Zbigniew Ikona – Kresowaty – ODSZEDŁ JAK PAN „COGITO”

0
465


(W 10  lecie odejścia wspomnienie o aktorze Zbigniewie Zapasiewiczu.
Wybitny i klasyczny aktor , Mistrz słowa miałby dziś 85 lat)

      Bez wątpienia wszystkich nas zaskoczyła, 10 lat wstecz, ta nagła wiadomość: w godzinach przedwieczornych w dniu 14 lipca 2009 roku (urodzony 13 września 1934 roku), odszedł od nas Aktor wybitny filmowy i teatralny Zbigniew Zapasiewicz…profesorski autorytet i osobowość… Ta wiadomość powaliła środowiska nie tylko teatralno – filmowe, ale tych którzy interesują się sztuką nie tylko teatralną. Bo kiedy odchodzi taki aktor zamyka się pewna epoka, chociaż jeszcze kilku z tej starej nienagannej szkoły trwa na scenie bytu. Dobrze wiemy także, że takiego aktora już nie będzie – Wykrusza się profesjonalizm nie tylko w aktorstwie, ale i w innych zawodach. Powiedział mi kiedyś Adam Hanuszkiewicz ( 200 r.) w „rozmowie artystycznej”, że wszystkich można zamienić w ich profesji, ale nie aktora artystę każdego. To coś znaczy. Wraz z takimi aktorami – artystami zamyka się nie tylko ich garderoba ale cale zaplecze Jego „twórstwa”… Zbigniew Zapasiewicz wpierw studiował na Wydziale Chemii na Politechnice Warszawskiej w latach 1951 – 1952, lecz uznał, że to nie jest dla niego fach i zdał do PWSST , żeby studiować aktorstwo w Warszawie od roku 1958, które ukończył z wyróżnieniem. Później jako aktor i pedagog, który do końca był aktywny i sprawny intelektualnie i fizycznie oraz wewnętrznie i zewnętrznie, tworząc na deskach sceny swój teatr – zawsze był przygotowany do wygłoszenia jakiejkolwiek kwestii, czego nauczył się  już w Szkole Średniej w Liceum Ogólnokształcącym, uczył się gry na fortepianie z dość dobrym słuchem, jak kiedyś przed laty o sobie zdradził. Później jako ambitny aktor zagrał wspaniale role powierzone przez znakomitych reżyserów ambitnych takich jak np. Krzysztof Zanussi, role równie ambitne jak Jego charakter i jaki on sam był, dlatego zaczął wykładać później po latach w Wyższej Szkole Aktorskiej, i grał – grał, do końca na deskach teatrów całym sobą… Był to aktor, który brał na siebie trudne role „pracowite” kwestie do przyswojenia i wyartykułowania – grał Becketta w reżyserii Libery, i nigdy nie szedł na „łatwiznę”, nie poddawał się taniemu poklaskowi i wszelkim mało ambitnym chałturom oraz unikał gry w „bananowych” serialach, a o reklamach nie było nawet mowy. – Natomiast przytaczać Jego ról tutaj doprawdy nie trzeba, było tego sporo, wszyscy pasjonowaliśmy się Jego kunsztem. Przytaczanie i wyliczanie – zbędne! – Jedynie dziś trzeba tutaj przytoczyć pewną dygresję, jaką wypowiedział w stosunku do osoby Zapasiewicza inny senior i przyjaciel Andrzej Łapicki, a był wyraził takie oto zdanie: „ kiedy zachodzi ze sceny taki aktor jak Zbyszek czy, Tadzio Łomnicki pisze się i mówi po prostu: AKTOR, bo gdyby się to przydarzyło jakiemuś innemu aktorowi, pisałoby się odszedł od nas: wybitny aktor lub wielki aktor, coś w tym rodzaju… Zbyszkowi to nie jest potrzebne, mówić trzeba wprost: odszedł prawdziwy aktor… który non – stop zajmował się grą, doprowadzając swój zawód do perfekcji…”

       – Przytaczam to spostrzeżenie kolegi aktora, który wyraził się także, że „nie może się równać do Zbyszka…” – przytaczam ten fakt dlatego, że rzeczywiście takiemu artyście jak Zapasiewicz nie potrzebne są różne: przydomki, a nawet przyimki. To po prostu był KTOŚ Artysta z mocnym autorytetem i charyzmą… To był aktor wyrazisty i oryginalny, bo z szacunkiem odnosił się do swego zawodu, a także do widza, głoszący z pietyzmem swoje teksty z taką pasją poetycką, bo przecież w intuicje odbiorcy nigdy nie wątpił. To „nie kawiarniany” artysta! – normalny, chodzący po Starym Mieście ze swoim pupilem pieskiem rasy York, mijający ludzi zwyczajnych, kłaniający się, gdy pies jego podszedł do innego psa przechodnia. Sam widziałem to na ulicy Senatorskiej 1999 r. Jednocześnie osoba, która nie miała jakichś wielu zaufanych przyjaciół, a był fakt w jego życiu, że koledzy Go zawiedli, kiedy powierzono mu dyrekcję teatru w Pałacu Kultury, oczywiście w czasie dzisiejszym miał pełną świadomość, że Jego pokoleniu już wypadł ząb mądrości. Mowa tutaj o zupełnie nowym pokoleniu i dopuszczaniu do gry, głównie w filmach amatorów często ludzi zupełnie nie przygotowanych, odrzucających charakteryzację, ale też oznajmiał, że być może tak ma być (?) – Ale , „on też ma Pazura” – Była to osoba okryta swoją ambicją, czasem z barierami niedostępności głównie do swej prywatności, a jednak z dużym poczuciem humoru, jak samo mówił, co zresztą było widać na ekranie niejednego filmu. Tępił populizm i nie był przychylny temu co się dziś wyprawiają reżyserzy w teatrach i filmach… Ale przecież nie tępił młodych aktorów, lecz potępiał ich zarozumiałość i bezpardonowość „pchania się na afisz” oraz to co zaczęli grywać i  pokazywać, za przyzwoleniem młodego pokolenia  reżyserów, zrobił kiedyś taka aluzję go gry aktorskiej Pazury i dał do rozumienia, że on ma jeszcze… Nie umiał się znaleźć, i nie chciał uczestniczyć w tzw. nowej „kulturze masowej”.  Był to człowiek, który nie lubił gadulstwa i różnych takich brewerii głupawych jakichś tanich „pogaduch”… To była Osoba, która nie umiałaby w towarzystwie po prostu próżnować, kupczyć, knuć, plotkować, itp…i tracić bezsensownie czas. Głównie koncentrowało Go życie na scenie do samego końca był  oddany takiej formie życia. Potrafił dobrze z jakiegokolwiek monologu zrobić prawdziwy teatr, z podtekstami poetyckimi.

                   Tutaj chcę wspomnieć moje dwa epizody, które mi się w życiu trafiły z panem Zbigniewem. A mianowicie byłem, jak zresztą co roku, zaproszony na Wrocławskie Spotkania Teatralne Jednego Aktora, które cyklicznie odbywały we Wrocławiu. Otóż, o ile dobrze pamiętam w roku 1996, poprosiła mnie dziennikarka wrocławska Wanda Ziembicka – opiekunka medialna oraz rzecznik tej cyklicznej imprezy pod nazwą WROSTJA, w imieniu prezesa Towarzystwa Przyjaciół Teatru z Wrocławia, o wręczenie jakiejś swej pracy plastycznej aktorowi, który przedstawi na scenie swój „jednoosobowy” popis interpretacyjny jako teatr jednego aktora. Oczywiście nie odmówiłem! – nawet nie było mi na myśli, żeby odmawiać. A wybrałem Zbigniewa Zapasiewicza, który wystąpił ze swoją żoną Sawicką w tzw. scena „Czarny Salon” w Ratuszu wrocławskim, o ile pamiętam z poezją Herberta. Po zakończeniu gry, przy pełnej sali, po burzy braw, wszedłem na scenę oznajmiając w imieniu Towarzystwa, że mamy tutaj we Wrocławiu taką tradycję Towarzystwa Miłośników Wrocławia współorganizatora – zwyczaj, „żeby o nas nie zapominać – dodając prywatnie jeszcze kilka słów, które zabrzmiały mniej – więcej tak : „Szanowni Państwo – Aktorzy na tej małej scenie i Wy akompaniujący Mili Bohaterowie dzisiejszego wieczoru, najserdeczniej dziękujemy jako publiczność! – za tak znakomity pokaz kunsztu aktorskiego, za pyszną ucztę duchową
( kierując swój wzrok do głównego bohatera tego artystycznego spotkania) kontynuując dalej „ jako skromny widz, ale jako artysta innej profesji, pragnę wręczyć na znak pamięci, tę moją grafikę, która wielokrotnie była drukowana w Ogólnopolskich Czasopismach Literacko – Artystycznych, niech ciągle przypomina i zaprasza Państwa do naszego Miasta, gdzie zresztą już wiele razy Państwo gościli, nie tylko na tym cyklicznym Festiwalu Jednego Aktora…” -I wręczyłem panu Zbigniewowi i Oldzie Sawickiej tę swoją grafikę (wielkości A-3 ), oprawioną w passeportou w ramie pod szkłem, z dedykacją Towarzystwa Przyjaciół Teatru oraz własną. Ten zwyczaj pozostał do dziś na cyklicznych Spotkaniach Teatru Jednego Aktora (WROSTJA) we Wrocławiu.

Grafika Zbigniewa Ikony – Kresowatego wręczona na Festiwalu WROSTJA 1998.

Zbigniew Zapasiewicz ścisnął silnie moją dłoń, a pani Sawicka, żona aktora, cmoknęła nawet w policzek, kiedy podałem dłoń i ucałowałem jej drobna rączkę, pan Zbigniew grafikę przycisnął do piersi, a po chwili przy owacjach odwrócił ją przodem ku publiczności  i posypały się znów rzęsiste owacje na stojąco. Przyznam się, że i ja na tę małą chwilę znalazłem się także w pewnego rodzaju glorii – nie skromnie powiedzieć,  trochę duma rozpierała, że mogłem właśnie takiemu aktorowi, który wtedy był i wciąż jest moim idolem teatralnym i autorytetem, wręczyć osobiście namiastkę swej sztuki – pewnie powiesi u siebie w gabinecie.  I jak pamiętam dało mi to także poczucie jakiegoś spełnienia takiego niepisanego obowiązku a jednocześnie ten znak obdarowania publicznego był wprost gestem spontanicznym stron, od samego początku od chwili inicjacji przez Wandę z TV. Kiedy mi zaproponowano, żebym coś przygotował byłem wprost mile rozczarowany – to się bez wątpienia długo pamięta! – zwłaszcza, że spotkanie to było, jakby na Forum, filmowane przez TV regionalną, która na antenie ogólnopolskiej przekazywała relacje z trwania Spotkań teatralnych Jednego Aktora w Polskę. –  I właśnie dziś, kiedy jest 10 – ta rocznica Jego odejścia nazwać Go można „Głodomor” tekstu i interpretacji Sztuk Teatralnych,  wracam do tamtego czasu…

       – I jeszcze jeden epizod, żeby zadość uczynić temu wspomnieniu, czyli mej styczności z panem Zbigniewem związany z czasem późniejszym: Kiedyś natknąłem się na Jego postać na Najeździe Poetów na Zamek w Brzegu, gdzie przyjechał w roku 1999 ze swoją żoną aktorka i pianistką – akompaniatorką, żeby jako Gość specjalny wygłosić monodram słowno – muzyczny pt. „Pan Cogito” – Zbigniewa Herberta w Sali Tronowej na Zamku Piastów Śląskich, zwanym pochodnie „Małym Wawelem”. Natknąłem się na artystów w Brzegu na Rynku, przed Ratuszem, u wejścia do BWA, stali w trójkę rozmawiając i podziwiając Ratusz. Miałem wówczas z sobą ostatni numer czasopisma Miesięcznika PAL (Przegląd Artystyczno Literacki – Toruń) wydawany przy Uniwersytecie w Toruniu, z którym to Miesięcznikiem na stałe współpracowałem (byłem w stopce). Otóż był to pretekst, żeby podejść do aktorów momentalnie: gdyż w tym numerze PAL- u  pomieszczono krytykę niezależną, nieznanej mi wtedy osoby, o głośnym wówczas filmie Krzysztofa Zanussiego pt. „ Życie to choroba zakaźna przenoszona…” – Oczywiście w tekście tym pomieszczono fotografię Zbigniewa Zapasiewicza z kadru z filmu, gdzie był ubrany w biały fartuch, a grał jedną z głównych ról, mianowicie doktora medycyny z problemem nowotworowym. Poszedłem do artystów – Oczywiście trochę zdziwieni, ale uśmiechnęli się, wyczułem, że pan Zbigniew rozpoznał mnie z czasu trwania WROSTJA we Wrocławiu kilka lat wstecz, i tym bardziej jakby skłonił głowę, powiadam: „Panie Zbigniewie, mam dla Pana taką prozaiczną niespodziankę – bo niespodzianki zawsze czyhają na nas, otóż posiadam przy sobie czasopismo artystyczne wydawane przy Uniwersytecie w Toruniu, w którym pomieszczono omówienie filmu Krzysztofa Zanussiego, gdzie przytoczono pańską grę i sylwetkę, nawet jest foto pańskie, po prostu chciałem ten numer panu wręczyć, gdyż na pewno pan tego nie ma, a materiału krytycznego jest tutaj na kilka stron” – Zapasiewicz przyjął ów fakt do wiadomości i na otwartej przeze mnie stronie odczytał jakieś zdania dotyczące  filmu Zanussiego, gdzie grał Zapasiewicz : „ Wie pan, rzeczywiście niespodzianki za nami chodzą – „ja do takich recenzji, czy też omówień, mam stosunek ambiwalentny, ponieważ ostatnio jakieś młode panie coś wypisują, skrobią i nic z tego nie wynika, gdyż czasem po prostu nie mają one wiedzy, a czasem nie oglądają filmów ani sztuk teatralnych – ale piszą coś!, a najczęściej jakieś bzdury bez pokrycia, wypowiadając jakieś swoje czysto prywatne kwestie…A propos skąd ta pani wie, a pisze tutaj, więcej o mnie a jeżeli ja sam – niech pan to jej powie. No i niech pan jej to powtórzy dokładnie co powiedziałem… – A pana grafika- hmmm wisi u nas na honorowym miejscu” – Aktor podał mi dłoń, dając do zrozumienia, że już czas udać się do Zamku na spektakl „Pan Cogito”. Udałem się i ja na Zamek, gdzie poprzedniego dnia trwało tradycyjne czytanie wierszy przez zaproszonych poetów  – Właśnie tutaj  mieli za chwilę wystąpić artyści z „Odejściem Panem Cogito”. A ów numer czasopisma PAL wziąłem z domu tylko po to, żeby przeczytać w Brzegu na Zamku swój wiersz, jeden z kilku pomieszczonych i był tam wydrukowany, wcześniej napisany tekst,” na odejście poety Zbigniewa Herberta”.

Herbert – Zapasiewicz miejsce – czas, przestrzeń – wyobraźnia, ambicja – profesjonalizm oraz artystyczność – szczerość, sens i prawda… okoliczności jakby czyhają na swoje spełnienie i łączą się w naszej pamięci, bo i tutaj w Brzegu w czas tej pięknej kolorowej i słoneczną jesieni, gdy nadawano Imię Poety Herberta Gimnazjum w Brzegu, przy okazji trwania Najazdu Poetów, gdzie gościła pani Kasia żona Herberta i siostra poety (oraz kuzyn) pani Zebrowska. W kontynuacji tego niezwykłego święta o godzinie 19.oo wystąpili właśnie aktorzy ze wspomnianym monodramem, przy akompaniamencie fortepianu. A był to znakomity spektakl w formie Zbigniewa Zapasiewicza, gdzie z właściwym sobie impetem i kunsztem, głosem brzmiącym bardzo pewnie, tryskającą śliną z ust aktora utwierdzonego w słowach Pana Cogito – pan Zbigniew interpretował,  jakby siebie – bez najmniejszego zająknięcia, z odpowiednią gestykulacją poetycką, wygłosił był całe „Odejście Pana Cogitio” Zapasiewicz bardzo ukochał poezję Herberta jeszcze za życia poety. Przypomina mi się teraz, jak byłem w Warszawie w czasie odchodzenia poety, i przechodziłem obok Pałacu Kultury, mijając osadzony tutaj „Teatr Studio”, Zbigniew Zapasiewicz przedstawiał właśnie tutaj „Pana Cogito”: duży baner na frontonie, i wokół afisze, z godzinami gry Teatru tego spektaklu, a obok nazwisko: Zbigniew Zapasiewicz.  Aktor również sam tutaj grał spektakl, w towarzystwie żony, robił swego rodzaju teatr poetycko – artystyczny… I bardzo chciałem pójść wieczorem do Pałacu Kultury na ten spektakl, poczułem takie wezwanie – ale niestety, byłem na krótko, a bilety zostały już wyprzedane na kilka dni wcześniej.  Tak sobie myślę dziś, kiedy już odszedł właśnie Aktor, celowo pisze, nazywam Go z szacunku z dużej litery – Aktor – o którego w jakiś bardzo prozaiczny sposób otarłem się, nawet chciałem bardzo pomieścić w swej książce „rozmowę artystyczną” , książka ukazała się w 2005 roku, lecz sploty zdarzeń nie pozwoliły się spotkać tak jak z innymi Koryfeuszami Sztuki. Pośród tych, czy innych zdarzeń, wystarczy zwyczajny błysk oka, czasem tylko on wystarcza za cudowną chwilę porozumienia… Gdzieś odzywa się w nas na powrót jak u Herberta. Bo przecież mam w tej książce „rozmowę artystyczną” z rodzoną siostrą poety panią Haliną Herbert – Żebrowską, u której gościłem w Otwocku, poeta już odszedł, a byłem w pokoju poety, gdzie na leżąco pisał, a siostra doglądała go, gdyż była lekarką. To osobne wrażenie pozostaje w oczach. „rozmowa artystyczna” powiada o ich wspólnym dzieciństwie, pani Halina pożyczyła mi nawet zdjęcia ze swego albumu do publikacji tej rozmowy – to piękne! – Podarowałem „na pamiątkę” tego spotkania swoją grafikę. I chociaż to nic nadzwyczajnego to jednak PAMIĘĆ sankcjonuje naszą ludzką moc ciągle poznawczą idącą za każdą nową intuicją…Póki co podaje słowa  z „Elegii na odejście”, bo zakwitła we mnie myśl odczytania i zacytowania jej znamiennego fragmentu teraz na odejście Aktora, fragment wybranego wiersza pt. „Pana Cogito przygody z muzyką”
( str. 36 ) mówi, że muzyka w tym wierszu, i jej ukochanie, to jest właśnie gra artysty – wspomniano, że od muzyki zaczynał pan Zbigniew Zapasiewicz, uczył się dźwięków na fortepianie, a został aktorem posłanym głownie na deski, z powołaniem do poezji i gry poetyckiej…
      Zatem usłyszmy ten wiersz i wsłuchajmy się, niech zabrzmi jakby On sam te kwestię nam interpretował:

(…)
Pan Cogito
bronił się zawsze
przed dymami czas

cenił konkretne przedmioty
cicho stojące w przestrzeni
uwielbiał rzeczy trwałe
prawie nieśmiertelne
marzenia o mowie cherubów
zostawiał w ogrojcu marzeń
wybrał
to co podlega
ziemskim miarom i sądom
by gdy nadejdzie godzina
mógł przystać bez szemrania
na próbę kłamstwa i prawdy
na próbę ognia i wody

    Otóż skoro już jesteśmy przy poezji, każde odejście metaforycznie może być nazwane próbą ognia i wody, a to co było tworzeniem nazwijmy muzyką. Pozostaje tylko NAPIS, zatem przywołam jeszcze jeden wiersz Zbigniewa Herberta, ukochanego poety artysty Zapasiewicza, z tomu pt. „Napis” (str.) fragment początkowy wiersza pt. „Prolog” co parafrazuje niebywale kunszt aktorski pana Zbigniewa Zapasiewicza :

On
Komu ja gram? Zamkniętym oknom
klamkom błyszczącym arogancko
fagotom deszczu – smutnym rynnom
szczurom co pośród śmieci tańczą

Ostatni werbel biły bomby
był prosty pogrzeb na podwórzu
dwie deski w krzyż i hełm dziurawy
w niebie pożarów wielka róża


                                     ————————————————————–
                            – Zatem Wielka Cześć Twej Pamięci Panie Zbigniewie!


Zbigniew Ikona – Kresowaty

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko