Jaka piękna katastrofa. Słowa te najbardziej zapadły w pamięć dzięki słynnej ekranizacji z 1964 roku, gdzie w rolę Greka Zorby wcielił się Anthony Quinn. To tam właśnie w finałowej scenie filmu, gdy ambitny projekt budowy kolejki linowej kończy się widowiskowym zawaleniem konstrukcji, Zorba zwraca się do swojego wspólnika (zwanego „Szefem”) słowami:
„Szefie, widziałeś kiedyś taką piękną katastrofę?”
Dlaczego to zdanie jest ważne? To po prostu filozofia życia: dla Zorby porażka materialna nie jest końcem świata. Zamiast rozpaczać, celebruje on moment i energię zdarzenia, po czym zaprasza Szefa do wspólnego tańca (słynna Sirtaki, znana jako „taniec Zorby”). Zwrot ten wszedł na stałe do języka potocznego jako ironiczne określenie spektakularnego niepowodzenia, które mimo wszystko ma w sobie coś fascynującego lub oczyszczającego.
Dziś słowa te jako zdeformowane mogą odnosić się do wielu współczesnych katastrof na czele z katastrofalnym i powiedzmy otwarcie dalece ordynarnym zaatakowaniem suwerennego kraju przez dwóch szaleńców. Kto śledzi światowe wydarzenia i doniesienia ten nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z narcystycznym szaleństwem, za które zapłacimy przecież my wszyscy. Piękno tej katastrofy jest jednak mocno wątpliwe, ale ja ująłbym to inaczej. Mamy takie (piękne) katastrofy, na jakie zasłużyliśmy godząc się na prymat tych szaleńców, a ich urok też jest adekwatny do systemu naszych wartości. Naszych jako wzorca społecznego, nie moich czy twoich drogi Czytelniku, ale jest to analityczne uogólnienie systemu celem zobrazowania tendencji, niestety coraz powszechniejszej. Rządzą nami idioci. Właśnie przysłowiowi szaleńcy, jeden z natchnienia religijnego, drugi z narcystycznego, obaj być może i z natchnienia szantażu wywiadowczego spowodowanego zeszłymi erotycznymi podbojami u Espteina obydwu panów, bądź tylko jednego, a sam Epstein to być może wytwór tajnych planów tegoż wywiadu, agencji nadzwyczaj zwinnej i sprawnej. Nie, nie piszę tego jako jakiś pewnik, ale szemrają tak głosy tu i ówdzie, a że logika przemawia za połączeniem w całość pewnych faktów i wydarzeń, to dając się ponieść równie pięknej jak katastrofy wyobraźni idziemy w głąb owych faktów, takich jak wspólne modły chrześcijańskich syjonistów (sic!) z panem Prezydentem Trumpem w Gabinecie Owalnym, jak niczym nie uzasadnione filmiki ze służalczym tymże samym P. Trumpem wręcz skaczącym jak tresowany piesek wobec Wodza Bibiego, czy też ogłoszenie publiczne do kamer przez niejakiego Marca Levina – przytulając Donalda Trumpa powiedział: „To zaszczyt być tutaj z pierwszym żydowskim prezydentem Stanów Zjednoczonych. A jeśli nim nie jest, to powinien być”. Marc Levin – , popularny w USA konserwatywny komentator i gospodarz programów w radiu oraz telewizji Fox News.
Kabaret na całego, z tym, że to kabaret, w którym jeszcze nie wiemy czy finalnie będziemy śmiać się czy płakać. Iran bowiem tę wojnę wygrywa, a my (Polacy) powinniśmy się od tej awantury trzymać jak najdalej, tylko mamy (Houston) problem – to nasz „sojusznik”. Widzimy co prawda dziś jak na dłoni, że ów „sojusznik” zostawił na pastwę losu kraje takie jak Z.E.A. czy Arabia Saudyjska albo Katar, kraje które za ten sojusz zapłaciły sto razy tyle co Polska, a mimo to zobaczyła od Amerykanów środkowy palec, czyli jak to było w pewnej starej anegdocie hawajski znak pokoju i szczęścia. Jezus żyje. Jeśli chcecie wkurzyć Bibiego wystarczy to powiedzieć i może jeszcze mu dołożyć, że był Królem, to już Bibi dostanie apopleksji. Nie będzie mu to zawadzało wyrżnąć 2 miliony ludzi: dzieci, staruszków i kobiet. Przecież to przestępca ścigany Haskim listem gończym (czy nakazem aresztowania), ale taki, dajmy na to Premier Orban -Węgierski … bratanek, ma to w… poważaniu*. Ot, takich mamy przywódców. Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie.
*Zgadza się. Benjamin „Bibi” Netanjahu złożył wizytę na Węgrzech w kwietniu 2025 roku i mimo obowiązującego nakazu aresztowania nie został zatrzymany.
Premier Węgier Viktor Orbán już wcześniej zapowiadał, że Netanjahu może czuć się bezpieczny w jego kraju. Zaprosił go do Budapesztu, nazywając nakaz aresztowania „bezczelnym” i motywowanym politycznie. Nakaz aresztowania został wydany przez Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) w listopadzie 2024 roku w związku z zarzutami o zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości w Strefie Gazy. W odpowiedzi na zignorowanie nakazu, MTK uznał, że Węgry nie wywiązały się ze swoich międzynarodowych zobowiązań jako sygnatariusz Statutu Rzymskiego. Trybunał zażądał od Budapesztu oficjalnych wyjaśnień w tej sprawie.
Jakie to wszystko żałosne, jakie siermiężne, jakie przaśne. I jakie smutne, dla tych dwóch milionów, czy innych setek tysięcy tu i tam, którzy praw głosu nie mają, ale sypią im się bomby na głowy i giną … za darmo, za nic i po nic, za fantazję tych szaleńców. Jak będę dalej tę awanturę przegrywać to co? Spuszczą tam bomby atomowe? Są do tego zdolni, ich umysły są dziurawe jak szwajcarski ser, ich emocje przestały już dawno trybić, a empatii nie mieli bodaj nigdy.
Przerażające czasy. To jednak jeszcze nie Armagedon, to tylko potoczne określenie wielkiej katastrofy, końca świata jaki znaliśmy. Realny XXI wiek. Wiek szaleńców, ekstremistów, deformacji i negacji starych cnót i sumień. Wiek dopuszczenia do władzy szaleńców przerastających chyba słynnych XX wiecznych Wodzów. Nigdy nie sądziłem, że wypowiem kiedyś takie zdanie, a jednak. Stało się. Wszystko to było oparte na propagandzie, kłamstwie, na naciskach i wpływach, na medialnych ściemach i oszustwach publicznie wypowiadanych bez zająknięcia. Zło rozprzestrzeniało się powoli, krok po kroku, metodycznie pochłaniając dziedzinę za dziedziną, system za systemem, człowieka po człowieku.
Jaki ma to związek z literaturą. Otóż ma ogromny. W literaturze XXI wieku obserwujemy wysyp syntetycznego literackiego gówna, które jest nagradzane, hołubione, pielęgnowane, wydawane i lansowane jako … wybitne. Szkaradztwo, ohyda, brzydota i hucpa uwznioślana jest do rangi arcydzieła, które potem czyta kilku snobów i pożytecznych idiotów z tytułami dla rozprzestrzeniania tego jako wręcz ambrozję unikalną tak dalece, że powinniśmy się jej przecież pokłonić. A może nawet zjeść. Tak samo to działa w sferze ducha i kultury, a potem urzeczywistnia się to w realnych postaciach polityków, nie odstających od nowo mianowanych reguł gry tego padołu. Tak się konstruuje nowy wspaniały świat. Literatura stanowi tu podwalinę intelektualną, granicę dozwolenia szamba w społeczeństwie, potem można działać realnie, w oparciu o dewastację starego porządku. To właśnie nam się wydarzyło. Najpierw przyszli „nobliści”, potem dyktatorzy. Pomiędzy były media, świat reklam, lobbyści wszelakiej maści i sprzyjające im gremia. Na początku było … słowa, a na końcu będzie… atom?
Oczywiście to uproszczenie, skok myślowy, figura publicystyczna, aby obudzić niezależne myślenie. Ja widzę zalążek zależności, ktoś może go nie dostrzec. Jednak fakty dziś szokują. Zatrważają. Przebijają sufit drastycznie uplecionej wyobraźni i prowadzą nas ku realnej katastrofie, i nikt wydaje się, nie chce, lub nie potrafi tego powstrzymać.
Postać tego świata. Przemija w mgnieniu oka, staje się karykaturą samej siebie , albo? albo już dawno przeminęła, tylko my, niestety jeszcze żyjemy.
Biuro Literackie w roku Pańskim 2021 wydało tom wierszy Mistrza „Ostatnia wolność”. Przeczytałem te wiersze z różnych zakamarków wywleczone niejako z przymusu, niezłe wiersze, z których odessałem kilka celujących w punkt myśli. W jaki punkt?
W punkt współczesnego zidiocenia, współczesnego świata obcego zarówno Mistrzowi jak i nam… warto przeczytać i chwilę się zadumać.
dlaczego Apokalipsa
zamienia się w komiks
(…)
idź do diabła
powiedział pełen miłosierdzia
(…)
widzę grzbiety milczących
książek cmentarz klasyków
(…)
usypiam
wtedy przychodzą do mnie
żywi i umarli
(…)
gdzie się zapodział
czas
mój czas
(…)
ateiści
wierzący niepraktykujący
fundamentaliści
(…)
Witkacy uważał dotyk za
najważniejszy ze zmysłów
według W.
dotyk potwierdzał świat realny
i był wysuniętym w rzeczywistość
narzędziem (ramieniem)
jego „duszy”
(naszego ja)
ale to wszystko było
bardzo bardzo dawno
za siedmioma górami
za siedmioma rzekami
kiedy toczyły się spory
o istnienie świata
kiedy słodko i chwalebnie
było umierać za ojczyznę
nie za baryłkę
ropy za czarne złoto
za złotą cegłę
za złotego cielca który się wściekł
i zdycha z przeżarcia
Czy zdychamy z przeżarcia? Choć wielu zaprzeczy wydaje się, że tak. Skoro chleb dziś wala się po chodniku i wyrzuca się tysiące ton żywności (celowo piszę żywności, gdyż nie jest to jedzenia, ale chemicznie przetworzone coś mniej lub bardziej trujące, niestety, nazwane, że …do jedzenia)… Skoro autostrady w Polsce i drogi szybkiego ruchu są w soboty i niedziele tak zatłoczone, że strach jechać, bo jakiś idiota pędzący 300 km na godzinę uderzy w nas, a my staniemy w płomieniach, a później od razu przed Stwórcą, bo z nudów pędzimy też na „weekend” do spa? Tak działa społeczeństwo syte, bogate, już nie na, lecz „po” dorobku, które poczęło kontestować ofiarowaną rzeczywistość. Kto bogatemu zabroni? Te setki tysięcy polskich turystów uwięzione bądź to w Zatoce, bądź na różnych Malediwach, w Tajlandiach i innych egzotycznych Mauritiusach czy Zaznzibarach w lutym tego roku… Szczęśliwi, zamożni nieszczęśnicy. Bieguni?
I idzie wojna, wojna, która już właściwie jest, na szczęście „gdzie indziej”. Czy ona nas oczyści? Czy cokolwiek oczyści? I kiedy przyjdzie? I jak przyjdzie? Krążą te pytania po głowie, a póki co oglądajmy dalej
Apokalipsę
zamienioną w komiks
Apokalipsa to na razie tylko być może i oby w fazie początkowej. Może i rozejdzie się to znów po kościach, komiks z kolei tworzy się na całego. Komiks i kabaret w jednym. Ameryka, jak powiedział jeden z komentatorów, na negocjacje z Iranem wysyła Flipa i Flapa, czyli ludzi bez dyplomatycznych umocowań, za to z towarzyskimi koneksjami. Strona Irańska naprawdę się z tego rubasznie zaśmiała. Ich warunki już teraz są nie do przyjęcie dla tak zwanej dumnej Ameryki, Ameryki, która chyba niewiele z tego rozumie, (chyba nadal, jak za Busha myli Austrię z Australią) oprócz tego, że o wszystkim decyduje i rządzi jeden taki maleńki kraik nad pewnym morzem. Położony ponoć tam, gdzie on chce być położony… Ameryka się kończy. Tylko co się zaczyna?
Komiks?
Oj, szefie, jakie cudowna katastrofa…
Andrzej Walter





