23 czerwca 2026
Księga ziół w rozbitym zwierciadle

Zdarza mi się być zadziwionym czyimś pisaniem. Formą, treścią, sposobem narracji. I… i jednocześnie być taką prozą oczarowanym. To przypadek debiutanckiej powieści czeskiej pisarki Anny Bolavy. Pisarki z niewielkim (jak czytam na skrzydełku) dorobkiem literackim – raptem jednego tomu poetyckiego.
Czym porusza „W ciemność”? Pozorną jednostajnością, monotonnością. Bohaterka, kobieta może trzydziestokilkuletnia, a może starsza od dziesięć lat, mieszkająca gdzieś w czeskiej wsi, zbiera zioła. Ich gatunków jest przynajmniej kilkanaście (czasami to też liście). Zbiera i sprzedaje, zbiera i sprzedaje, zbiera i sprzedaje.
To tylko pozór.
Początkowo ma też inne źródło zarobkowania. Jest tłumaczką. Zawodową, ma umowę z firma. Wozi te tłumaczenia do Pragi. Ale wraz ze zmianami w firmie, wraz z odejściem jej szefa, przestaje być zainteresowana tą pracą.
Więc bierze rower, przytwierdza do niego wózek, raz mniejszy, raz większy i rusza w pola. Rwie nie zważając na rany, na obolałą prawą rękę (w którymś momencie wydaje się, że ta ręka nadaje się już tylko do…. amputacji). Rwie, zwozi do domu, targa na strych rozkłada do suszenia. A, bodaj we wtorki, wozi ten susz ziołowy do skupu. Nie, nie zarabia wielkich pieniędzy.
Jak napisałem, to tylko pozór.
Bo z tej powieści wyłania się inna prawda o bohaterce. O jej nieposkładanym życiu, o niewątpliwych problemach psychicznych, o dzieciństwie, kontaktach z sąsiadami.
Nie, to nie jest proza do śmiechu. Z drugiej strony, te wszystkie majaki, wszystkie domniemania układają się w jej głowie w spójną całość.
Ktoś hałasuje w nocy na strychu? Kto? Ona? Przecież spała. Ale sąsiedzi słyszeli. Ktoś widziała wodną rusałkę. Policja szuka. Ona? Rower, stara damka, trafiony piorunem wyłowiony z rzeki…
Rodzina, jednoręki mąż z którym się rozstała (ale bez rozwodu). Tak, zapewne jest jego miłością życia. Znajduje się kiedy jest na skraju wycieńczenia. Teść w szpitalu, który potrzebuje się przed nią wywnętrzyć. Gdzieś w odległej pamięci babcia, to ona nauczyła ją zbierania ziół. W zasadzie ani słowa o rodzicach…
Jest całą dookolna przestrzeń. Ludzie. Przyjaciółka z apteki, Miluška, uwikłana w romans z lekarzem, który narobił dzieci wielu kobietom. Lekarzem, który stara się pomóc. To on wypisuje jej recepty. Ale któregoś razu rzuca się na niego, bije. Dlaczego? Wszedł w jej świat wyobrażony, chciał go zawłaszczyć…. Jakoś tak…
Jest jej wścibska sąsiadka (to być może kuzynka), która na każdym polu chce być lepsza.
Jest Tonda, facet, który naprawia rowery. Czasami zrobi jej rower poza kolejką.
Są faceci ze skupu. Różni. Któryś jest grubiański, zawsze pomniejszający wagę ziół, jest inny, Ruda, odchodząc z pracy da jej zarobić więcej niż kiedykolwiek.
W tym wszystkim jest zmęczenie. Przeogromne. Sobą, sytuacją, brakiem… czego? Perspektyw? Nie je, jest chuda. Wymiotuje. Nie musi się myć, to można zrobić kiedy indziej. Leki? Tak, czasami pomagają. Nie ma szans aby brać je regularnie. Dostawała je w aptece za darmo. Ale przecież to się też kończy wraz z aresztem aptekarki…
Dni, w których dojrzewają kolejne rośliny. Mogą być przy cmentarzu. Ważne, że nadają się do zbioru. Więc do czysta. Do worka. I jeszcze, jeszcze. W skupie nie jest sama, jest kolejka, sama musi te worki wnieść na górę. Czasami nie ma siły. A jednak… musi… „Oho, zjawiłam się w porę. Część roślinek jeszcze czeka na swoją kolej, ale sporo już zakwitło – tu nie ma na co czekać. Wiązówkę trzeba zerwać w odpowiednim momencie, inaczej kwiat dalej się rozrasta, ale spodnie płatki zaczynają odpadać, w tej fazie zbieranie nie miałoby większego sensu.” Czas nagli, żadnego dnia przestoju. No chyba, że pada.
Czasami położy się na ziemi. Poczuje jej zapach. Czy może być coś piękniejszego. Niczego nie potrzebuje.
Bolavá zanurza nas w świecie, w którym niewielu z nas chciałoby się znaleźć. Świecie odosobnienia, samotności, wyobcowania, pogrążania się w tytułowej ciemności. Ale to jednocześnie świat natury, zapachów, bliskości przyrody. Czyli tego, co bliskie, rzeczywiste, czasami dzikie, czasami oswojone. Pomieszała, zadziwiła, napisała świetną powieść….
Anna Bolavá – W ciemność, przekład Agata Wróbel, Książkowe klimaty, Wrocław 2026, str. 352.





