudzą, ale wciągają jak narkotyk. Do czytania z ołówkiem w ręku. Powroty gwarantowane. Nasza ocena: 5/5 “

https://www.newsweek.pl/karafka-la-fontainea-tom-1-i-2-recenzja-opinia/gmyldfs

– Była Pani żoną Amerykanina Normana Boehma. Czy można powiedzieć, że ten związek panią uskrzydlał?

AZB

– Nasze 26-letnie małżeństwo było darem od Boga. Pisał dla mnie wiersze, karteczki, listy – gdy sama leciałam do Polski, wysyłał kilka dni wcześniej listy ze Stanów … i czekały one na mnie w Warszawie. Pisał żartobliwie – na przykład, że za kilka dni wylecę i już się wraz z kotkami smucą…

Podziwiałam u Normana – lojalność, inteligencję, serdeczność, stanie „po mojej stronie” wszędzie i w każdej sytuacji.

Pokochał Polskę, jej historię, bardzo się przejmowal fotografiami, filmami dokumentalym na temat Powstania Warszawskiego. Poznał „Gryfa” – Janusza Brochwicz Lewińskiego, znalismy Zofię Korbońską.  

DB

 – Chciałabym również wspomnieć książkę Pana Normana Boehma, do której napisała Pani przedmowę, “From a Small Town to the Big World”.

AZB

– Namawiałam Normana na pisanie wspomnień. Zrobił to, napisałam wstęp. Jest to powściągliwe spojrzenie na swoje życie, różne jego przypadki.

DB

– Pan Norman Boehm nazywany jest Wielkim Przyjacielem Polski a nawet polskim patriotą, chociaż nie był Polakiem. Słyszałam o listach broniących dobrego imienia Polski o listach do senatora Bidena w sprawie przystąpienia Polski do NATO. Czy mogłaby Pani powiedzieć coś więcej na ten temat …

AZB

– Zacytujmy Notę, którą podał PAP po śmierci Normana: W USA zmarł Norman Boehm, wielki przyjaciel Polski17.06.2016
Norman Boehm zmarł w Wilmington w stanie Delaware w USA. Był Amerykaninem, nie mówił po polsku, ale był wielkim rzecznikiem spraw Polski w Ameryce. Jego listy w sprawie przyjęcia naszego kraju do NATO są cytowane w książce Jana Nowaka-Jeziorańskiego “Polska droga do NATO”. Norman Boehm urodził się w 1938 roku w Dover w stanie New Jersey. Był inżynierem chemikiem, prawnikiem i specjalistą od wielkich kontraktów. Pracował w firmach związanych z ropą naftową: najdłużej – 16 lat w ARAMCO w Arabii Saudyjskiej, potem w Exxon w Londynie, w Stavanger w Norwegii i w Teksasie. W Londynie przeprowadzał kontrakty w ramach słynnego projektu “North Cormorant” w 1976 roku.Kontrakt ten, dotyczący szybów wiertniczych na Morzu Północnym, uznano za najcenniejszy w historii firmy Esso i Shell, został skończony przed terminem i zaoszczędzono wiele milionów dolarów. Polska zaproponowała mu także rolę konsultanta, kiedy nasz kraj miał sprowadzać rurociągiem gaz z Norwegii. W 2003 r. Boehm wygłosił na Politechnice Łódzkiej wykład o sposobach sporządzania kontraktów i zasadach etycznego postępowania przy zawieraniu umów przez wielkie firmy.Norman Boehm często interweniował w sprawach Polski i robił to sam, z własnej wrażliwości – zaznacza Ziółkowska-Boehm. Nieraz zwracał się do amerykańskich mediów, zwłaszcza “Time’a” i “New York Timesa” oczekując sprostowania nieprawdziwych, krzywdzących Polskę określeń “polskie obozy pracy”, “polskie obozy śmierci”. Norman Boehm był też pianistą; kochał muzykę Chopina, Czajkowskiego. Lubił jazz, m.in. Cola Portera, a z polskich muzyków Włodzimierza Nahornego. Codziennie grywał na pianinie. Był też pilotem; dwa lata latał jako pilot wojskowy w US NAVY. Licencję pilota miał do końca życia i przez wiele lat latał małym samolotem Aeronca Chief model 1948. sprawie przyjęcia Polski do NATO, o czym pisał Jan Nowak-Jeziorański w książce “Polska droga do NATO”. Inicjował wraz żoną masowe wysyłanie listów do kongresmenów; prowadził korespondencję w tej sprawie z senatorem Joe Bidenem i senator Kay Bailey Hutchinson. Jan Nowak-Jeziorański pisał, że gdyby wszystkie 50 stanów Ameryki miały Normana Boehma i Aleksandrę Ziółkowską-Boehm to byłby spokojny o nasze przyjęcie do NATO.Norman Boehm często interweniował w sprawach Polski i robił to sam, z własnej wrażliwości. Nieraz zwracał się do amerykańskich mediów, zwłaszcza “Time’a” i “New York Timesa” oczekując sprostowania nieprawdziwych, krzywdzących Polskę określeń “polskie obozy pracy”, “polskie obozy śmierci”.

Po ukazaniu się na amerykańskim rynku kolejnej książki Jana T. Grossa: “Fear: Anti-semitism in Poland after Auschwitz” (“Strach. Antysemityzm w Polsce po Auschwitz”), kiedy amerykańskie media masowo publikowały nieprzychylne Polsce recenzje Norman Boehm wystąpił w obronie wizerunku Polski. Kiedy w pełnej emocji, wychwalającej książkę Grossa recenzji Elie Wiesel, laureat pokojowej Nagrody Nobla stwierdzał, m.in. że “Antysemityzm przetrwał najbardziej w Polsce” Norman Boehm napisał w “The News Journal” (27 lipca 2006 r.), że w Polsce “nie ma więcej antysemityzmu niż gdzie indziej” i przypomniał, że “Polska przyjmowała Żydów wtedy, gdy inne kraje europejskie ich wypędzały”.

Mąż pisarki był protestantem-prezbiterianinem, ale chodził z żoną do katolickiego kościoła. Oboje byli zaangażowani m.in.w problematykę amerykańskich Indian, sponsorowali indiańskie szkoły i fundacje. Po wspólnych licznych odwiedzinach rezerwatów i wywiadów z Indianami powstała książka Aleksandry, która w Polsce ukazała się pod tytułem “Otwarta rana Ameryki”, w Stanach wydawcę “Open Wounds – A Native American Heritage” pomogli Boehmom znaleźć Apacze.

Norman był szwedzko-niemieckiego pochodzenia. Jego kuzynką była wielka gwiazda filmowa Ingrid Bergman. Książka Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm “Ingrid Bergman prywatnie” ukazała się w wydawnictwie Prószyński i S-ka., a w Stanach wyszła pt. “Ingird Bergman and her American Relatives”. Opisane w niej zostały m.in. spotkania Normana z kuzynką Ingrid w Paryżu, Deauville, Nowym Jorku, Londynie.

Norman Boehm często odwiedzał wraz z żoną Polskę; chętnie podróżował po naszym kraju. Pokochał Zakopane. Podobał mu się Gdańsk, Nieborów. Najlepiej czuł się jednak w Warszawie. Często uczestniczył w spotkaniach autorskich Aleksandry z polską publicznością. Był przez grono jej czytelników traktowany jak ktoś dobrze znany, serdeczny i bliski.

Oboje z żoną bardzo kochali zwierzęta. Wielokrotnie lecieli samolotem z Ameryki do Polski i z powrotem, z dwoma kotami na kolanach, co naturalnie też zostało opisane w książce “Podróże z moją kotką”.(PAP)

https://dzieje.pl/aktualnosci/w-usa-zmarl-norman-boehm-wielki-przyjaciel-polski

DB

– I jeszcze przytoczę felieton poranny w Radio – Elżbiety Nowak.

„Cichy Bohater Solidarności i Wolności

Elżbieta Nowak – Program I Polskiego Radia – Audycja „Myśli na dobry dzień”

Wczoraj poświeciłam swój felieton historii mojego ostatniego spotkania z człowiekiem, którego los rzucił za granicę, do USA, i tam jakby reprezentuje Polskę, zajmując się m.in. działalnością naukową.

Dziś też sięgnę za Wielką Wodę, by dodać jeszcze jedną historię, niestety już jakby zamkniętą, choć owoce jej są dalekosiężne. Otóż niedawno dostałam spóźnioną wiadomość o śmierci Pana Normana Boehm. To mąż polskiej pisarki, na stałe mieszkającej w USA, Pani Aleksandry Ziółkowskiej- Boehm. Pan Norman nie przypadkiem znalazł się w jej orbicie. Dodam też od razu, że nie każdy nekrolog i nota informacyjna znajdują się na oficjalnej stronie naszego Ministerstwa Obrony Narodowej. Tylko zasłużeni ludzie są tam opisami. Posłużę się tym tekstem, bo sama nic mądrzejszego nie wymyślę przecież.

Tytuł notatki: Cichy bohater

Nie jest żadnym odkryciem, że na drodze do NATO Polska nie miała samych sojuszników. Wśród sił, które – z różnych przyczyn – nie były zachwycone tą perspektywą, znalazła się część amerykańskich elit politycznych i tamtejszej opinii publicznej.

W przełamywaniu negatywnego stosunku odegrało rolę wiele osób, znanych i nieznanych. Do tych drugich należy, niedawno zmarły, Norman Boehm (1938–2016). Ten Amerykanin o szwedzko-niemieckich korzeniach bezinteresownie i z powodzeniem włączył się w kampanię na rzecz Polski.

Kim był? Najkrócej – człowiekiem sukcesu, prywatnie – kuzynem wielkiej aktorki Ingrid Bergman. Wszechstronnie wykształcony (studia chemiczne i prawnicze), pracował w charakterze menedżera w koncernach naftowych ARAMCO (Arabian American Oil Company) w Arabii Saudyjskiej, dla Exxon (Esso) w Anglii, Norwegii i Teksasie. Zasłynął w 1976 roku wynegocjowaniem największego kontraktu w historii Esso i Shell, dotyczącego szybów wiertniczych na Morzu Północnym, na zawrotną ówcześnie kwotę 462 milionów dolarów. Zgodnie z najlepszą amerykańską tradycją miał też za sobą służbę wojskową, jako pilot marynarki wojennej.

Szczęśliwym zrządzeniem losu był mężem Aleksandry Ziółkowskiej, polskiej pisarki, zaangażowanej na rzecz Polski i Polaków na trudnym amerykańskim terenie. To jej zawdzięczamy, że Norman stał się – jak napisała – „niemal polskim patriotą”. Nie znając polskiego, zadał sobie trud poznania i zrozumienia niełatwej dla obcokrajowca polskiej historii. Wiedza ta stała się solidnym „oprzyrządowaniem” merytorycznym, gdy zaczynała się Wielka Gra o NATO. Dodatkowym atutem były jego umiejętności negocjacyjne oraz znajomość specyfiki amerykańskiego rynku politycznego z jego mechanizmami i niuansami.

Kluczowe znaczenie dla decyzji USA o przyjęciu Polski miał Senat. Aleksandra i Norman Boehm odegrali istotną rolę w ich reorientacji. Akcja polegała na zasypywaniu biur senatorskich listami i interwencjami. Norman Boehm wykorzystywał również media, w tym lokalne, co zmuszało indagowanych polityków do wyjaśnień.

Działania o charakterze lobbingowym przebiegały dwutorowo. Z jednej strony wywierano nacisk na polityków, z drugiej – na wyborców. Tych drugich należało przekonać i pozyskać dla sprawy polskiej, by z kolei oddziaływali na swoich senatorów, stanowych i federalnych. Jan Nowak–Jeziorański nazwał obrazowo tę technikę „masażem przez wyborców”. Zaangażowanie Normana wyraziście podsumował, jako wręcz nieprawdopodobną skuteczność. – Czegoś podobnego jeszcze nie widziałem – napisał w prywatnym liście do Aleksandry Ziółkowskiej–Boehm.

Warto zaznaczyć, że Norman Boehm do końca życia pozostał człowiekiem skromnym, ciepłym, powściągliwym i nie chwalił się swoimi dokonaniami na rzecz Polski, a było ich więcej. Takich przyjaciół brak najbardziej. Zawsze i wszędzie”.

Dodam od siebie, że podczas ich pobytu w Warszawie Pani Aleksandra zaprosiła mnie na kawę. Kawę własnoręcznie przygotował dla nas Pan Norman. Też była doskonała.
(31.08.2016 r.)

http://archiwum2019-en.mon.gov.pl/poland-in-nato/path-to-nato/a-silent-hero-k2010-07-03/.

Reklama

2 KOMENTARZE

  1. Piękny wywiad.Danusia Blaszak, =Mistrzyni słowa umiejętnie prowadziła rozmowę.Pani Aleksandra,tak skromna,wrażliwa Osoba – o której z przyjemnością czytam.
    Droga pełna pasji,tworzenia rzeczy pełnych wartości.One przetrwają.Połączą kolejne pokolenia,bo zawsze książka otwiera drogi życia.
    Jak ciekawie,powstawała jedna z nich ‘Nasz pedagog,J Korczak stał się drogowskazem do otworzenia kolejnych drzwi.To był wspaniały pomysł.

    Moja wiedza o Cichym Bohaterze-też będzie wzbogacona dzięki temu wywiadowi.’Norman Boehm Amerykanin bezinteresownie włączył się w kampanię na rzecz Polski.
    Ten wywiad podkreśla,czym może być cudowne małżeństwo dwojga ludzi.Ciepła opowieść,której ramy łączą Polskę i Stany.’
    Wspaniali ludzie,dla których wartością jest pasja,szacunek dla drugiego i skromność życia.To rzadka zaleta człowieka,.
    Dziękuję,że mogłam przeczytać ten wywiad.Anka z Radomia.

  2. inny Korczak. tak!!! wspaniali ludzie. oficjalna notka: Korczak Ziolkowski (ur. 6 września 1908 w Bostonie, zm. 20 października 1982 w Crazy Horse w Dakocie Południowej ) – amerykański rzeźbiarz polskiego pochodzenia. Twórca m.in, pomnika wodza Indian Szalonego Konia (Crazy Horse). Projekt kontynuuje rodzina.
    miał dwa latka, kiedy jego rodzice zginęłi w wypadku… był o nim film w Polsce jakoś niedawno. przyjął herb rodzinny jako imię. i dotarł do… Indian.

    Anka z Radomia!!!! dzięki za piękne i mądre słowa !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko