Strona główna Rok 2026 Nr 610 Jerzy Stasiewicz – Świat z ubocza

Jerzy Stasiewicz – Świat z ubocza

0
55

Finezyjność/niepodrabialność kluczy do poezji z tomu Trochę inaczej Romana Rzucidły, zawarta jest w dwóch mottach poprzedzających treść liryczną. Cytuję:

Jak pasterz, który widzi lwa nadchodzącego
by zniszczyć jego trzodę, stosuje podstęp:
Bierze baranka i używa go jako pułapki aby schwytać lwa
I w ten sposób ratuje swą trzodę
A potem leczy baranka, którego zranił lew.

Manichejska Księga Psalmów


Zdaje się, że nasz wewnętrzny chaos i zamęt stanowią
nasze największe bogactwo.

Olga Tokarczuk


Muszę z marszu nadmienić, że to dopiero trzecia książka poety debiutującego – jako siedemnastolatek w roku 1987 roku wierszem „Ślepy fanfaron” w krakowskim „Życiu Literackim” wydawanym w latach 1951- 1990. Tygodnik ten jako pierwszy w PRL-u drukował Czesława Miłosza i Witolda Gombrowicza. Debiut u Władysława Machejka (Tadeusz Śliwiak szef działu poezji) zaświadczał o talencie „młokosa”. A jego duży nakład i ogólnopolski zasięg gruntował rozpoznawalność nazwiska.

Pierwszy tom Nie było faktów ogłosił w 1992 roku. Na kolejny Nieprawdziwy świat, prawdziwe sny (2014), przyszło czekać 22 lata. To w literaturze już kolejne pokolenia piszących z punktu zastanego/widzianego świata, z którego poeta odszedł w „ciemność życia”. Czasem – sporadycznie – „w jasnych dniach” prasa literacka drukowała wiersze Romana Rzucidły. Pojawiał się we mgle jak chochoł z Wesela Stanisława Wyspiańskiego by zamilknąć na lata. Trochę inaczej (2025) przekazuje czytelnikom wydawnictwo Mamiko z Nowej Rudy, które wyczuło „gęstość” tej liryki.
Stąd na czwartej stronie okładki redaktorka tomu – Weronika Stępkowska pisze: „jazda –
(niewłaściwe słowo, to Stasiewicza subiektywne odczucie, biorąc pod uwagę duchowość Romana, powinno być: wędrówka, peregrynacja) – po rozmaitych peryferiach: światopoglądowych, egzystencjalnych czy związanych z unikalną wrażliwością społeczną autora. Oryginalne, oparte na gnostycko-manichejskich wątkach przekonania życiowe (…) znajdują wyraz w liryce (…), balansującej w cudownie niejednoznaczny, labiryntowy sposób między pesymizmem vanitas a niezwykle ważnym przesłaniem o najwyższej wartości ludzkiej ułomności (…). Kluczowa dla twórczości nyskiego poety postać outsidera, czerpiąc inspirację z manichejskiego wywyższenia sfery duchowej ponad materialną, sytuuje się wobec dokuczliwego zgiełku świata na pozycjach mocno kontestatorskich, niepozbawionych, wszakże refleksyjnej empatii”. Tyle pani redaktor. Szaremu (normalnemu) czytelnikowi przybliżyć muszę terminy: Gnostycyzm, religijno-filozoficzny kierunek wczesnochrześcijański (II – IV w.) przeciwstawny oficjalnej doktrynie kościoła; stanowił mieszaninę elementów chrześcijańskich, greckich i orientalnych; głosił zasadniczy dualizm dobra i zła, ducha i materii. Manicheizm, religia w Persji; twórca jej Manes (Mani) (215 – 275) głosił współistnienie pierwiastków dobra (duch, światło) i zła (materia, ciemność); zanikający w IX w. Odżył w XII w. w sekcie albigensów. – Specjalnie sięgnąłem do wydanej w Warszawie w 1962! r. (Encyklopedii Popularnej PWN) by uniknąć współczesnych „upiększeń”.

Gryzie/drażni mnie określenie „outsider”, angielskie chwasty w polskim ogrodzie”. Dla Romana Rzucidły, którego znam jeszcze z XX wieku, kiedy po spotkaniach Nyskiej Grupy Literackiej zachodziliśmy do Tiffany na mały kufel z pianą. A i pewnie po promocji Trochę inaczej brzęknie szkło, odpowiednim słowem będzie – na uboczu… z całą jego pojemnością znaczeniową. Tak trafnie zarysowaną w wierszu „Pożegnanie”:

Nasze miasta też kiedyś zasypie piasek. To będzie
bardzo ciche usypianie ruchu na ulicach, przewlekła degradacja
urzędów i sklepów. Naprawdę nic nagłego. Tylko ktoś wyjmie
specjalne obcęgi do wyrywania języków, inny ktoś

zamieszka pod fontanną. Nie będą już tak lśniły karoserie,
do cna zedrą się zapachy, wypolerowane pomniki oślepną
od kurzu. Ten koniec będzie bardzo powolny. Nie nastanie,
lecz przypełznie. Niektórzy wręcz go nie zauważą. Jeśli w ogóle
da się po czymś go poznać, to po wykwitach gnoju
w miejscach, gdzie kiedyś sprzedawano żywność.

Ale może i na to będzie sposób. Mieszkańcy blokowisk
są pomysłowi, więc wynajdą skuteczną metodę surwiwalu.
Po prostu trzeba będzie się przenieść, przekroczyć
ostatnią bruzdę i wyświetlić swoje żale prosto w noc.
Taka modlitwa nie może pozostać niewysłuchana.

Do ochrzczenia tomu autor wykorzystał tytuł wiersza „Trochę inaczej” pomieszczonego na stronie 25. Przywołamy go w dalszej części szkicu. Teraz naświetlimy co znaczą owe dwa słowa. Roman tłumaczy to tak: „trochę – bo zawsze jesteśmy tylko trochę czymś, choć wydajemy się sobie całością, ta nieustannie nam się wymyka. I tak naprawdę wszyscy przypominamy ślepców macających słonia z głośnej buddyjskiej przypowieści: dana jest nam tylko część czegoś większego czego nie widzimy. Naszemu oglądowi poddaje się tylko to co jest zawężone w osobistej perspektywie. I dlatego bardzo często bierzemy część za całość. Ale od tego nie ma ucieczki, dlatego by dojść do postrzegania choćby zarysów pełni, najpierw trzeba być tylko „trochę” na różnych drogach i przestrzeniach.
Inaczej – to inność, odmienność, odtrącenie, brak zrozumienia, osamotnienie. (…). Peel – (punkt, dowód, wyjaśnienie, związek) – tych wierszy jest najczęściej poza, jest tam, gdzie zostaje zepchnięty, czyli na marginesie konsumpcyjnej cywilizacji. Tymczasem ten margines okazuje się ocaleniem, filarem, dzięki któremu możliwe jest przetrwanie rzeczywistości dostępnej dla wszystkich. O tej inności mówią wprost trzy osiowe wiersze: pierwszy „Trochę inna”, centralny „Trochę inaczej”, ostatni „Trochę inny”. Przestrzeń między nimi jest nicią, na którą nawlekam pozostałe utwory”. Tu czytelnik sam musi dokonać konfrontacji. Wyłuskać prawdę zamyślenia i czasowe przebywanie „ja” lirycznego w „ciemności życia”. Gdzie byt i niebyt mają swój bardzo nierówny czas. Cytuję tytułowy wiersz:

Trochę w środku, bardziej jednak na zewnątrz. Tak żyje się
w tym wielobarwnym ulu. Przechadzka galerią handlową
prowadzi jednak do niepodległych zaułków.
To są strefy odseparowane od głównych nurtów przemysłu,
tu tylko czasem pustelnik wyciąga długą szpilkę
jako wniosek po całonocnej medytacji.

Trochę więcej, a jednak mniej – łatwo o pomyłkę. Rachuba
jest rozstrojona, nie wiadomo, od której strony
należy dobrać się do obiadu. Wokół stołu
biesiadnicy w piżamach mają właśnie ten dylemat.
Ale obsługa jest tu fatalna. Ktoś powinien coś podpowiedzieć,
wskazać odpowiednie sztućce, włożyć kubek w dłoń.
Bez tego brak spoiwa. Wystarczyłoby tylko trochę.
Trochę grzeczności, trochę mistycyzmu, a już
wszystko ułożyłoby się inaczej.


Przywołam jakże sugestywny i realistyczny obraz naszkicowany w drugiej zwrotce. Opisujący „ludzi stamtąd” – nie mylić z opowiadaniem Marii Dąbrowskie – „Wokół stołu / biesiadnicy w piżamach mają właśnie ten sam dylemat. / Ale obsługa jest tu fatalna. Ktoś powinien coś podpowiedzieć, / wskazać odpowiednie sztućce, włożyć kubek w dłoń. / Bez tego brak spoiwa”. Często poeci lubią zakładać kostium sobowtóra. – Pisałem o tym wielokrotnie. Nawet żona patrząca na moje teksty redakcyjnym okiem twierdzi, że się powtarzam. Ale kto by żony słuchał, zwłaszcza jak się jest młodym. Chociaż ostatnio… (po trzydziestu latach) widzę u siebie poprawę. – Tu w tej poezji są dwie postacie: z rzeczywistego świata i spoza. Do opisania tej drugiej posłużę się Procesem Franza Kafki cytując za „Słownikiem postaci literackich” (Świat Książki, Warszawa 2004) Andrzeja Z. Makowieckiego: „Coraz jednak wyraźniej w umyśle nieszczęsnego urzędnika pojawia się wizja ogarniającego wszystkich ludzi procesu sądowego, który każdemu człowiekowi z osobna i wszystkim naraz wytacza anonimowa, wszechobecna i tajemnicza siła, wcielenie władzy i zniewolenia. Jego własna sytuacja staje się figurą konstrukcji świata i ludzkiej egzystencji. W poczuciu całkowitej bezsilności, po roku bezskutecznych usiłowań zrozumienia toczących się wokół niego zdarzeń Józef K. rezygnuje z walki i poddaje się przeznaczeniu: kiedy przychodzą po niego dwaj panowie w czarnych żakietach i wyprowadzają do opustoszałego kamieniołomu nie broni się także wtedy, gdy wbijają mu nóż w serce”. Jednak u Romana Rzucidły ta postać posiada także cechy Yossariana (główna postać powieści Josepha Hellera Paragraf 22 i jej kontynuacji. I tu posłużę się Makowieckim: „Yossarian jest człowiekiem wrażliwym i myślącym, o nastawieniu pacyfistycznym, dotkliwie odczuwa absurd i zło wojny, razi go głupota i brutalność przełożonych i trywialność życia koszarowego. Jego obronną barierą przed załamaniem psychicznym jest poczucie humoru i staranne aranżowanie groteskowych sytuacji między ludźmi, teatralizacje mające na celu wprowadzanie w błąd lub zakpienie z innych, a przede wszystkim uniknięcie bezsensownej śmierci, jaka staje się często udziałem jego kolegów („na całym świecie chłopcy padali po obu stronach linii frontu za coś, co, jak mi powiedziano, jest ich ojczyzna, i nikt jakoś nie miał nic przeciwko temu, nawet oni sami”). Towarzysze broni traktują go po trosze jak wariata, nie dostrzegając świadomej metody i postawy w tym szaleństwie. (…) – otoczony leserami, symulantami, ludźmi o niepełnej poczytalności psychicznej, ewidentnymi kretynami, maniakami i konfabulatorami – oficer, uchodzący za wariata, wydaje się być jedynym normalnym człowiekiem w jednostce. Dlatego uparcie realizuje zachowania, będące rozumną konsekwencją sformułowania w słynnym „paragrafie 22”, który powiada, że troska o własne życie w obliczu realnego i bezpośredniego zagrożenia jest dowodem zdrowia psychicznego. – Dopowiem skrótowo ciąg dalszy powieści mający tak silny związek z głębią i posadowieniem tematycznym poezji Romana Rzucidły. – Pilot według przepisów po 25 lotach bojowych nabywa prawo do zwolnienia ze służby i powrotu do kraju. Dowództwo sukcesywnie podnosi liczbę. Sfrustrowany Yossarian w stroju Adama (jak wielkopolski poeta w korytarzach festiwalowego hotelu budząc aplauz nie tylko wiekowych poetek), pojawia się na dekoracji Lotniczym Krzyżem Zasługi. „Zyskuje dalszą niechęć przełożonych. Zarazem stale w czasie lotów bombowych ociera się o śmierć. Ratunkiem przed dalszymi lotami jest wiedza medyczna i uporczywa symulacja różnych chorób. Diagnozy kompromitują służbę medyczną. Po kolejnej podwyżce obowiązkowych lotów, załamaniu psychicznym kolegów, odmawia startów. Oskarżony o niesubordynację, śmierć nawigatora z widmem sądu wojennego – świadomie dezerteruje.

Sięgnę do kilku przykładów z poezji Romana Rzucidły obrazujących/ukazujących psychiczne osaczenie człowieka/jednostki w trybach machiny społecznej, jak i bezowocną walkę owego homo sapiens z „buldożerem błędnego koła” potrafiącym tylko łamać słabych i wrażliwych.


Przelot bocianów nad Szwecją, huragan w Ohio,
a wszędzie tak samo daleko od domu. Już tęskni się
za tamtym życiem, było takie uporządkowane,
na każdy problem odpowiednia tabletka.

Lecz kiedy się widziało, jak czterdziestotonowy TIR
uderza w bok pełnego autobusu, kończą się
wszelkie zmyślenia, zaczyna popłoch pod czaszką.
Zwiędłej maski nie przerobisz na gumę do żucia;
blask, który zastyga w migotaniu karetek,
szloch zwielokrotniony w gardłach.

Czy przyjdziesz na pogrzeb? I przynieś trochę światła,
wydrap je maskotkom z dna plastikowych oczu,
potem rozsnuj iskry na wietrze. On zawsze unosi za mało.
Wtedy jednego będziesz pewien: jesteś wygnańcem miasta,
mury zostały za tobą. Przed tobą wydeptywanie pustyń,
dymy o świcie, dymy o zmierzchu, czekanie aż noc
zapadnie się w swoich własnych ciemnościach.


Metafora kolejnego kłuje po plecach: „Gdy będzie / po wszystkim, znów otworzę okno, będę nasłuchiwał, / skąd zbiegają się wszystkie kroki”. By w końcówce tomu wyznać brutalną prawdę: „Przez ułamek sekundy wiedziałem, kim naprawdę jestem, znałem / dojścia do wszystkich / coś znaczących snów, lecz te ulotniły się z dymkiem wypalonego / skręta i zamieszkują teraz / w zupełnie innym kosmosie niż mój”. Pamiętajmy „dymek wypalonego skręta to „inna droga”. Na temat eksperymentów z substancjami psychoaktywnymi i ich działaniem – wizje i wrażenia z zastosowaniem w sztuce – mógłby nam powiedzieć wiele Witkacy. „Miasto ukryte / we wnętrzu dłoni” – dopowiada jeszcze nyski poeta. A w oddali jakby echem widząca więcej Anita Pawlak: „szukam Ciebie / w melancholii duszy / pustych oczach / drugiego człowieka / (…) / nie wrócić / przełamać czasoprzestrzeń / rozpłynąć się / w nicości”. * (…) w osamotnione życiem płuca / wchłaniaj Matkę Śmierć // urodzi cię znowu”. **

Przygotowując się do szkicu zapadło mi w pamięć zdanie nakreślone przez Urszulę M. Benkę we wstępie do poprzedniego tomu. Wrocławska eseistka zauważa: „opisują świat widziany od dołu, jakby z podziemia wykluczonych”. Ta perspektywa osiąga apogeum dopiero w książce Trochę inaczej. Słowo-klucz do tego tomu to „outsider” – zgrzytnąłem zębami – choć nie pojawia się w żadnym z wierszy to powraca w wielu odsłonach, rozmaitych kostiumach. Outsiderem (ubocznikiem) jest pacjent szpitala psychiatrycznego, bibliofil na czytelniczym portalu, wyobcowany mieszkaniec współczesnego miasta, pustelnik. Wszystko to dzieje się w rozpędzonym świecie, jawiącym się setkami migawek i obrazów, coraz mniej realnym i zatracającym ustalony porządek.

Definicję outsidera zawarł poeta w pierwszym wersie trzeciej zwrotki wiersza „Bezinteresowność”: „Bo ktoś musi wyrzec się tego, czego chcą wszyscy”. Przytoczę jeszcze dla lepszego zrozumienia trzy kolejne wersy: „Władza, sukces, bogactwo. Bogactwo-robactwo, / i tak zgniło w nim zbyt wielu pewnych siebie. / Pewność siebie, najgorsze ze złudzeń”. Ubocznik dla poety to ktoś kto rezygnuje i traci. Jego pojmowanie ubocznika w dużej mierze zbiega się z „obywatelem” (Ellinas) jakiego przedstawił w swej książce Colin Wilson (1931 – 2013), brytyjski pisarz i filozof. Mały cytat: „Nie, dla outsidera życie nie jest łatwą sprawą; w najlepszym wypadku jest ono ciężką wędrówką, w najgorszym (by użyć określenia Eliota) – nieznośną ognistą koszulą.”

Wyrzeczenie się dóbr wszelakich nie wzbrania poszukiwań poety odpowiedzi na ważne pytania, które go nurtują, szczególnie o sens bycia lirykiem w chaotycznym świecie „pędu i rozdeptywania”. Portret Rzucidły zawarty jest w przesłaniu, by w „jasności życia choć rzadko służyć literaturze i poprzez słowo poetyckie rozumieć tożsamość uboczników i zagubionych. Stąd pytania filozoficzne dotyczące istoty trwania z poszukiwaniem zagubionej/utraconej pamięci. A złożone – czasem powtarzalne strofy – stają się zwrotnym wymiarem świadomości nieprzypadkowego czytelnika? W skąpych czytelniczo dla tomów wierszy czasach.

Charyzmat poezji Romana Rzucidły wzbiera falą przenośni przemyślanej/głębokiej, uderzając w wyobraźnię treścią spójną całego tomu. Jego istotą poznania jest świat wartości manichejskich jako grunt poetyckiego zamyślenia i człowieczego postępowania. Z doświadczeniem przez pryzmat wewnętrzny. Przesłaniem bycia twórcą. I ideą patrzenia na poezję z punktu subiektywnego widzenia. Podparty tajemnym szeptem filozofów. Czasem snem, zasłyszaną historią, widzeniem ponad uderzeniem „powiewu”. Czerpiący ze zdobyczy współczesności i potrafiący przyswajać i wchłaniać „wyroby” pędzącego czasu w zasób wyobraźni literackiej i transponować je na słowo poezji…



Jerzy Stasiewicz




* ”Życie”, ** ”ooo (kończy się atrament w wiecznym piórze”, Anita Pawlak, wiersze z antologii Poezjo, pod twoją obronę.



Trochę inaczej Roman Rzucidło, Wydawnictwo MaMiKo, Nowa Ruda 2025, s.50.



Poprzedni artykułBohdan Wrocławski – Jeden wiersz
Następny artykułLeszek Wójcik – Wiersze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko