Strona główna Rok 2026 Nr 608 Franciszek Czekierda – Philip Zimbardo i Christina Maslach. Stanfordzki eksperyment więzienny

Franciszek Czekierda – Philip Zimbardo i Christina Maslach. Stanfordzki eksperyment więzienny

0
43
Franciszek Czekierda

FILIP I KRYSTYNA
(W tekście będę używał polskiej wersji ich imion).
Zimbardo zakochał się w pannie Maslach od pierwszego wejrzenia, gdy ta w końcu lat 60. ub. wieku zgłosiła się do niego na seminarium doktoranckie z psychologii społecznej. Filip był żonaty od 1957 roku z Rose z domu Abdelnour, po pięciu latach urodził się im syn. Ona była wykładowczynią w City College w Nowym Jorku, a następnie adiunktem i profesorem literatury na Uniwersytecie Stony Brook, Zimbardo był profesorem psychologii na Uniwersytecie Stanforda. Od chwili, kiedy zadecydowali, że każde z nich będzie pracować na swoim uniwersytecie (między którymi jest odległość ponad czterech i pół tysiąca kilometrów), ich małżeństwo zostało wystawione na poważną próbę.
Krystyna Maslach, młodsza od Zimbardo o trzynaście lat, była dwudziestodwuletnią absolwentką Radcliffe College w Cambridge w Massachusetts. Tematem jej dysertacji były społeczne i osobiste uwarunkowania indywidualizacji. Po kilku miesiącach seminaryjnych zajęć i prywatnych spotkań młoda doktorantka odwzajemniła jego uczucie.
Był przełom maja i czerwca 1971 roku. Krystyna kończyła studia doktoranckie, złożyła dysertację na wydziale i czekała na wyznaczenie terminu obrony. Natomiast Zimbardo, po zatwierdzeniu przez wydział projektu Stanfordzkiego Eksperymentu Więziennego (Stanford Prison Experiment-SPE), złożył w tej sprawie wnioski finansowe do sponsorów i czekał na otrzymanie funduszy, by móc go rozpocząć.
W tym czasie oboje umówili się w kawiarni Goodthing Coffee w Palo Alto znacznie oddalonej od Uniwersytetu Stanforda. Co prawda byli parą od trzech lat, jednak on, będąc żonaty i ona jako jego doktorantka, zachowywali ostrożność w okazywaniu sobie uczuć, dlatego w wolnym czasie nie spotykali się w kawiarenkach czy w innych miejscach na terenie uniwersyteckiego kampusu.

Siedząc przy małym stoliku zamówili dwie kawy.
– Sukces, podwójny sukces! – Filip zawołał radośnie po przywitaniu się z Krystyną.
– Co się stało? – zapytała spokojnie.
– W lipcu jest rozprawa.
– Jedziesz do Nowego Jorku? Masz teraz tyle spraw na głowie – zaniepokoiła się.
– Zgodziliśmy się na rozwód bezsporny, więc nie musimy się stawiać w sądzie. Podpisaliśmy już dokumenty, Adaś zostanie przy Rose. Sędzia podpisze wyrok i jestem wolny.
– Cały czas mam wyrzuty sumienia – rzekła zasmucona.
– Krysiu, nie wolno ci tak myśleć. Nasze małżeństwo od długiego czasu było martwe, ona na jednym końcu Ameryki, ja na drugim. Ważniejsze były nasze kariery zawodowe… – powiedział z nutką żalu. – Ech, szkoda słów…
– A ten drugi sukces? – chciała szybko zmienić niewygodny temat.
– Mogę już zacząć eksperyment, to znaczy najpierw muszę zrobić nabór chętnych, zakończyć rozmowy z konsultantami, przyspieszyć prace adaptacyjne w piwnicach i wykonać sto innych spraw. Dziekan powiedział mi dzisiaj, że biuro marynarki wojennej i korpus piechoty morskiej przesłały na konto wydziału pierwszą transzę pieniędzy.
– Super, cieszę się. Tylko chciałam ci przypomnieć, profesorze – rzekła konfidencjonalnie – że niedługo mam obronę.
– Mamy obronę – poprawił ją.
– Potwornie się denerwuję. Nie będziesz mi zadawał zbyt trudnych pytań?
– Przeciwnie. Zadam ci kilka trudnych pytań, a ty na nie odpowiesz. Za łatwe mogłyby wzbudzić podejrzenia.
– Racja.
– W pierwszej kolejności muszę sformułować ogłoszenie dotyczące naboru studentów.
– Nie myślisz o mojej obronie, tylko o swoim doświadczeniu – powiedziała z pretensją w głosie.
Filip zastanawiał się chwilę.
– Dysertacja jest znakomita. Nie ma takiej możliwości, żebyś jej nie obroniła. Nie martw się. Przed nami zadania, które nas jeszcze bardziej zbliżą; twoja obrona będzie jak przeskoczenie głębokiego rowu po przebyciu długiej drogi, ja natomiast, robiąc eksperyment, wykonuję nad przepaścią salto, nie mając pewności czy wyląduję, nie połamawszy nóg. Twoje zadanie jest powtarzalne na uczelniach od średniowiecza, dlatego nie martwię się o ciebie, dasz sobie radę. Moje doświadczenie jest ryzykowne, nikt do tej pory go nie robił. Poza dziekanem i najbliższymi współpracownikami, którzy mnie wspierają, mam też przeciwników.
– Zapominasz o mnie – dotknęła jego przedramienia.
– Dzięki, kochanie, za wsparcie – pocałował ją w policzek. – Chcę cię prosić, abyś przeprowadziła pogłębione wywiady z uczestnikami eksperymentu. Przygotuj sobie pytania.
– Wybacz, Fil, ale, poza ogólnymi założeniami, nie znam jego koncepcji.
Zimbardo spojrzał na nią poirytowany.
– Przecież dałem ci do przeczytania – rzucił oschle.
– Przeglądając projekt, myślami tkwiłam gdzie indziej, byłam w wirze pisania dysertacji.
– Nie wierzę! – zirytował się. – Przygotowuję go od wielu miesięcy, a ty nic o nim nie wiesz…
– Przepraszam. Trochę wiem – rzekła zlękniona. – Ale mógłbyś mi przypomnieć najważniejsze założenia i cele.
Filip nabrał powietrza i długo je wypuszczał, by się wyciszyć.
– Proszę, Fil, nie denerwuj się – rzekła miłym głosem.
– Zamierzam zbadać wpływ ról społecznych na osłabienie poczucia tożsamości osobistej. W tym sensie projekt jest podobny do twojej dysertacji o społecznych i osobistych determinantach indywidualizacji.
– To akurat dobrze pamiętam.
– Chciałbym zobaczyć, czy wystąpi radykalna zmiana zachowań zwyczajnych ludzi, kiedy stają się anonimowi i mogą traktować innych przedmiotowo. Czy tacy ludzie w specjalnych warunkach mają skłonność do okrucieństwa?
– Czy to nie będzie powtórzenie eksperymentu Milgrama lub jego mutacja?
– Dobrze wiesz, że on badał, jak daleko posuną się zwykli ludzie w posłuszeństwie wobec autorytetu, jeśli otrzymają polecenie wyrządzenia krzywdy innej osobie. W tym zakresie istnieje pewne podobieństwo naszych eksperymentów, lecz to tylko marginalny aspekt mojego projektu. Mnie interesuje coś więcej: dlaczego ludzie czynią zło?
– To zagadnienie z pogranicza wielu dziedzin… – Krystyna rzekła niepewnie.
Filip zastanawiał się chwilę.
– Z pogranicza psychologii, filozofii, religii, kryminalistyki, socjologii, biologii i… Bóg wie z jakich jeszcze obrzeży nauki.
– Nie obawiasz się przekroczenia własnych kompetencji?
– W konspekcie operowałem pojęciami stricte psychologicznymi. Chodzi mi o to, czy przyczyną zła są zgniłe jabłka znajdujące się w czystej skrzynce, czy też jego powodem jest zapleśniała skrzynka?
– Skrzynka jako otoczenie, środowisko?
– Otóż to. Skłaniam się ku tezie, że przyczyną jest skażona skrzynka.
– Przed przystąpieniem do eksperymentu nie możesz preferować jednej teorii. Wiesz lepiej ode mnie, że naukowiec powinien być bezstronny i czekać na wyniki.
– Masz rację, ale intuicyjnie to czuję. Mówię to tylko tobie, w pisemnych założeniach projektu jestem bezstronny.
– Zajrzałam niedawno do piwnic wydziału, gdzie stawiają kraty więzienne w trzech pomieszczeniach i adaptują inne pokoje. Rozpocząłeś prace przed otrzymaniem funduszy?
– Zaryzykowałem, bo nie zdążyłbym zrobić doświadczenia w czasie wakacji, kiedy studenci są wolni. Jutro mój asystent, Dawid, zaniesie ogłoszenie o naborze ochotników do „Palo Alto Times”. Nasz zespół wybierze 24 studentów.
– Masz jakieś preferencje naboru?
– Studenci z klasy średniej.
– Poza Dawidem Jaffe, kto jeszcze należy do zespołu? – zaciekawiła się.
– On będzie pełnił rolę naczelnika, dwaj pozostali to twoi znajomi doktoranci, Curtis Banks i Craig Haney.
– A konsultanci więzienni?
– Udało mi się znaleźć inteligentnego byłego więźnia, Carlo Prescotta. Dobrze zna zwyczaje w miejscach izolacji, zachowania więźniów i strażników. Nie zapomniałem też o księdzu, byłym kapelanie więziennym. Będzie pełnił podobną rolę.
– Z duchownym to dobry pomysł. Pastor?
– Ksiądz katolicki. Mam z nim dobry kontakt, w końcu moja sycylijska rodzina i ja jesteśmy katolikami.
– Podobnie, jak moi polscy przodkowie. Mój ojciec, George…
– Profesor mechaniki – Filip wszedł jej w słowo, uzupełniając informację z uznaniem. – Szacunek!
– Ojciec jest synem polskich imigrantów, Michała Maslacha i Anny Pszczółkowskiej.
– Maslach coś znaczy po polsku? Bo nasze nazwisko wywodzi się z włoskiego słowa zimbelare oznaczającego: żartować – Filip zaśmiał się radośnie.
– Maslach, buttermilk, po polsku to grzyb maślak.
Oboje wybuchnęli wesołym śmiechem.
Po krótkiej przerwie i zamówieniu kolejnej kawy, Zimbardo powrócił do poprzedniego wątku.
– Nie wymieniłem wszystkich uczestników przedsięwzięcia. Załatwiłem obrońcę z urzędu, Tima Cullena, który przeprowadzi rozmowy ze studentami-więźniami, aby sprawdzić ich reakcje w kwestii ewentualnej pomocy prawnej. A przyjmowaniem gości odwiedzających uczestników zajmie się Susie Phillips, cheerleaderka, żeby wywołać pozytywne wrażenie.
– Nie zapomniałeś o ładnych panienkach… – Krystyna powiedziała z nutką złośliwości.
– Wydaje mi się, że w tym trudnym eksperymencie potrzebna jest odrobina radości.
– Rozumiem, że będziesz naukowo nadzorował całość?
– I jednocześnie będę przełożonym więzienia.
Krystyna spojrzała na niego przenikliwym wzrokiem.
– Fil, ustawiasz się w roli uczestnika. Zastanów się.
– Jako szef całości będę trzymał rękę na pulsie, by w razie czego od razu reagować. Jeśli uczyniłbym z siebie wyłącznie niezależnego supervisora, nie mógłbym w nic ingerować, a w tym doświadczeniu mogą wydarzyć się nieprzewidziane rzeczy. Pamiętaj, że odpowiadam za wszystkich uczestników.
– Nie przekonujesz mnie. Nie wiem… Twoja funkcja może zakłócić naukowy obiektywizm. Obym się myliła.
Nastała chwila ciszy. Zimbardo przerwał ją.
– Nie dokończyłem wątku o naborze. Wybierzemy studentów, którzy nie byli w areszcie lub więzieniu, nie są uzależnieni od jakichkolwiek substancji i są zdrowi fizycznie i psychicznie.
– Wolontariusze?
– Wydział zapłaci każdemu 15 dolarów za dzień.
– Całkiem nieźle jak dla studentów.
– Muszą wytrzymać dwa tygodnie, jedni jako więźniowie, drudzy jako strażnicy.
– Według jakich kryteriów ich podzielisz?
– Losowo. Będzie dziewięciu więźniów, dziewięciu strażników i sześć osób rezerwowych. Teraz, jak mamy pieniądze, wybrani studenci-strażnicy pójdą kupić sobie w sklepie militarnym mundury według własnego uznania, pałki policyjne i okulary lustrzanki, żeby więźniowie nie mieli z nimi kontaktu wzrokowego.
– Pałki? – zdziwiła się. – Przecież to nie będzie prawdziwe więzienie.
– Symulacja powinna być maksymalnie realistyczna. Nie możemy udawać. To nie zabawa, lecz doświadczenie naukowe.
– Jeśli ma być realistycznie, to będą używać pałek? – Krystyna zlękła się.
– Żadnej przemocy. Poinstruuję o tym strażników. Mundur i pałka mają być symbolem władzy. Więźniom nadamy numery, muszą zostać pozbawieni prywatności i podstawowych praw, na przykład będą mieli mniejsze racje żywnościowe. Podpisując z uniwersytetem umowę, godzą się na określone ograniczenia.
– A jeśli zorganizują ucieczkę?
– Pomyślałem o tym. Wtedy przerwiemy eksperyment.
– Jak będą pracowali strażnicy?
– W systemie trójzmianowym; po trzech co osiem godzin.
– Studenci symulujący więźniów też kupią sobie stroje?
– W sklepach nie ma ubiorów dla osadzonych. Przygotujemy im białe koszule z numerami identyfikacyjnymi z przodu i z tyłu. I gumowe klapki.
Zimbardo nie powiedział Krystynie, że każdemu „więźniowi” zamierzają przymocować łańcuch do prawej nogi powyżej stopy. Drugi koniec łańcucha miał pozostać luźny. Profesor obawiał się, że informując swoją partnerkę o tym i innych drastycznych szczegółach, mógłby spotkać się z jej sprzeciwem. Tymi szczegółami były na przykład czepki z damskich pończoch, czy obowiązek zwracania się do „więźniów” po numerze identyfikacyjnym, co miało na celu złamanie ich ducha.
Krystynie Maslach pozostało kilka dni do egzaminu doktorskiego i obrony dysertacji. Skupiła się więc na gruntownym przypomnieniu najważniejszych tematów, które przerabiała na studium doktoranckim. Nie była więc w stanie obserwować przygotowań do eksperymentu, a tym bardziej pomóc w nim swemu partnerowi. W pierwszych dniach czerwca Krystyna zdała egzamin i obroniła pracę doktorską. Zimbardo, jako promotor, uczestniczył w jednym i drugim, jednak myślami był w przygotowaniach do rozpoczęcia doświadczenia.
Zaadoptowano cele, pokoje dla wartowników i pomieszczenie będące punktem obserwacyjnym dla badaczy projektu z urządzeniami video. Na końcu głównego korytarza za ścianką z otworem zainstalowano ukrytą kamerę z mikrofonem. Zakończono nabór kandydatów, wylosowano studentów do ról więźniów i strażników.

NIEDZIELA
Więzienie (nazwane jako Stanford County Jail) w piwnicy budynku Jordan Hall wydziału psychologii było gotowe. Nie było w nim okien ani zegarów. Zapadła decyzja, żeby rozpocząć eksperyment 15 sierpnia 1971 roku. Zimbardo nie poinformował także Krystyny, że tego dnia prawdziwi policjanci z komisariatu w Palo Alto będą uczestniczyli w aresztowaniu studentów.

W trzy odcinkowym filmie dokumentalnym National Geographic pt.: Stanfordzki Eksperyment Więzienny: Odkrywanie prawdy (2024) prof. Filip Zimbardo wprowadza nas w przedsięwzięcie: „Dogadałem się z szefem policji co do aresztowań. Skontaktowałem się też z lokalną telewizją, powiedziałem, że robimy eksperyment i dostaną wyłączność na relację. Dzięki temu się powiódł. Więźniowie poczuli, że są pod kontrolą. Gdyby te dzieciaki przyszły i powiedziały: «Ja na eksperyment…», miałyby wtedy kontrolę. Aresztowanie przed kamerami jej pozbawiało. Dlatego rozpoczęliśmy z przytupem. Patrzyłem na ten eksperyment, jak na teatr improwizacji. Sceną była piwnica, aktorami więźniowie i strażnicy w różnych uniformach, a widownią kamera”.

Policjanci weszli do mieszkań studentów (którzy nie zostali o tym poinformowani), przedstawili im zarzuty napadu z bronią w ręku i włamania na podstawie artykułów 211 i 459 stanowego kodeksu karnego, odczytując przysługujące im prawa. Przeprowadzono rewizję osobistą, założono kajdanki i przewieziono na sygnale na posterunek policji. Po przeprowadzeniu procedury pobrania odcisków palców i zrobieniu zdjęć do kartoteki kryminalnej, studentów przewieziono z zasłoniętymi oczami do symulowanego więzienia. Dawid Jaffe, pełniący rolę naczelnika, powtórzył im zarzuty, po czym ich przeszukano i rozebrano, a następnie przeprowadzono odwszenie za pomocą aerozolu. Dziewięciu chłopaków zamknięto w trzech celach.

PONIEDZIAŁEK
Rano wybuchł bunt, którego inicjatorem był „więzień” mający numer 1037, Richard Yako, student inżynierii. Osadzeni zabarykadowali się pryczami w celach, zdjęli ośmieszające ich nakrycia głowy, zerwali numery identyfikacyjne i drwili ze strażników. Wezwani strażnicy z nocnej zmiany z aktualną zmianą spryskali osadzonych roztworem z gaśnicy. Buntowników rozebrano, łóżka wystawiono na korytarz, a prowodyrów zamknięto w karcerze, tj. w ciemnym schowku na miotły. Pozostałych zmuszono do robienia pompek, zabrano im poduszki i nie dano posiłków.
Po uśmierzeniu buntu zorganizowano celę dla „więźniów” uprzywilejowanych, w której były łóżka, koce i odebrane ubrania. Mogli też myć zęby i korzystać z pryszniców. Uprzywilejowanym dano lepsze posiłki, które spożywali w obecności tych, którym czasowo zakazano jeść. Po kilku godzinach odesłano ich do cel, a ich miejsce zajęli niektórzy inicjatorzy buntu. „Więźniowie” byli zdezorientowani, zrodziły się podejrzenia, że uprzywilejowani współpracowali ze „strażnikami”. W nowych okolicznościach „strażnicy” zjednoczyli się, zaś solidarność „więźniów” została złamana. Stosunki między grupami radykalnie się pogorszyły. Od tej pory „strażnicy” traktowali uwięzionych kolegów surowiej. Na przykład zwracano się do nich: „dziewczyny”, karano ich odliczaniem, robieniem pompek, trzymaniem krzesła na głowie, zakładaniem na głowy papierowych toreb, a po godzinie 22 nie wychodzili do toalety, tylko korzystali z dostarczonych do cel wiader. Po zmroku studenci-strażnicy sądząc, że nie są obserwowani, wykazywali się jeszcze większą brutalnością, co nagrała ukryta kamera.

W przytoczonym filmie strażnik, Dave Eshelman (pseudonim John Wayne), który mianował się przywódcą swojej grupy stwierdził: „Często używałem aktorstwa, żeby im dopiec. Profesor Zimbardo mówił, że byłem w tym świetny. Czułem, że robiłem to, co profesor chciał”. W dalszych kadrach filmu więzień, który urządził głodówkę, stwierdził: „Eshelman znalazł sobie wymówkę: «To się nie działo naprawdę, kontekst był sztuczny, a skoro moje zachowanie było sztuczne, to się nie liczy». Więzień ten podsumowuje tego typu zachowanie: „W życiu wszystko jest prawdziwe. Nie istnieje specjalne pudełko, w którym twoje czyny nie mają konsekwencji”.

Tego dnia student-więzień, Douglas Korpi, (nr 8612) zaczął zachowywać się agresywnie, krzyczał, przeklinał i wybuchał płaczem, jakby doznał ostrego stresu psychicznego. Naukowcy podejrzewali go o symulację. Badający go psycholog zaproponował mu bycie informatorem w zamian za łagodniejsze traktowanie, więzień miał sprawę przemyśleć. Po pewnym czasie stracił nad sobą panowanie, wrzeszczał: „Jezu Chryste, palę się w środku! Nie wiecie, co to za uczucie” . Naukowcy wypuścili go.

W 2018 roku pisarz i dziennikarz, Ben Blum, przeprowadził śledztwo dziennikarskie, publikując jego wyniki na platformie internetowej Medium w artykule Żywotność kłamstwa, w którym Douglas Korpi przyznał, że jego załamanie było udawane. Zaplanował opuszczenie stanfordzkiego więzienia, aby uczyć się do egzaminów. Kiedy Zimbardo odmówił zwolnienia, Korpi rozpoczął symulację szaleństwa.

WTOREK
Trzeciego dnia urządzono odwiedziny bliskich. Cele zostały wysprzątane, „więźniom” dano obfity posiłek i pozwolono się umyć. Z głośników nadawano przyjemną muzykę. Przyjmowaniem gości zajmowała się recepcjonistka, miejscowa cheerleaderka. Przepustkę dla każdego gościa wydawał Zimbardo, na spotkanie trzeba było czekać około pół godziny, wizyty ograniczono do dziesięciu minut, mogły w nich uczestniczyć tylko dwie osoby i przebiegały w obecności „strażnika”. Niektórzy goście zaniepokoili się złym stanem swoich bliskich, ale nie zgłosili żadnych uwag, by nie zakłócać eksperymentu.
Chory student, Steward Brown, „więzień” nr 819, poprosił o wizytę lekarza. Rozmawiając z profesorem Zimbardo załamał się i wybuchnął płaczem. W tym samym czasie jeden ze „strażników” ustawił pozostałych „więźniów” w szeregu i kazał im głośno powtarzać: „Więzień nr 819 jest złym więźniem. Przez to, co zrobił więzień nr 819, w mojej celi jest bałagan”. Zdanie to skandowano kilkakrotnie. Steward Brown słysząc to, załamał się ponownie. Czując presję, mimo choroby, postanowił kontynuować udział w doświadczeniu, aby udowodnić, że nie jest złym więźniem. Zimbardo uspokoił go tłumacząc, że nadal jest to tylko eksperyment naukowy, nie realne więzienie.

Pewien „strażnik” podsłuchał „więźniów” omawiających plan ucieczki, który miał polegać na tym, że wypuszczony Douglas Korpi miał zebrać kilku przyjaciół, wtargnąć do więzienia i uwolnić pozostałych. Naukowcy i „strażnicy” postanowili udaremnić plan. Zespół badawczy umieścił na miejsce Korpiego nowego „więźnia”, który był informatorem. Doszło nawet do tego, że Zimbardo poprosił miejscową policję o przeniesienie osadzonych do prawdziwego więzienia. Na szczęście prośba została odrzucona. Kazano rozebrać się „więźniom”, założono im na głowy papierowe torby, połączono ich kajdankami i przetransportowano do magazynu, gdzie mieli przebywać podczas rzekomego włamania kolegów Korpiego. Zimbardo rozważał również ponowne aresztowanie zwolnionego „więźnia”, tłumacząc wcześniejsze zwolnienie fałszywymi przesłankami. Ostatecznie nie zorganizowano ucieczki, ani nikt nie wtargnął do więziennych piwnic.

ŚRODA
Czwartego dnia trwania projektu do piwnic Jordan Hall przybył ksiądz Williama J. Mahoney, który spotkał się z większością osadzonych. Połowa z nich przedstawiła się swoim numerem identyfikacyjnym, co świadczyło o silnym utożsamieniu się z kreowaną rolą. Ksiądz zaniepokoił się tym stanem rzeczy.
Tego dnia profesor psychologii, Gordon Bower, kolega z wydziału i były współlokator Filipa Zimbardo z czasów studiów w Yale, odwiedził go w pokoju sztabu badawczego. Do Bowera dotarły pogłoski o buncie „więźniów” oraz o skandalicznych praktykach „strażników”. Jego wizyta nie była na rękę Zimbardo, ponieważ w tym czasie głowę miał zajętą planem udaremnienia rzekomej ucieczki.
– Na uniwersytecie huczy o twoim eksperymencie, więc przyszedłem zobaczyć, jak się mają sprawy – Bower przywitał go słowami, w których pobrzmiewało uznanie.
– W porządku – odparł ogólnikowo. – Jak widzisz projekt toczy się pełną parą. Dwie grupy uczestników z pasją wcielają się w swoje role.
– Czy jedna z grup nie za bardzo przejęła się swoją rolą? – zapytał podchwytliwie.
– Pamiętaj, że podział na poszczególne grupy był losowy. Studenci grający strażników, bo ich masz zapewne na myśli, postępują zgodnie z własnym wyobrażeniem na ten temat, mając w pamięci schematy funkcjonujące w literaturze i filmie. No i według naszych wskazówek.
– Widzę, że jesteś pochłonięty rolą naczelnika więzienia.
– Naczelnikiem jest Dawid Jaffe – Zimbardo poprawił go.
– Formalnie. Faktycznie ty nim jesteś – Gordon Bower rzucił sucho.
– Dobrze wiesz, że każdy zamknięty zakład jest w pewnym sensie patologią. Jej przejawy tu dostrzegam i w tym znaczeniu eksperyment jest autentyczny.
– Nie obraź się, Fil, ale czy nie straciłeś naukowego dystansu.
Zimbardo długo się nad tym zastanawiał.
– Staram się być obiektywny – rzekł bez przekonania.
– Powiedz, jaka jest zmienna niezależna w tym badaniu?
(Tu należy wyjaśnić, że „zmienna niezależna” to czynnik, który naukowiec celowo zmienia, aby sprawdzić, jaki ma wpływ na zachowanie lub procesy psychiczne osób badanych; inaczej mówiąc jest to przypuszczalna przyczyna zjawiska, które poddane jest obserwacji. Np. w badaniu wpływu alkoholu na wyrazistość mowy, zmienną niezależną jest ilość wypitego alkoholu; 0 ml, 50 ml, 150 ml, 200 ml itp.).
Zimbardo zdenerwował się jego pytaniem.
– Słuchaj, Gordy, mam teraz realne zagrożenie dla bezpieczeństwa więźniów i całego projektu, a ty mi prawisz o metodach, które dobrze znam – mówił podniesionym głosem. – Po buncie, o którym zapewne słyszałeś, teraz szykuje się ucieczka. Nie mogę siedzieć z założonymi rękami.
Profesor Gordon widząc, że Zimbardo był całkowicie pochłonięty nadzorowaniem więzienia, a nie projektu, zrezygnował z dalszych pytań. Przed opuszczeniem pokoju rzekł:
– Powiem ci bez złośliwości, jak kolega koledze, bo nikt inny tego ci nie powie, że eksperyment odbiega od obiektywizmu, a organizatorzy – tu nie chciał wymieniać jego nazwiska – jak widzę, pochłonięci są emocjonalnie, zamiast zachować naukowy chłód. Proszę cię, Fil, zastanów się…
Po wyjściu Bowera podenerwowany Zimbardo nie był w stanie dokonać głębszej analizy sytuacji. Nie zapomniał jednak o jego uwadze.
Po niedoszłym włamaniu do piwnicy „strażnicy” nasilili represje wobec „więźniów”, którym kazano gołymi rękoma myć muszle WC, robić pompki, pajacyki i odliczania. Działania te przeciągały się do kilku godzin.

We wspomnianym filmie dokumentalnym profesor Zimbardo przytoczył słowa Dawida Jaffe, skierowane do jednego ze „strażników”, który na swojej zmianie palił papierosa: „Płacą ci za bycie strażnikiem, więc zachowuj się jak strażnik. Macie być aktywni i zaangażowani. Każdy ma być twardym strażnikiem”. Następnie profesor wyjaśniał przed kamerą: „Oni codziennie wymyślali nowe sposoby poniżania i zdominowania więźniów. Improwizowali. Strażnicy zgodzili się przyjąć te role, stać się częścią systemu penitencjarnego, a nie być studentami, którzy chcą zarobić na gierkach w piwnicy. Dave Eshelman i niektórzy inni strażnicy robili więźniom okropne rzeczy, potem musieli to sobie uzasadnić, najłatwiejsze tłumaczenie jest takie, że nie byli sobą, odgrywali tylko role, żeby eksperyment się udał”.
W filmie tym Dave Eshelman powiedział: „Jeśli kogoś skrzywdziłem psychicznie, to nie jest już aktorstwo. Czułbym się winny, gdybym naprawdę kogoś skrzywdził […]. Dobrzy ludzie w odpowiednich okolicznościach są w stanie czynić zło”.
Wiadomo, że Eshelman należał do najbrutalniejszych „strażników” i skrzywdził wielu kolegów odtwarzających role więźniów. Jego słowa wskazują, że prawdopodobnie wyparł się swojej winy.

Część „więźniów” stanęła przed komisją powołaną w celu rozważenia warunkowych zwolnień. W jej skład wchodzili studenci psychologii i sekretarki wydziałowe, na jej czele stanął konsultant, Carlo Prescot, były więzień San Quentin, Soledad i Folsom, gdzie spędził łącznie siedemnaście lat. Większość studentów starających się o warunkowe zwolnienie rozmawiała z komisją; byli oni gotowi zrezygnować z należnych im pieniędzy w zamian za natychmiastowe zwolnienie. Złożone przez nich wnioski o warunkowe zwolnienie miały zostać rozpatrzone w bliżej nieokreślonym terminie, na co uczestnicy milcząco wyrazili zgodę. Po zakończeniu posiedzenia komisja nakazała „więźniom” powrót do cel, czemu wszyscy się podporządkowali.
Rzecz znamienna: Carlo Prescot, przewodniczący komisji, tak głęboko przeżył swoją rolę, że po zakończeniu posiedzenia źle się poczuł, ponieważ utożsamił się z urzędnikami więziennymi, którzy podczas jego wieloletniego pobytu za kratami odmawiali mu zwolnienia warunkowego.

Posłuszeństwo „więźniów” dotyczące ich powrotu do cel Zimbardo interpretował później jako dowód, że uczestnicy wcielający się w role więźniów przestali postrzegać sytuację jako naukowe doświadczenie, z którego mogą zrezygnować, a zaczęli czuć się bezsilni wobec systemu i narzuconej im roli.

CZWARTEK
Filip Zimbardo spotkał się po południu na terenie uniwersyteckiego kampusu z Krystyną Maslach. Usiedli na drewnianej ławce przy klombie z kwiatami. Zgodnie z wcześniejszym ustaleniem przypomniał jej o przeprowadzeniu wywiadów. Krystyna poprosiła go o relację z przebiegu eksperymentu. Zimbardo mówił ogólnikowo, wychwalając naukowe doświadczenie i pomijając przykre fakty. Nawiązawszy do nich wspomniał tylko o karach w postaci pompek i o jednym wyróżniającym się negatywnie „strażniku”.
– Zaraz, zaraz… – przerwała mu. – Wszystko idealnie przebiega, wszyscy są zadowoleni, a najbardziej ty. Za chwilę uwierzę, że nawet studenci za kratami są szczęśliwi.
– Z nimi różnie bywa… – odrzekł wymijająco.
– Ok. Przyjdę wieczorem.
– Pytania masz przygotowane?
– Najpierw przyjrzę się, co się dzieje w tych lochach, porozmawiam niezobowiązująco, a potem zajmę się wywiadami.

Krystyna pojawiła się wieczorem w piwnicach wydziału. Zimbardo przedstawił ją „strażnikom”, „więźniom” i grupie badawczej.
– Pani doktor Krystyna Maslach jest osobą nie związaną bezpośrednio z projektem. Przeprowadzi wywiady ze wszystkimi uczestnikami. Jako ekspertka zewnętrzna gwarantuje obiektywną ocenę sytuacji.
Współpracownicy naukowi profesora, William Curtis Banks, Craig Haney i David Jaffe, uśmiechnęli się pół ironicznie, lecz na tyle dyskretnie, że szef tego nie zauważył. Badacze znali ją ze studium doktoranckiego i wiedzieli, że jest jego partnerką.
Zanim panna Maslach przyszła, dotarły do niej niepokojące informacje o dziejących się nieprawidłowościach. Chodząc po korytarzu, obserwowała „więzienne” życie; po rozpoczęciu ciszy nocnej o godzinie 22.00 zobaczyła wyprowadzanie „więźniów” do toalety. W asyście „strażników” szli gęsiego z łańcuchami na nogach i papierowymi torbami na głowach, trzymając wyciągnięte ręce na ramionach kolegów idących przed sobą. Widok ten wywołał u niej wstrząs i spowodował silny sprzeciw wobec stosowanych metod.
Weszła energicznie do pokoju, w którym na kanapie odpoczywał Zimbardo. Jego współpracownicy poszli już do domów.
– Fil, nie podoba mi się to – Krystyna mówiła podenerwowana, siadając na kanapie daleko od niego. – Miało to być naukowe doświadczenie, a widzę znęcanie się nad niewinnymi studentami.
– Przyjęliśmy założenie, że oni nie są niewinni, zgodzili się na to – Zimbardo odparł spokojnie.
– Jestem tu zaledwie chwilę, a już zauważyłam wiele nieprawidłowości podważających rzetelność projektu. Minutę temu studenci szli do ubikacji z torbami na głowach i z łańcuchami na nogach, jak niebezpieczni przestępcy. Nie rozumiem, co się dzieje…
– Niedawno stłumiliśmy bunt, przygotowaliśmy też plan przeciwdziałania ucieczce. Więźniów traktujemy stosownie do ich zachowań.
– Chyba zwariowałeś! – podniosła głos. – Już na samym początku, gdy prawdziwa policja aresztowała w niedzielę chłopców, naruszyłeś zasady naukowego doświadczenia. Pomieszałeś prawdziwe życie z eksperymentem.
– Chciałem wywołać u nich realne poczucie władzy, która czuwa i panuje nad wszystkim.
– Studenci poinformowali mnie, że niektórzy strażnicy znęcają się nad nimi. Odarłeś ich z godności.
– Pompki czy odliczanie w szeregu jest dopuszczalne nie tylko w więzieniach, ale także w armii, gwardii narodowej i wśród skautów.
– A załatwianie się w celach do wiader i mycie klozetów gołymi rękami też jest dopuszczalne? Najgorsze, że byli zmuszani do symulowania aktów homoseksualnych.
– Nie wtrącałem się do niektórych metod penitencjarnych, starałem się być obiektywny – rzekł mało wiarygodnie.
– Co za brednie! – syknęła przez zęby. – Miałeś być bezstronnym kierownikiem projektu, neutralnym obserwatorem, a stałeś się jego uczestnikiem.
– Nieprawda – zaprotestował kategorycznie.
– Przedstawiając mnie personelowi powiedziałeś, że jako ekspertka zewnętrzna gwarantuję obiektywną ocenę sytuacji.
– To było stwierdzenie grzecznościowe, ale… wierzę w twoją rzetelność – nie wiedział, co powiedzieć.
– Otóż oświadczam ci, że zastosuję się do twojej rekomendacji.
– Eksperyment prowadzimy prawidłowo – rzekł niepewnie.
– Stałeś się częścią machiny organizacyjnej, jej głównym trybem, a to wyklucza bezstronność. Czy naprawdę nie chcesz zauważyć cierpień uczestników? Twoja stronniczość doprowadziła do pogłębienia konfliktów między strażnikami a więźniami.
– Zbyt krótko tu jesteś, żeby wyciągać tak stanowcze wnioski.
– Różni ludzie mówili mi o tym, co się tu dzieje. Dzisiaj znalazłam potwierdzenie ich słów.
– Projekt sam się broni. Żyje swoim życiem…
– Nieautentycznym, chorym życiem – uzupełniła dobitnie.
– Zapominasz, co jest jego naukowym celem? – bronił się desperacko.
– O, właśnie, przypomnij mi.
– Między innymi zbadanie zmiany zachowań zwyczajnych ludzi, którzy w określonych warunkach mają skłonność do okrucieństwa.
– Słowem: dlaczego ludzie czynią zło?
– Tak. Już ci to kiedyś mówiłem.
– Stosując nieetyczne metody uczestniczysz w tworzeniu zła.
– To jest obelga! – Zimbardo ostro zaprotestował.
– Jako nadzorca zakładu karnego to właśnie robisz.
– Jak możesz rzucać takie oskarżenia! Nie stwarzam zła, tylko pokazuję, jak ono się rodzi. To system stwarza zło.
– Nie chcę się powtarzać, że w tym systemie aktywnie uczestniczysz, a przecież miałeś sprawować bezstronną pieczę naukową. Rola dyrektora więzienia przemieniła cię w kogoś, kogo już nie poznaję.
– Ten eksperyment będzie kamieniem milowym pokazującym, że to system popycha ludzi do zła.
– Znam tę śpiewkę. Powinieneś go przerwać, ma on zgubny wpływ na psychikę Bogu ducha winnych studentów, którzy w dobrej wierze zgodzili się być zniewoleni.
– O, przesadziłaś, panno Krystyno. Jak możesz żądać przerwania tak poważnego i drogiego projektu? To niedopuszczalne.
– Dla dobra pokrzywdzonych, dla dobra samego siebie, przerwij go! – krzyknęła.
– Skąd wiesz, co jest dla mnie dobre? Ingerujesz w moje badania.
– Prosiłeś o uczestnictwo, więc nie ingeruję.
– Pół setki osób uczestniczy bądź obserwuje całe doświadczenie.
– I nikt nie miał żadnych wątpliwości?
Nastała chwila ciszy.
– Profesor Gordon coś mi zgłaszał… – rzekł niepewnie.
– A jednak. Zakończ to, bo zniszczysz swoją karierę.
– To ty chcesz ją zniszczyć! – ryknął.
– Przekroczyłeś nie tylko granice naukowej rzetelności, ale także zwykłej przyzwoitości! – wydarła się, nie pozostając mu dłużna.
– Projekt musi być dokończony, jeszcze nie jesteśmy na półmetku.
– Nie może być kontynuowany! – stwierdziła głosem nie znoszącym sprzeciwu.
– Nie będziesz mi rozkazywać. Kto to widział, żeby świeżo upieczona pani doktor żądała od profesora zatrzymania rozpędzonego doświadczenia.
– Straciłeś obiektywne rozeznanie co dobre, a co złe. I ty badasz przyczyny zła? Groteska! Przerwij to natychmiast – powtórzyła dobitniej.
– Nigdy! – huknął.
– Albo ja, albo ten eksperyment! – zażądała nieustępliwym tonem. Jej twarz poczerwieniała ze zdenerwowania. Wstała z kanapy i podeszła do drzwi wyjściowych.
Zimbardo zląkł się jej słów. Na sekundę zapomniał o projekcie, obawiając się, że partnerka go porzuci. Miał wobec niej poważne zamiary, kochał ją i pragnął się ożenić. Jego przyszłość nagle zawisła na włosku.
– Przyjdziesz jutro zrobić wywiady? – zapytał cienkim głosikiem, zrywając się z kanapy.
Krystyna nie odpowiedziała. Wyszła trzaskając drzwiami.
Zimbardo opadł bezwładnie na kanapę, oparł głowę na wysokim oparciu, zamknął oczy i się głęboko zamyślił: „Może ma rację, że straciłem obiektywizm… To samo mówił mi Gordon. Przebywając ciągle w zamkniętym pomieszczeniu, mogły mi się zatrzeć różne granice. Czy faktycznie zdublowałem rolę badacza i profosa? Czyżby sytuacja naprawdę wymknęła mi się spod kontroli?”.

Po północy Krystyna wróciła do domu. Tej nocy nie mogła zasnąć, męczyły ją koszmary. Rzucone ad hoc Filipowi słowa: „Albo ja, albo ten eksperyment” uświadomiły jej, że znalazła się w pułapce; tego dnia zamierzała przeprowadzić wywiady, a więc uczestniczyć w eksperymencie, który na jej żądanie miał być przerwany. Z powodu emocji nie mogła zjeść śniadania. Zrobiła sobie tylko kawę. Pijąc ją zastanawiała się: „Znalazłam się w idiotycznej sytuacji. Nie chcę uczestniczyć w tym zafałszowanym doświadczeniu, jednak muszę dokończyć zadanie, którego się podjęłam; zawsze byłam solidna i odpowiedzialna. Wiem, co zrobię: po zakończeniu roboty pożegnam się oschle i rozstanę się z nim na zawsze. Nie mogę być żoną człowieka, który w moich oczach stracił wiarygodność nie tylko naukową, ale i zwykłą, ludzką” – zapłakała.

PIĄTEK
Po środowej wizycie w stanfordzkim „więzieniu” ksiądz William J. Mahoney powiadomił rodziców studenta-więźnia, Richarda Yako, dzieląc się z nimi swoimi spostrzeżeniami. Zaniepokojeni rodzice poprosili prawnika, Tima Cullena, aby zwolnił syna z eksperymentu.
Obrońca przybył rankiem do piwnic Jordan Hall i przeprowadził z nim i innymi „więźniami” rozmowy, pytając o postawione im zarzuty i daty rozpraw. Gdy jeden z nich nie potrafił odpowiedzieć na pytania o podstawę prawną uwięzienia, wówczas adwokat ironizował, zarzucając mu, że jest studentem i nie wie, jak się stąd wydostać? Cullen chciał również sprawdzić legalność przetrzymywania ochotników wbrew ich woli, co zaniepokoiło Zimbardo, który odesłał go przed czasem. Profesor nabrał więcej wątpliwości w kwestiach prawnych przedsięwzięcia.

Tim Cullen przyznał później, że podczas eksperymentu uległ więziennej atmosferze miejsca i zaczął zachowywać się jak obrońca w prawdziwym więzieniu. Jego obecność i rozmowy wpłynęły na postrzeganie sytuacji przez uczestników w tym sensie, że studenci-więźniowie zaczęli traktować swoje uwięzienie jako realny problem, nie zaś jako udział w badaniu naukowym.

Tego poranka, po wyjściu prawnika, do wydziałowych piwnic przybyła Krystyna Maslach. Asystenci profesora jeszcze się nie pojawili. Zimbardo przywitał się z nią oficjalnie i poprosił o rozmowę. Oboje weszli do gabinetu obserwacyjnego i stanęli pośrodku w znacznej odległości od siebie.
– Ten projekt jest moim oczkiem w głowie… – rozpoczął neutralnym tonem.
– Nie mam ochoty na pogaduszki. Wykonam swoje zadanie i jak najszybciej opuszczę te toksyczne lochy – Krystyna powiedziała mechanicznym głosem.
– Przemyślałem wszystko… To co powiedziałaś i w ogóle całość doświadczenia. Masz rację – rzekł skruszony.
Krystyna spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– Nie przespałem całej nocy, rozmyślając nad twoimi uwagami, które były dla mnie jak lodowaty prysznic – kontynuował. – Do tej pory byłem zacietrzewiony w działaniach. Twoje uwagi pozwoliły mi wreszcie zrozumieć, że popełniłem… – poprawił się – że pojawiło się mnóstwo błędów. Dzisiaj przerywam eksperyment – Zimbardo rzekł drżącym głosem.
Na jego decyzji zaważyła groźba odejścia Krystyny, jednak o tym nie zamierzał jej powiedzieć.
– Myślałam, że się nie odważysz – jej oczy zaszkliły się ze wzruszenia. – Podjąłeś najlepszą z możliwych decyzji. Nie można dłużej tego ciągnąć, nie można znęcać się nad biednymi chłopcami.
Zimbardo uścisnął jej dłoń.
– Zaraz wszystkim to powiem – rzekł niemal radośnie.
– Czy mam więc robić końcowe wywiady?
– Nie. Zamiast nich przeprowadzimy serię rozmów. Chodźmy. Stop! – zatrzymał się. – Najpierw trzeba sprowadzić studentów, którzy wcześniej opuścili to miejsce.
Profesor poprosił o to jednego ze swoich asystentów. Kiedy studenci przybyli, zwołano wszystkich uczestników projektu: współpracowników, „strażników” i „więźniów”. Zimbardo stanąwszy przed nimi podniósł rękę, aby ustały rozmowy i szmery.
– Ogłaszam zakończenie eksperymentu! – powiedział mocnym głosem.
Po tych słowach „więźniowie” głośno zakrzyknęli, wyrażając swoją radość, natomiast „strażnicy” siedzieli cicho, niepewni swojej przyszłości.
– Przyznaję, że atmosfera stała się ciężka, trudna do kontrolowania, wśród uczestników pojawiły się oznaki wyczerpania, a warunki i okoliczności stały się zbyt ekstremalne – mówił dyplomatycznie. – Sytuacja trochę wymknęła się spod kontroli – przyznał ściszonym głosem. – Wszyscy uczestnicy otrzymają pełne wynagrodzenie za umowę, która przewidywała dwutygodniowe doświadczenie, mimo że badanie kończymy przed terminem – oznajmił tym razem głośno.
„Więźniowie” entuzjastycznie wiwatowali.
– Za chwilę spotkamy się z poszczególnymi grupami i przeprowadzimy rozmowy – kontynuował, unosząc dłoń, by uspokoić zebranych. – Dziękuję wam za uczestnictwo w eksperymencie. – Zimbardo chciał dodać: „…i za głębokie zaangażowanie”, lecz w ostatniej chwili powstrzymał się, uświadamiając sobie, że niektórzy „strażnicy” zaangażowali się zbyt głęboko, wręcz patologicznie.
Profesor, doktor Maslach i współpracownicy przeprowadzili sesje grupowe i indywidualne. Najpierw spotkali się ze „strażnikami”, potem z „więźniami”. Następnie pozwolili spotkać się i rozmawiać jednym i drugim w celu rozładowania istniejących napięć oraz żeby uświadomili sobie, iż ich zachowania były wynikiem wywołanej sytuacji, a nie ich osobowości. Ostatnią sesją grupową było wspólne zebranie „strażników”, „więźniów” i personelu badawczego. Zimbardo wygłosił kilkugodzinne podsumowanie, dzieląc się swoimi doświadczeniami, aby pomóc uczestnikom powrócić do rzeczywistości bez śladów traumy. Na koniec wręczono im kwestionariusze kontrolne z prośbą, aby je wypełniali przez kolejne tygodnie, miesiące i lata po badaniu.
W ciągu roku po eksperymencie studenci przeszli terapie indywidualne oraz grupowe, a w ciągu dziesięciu lat badacze utrzymywali z nimi kontakt telefoniczny i listowny dzięki czemu dojmujące doświadczenia nie wpłynęły negatywnie na ich życie. Uczestnicy przyznali, że pomimo sześciu dni spędzonych w więziennych warunkach, dowiedzieli się dużo o sobie i własnej naturze.

W przytoczonym filmie dokumentalnym jeden z byłych uczestników stwierdził: „To bardzo ważny eksperyment, wydarzenie. Spójrzcie na nas po 50 latach, to dobra lekcja. Zwykli ludzie mogą z łatwością robić okropne rzeczy, wszyscy jesteśmy do tego zdolni. Ten eksperyment to ujawnił bez względu na swoje wady”.

RÉSUMÉ
1. Najważniejsze błędy i wątpliwości dotyczące eksperymentu
Brak obiektywizmu
Profesor Zimbardo pełniąc podwójną rolę nadzorcy więziennego i naukowego obserwatora przyczynił się do zaniedbania swego zadania jako neutralnego obserwatora, co doprowadziło do pogłębienia konfliktów między uczestnikami. Był to poważny błąd metodologiczny.
Depersonalizacja
Zbędne było nadanie studentom-więźniom numerów, co spowodowało, że „strażnicy” zwracali się do nich bezosobowo, po numerach. Depersonalizacja podważała ich prywatność, była poniżająca i nosiła znamiona dehumanizacji.
Manipulacja
Zachowanie uczestników, głównie studentów-strażników, najprawdopodobniej było efektem oczekiwań kierujących eksperymentem. Zimbardo oraz konsultant, Carlo Prescot, sugerowali uczestnikom, jak powinni się zachowywać, co podważało autentyczność i spontaniczność doświadczenia. Po pewnym czasie Prescot przyznał, że metody stosowane przez „strażników” zostały przez niego zasugerowane.
Stres
Interwencje badaczy, księdza i prawnika były niewystarczające i nie uchroniły uczestników, a najbardziej grających role więźniów, przed doznanymi szkodami psychicznymi. Niepotrzebnie doświadczyli oni wysokiego poziomu stresu.
Praktyki sadystyczne
Studenci grający strażników tak bardzo wcielili się w swoje role, że z ochotą znęcali się nad „więźniami” pozbawiając ich snu, upokarzając ich symulacjami homoseksualnymi, robieniem pajacyków i pompek z nogą strażnika na plecach, odliczaniem w środku nocy, załatwianiem się do wiader w celi, szydzeniem, używaniem wulgaryzmów, czy wreszcie zamykaniem w karcerze „więźniów” sprawiających problemy.
2. Pozytywna ocena
Mimo licznych wad i popełnionych błędów można stwierdzić, że eksperyment wykazał, iż silne czynniki sytuacyjne mogą doprowadzić zwykłych ludzi do patologicznych zachowań, co jest określane mianem „efektu Lucyfera” (człowiek w specyficznych warunkach może przeobrazić się w oprawcę albo w ofiarę represji) oraz że odgrywanie odpowiednich ról społecznych może wpływać na kształtowanie się osobowości jednostki.
3. Rola Krystyny Maslach
Młoda naukowczyni odegrała kluczową rolę w zakończeniu eksperymentu. Była jedyną osobą spośród kilkudziesięciu zaangażowanych w przedsięwzięcie, która zakwestionowała jego stronę moralną i zażądała jego przerwania. Bezpośrednim impulsem, który wpłynął na decyzję Zimbardo była ich ostra rozmowa, ściślej jej groźba zerwania, a więc czynnik poza merytoryczny.
Doświadczenia, które wyniosła z tego eksperymentu oraz późniejsze wywiady psychologiczne przeprowadzone z przedstawicielami zawodów wysokiego ryzyka (m.in.: z policjantami, pielęgniarkami, pracownikami socjalnymi) doprowadziły ją do odkrycia i zdefiniowania zjawiska wypalenia zawodowego. Zauważyła, że osoby pracujące w ekstremalnie stresujących warunkach często doświadczają wyczerpania emocjonalnego i depersonalizacji, a więc mechanizmów, które dostrzegła również podczas eksperymentu więziennego. Jest współtwórczynią powszechnie stosowanego narzędzia do pomiaru wypalenia zawodowego pod nazwą Maslach Burnout Inventory (MBI).
Krystyna Maslach niedługo po doktoracie została profesorem na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, a w 1997 roku otrzymała prestiżowy tytuł Profesora Roku przyznawany przez Fundację Carnegie oraz Radę ds. Rozwoju i Wspierania Edukacji (CASE).
Rok po eksperymencie, 10 sierpnia 1972 roku, Krystyna i Filip pobrali się. Byli małżeństwem ponad pięćdziesiąt lat. Mieli dwie córki noszące imiona Zara Maria i Tanya Lucia.

Małżonkowie kilkakrotnie odwiedzili Polskę. W 2010 roku na Uniwersytecie Warszawskim Zimbardo wygłosił wykład o paradoksie czasu, natomiast Krystyna miała prelekcję o wypaleniu zawodowym. W czerwcu 2013 roku w Muzeum Polin profesor wygłosił wykład i miał cykl spotkań, w których mówił o swoich badaniach dotyczących natury zła i heroizmu. W 2014 roku naukowiec otworzył w katowickiej dzielnicy Nikiszowiec Centrum Zimbardo, będącym miejscem spotkań, edukacji oraz rozwoju dla młodzieży. W tym samym roku otrzymał tytuł profesora honorowego w Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Dwa lata później Zimbardo był gościem wrocławskich spotkań promujących Projekt Bohaterskiej Wyobraźni (Heroic Imagination Project).

Franciszek Czekierda







Poprzedni artykułSelim Chazbijewicz – Wiersze i proza
Następny artykułIzabella Teresa Kostka – Maria Teresa Coppola – wiersze włoskie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko