Nowy tom wierszy Tadeusza Dąbrowskiego
Tadeusz Dąbrowski wydał niedawno w PIW-ie nowy tomik w twardej oprawie (jak przystało na klasyka średniego pokolenia) pt. „PUK”.
Jest w nim (jak i we wcześniejszych zbiorach) poetą obserwującym siebie i własne wnętrze pod poetyckim mikroskopem z wnikliwością badacza ornitologa. Obserwuje siebie i wyciąga z tej obserwacji ogólne wnioski na temat natury ludzkiej. Obserwuje siebie, czyli także swojego ojca, swoją matkę, babcię, a teraz córeczkę i synka, ponieważ – jak pisze w jednym z wierszy – są oni Jednią wraz z nim, przenikającą się, bo „być może tak może wygląda wieczność”. W innym wierszu opowiada nawet o układzie zamkniętym, sprzężeniu między umierającą babcią i niemogącą zasnąć małą prawnuczką.
Wiersze gdańskiego poety czytać można szybko, ale lepiej wgłębiać się w nie powoli, bo czasami przypominają szarady czy rebusy, są kunsztownie obmyślone, precyzyjne i gęste.
Na ogół nie jest to liryka wyrażająca bezpośrednio uczucia i myśli, raczej liryka zakwefiona, ale nie wiem, czy chłodna, bo właśnie jej temperatura rośnie wraz z uczuciami rodzicielskimi i wtedy staje się wręcz tkliwa.
Oczywiście, jak przystało na poetę przesuwającego się nieubłaganie w głąb strefy cienia, pojawiają się teksty o miłości (udanej, nieudanej i tej, „której nie czuć”, bo się spowszedniała w trakcie codziennych spacerów z kuchni do pokoju i z pokoju do kuchni, ale także wiersze o tożsamości, przemijaniu, o śmierci i wierze „z kapką śliny” na wargach Papieża, czyli o ograniczoności ludzkiej wiedzy ostatecznej i fizjologii, nawet uskrzydlonej najwyższym religijnym uniesieniem.
Zastanawiając się nad naturą zła, poeta puentuje: „jest jak resztka gówna/ w rowku podeszwy twoich/ galowych butów”. W kilku wierszach pyta o sens ludzkiego życia i o „mniejsze i większe zło”, a także „o granicę między człowiekiem godziwym a szmatą”, i wtedy odpowiada, że ta granica „jest cienka jak włos”, bo w człowieku godziwym jest także szmata, co „pozwala człowiekowi godziwemu/ zachować czystość”.
Tadeusz Dąbrowski jest wyczulony właśnie na ten włos, na tę kapkę śliny, „na szmatę” na „resztkę gówna” na galowych butach, którą inni poeci (na przykład ja) w imię „triumfu piękna nad rozkładem” może niesłusznie przegapiają lub pomijają – idealistycznie zaokrąglając, upiększając i rozprasowując kanty.
Poznałem Tadeusza ponad ćwierć wieku temu, kiedy jako młodzian zakładał pierwsze ostrogi poetyckie i wygrał konkurs w Świebodzinie, w którym jurorowałem. Potem pisałem słowo wstępne do jego debiutanckiego tomu „Wypieki”, wydanego przez Uniwersytet Gdański, gdzie studiował… A później z życzliwością obserwowałem, jak wzrasta jako poeta, zdobywa różne laury krajowe i międzynarodowe, i jak pięknie i mistrzowsko wypowiada się o literaturze ze znawstwem większym od profesorów literatury, ponieważ wie, o czym mówi – jako praktyk…
I tak mijały lata, a my czasami (rzadko) spotykaliśmy się – to w Krakowie, to w Warszawie, to w Sopocie, gdzie teraz szefuje dwumiesięcznikowi „Topos”.
Czytałem o jego sukcesach w Stanach i w Niemczech, i cieszyłem się z nich, co jest raczej rzadkie wśród poetów, których jest tak wielu, że każdy z największą przyjemnością próbuje strącić drugiego w ciernistej wspinaczce na Parnas.
Dzielą nas doświadczenia dzieciństwa (ja z domu chłopskiego, on mieszczańskiego, ja z Galicji, on z Wybrzeża), różnimy się poetykami, przynależnością do odmiennych pokoleń, ale gdy się spotykamy, okazuje się, jak wiele nas łączy.
Sumując powyższą impresję czytelniczą: szczerze zachęcam do zakupienia i lektury nowego ciekawego zbioru Tadeusza Dąbrowskiego „PUK”, którego tytuł jest dla mnie tyleż zagadkowy, co i niektóre jego wiersze, pełne meandrów, zawiłości i zakamarków myślowych.
Józef Baran
Tadeusz Dąbrowski
WŁOSY
Widzę tatę, jak stoi w drzwiach
lekko zniecierpliwiony,
czekając na mamę, która
poprawia przed lustrem włosy
tak, aby każdy kosmyk
znalazł się na właściwym miejscu.
Dzisiaj nad jego grobem
zauważyłem, jak mama
odruchowo poprawia włosy
w lustrze z czarnego granitu.
Uśmiechnąłem się w duszy
do ojca, a zaraz potem poczułem,
na czym polega triumf
piękna nad rozkładem.
MAŁEJ BASI
Dzisiaj twoimi oczami
znowu zamrugał do mnie
ojciec. Więc może tak
wygląda wieczność. Nikt
z was nie był tu przedtem,
nikogo nie będzie potem,
wy po prostu jesteście,
przenikacie przez siebie
jak ja i twoja matka,
gdy powstawałaś z miłości.
ARS POETICA
Pytają mnie czym jest poeta
albo co czuje poeta pisząc wiersz.
Moja córka ma pół roku i pierś
matki jest dla niej całym światem, fizyką
i metafizyką. Czasami oszukujemy
ją smoczkiem, ale ostatnio wyciąga go sobie
z buzi i obserwuje. Jest wtedy zdziwiona
i skupiona jak ja, gdy przyglądam się światu,
który udało mi się
wyjąć sobie z ust.





