JANUSZ ŻERNICKI – wiersze

0
256


MIESIĄC PSIEJ GWIAZDY

…więc opuścili cię główni księgowi

Na górze Saint-Gellert byłeś sam Wędrowiec
w jednym sandale z lat trzydziestu glorią
Odmierzało się światło w pociętym arbuzie widnokręgu
Dunaj odmawiał lipiec i zwykłe wspomnienia
a jeszcze
wspólny błękit ze zmęczonych starych mistrzów powiek
Tak kiedyś ty i ktoś z innych wzgórz nad rzeką inną
patrzyliście w księżyc i pozorów ssanie To było wtedy
gdy chciałeś się w skrzydłach ważki modrawo pomieścić
i winogradem chłopięce modlitwy ciekły

           Jak długo mamy czekać abyś się przyznał

Zostałeś sam na sam Nie powinieneś tego robić
Dunaj wiódł siebie ten sam srebrzystopienny
Jazonie o Jazonie Rzymianie Słowianie Węgrzy
Światła prowadziły ludzi w myśl ich wyobrażeń
I były dwuznaczne i bardzo korzystne Szeptałeś
Szept noc zarastał Wanda Iwona Daria
Jak w dusznym śnie zatapia się ciężka słodycz
Niezdolny unieść nadmiaru co dzień odejdź
A na jesień potrzebne płaszcz buty węgiel
W minarecie w Eger szamotałeś się z dźwiękiem
Echa nie znano w tych stronach Więc powracały
bez rozkładu i jadu kamienie i cienie sny i ćmy
Ach miałeś skrzydła widnokręgów a nawet
czułeś ich ciężar dygoczący gdy kryłeś pozostałych
nim niebo się rozcierni wszechwładnie rozkrzewi
dla milionów trosk gołodrążących Znałeś swoje
pochmurnooki rudobrody o ciele łamanym tylekroć

           Jak długo mamy czekać abyś się przyznał

           Więc opuścili cię główni księgowi

Czułeś miłość tak namacalnie że
lustra przypadły do ziemi skrzydłami trzepocząc
Winy wszystkich uderzały cię twardo Winy twoje
uderzały cię twardo Ten przypływ Jakim skrzydłami
rozporządzasz książę Atlantyda trwa jeszcze

Schodziłeś płacząc
Co powiesz im co powiesz myśląc inaczej
i głaszcząc ich czule jak własną głowę
Ufajcie rzece Tylko rzece
Wiatr ultramaryną w oczy bryzga
pianą się zwełnia na twojej szczęce
więc skomlisz

           Jak długo mamy czekać abyś się przyznał.


Z AUTU

Trzeba się spieszyć. Idzie wiatr. Klacze ślizgają się po bruku.
Jeszcze ciepłe od jego rąk uda ledwie ze snu wyjęte
podcina deszcz. Sukniom przydaje świadomości.
Trzeba się spieszyć. To męczące tak iść. Padł to padł.
Akteon nigdy nie znał własnych psów. On też.
Trzeba się spieszyć. Na rogu jest knajpka. Tam wejdź.
Wdowa też tam będzie – pójdziesz z nią do domu.
Ona to będzie robić tak, jak nie robiła tego nigdy.
Ona to będzie robić tak, jak nie robiła jeszcze.
Och, ona to będzie robić tak,
Aż się wieczność objawi nagle przelotnym deszczem
u pokąsanych twoich warg.


ZNOWU W INNYM WIDZIANO MNIE OKNIE

Nie upilnowałem się, patrzę na domy z przeciwka,
falochrony melancholii
podczas przyboju
                                                    wieczornych zórz.

Świecąca ich bryła jest czystym pretekstem:
zagarnia mnie obecność.

Tak na wybranych spadał niegdyś bóg,
nie przybierając kształtu, samym sensem.

Doznaję jej,
jakby jednocześnie mną i czarnym bzem
pulsowało niedzielne popołudnie
w fioletowych żyłkach za uchem
                                kobiety, która wkłada suknię;

samotny, cytowany werset,
wśród obcych książek i rozmowy cudzej,
w nieznanym mieście, nad nie moim domem
                                                świeci przed jutrem.


* *  *

O krwiobieg białej róży
pytaj mgławicę
z różowym zaczątkiem gwiazdy

O krwiobieg białej róży
pytaj tancerkę
kiedy szamocze się
w jego obcisłej sieci

O krwiobieg białej róży
pytaj zamieć
pod cmentarzyskiem reniferów

Nie pytaj naszej miłości
Jest zbyt przytulna


TRISTIS HIEMS

Każda rzecz ma strefę płaczu, ty nie masz nic…
Wszelkie możliwe połączenia, ile ich…

Winnice rosły w tobie, już z galateą na odwrót,
A kiście i grona niedowcielone…

(sen cię tłumaczy długo i zawile, lecz na stronie)

Każda rzecz ma strefę płaczu, ty nie masz nic…

Gołąb nad tobą smukły, że aż nieruchomy,
Więc nie przechylaj go, w obawie naczynia…

i nie wypełniaj gestu w zbyt rozpoznanych liniach.
Wszelkie możliwe połączenia, ile ich…

O, pobekiwanie zagubionych świateł
                                                  od strony niepolerowanej…
O, naczynia wklęsłe posłuszne pierwszemu rozwarciu…

Każda rzecz ma strefę płaczu, ty nie masz nic…

Wyłam szprychy gwiazdy zanurzonej w tobie,
ona sprawuje liczne podobieństwa
                                                 i dorzeczywistnienia…
(Wszelkie możliwe połączenia, ile ich…)
Wiatr sypie sól w zwierciadła, zanurza się źdźbło,
brzozy od północnej, wydziobanej tynku jak na
                                                                         odwilż…

spiesz się…

(Każda rzecz ma strefę płaczu, ty nie masz nic…)

Niech zbiega muł bezpański za piszczałką do
                                                                     Emaus…

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko