Jan Tulik – W niesprzątanej garderobie

0
347
Jan Tulik


„Życie to nie teatr”, śpiewa Jacek Różański. I ma słuszność. Lecz mistrz ze Stratfordu powiada, że to właśnie świat jest wielkim teatrem a my jesteśmy jedynie kruchymi aktorami, czy widzami. Wierzę Szekspirowi, może szczególnie jemu. Adam Ochwanowski w poematach w tomie „Wspólna garderoba” *) przekazuje własne obserwacje na temat naszej rzeczywistości, komentuje ją poetycko. Teatr świata to olbrzymia całość. Lecz różne w tym teatrze świata są sceny, spektakle. Poeta z premedytacją, a choćby nolens volens, penetruje, obserwuje, rozwarstwia, rozważa teatr nasz, polski. Bohater liryczny  pierwszego poematu „W mojej garderobie” serwuje czytelnikowi wyznanie – jednak! Jak się w toku dalszej lektury okaże – dramatyczne:

W mojej garderobie
nikt nie sprząta

Bo garderoba podmiotu lirycznego, a chyba wolno przypuszczać, że to porte parole autora, to otaczający go, i nas wszystkich w kraju nad Wisłą, świat. Wszak o tym, że nad Wisłą, decyduje głównie język:
W mojej garderobie

wiersze przebierają się
za poematy
zaskakujące pointy
gubią tropy

Poeta czyni więc uwagę na temat obolałego polskiego języka poetyckiego, który ulega osobliwym przekształceniom. Choć przecież nie tylko poetyckiego. Pisarz chciałby, by w każdej dziedzinie, od poezji poczynając, po Norwidowemu „odpowiednie dawać rzeczy słowo”. Lecz czas obecny tratuje wysublimowany język, bezsensowne, nieraz szaleńcze tempo życia i podążające za tym niechlujstwo, w tym językowe, mija się ze słowem niosącym jednoznaczną prawdę. Stąd:
W mojej garderobie

dobro i zło
z jednej jedzą
miski

Stąd:

w mojej garderobie
język wypiera się głowy
a głowa języka

Nie dziwota, że schodzimy na poziom komunikatu, że barwy naszego języka coraz bardziej szarzeją. Nie z powodu tego, że:

Krakowskie przekupki
sprzedają po angielsku
kwiaty polskie
Bo to i dobrze, bo nam kojarzyć się to może z „Kwiatami polskimi” Juliana Tuwima, zaś gość anglojęzyczny może dowiedzieć się czegoś o kwietnej, polskiej, krakowskiej, jakże bogatej, tradycji. Może język ocala w walny sposób tradycja właśnie?

W mojej garderobie
dziewczyny z koła gospodyń wiejskich
pieką placki i chleb
na tradycyjnym zakwasie
będą częstować mieszczuchów
swojskim masłem
i smalcem ze skwarkami

nie dodają czosnku i cebuli
bo pani prezes nie lubi żydów

Piękne tradycje, owszem. Lecz oby nie trwały równolegle z jakże przykrą tradycją wobec naszych „braci starszych w wierze”, jak określał Żydów Jan Paweł II. Smakowite potrawy zgotowane zgodnie z tradycją naszych dziadów, naszych pracowitych przodków, zostają zatrute: poprzez brak w nich najzdrowszych przypraw: czosnku i cebuli. I tylko dlatego, bo pani prezes nie lubi Żydów. Ochwanowski uświadamia nam, ż mamy w kulturowym dorobku wspaniałości, lecz zdarzają się i ciernie, które ropieją w naszych ciałach i dziś. Przecież jedynie poprzez zjadliwą pamięć, przekazywaną nam z pokolenia na pokolenie. Jak w dzisiejszej dobie to uzasadnić?Język, tradycja, trafnie zdiagnozowane przez pisarza, mimo, że liryka nie temu ma służyć. Jest w „Mojej garderobie” szereg obrazów, nieobcych nam, jakże niejednokrotnie gorzkich. Tak pospolitych, zdawałoby się, że aż na co dzień niedostrzegalnych. Poeta je wydobywa, jakby podnosił z mulistego dna – nasze wady, nasze samym sobie stawiane kłody. Oto na przykład:

W mojej garderobie
Historia cierpi na chroniczny
Brak źródeł
Ale puszy się bo
Grunwald
Samosierra
Monte Casino
Cichociemni
Trudno zliczyć
Rachunki krzywd

Czyż nie jest tak, że często nie mając rzetelnych źródeł a obiegową propagandę, uznajemy ją za prawdę, bo wygodna?! Zatem i właściwe, rzeczywiste źródła bywają przedstawiane pokrętnie, bywają zamataczone, bo tak wygodnie, dobrze. Czy wygodnie i dobrze dla nas, czytających wiersze? Dla nas? Nie. Dobrze dla tych, którzy okłamują. My z tego powodu cierpimy.

W mojej garderobie
psy nie tracą wiary
kościoły szarzeją ciszą
a wszyscy święci
balują na odpustach
przez ucho igielne myśliwskiego
próbuje przecisną cię młodość

Pewnie dlatego autor poematu niejako konkluduje, nie wykluczone, że z dozą przekory:
W mojej garderobie
przebieram się za samego siebie
Poemat „Zdradzeni i porzuceni” ma podobnie ważką temperaturę wypowiedzi, ale tu na niemal hieratycznych tonach płyną odniesienia do Biblii, tym samym do Dekalogu. Sporo tu także uwag na temat degradowanego języka, zafałszowanych pieśni – bo to jakby fałszować treści Psalmów.

W krainie zdradzonego słowa
i porzuconych pieśni
zginął porządek znaczeń        

Dramatyczne to wyznania, one są prawdą, ale wielce groźną prawdą. Poeta niemal profetycznie uświadamia nam nową apokalipsę, skoro nadchodzi czas pieśni bez słów, skoro słowa poniechają pieśni:

Słowo wyrzeka się pieśni
pieśń wyrzeka się słowa
które już nigdy
nie stanie się
ciałem…

Brzmi to wyjątkowo gorzko. Gdy śpiewamy w kościele „a słowo ciałem się stało”, tu czytamy zaprzeczenie tych słów – czytamy,  że słowo nie stanie się ciałem. To unicestwienie istoty biblijnych znaczeń i nakazów, to rzeczywiście nowa apokalipsa.
Cierpkie to uwagi, lecz w istocie tak jest. Tak jest W krainie porzuconego Dekalogu / I zdradzonego Boga / Dzieci uczą się religii / Pod okiem uzbrojonych ochroniarzy. Jakże mogłoby być inaczej, skoro:

W krainie zdradzonych i porzuconych
niewierni kapłani wymieniają srebrniki
na twardą walutę…

W poemacie „Zdradzeni i porzuceni” – sam tytuł brzmi przecież niepokojąco – poeta również upomina się o zmarnowaną po części tradycję. Pewnie jedynie naszą, polską tradycję, ale przecież nam o nią chodzi przede wszystkim. Pewnie szkoda, że:
Nie całuje się chleba
Nie liczy bocianich i jaskółczych gniazd

Jak to miało miejsce w dobie Cypriana Kamila Norwida, który chlubił się swoją krainą. W jego „Mojej piosnce” czytamy: „Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba / Podnoszą z ziemi przez uszanowanie / Dla darów nieba, / Tęskno mi, Panie”. I dalej: „Do kraju tego, gdzie winą jest dużą / Popsować gniazdo na gruszy bocianie, / Bo wszystkim służą, / Tęskno mi, Panie.” (Notabene przejmująco wyśpiewał Norwidową pieśń Stan Borys).O tym właśnie pisze Adam Ochwanowski. Użala się, że dziś już o tak czułych tradycjach się nie pamięta. Gdyż dziś:

W krainie porzuconych proroków
i zdradzonych przodków
giną ptaki i pszczoły

Einstein powiedział, że ludzkość przeżyje bez pszczół co najwyżej cztery lata. Uważajmy, to nie metafora. Brak pszczół to przecięta nieodwracalnie tętnica globu.
Ochwanowski to także bard, twórca tekstów wielu piosenek, widowisk. Piewca narodowej i lokalnej, świętokrzyskiej kultury, zamiłowany w „swojej” przyrodzie, w nadnidzkim pejzażu. Gdy ostatnio tyle mówi się o ochronie przyrody, o konieczności darzenia jej szacunkiem, poeta ten wpisuje się w już dramatycznie wykrzyczany nurt. Szesnastoletnia Szwedka Greta Thunberg zaimponowała światu swą manifestacją w obranie – kto wie, może już resztek natury? Lecz niektórzy, tzw. wielcy politycy, jej i innych obrońców natury głosy  ignorują. Nic to, że na amerykańskim niebie ubyła jedna trzecia ptaków. Nic to… My także mamy ich coraz mniej. Już mało jaskółek, o których Ochwanowski pisał wielekroć, jakże mała garstka pozostała wróbli śmieciuszków – jak je nazywał poeta Zbigniew Jerzyna.
Wyjątkowo pomocną w czytaniu tych poematów okazała się plastyka, ilustracje Ewy Maziarskiej (1938 – 2018) z serii „Cykl niebieski. Życie w mieście”. Prace te mogą przypominać malarstwo naiwne, w istocie to obrazy bardzo kompozycyjnie przemyślane, oryginalne, na wysokim poziomie artystycznym. Artystka zapewne chciała w takiej właśnie konwencji przedstawić owo życie w mieście, które bywa pełne, gdyż jest swoistą pełnią tematów, ale jednocześnie i groteskowe. Bo to miejskie życie staje na zupełnie sztucznych, wydziwaczonych koturnach. Ponadto chłodna kolorystyka – głównie mroźne błękity – potęgują podjęty temat. Właśnie to również przenika widza włócznią niepokoju.

Jan Tulik

——————————
*) Adam Ochwanowski „Wspólna garderoba”, Jędrzejów 2019

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko