Strona główna Felietony Piotr Wojciechowski – Zaświaty literatury

Piotr Wojciechowski – Zaświaty literatury

0
86

Ludzie wokół z wiarą i kunsztem naprawiają kruszący się świat. Nawet jeśli nie wszystko jeszcze idzie dobrze, to przynajmniej nasze Biesiady powinny być lepsze. Zostałem słusznie upomniany, że moje felietony stały się za długie, poplątane i zbyt elitarne. Poprawiam się – już ten będzie krótszy!

Dumny jestem z tego, mimo lat próbuję znowu robić coś, czego nie robiłem całe życie. Muszę. To nie tylko sprawa zwięzłych, dowcipnych felietonów.

Nie zacznę kolejnej powieści, jeśli ta powieść, która jest gotowa, nie znajdzie wydawcy. Aby dalej móc pisać, trzeba mi znaleźć formułę, nowe miejsce na skali między naturalistycznym reportażem a mistyczną wizją. W stronę reportażu mnie ciągnie, ale tu trzeba młodzieńczej ruchliwości, odpowiedzialnej akuratności, nie dam rady. Utwierdził mnie w tej opinii wywiad z Małgorzatą Szejnert, który dotarł do mnie w znakomitym wyborze rozmów przeprowadzonych przez Agnieszkę Papieską. Zbiór zatytułowano „Ścieżki w nieznane”. Małgorzata Szejnert, wielokrotnie nagradzana autorka literatury faktu, wyznała tam:

„Mnie się wydaje, że ja wcale nie mam wyobraźni, dlatego jestem reporterem. Gdybym miała więcej wyobraźni, może zajęłabym się literaturą? Powiedzmy, że mam pewien rodzaj wyobraźni reporterskiej, a nie fabularno-literackiej. Czasami odczuwam pokusę, żeby coś zmyślić, ale odrzucam ją, bo wiem, że ani mi to dobrze nie wyjdzie, ani to nie jest potrzebne.”

Przeczytałem to i pomyślałem, że dotąd zdarzało mi się ulegać pokusom, aby to i owo zmyślić. Skoro moja

wyobraźnia ku temu mnie skłania, nie będę próbował szukać prawdy w faktach, ale po prostu oddalę się od faktów tak bardzo, jak to możliwe. Próbowali tego dadaiści, próbował z lepszym rezultatem Italo Calvino, ale i jemu czasem wymykała się więź zrozumienia łącząca go z czytelnikami. Zacząłem pisać baśń, w której oddam się maksymalnie od rzeczywistego świata. Moja baśń, a ma ona być długa i piękna, to wyprawa w zaświaty literatury.

Wolę pisać taką baśń, niż cokolwiek innego, nawet siadając do felietonu na Biesiadę, chciałbym raczej pisać kolejny rozdział baśni „Rzeka dwu młynów”.

W piszącym się teraz piątym rozdziale młodszy syn króla powraca z wyprawy wojennej na Morza Południowe. Wojnę przegrał z kretesem, mimo to ukrywa się jako Kapitan Szkwał i chce sięgać po koronę. Od razu wpada w poważne tarapaty. Jest oskarżony o kradzież złoto z koronnego skarbu, o podpalenie Dolnego Młyna, o zdradę i rozbój.

Mimo, że to tylko baśń, książka, której jeszcze nie ma i chyba nie będzie, która nikogo nie obchodzie i nie obejdzie, muszę pretendenta do tronu wyciągnąć z opresji.

A nie jest to łatwe, bo dopiero uczę się opisywać świat bajecznej monarchii, w której mężczyźni nie tylko odrzucili od siebie umiejętność czytania i pisania, ale także wszelkie chronologie, nie zajmują się też mierzeniem czasu. Zajmują się za to hierarchiami dworskimi i wojskowymi, sportem, musztrą wojskową, paradami i tańcami.

Świat kobiet jest jeszcze bardziej zhierarchizowany, niż męski. W nim olbrzymią władzę ma kasta sekretarek spisujących wszystko, co da się spisać, gromadzących notatki, zwoje, księgi i rejestry, wymieniających się nimi w trudnym do pojęcia systemie. Ten system sekretarek rozmaitej rangi całkowicie uzależnił od siebie mężczyzn, a szczególnie tych zajmujących się sądzeniem i rządzeniem.

Kobiety tworzą też dwie formacje bojowe – na południowych morzach w wodzie i pod wodą walczą mocno zmienione genetycznie płetwice czyli żarłaczki, One, aktualnie, próbują wywikłać się z przegranej wojny, w którą wpakował je głupi i złośliwy król-uzurpator. Na północnych rubieżach bronią granic sztyletnice – żyjące w lasach mistrzynie walki wręcz odpierające prymitywne plemiona rozbójników i przemytników.

Na cały ten świat pracuje lud rolników, rybaków i rzemieślników. Oni też przeważnie nie umieją ani czytać, ani pisać, ani liczyć. Nikt nie umie się modlić, nie ma kapłanów. Powszechna jest wiara w czary i upiory, wróżby, zaklęcia i przesądy. Tu i tam wznoszone są budowle przypominające świątynie, ludzie tam szukają jakiegoś sakrum, próbują dziękować za dobro i piękno, z którym się zetknęli.

W tym moim baśniowym świecie dzieją się romanse i mezalianse, intrygi dworskie i afery zemsty. Pojawiają się też artyści, nawiedzeni szamani i dziwożony, a brak jest wynalazców. Żadnego postępu.

Pisanie baśni tworzącej zaświat literacki, czy świat niemożliwy, daje mi tak potrzebny dystans do szaleństw i strachów codzienności. Nie to jednak najcenniejsze. Oto zyskałem cenne dla mnie narzędzie do rozumienia rzeczywistości, a nawet przekazu mediów.

Myślę, że gdyby „Rzekę dwu młynów” wydać, okazałoby się że wyrąbałem jakieś pole do badań naukowców. którzy serio zajmują się narracjami.

Poprzedni artykułMichał Piętniewicz – Wiersze tygodnia
Następny artykuł2026-09-25 Ogólnopolski konkurs poetycki „W trzech wierszach”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko