Inspiracja redaktorska okładki książki J. Grupińskiego – Joanna Pakuła.
Nie sposób nie omówić tej urokliwej książki, która jest opowieścią znanego pisarza i poety, z Poznania, Jerzego Grupińskiego. Spisana na kanwie własnego dzieciństwa, spędzonego w lasach nad Wartą Puszczy Noteckiej w pierwszych latach powojnia, które jako mały chłopiec spędził we Wronkach. Widać w książce i czuć bardzo czytelnie poetyckie wspomnienia autora. Jerzy Grupiński ze znakomitym dorobkiem literackim (ponad 17-stu książek) poczynił szereg opisów kolorowa prozą, ale i wierszem. Publikacja znakomicie wydana pod patronatem Burmistrza Miasta i Gminy Wronki. Ta bardzo ciekawa opowieść wciąga. Pomieszczono w niej zapisy autorskie z nuta historyczną z lat poniżej 60-tych, wraz ze znakomitą ikonografią fotografii – To okres dzieciństwa autora, po drugiej wojnie, przybliża to nam „tamte” obrazy tzw. „wyżu” demograficzno – społecznego. Jest to wydanie szerokiego obrazu, jakby w panoramicznym kinie, wielu wrażeń, wiernych, ale i częściowo znakomicie zdystansowanych ku dzisiejszym dekadom, tym bardziej prawdziwych namacalnych, niosących z sobą widoki i krajobrazy, jakby z rzeki dzieciństwa (tytuł wiersza Bogdana Loebla, który śpiewał T. Nalepa w Blackout)
Wiele tu kolorytu nurtu tej rzeki, odsłaniającego jakby „zakryte strony świata ” widzianego oczami dziecka, które uczy się wyobraźni. Książkę naprawdę znakomicie się czyta. Autor, od pół wieku uchodzący za poetę, jak piszą krytycy, posługuje się w epickim par excellence gatunku, zdecydowanie lirycznymi strukturami i tropami, a nawet nostalgią, dlatego ta książka jest bardzo oryginalna , wprost piękna i soczysta, bardzo ujmuje i zaciekawia, że żal ją odłożyć, choć na chwilę. Do książki zaglądałem dwa razy. CHLEB OD ZAJĄCA to wydanie urodzonej osoby w znakomitej rodzinie, Jurek jako dziecko od dziecka był chrzczony na literata(?). Jakby jego mądrzy rodzice zadbali o przyszły stan aury poety i pisarza, krytyka… Jerzy Grupiński, jak wiemy, jest głównym założycielem legendarnego Klubu Literackiego Zamek w Poznaniu, wieloletni redaktor i animator Konkursów Literackich, Turniejów „O laur Klemensa Janickiego”, wydawca periodyków i Arkuszy Literackich w środowisku literackim Poznania i okolic.
Ta książka to bardzo szeroka rzeka, bardzo kolorowa opowieść, sentymentalnie traktująca szczegóły, obyczaj i koloryt jakich dziś mało, choć opowiadająca o czasach o szarym klimacie, nieco z wehikułu czasu”, powtórzę to jeszcze raz „znad rzeki (wyjątkowego) dzieciństwa”, z prozą iście opisowo poetycką, z ożywionych wizualnie obrazków, można domniemać (i usłyszeć) z melodyjkami na harmonijkę i akordeon, jak w piosence Janusza Laskowskiego pt. „Kolorowe Jarmarki” – To echo okraszone nutami wyjątkowej pieśni, jakich dziś „najbardziej żal…”- Treści książki, powtórzę, przeplatane dużą ilością wierszy, bardzo fachowo zapisanych biją mocno, jak (np. str.78) „Dzwony” W miasteczku – w moim sercu/już dawno po kościele/Budyń stygnie w zimnej wodzie/Pachnie rosół na cały rynek/ Ojciec leży pod gazetą/w poprzek przez druk czarna mucha/chociaż ani słowa o wielkiej wojnie(…)
– Otóż, jak się wydaje tylko poeta, może najwierniej choć metaforycznie przytaczać, nie tylko w każdym wierszu echa, których obecnie najbardziej jemu ale i nam żal, co dygresyjnie ponosi podmiotowość w dal. A piosenka przywołana przeze mnie z Janusa Laskowskiego; „Kolorowe jarmarki”, oddaje wierność melodycznie podskórnie, bo najbardziej pewnie podrastającemu poecie żal: właśnie takich niezwykłych chwil – żywych, z minionego rubasznego karnawału życia. Przypomnienie „karnawału”, jak nazywano ten okres, nastrojów i chwil z łezka w oku w tak metaforyczny, ale i autentyczny, sposób daje wiele do myślenia i nie tylko, jak wiemy nigdy się nie powtórzy. Widoki zapamiętywane na zawsze, obrazy w chmurnych i słonecznych ramach, bywają zawsze najbardziej wierne, kiedy dojrzewa najbardziej wyobraźnia dziecka i ubogaca się wcześniej jak od szkoły podstawowej…
(…) Dziadkowie uroczyście na czarno /poszli po pietruszkę nad Wartę/do ogrodu ciągnąc ogon z naftaliny/Dziadek odpiął sztywny kołnierz/mankiety i spinki/ Bo jest niedziela i nikt/nawet Bóg nie chce by ktoś się męczył/ w obroży.
– Opowieść poety zobowiązuje do wierszy, które dobarwiają i sankcjonują chwile jak ze snu, zapisują pamięć w jaskrawszych kolorach, choć okres to był szary. Jest to opowieść poetycka – nie opowieść w zakładkach wierszy, doskonale zapisanych, znakomicie zmetaforyzowanymi słowami, które po prostu dzieją się i unoszą…
– Kończący książkę, osobny, zestaw 3 wierszy (w tym dwóch poematów od str. 129 do 148 s.) pt. Jeszcze o szkole, osiołku i wronie… budzi naszą wyobraźnię i jednoczy z odczuciami autora poety oraz znakomitego narratora(?)…
– Natomiast co warte do wyróżnienia całego wspomnienia: na stronie 81 mały Jurek chce być jeszcze bliżej rzeki, zazdrości tym, „ którzy mieszkają tuż nad Wartą, jak bracia Sarbakowie, przekroczą próg domu i już są nad wodą(…)”- To aluzja nie tylko do dotykania rzeki Warty, ale i miejsca przytaczanego stricte, jako ważnego elementu wychowawczo – estetycznego ku zapamiętaniu wiecznym chłopca, którego wiek bywa wielką wyobraźnią i wielkim oczekiwaniem…
Zajęczy chleb…
„Dom. Święty Dom… Na stychu był pokój. Wieża i twierdza. Okno na wschód. Rano czerwona tarcza słońca nad dachy miasteczka. Mgły nad Wartą podnoszą się… Dalej las, Puszcza Notecka. Lustro rzeki. Codzienne misterium stawania się świata, aktu, którego jestem świadkiem niegodnym tajemnicy, ale i współtwórcą? Bo patrzę…”
Wszystko, jakby uciekło w szybkich skokach zająca – Uciekło, ale widoki zarejestrowane w oczach pozostały jako chleb. Wszystko co pozostało po tych szybkich widokach, pejzażach wyświetlanych non stop, to właśnie ów „Chleb od zająca” – Poeta pisarz, bardzo surrealistycznie, a nawet zjawiskowo, nazwał swój zapis, przytoczył opowieść, która wróciła klatka po klatce, jak porwany cenny, ale wyraźny film w kinie ,które przyjechało do miasteczka Wronki objazdowo , i odjechało między okładki tej książki. To opowieść stricte poetycka dotykająca w bardzo szczególny sposób, nie tylko autora, ale i czas, przytacza barwy po tzw. wyzwoleniu, gdzie radzieccy stupajki szwendali się tu i ówdzie, nawet po wsiach i miasteczkach z oznakami… , co pokazuje ikonografia częściowo, co pokazuje dobitnie tamten okres… Chleb od zająca to opowieść – (nie powieść) – To bardzo szczery zapis poprzez zmysłowość poetycką i pamięć doświadczoną, dziś wybitnego poety, który podsumowuje odważnie swoją egzystencję w hołdzie tej Ziemi, która na pewno dała mu wiele, pozostawiła ów suchy chleb od umykającego czasu szybkością zająca… Chleb – wspomnienie, które daje się zawsze nawilżyć, kto wie czy nie łzami? – przełykając gryz po gryzie, siedząc na brzegu „rzeki dzieciństwa” w krótkich spodenkach…
Warto tu przytoczyć wiersz z początkowych stron publikacji, czasem ze znakiem zapytania, ale o smaku historycznym (s. 10):
Historia o chłopcu
Czy jestem tym chłopcem
który wbrew zakazowi
otworzył
Księgę Ezechiela
i zaczął czytać?
Aż do liter do znaków
których nie potrafi zrozumieć
A gdy pojął wreszcie
że słowo „chaszmal”
znaczy płomień
ogień wyszedł z Księgi
i go pochłonął
Dalej (od strony 13 do 21) następuje kolejny zapis prozą poetycką.
Najpierw jest las. Żywiczne poświaty, poszumy sosen. Dziadek łowczy- Józef Kołoch, zsiada z roweru, otwiera plecak, a w nim czerwone i brązowe listki, sosnowe igiełki, gdy wyjmuje papier, długie, białe skibki, sznytki niezjedzonego chleba, pieczonego w domowym piecu. Chleb od zająca!- krzyczymy (…)
– Po tym bardzo opisowym tekście krajobrazów poetyckiej prozy, jest foto Józefa Kolocha łowczego u hrabiego Hochberg von Pless, w Goraju, a później Wiersz do matki (s. 13), który trzeba przytoczyć:
Jeszcze zapłoną w oknie
twe pelargonie
ręka za szybą kwitnie i drzy
Idę i ona za mną idzie
Odwrócę się – i wciąż jesteś
Dłoń twa jak świetlisty anioł
na każdej drodze się tli
Rano
jaki dom ten ciemny i ciężki
ale krok twój już go podnosi
Kołysze odwraca do słońca
Głos dasz mu zaraz i skrzydła
Bo na łąki chwalcie umajone
śpiewa klasztorny dzwon
nad nimi – wizg
jaskółki ostre jaskółki wciąż
Dygresja: Kto wie, czy te dwa wiersze nie powinny się były znaleźć na końcu książki, podsumowują i najbardziej obrazują uczucia i doznania Jerzego Grupińskiego, pomieszczone we Wronkach. Kto wie? – Ale to już sprawa i zamysł redakcji opowieści barwnej pt. Chleb od zająca.
Zbyszek Kresowaty






