Wiersze tygodnia – Arkadiusz Frania

0
252
Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


* * *

odpuść mi wszystkie moje wiersze
te napisane te których się wstydzę
te których nie poprawię
te niezatrzymane
wychylające się za parapet semiotyki
te istniejące jedynie w napięciu mięśni
w takcie odkładanego na komodę długopisu
te młode jak szczaw
jak stary lis chytre

odpuść mi boże moich wierszy
słowa stracone źle użyte
stojące w niewłaściwych miejscach
słowa zdobyte last minute z wyobraźni

odpuść mi panie
i pozwól nagrać świat na słowa


* * *

piszę
piszę wiersz
piszę pierwszy wiersz po dwóch latach niepisania
wierszy

idzie mi trudno
słowa stawiają opór
jakbym doszedł do muru i nie umiał znaleźć
dłuta i młotka żeby przebić się na drugą stronę
tego samego więzienia

litery wyrazy zalążki zdań
magazyn metafor i porównań zakurzony
zatrzaśnięty w sobie poruszam się po omacku
po ziemi którą kiedyś uprawiałem

nie wiem
może zapomniałem
może tylko zapomniałem
którą samogłoską zakończyć wers
na pewno za chwilę nadpłynie jasna chmura
i spadną jedynie trafne i niepowtarzalne figury stylistyczne

w niepewności graniczącej z rozpaczą
chciałem zejść do następnej linijki
ale nagle spadłem
na sam dół kartki


* * *

wiersze powinno się pisać rzadko
żeby nikt nie mówił
że za często
zbytecznie
na co i po co

niech litery świadomie
budzą ze snu sens wyrazów

aż w końcu powstanie
wiersz na odległość wspomnienia
na głębokość bólu w klatce piersiowej


* * *

od kilku dni na kartce leżał ten wiersz
jeszcze dygotał jak wyrzucone na piasek serce ryby

dobrze naostrzonym długopisem
przebiłem się przez worek osierdziowy

zaczęły wysypywać się litery

dopiero po chwili zauważyłem krew na rękach
i dziurę w piersi na wylot siebie


* * *

po co wynaleziono pismo i mowę
człowieka i jego histerię

mam tylko dwie ręce i dwie nogi
jak więc wtoczę na szczyt
trzynaście liter
głazów wielkich jak „całe moje życie”

koślawe kroje głosek leżą w pół drogi

jestem zmęczony ale na tej wysokości
jeszcze nie rozbijam obozowiska

napiję się wody

wyruszam dalej bliżej wyżej niżej
dzisiaj kiedyś stąd stamtąd

ważne że idę


* * *

w sobotnie południe tak jakoś napisało mi się słowo
na dobry początek na zachętę
na ciąg dalszy na kwitnienie

po chwili zrozumiałem że słowo było jedno
więc mogło się czuć jako pierwsze z wielu
lub porzucone przez inne

przyszłość słowa była niepewna
jak niepewna jest myśl człowieka
który nagle traci humor
gdy zdaje sobie sprawę
z odpowiedzialności za losy wiersza

z wielką powagą obejrzałem słowo tysiąc razy
próbowałem dodać kolejne
ale szybko je niszczyłem
żadne nie było tym właściwym

siedzę nad kartką od stu lat
i czuję się podle
bo nie umiem odpowiedzieć na wołanie słowa


* * *

obok poduszki zamiast pistoletu
trzymam kartkę papieru czystą z obu stron

mam nadzieję że wreszcie wystrzeli


* * *

warto było jednak wstać
i zapisać koślawym ściegiem sześć kartek
z których jutro może do wiersza pasować będzie
pół ostatniego słowa
ostatnia sylaba
ostatnia litera
ost

oset


* * *

po 25 latach pisania wierszy
nareszcie doszedłem do ściany
myślałem że będę miał spokój
że zamuruję się na amen

nagle usłyszałem skrobanie
pomyślałem
to pewnie wygłodniały ptak
wydłubuje ziarenka piasku z cegieł

a to było tylko przesłyszenie

doszedłem do ściany

stoję przy ścianie

stoję pod ścianą


* * *

jest za późno
zdecydowanie za późno na prawdziwe pisanie
i prawdziwe życie
pozoruję oddech bicie serca
przepływ krwi do mózgu

na razie szybko stawiam kropki liter
długopis nie jest najlepszy
więc to nie ułatwia całej sprawy

kołyszą się słowa i drży ręka

jutro rano przepraszam dzisiaj rano
połączę te kropki
i kolejny wiersz spiszę na straty
i ubędzie mnie z czasu
który pozostał mi na dokończenie życia


Wiersze tygodnia redaguje Stefan Jurkowski
stefan.jurkowski@pisarze.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko