Każda chwila decydowała o życiu
Od dwudziestu lat – w wyniku uchwały Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 1 listopada 2005 roku – obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Święto ma na celu czczenia pamięci ofiar pochodzenia żydowskiego, pomordowanych w czasie II wojny światowej przez nazistowskie Niemcy. Jest ono obchodzone 27 stycznia. Dlaczego wybrano tę datę? Otóż 27 stycznia 1945 roku został wyzwolony obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau.
Właśnie w tym obozie toczy się zasadnicza część książki Wojciecha Dutki, zatytułowanej Czerń i purpura. Zanim jednak tam trafimy, jesteśmy w 1938 roku i poznajemy ówczesne losy dwojga bohaterów: słowackiej Żydówki Mileny Zinger oraz Austriaka Franza Weimerta. Na razie żyją w swoich krajach, ale sytuacja wewnętrzna oraz międzynarodowa robi się coraz bardziej zagmatwana. Nie pozostaje to bez wpływu na sytuację naszych bohaterów. Milena zostaje studentką konserwatorium muzycznego, gdzie sprzeciwia się gettu ławkowemu. Franz był ministrantem, ale został zdradzony przez księdza, który nie zachował tajemnicy spowiedzi. Po anschlussie Austrii błyskawicznie wywieziono jego sąsiadów – Żydów. Chłopak, który należał do Hitlerjugend, zachował obojętność. Dlaczego?
Rasizm zamyka. Sprawia, że ludzie, mając oczy – nie widzą, i mając uszy – nie słyszą.
Podobnie rzecz się miała z seksem:
Młodzi chłopcy i dziewczyny, z racji natury lgnący do siebie, musieli pokonać barierę stworzoną przez idiotyczną ideologię węszącą wszędzie brud moralny. W konsekwencji kontakty seksualne były utrudnione, choć osiągalne, … (…). W sferze publicznej ten temat nie istniał, ale w niemieckich domach, w prozaicznym życiu ukrytym za parawanem ideologii, żar buchał coraz większym płomieniem.
We wrześniu 1939 roku wybucha wojna; na przedpolach Warszawy ginie brat Franza, Friedrich. Kiedy rodzina pojechała na grób poległego, Franz – patrząc na Polaków z niewysłowioną pogardą – postanowił, że po maturze wstąpi do SS. W tym czasie Milena zaczyna pracę, jako piosenkarka, w nocnym klubie. Dzielnie daje sobie radę ze wszystkimi absztyfikantami, jednak jeden z odrzuconych doprowadza do skazania jej na deportację, która stała się elementem polityki prowadzonej przez reżim księdza Tiso.
Wojciech Dutka jest absolwentem historii i podyplomowego studium dziennikarstwa. Wolontariusz, dziennikarz radiowy, były pracownik uczelni medycznej, konsultant do spraw europejskich programów badawczych, ostatnio nauczyciel historii. Zajmuje się polską historiografią przełomu XIX i XX wieku. Publikował w renomowanych czasopismach naukowych: „Przeglądzie Historycznym”, „Czasach Nowożytnych”, „Klio”, „Kwartalniku Historii Żydów”, „Przeglądzie Humanistycznym” i „Roczniku Historii Prasy Polskiej”. Współautor pracy o historii polskiego plakatu medycznego, nagrodzonej przez ministra zdrowia w 2011. Spod jego pióra wyszły opowiadania, tom poezji, cykle powieściowe (o hrabim Mokrzyckim oraz wojenna seria kobieca), a także kilka powieści historycznych, wśród których można wymienić: Krew faraonów, Bractwo Mandylionu, Taniec szarańczy, Kartagińskie ostrze, Zdradzoną oraz Wojnę polską. Ostatnia z nich była prezentowana na naszej stronie (zob. https://pisarze.pl/2025/10/14/siedemnasty-wiek/).
Milena trafia do Auschwitz, gdzie już był [oczywiście, w innym charakterze! – przyp. RS] Franz. Przypadkowo – albo, jak twierdzi jedna ze współwięźniarek, z woli Jahwe – trafiają na siebie. Podczas jego urodzin najpierw grała obozowa orkiestra, a potem śpiewała Milena, która zachwyciła esesmanów obecnych na imprezie. Franz – wbrew sobie – coraz bardziej interesuje się więźniarką i zaczyna ją chronić…
Jak potoczyły się dalsze losy tych dwojga? Nie będę tego zdradzać. Chciałbym bowiem zwrócić uwagę Czytelniczek i Czytelników na dobrze dobrane wtręty o charakterze socjologicznym i psychologicznym. Ośmielę się nawet nazwać książkę Czerń i purpura znakomitym studium z tego zakresu. To przede wszystkim wiwisekcja sumienia młodego austriackiego katolika, który stał się mordercą i funkcjonariuszem aparatu Zagłady. Powieść stawia też pytania o źródła Holocaustu, m.in. w zderzeniu z chrześcijańskim wychowaniem głównego bohatera. Obserwujemy zmianę postawy Franza:
Model świata, którego częścią stał się Franz, wprowadził do rzeczywistości ślepe podporządkowanie zasadzie honoru. Honor miał być dodatkowym bezpiecznikiem dla wyrzutów sumienia. Miał sankcjonować bezwzględność w skali nigdy do tej pory niespotykanej.
Wojciech Dutka opisuje okrucieństwo stosowane wobec więźniów, akcentując relatywizm moralny nazistów:
Auschwitz, z całym bagażem śmierci, po prostu po pewnym czasie powszedniał tym, którzy tam pracowali – codziennie wdziewali mundur, szli do pracy, zabijali od ósmej do piętnastej, po czym wracali do domów i zamieniali się w dobrych mężów i normalnych ojców.
Uważam, że Czerń i purpura jest bardzo solidnie napisaną pracą. Autor ukazuje poszczególne etapy rozbudowy obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, ale nie rości sobie pretensji do wszechwiedzy o tym tragicznym miejscu. Jeśli w powieści pojawia się postać historyczna, informuje o tym, powołując się na źródła; jeśli jest to osoba fikcyjna, również dowiadujemy się o tym. W komentarzu końcowym Wojciech Dutka zachęca wręcz do sięgania po naukowe opracowania tematu Zagłady. Znakomicie rozbudowana jest warstwa przygodowa dotycząca Mileny i Franza. Nic dziwnego zatem, że książka mocno wciągnęła mnie. Jak się okazuje, nie jestem sam, bo pierwsze wydanie powieści – z 2013 roku – stało się bestsellerem, zyskując dziesiątki tysięcy czytelników w Polsce, a także w Czechach i na Słowacji. Jest żywo dyskutowana od momentu wydania aż do dzisiaj. Omawiane w niniejszym artykule wydanie jest nową, uzupełnioną, wersją książki – w dodatku zawiera nową, staranną szatę edytorską.
Polecam książkę Czerń i purpura zarówno zwolennikom powieści przygodowych, jak i zwolennikom analiz socjologicznych i psychologicznych. Zaś wszystkim P.T. Czytelnikom polecam ją jako przestrogę!

Wojciech Dutka, Czerń i purpura
Redaktor inicjujący: Paweł Pokora
Redakcja: Małgorzata Piotrowicz
Korekta: Joanna Dzik
Projekt okładki: Grzegorz Arszewski/garasz.pl
Zdjęcia na okładce i źródła ilustracji: domena publiczna
Zdjęcie autora: © Maciej Zienkiewicz Photography
Skład: Klara Perepłyś-Pająk
Producenci wykonawczy: Sylwia Reguła, Magdalena Wójcik-Zienkiewicz, Wojciech Jannasz
Wydawca: Marek Jannasz
Wydawca: Lira Publishing Sp. z o.o., Warszawa 2025
ISBN 978-83-68342-64-2
Podczas omawiania pierwszej książki krótko opisałem esesmańskie urodziny z udziałem obozowej orkiestry. Można domyślić się, że w jej skład wchodzili więźniowie – mężczyźni. Nie wszyscy jednak wiedzą, że w Auschwitz funkcjonowała również orkiestra kobieca. Tematem tym zajęła się Anne Sebba – autorka książki Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz.
Publikacja jest poruszającą i znakomicie udokumentowaną opowieścią o młodych kobietach, które w obozie zagłady grały muzykę… aby przeżyć. Gdy inne więźniarki stały na wielogodzinnych apelach w skwarze lub na mrozie, one wygrywały skoczne melodie. Ich marsze codziennie odprowadzały komanda do katorżniczej pracy, a potem witały wycieńczone kobiety, które niosły ze sobą trupy koleżanek. Adolf Eichmann [znany jako koordynator i wykonawca planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej – przyp. RS] chętnie słuchał ulubionych szlagierów w wykonaniu obozowej kapeli, zaś doktor Josef Mengele [prowadzący w Auschwitz eksperymenty pseudomedyczne – przyp. RS] wzruszał się przy utworach Schumanna.
Ich muzyka dla jednych była torturą, dla innych namiastką normalności. Dla samych orkiestrantek, z których najmłodsze miały zaledwie 14 lat. – wybawieniem od śmierci w komorze gazowej. Wszystkie znalazły się w sytuacji moralnie niejednoznacznej, w której nie istniały dobre wybory – jedynie takie, które pozwalały przeżyć kolejny dzień.
Oto ich dylemat: „czy chronić swe życia i grać, czy odmówić grania i skazać się na cięższy los, a nawet śmierć?”, jak ujęła to polska skrzypaczka z orkiestry.
Anne Sebba jest brytyjską biografką, wykładowczynią i dziennikarką. Autorka dziewięciu książek non-fiction i dwóch biografii dla dzieci. Specjalizuje się w opowieściach o kobietach XX wieku. Jej książki były tłumaczone na wiele języków i zdobyły uznanie krytyków na całym świecie. W Polsce, nakładem wydawnictwa Znak Literanova, ukazała się jej książka Ta kobieta. Biografia Wallis Simpson.
Historia dziewczęcej orkiestry z Auschwitz należy do najmniej znanych elementów obozowej rzeczywistości. Jednym z nielicznych twórców, którzy wcześniej wspominali o tym, był autor prezentowanej na naszej stronie książki „Sadystka z Auschwitz”, Jarosław Molenda (zob. https://pisarze.pl/2022/04/19/roman-soroczynski-rozne-oblicza-auschwitz/). Wspomnianą sadystką, zwaną również „bestią z Auschwitz”, była Maria Mandl – okrutna strażniczka. To jej chorobliwej ambicji, by dorównać kapeli z męskiego obozu, garstka więźniarek zawdzięczała przetrwanie. Orkiestra splotła losy Żydówek i Aryjek z całej Europy. Obok amatorek, ledwie potrafiących utrzymać instrument w dłoni, występowały m.in. paryska śpiewaczka kabaretowa Fania Fénelon i wybitna skrzypaczka Alma Rosé. Wszystkie grały, by przeżyć.
Anne Sebba poświęca dużo miejsca Almie Rosé, która pełniła funkcję dyrygentki. Ukazuje, jak dbała ona o poprawę warunków bytowych orkiestrantek, jak starała się o lepsze instrumenty. Paradoksalnie, członkinie orkiestry obozowej przeżyły, zaś ich dyrygentka zmarła w kwietniu 1944 roku.
Orkiestrantki, które miały okazję oglądać Almę przy pracy, zgodnie określały ją jako surową, ale sprawiedliwą – nigdy nie oczekiwała więcej, niż sama gotowa była dać.
Anne Sebba nie traktuje dziejów obozowej orkiestry w oderwaniu od historii obozu. Przypomina poszczególne etapy tworzenia i funkcjonowania obozu. Przypomina, że…
Auschwitz stało się symbolem masowego mordu popełnionego przez bestialski reżim Hitlera. Było to miejsce kaźni dla przynajmniej 1,1 miliona mężczyzn, kobiet i dzieci, w większości żydowskich, zabijanych w komorach gazowych i na torturach bądź konających w wyniku głodu, chorób i wycieńczenia.
Autorka zebrała rozproszone świadectwa. Przeanalizowała dokumenty. Spotkała się z ostatnimi ocalałymi i odtworzyła każdą z mikrohistorii, które miały zostać zapomniane. Dzięki wnikliwej analizie źródeł stworzyła wielogłosową narrację, w której osobiste dramaty przenikają się z tragiczną historią. Zwraca uwagę, że niektóre osoby, w różnych okresach, inaczej wypowiadały się w danej kwestii. Jednak nie osądza nikogo, poprzestając na konfrontacji relacji. Płynnie przechodzi od jednej osoby do drugiej. Przedstawia powojenne losy ocalałych.
Cierpienie tych, którzy przetrwali terror obozów koncentracyjnych, nie skończyło się z dniem ich wyzwolenia. Choć odzyskali siły i odbudowali własne życie, nadal nawiedzało ich widmo tamtych wydarzeń. Wspomnienia obozowej egzystencji musieli nosić w sobie do końca swych dni. Wojna dotknęła każdego z nich na swój sposób, nikt nie wyszedł z niej bez szwanku.
Na tym tle warto zwrócić uwagę na bardziej lub mniej udane próby upamiętnienia tamtych strasznych czasów oraz pokazania obecnej sytuacji żyjących jeszcze ocalałych. Anne Sebba robi to z niezwykłą czułością, od czasu do czasu cytując wypowiedzi niektórych z nich. Wstrząsnęła mną wypowiedź jednej z bohaterek książki, Anity Lasker-Wallfisch:
Dlaczego to ja ocalałam? Ktoś ocaleć powinien, tak sądzę, bo inaczej nie byłoby komu opowiedzieć tej historii…
Gorąco polecam książkę Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz Anne Sebby. To nie tylko reportaż. To nie tylko świadectwo. To akt zachowania pamięci o Ocalałych.

Anne Sebba, Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz
Przekład: Dawid Czech
Konsultacja merytoryczna: Feliks Koperski
Redaktorka nabywająca: Dominika Kardaś
Redaktorka prowadząca: Izabela Marszał
Adiustacja: Jakub Kornacki
Korekta: Justyna Ostafin, Kinga Kosiba
Projekt okładki: Magda Kuc
Fotografia na okładce pochodzi z prywatnego archiwum Anity Lasker-Wallfisch/Anne Sebby
Projekt typograficzny i łamanie: Karolina Korbut
Koordynator produkcji i przygotowanie do druku: Jakub Kornacki, Karolina Korbut
Opieka promocyjna: Monika Burchart
Wydawnictwo: Znak Literanova, Kraków 2026
ISBN 978-83-8367-800-9
Trzecia z omawianych książek ma inny charakter. Są to bowiem wspomnienia osoby, która przeżyła pobyt w kilku obozach koncentracyjnych. Wbrew pozorom, w świecie księgarskim niewiele jest takich wspomnień. Te mają szczególny walor: w chwili aresztowania Jan Michalak miał zaledwie szesnaście lat. Na początku 1943 roku znalazł się w niemieckim obozie koncentracyjnym na Majdanku w Lublinie. Tam otrzymał obozowy numer, który znalazł się w tytule książki – Nr 3273 miał szesnaście lat.
Jan Michalak (1926–2000) urodził się i mieszkał w Warszawie. W czasie okupacji niemieckiej wraz z drużyną harcerską brał udział w akcjach dywersyjnych, za co w styczniu 1943 r. został aresztowany i osadzony razem z rodzicami na Pawiaku. Stamtąd całą rodzinę przewieziono do KL Lublin. Oprócz wspomnianego numeru 3273 otrzymał czerwony trójkąt oznaczający więźnia politycznego. W kwietniu 1944 r. wywieziono go do KL Gross-Rosen, a następnie do Leitmeritz (filia KL Flossenbürg w Litomierzycach). Został zwolniony z tego obozu tuż przed jego wyzwoleniem przez wojska radzieckie w maju 1945 r. Po wojnie powrócił do Warszawy, gdzie kontynuował naukę. Pracował w przemyśle stoczniowym i budowlanym. W 1978 r. zeznawał jako świadek w procesie załogi KL Lublin w Düsseldorfie.
Po latach Jan Michalak spisał swoje wojenne przeżycia i przekazał maszynopis do Państwowego Muzeum na Majdanku. Na 923 kartach przedstawił to, co przeżył podczas 840 dni uwięzienia w kacetach, w tym 445 dni – w KL Lublin.
Autor krótko opisuje swoją działalność konspiracyjną i noc, podczas której został aresztowany. Kilkunastodniowy pobyt na Pawiaku był początkiem jego więziennej gehenny. Otrzymał tam niezwykle cenną podpowiedź:
… Jeden z fryzjerów szepnął mi, że najważniejszą rzeczą w więzieniu jest zachowanie siły fizycznej. Niezależnie od jakości pożywienia, które będę otrzymywał, należy wszystko zjadać.
Mimo tego zachorował. Na szczęście starsi więźniowie starali się pomóc mu. Po wpadce podczas pisania grypsu do matki był przesłuchiwany, ale nikogo nie wsypał. Dzięki temu znalazł uznanie u blokowego i trafił do komanda wykonującego nieco lżejsze prace. Zaprzyjaźnił się z więźniami, którzy zostali przywiezieni ze Lwowa. Wiedział, że więźniowie, którzy – w ramach pełnionych funkcji – okrutnie traktowali współtowarzyszy i wysługiwali się Niemcom [zwanym herrenvolk, czyli rasa panów – przyp. RS], byli izolowani przez większość.
Więzień samotny, pozbawiony pomocy współtowarzyszy, nie mógł przeżyć obozu, nawet transport nie chronił go przed śmiercią, bo choć oficjalnie nie istniały żadne kontakty między więźniami poszczególnych obozów, to nowe środowisko dowiadywało się o więźniach zasłużonych dla herrenvolku.
3 listopada 1943 roku autor był świadkiem wymordowania 18.400 osób, …
… których jedyną winą było to, że urodzili się Żydami. Kule hitlerowskich zbirów zbierały obfite żniwo śmierci. Zabijano dzieci, zniedołężniałych starców, młode kobiety, mężczyzn. (…) Groza masowej śmierci oraz zapach krwi unosiły się nad Majdankiem, który spełniał swe zadanie obozu zagłady. (…) Masowy mord został pomyślnie zakończony ku chwale niemieckiego oręża. Zgładzeni Żydzi pochodzili prawie ze wszystkich krajów Europy.
Jan Michalak drobiazgowo i sugestywnie relacjonuje swój pobyt na Majdanku i późniejsze etapy więźniarskiego życia. Szczegółowo opisuje okrucieństwa stosowane wobec niego i współtowarzyszy niedoli. Kiedy już wydawało się, że KL Lublin zostanie wyzwolony, znalazł się w gronie ewakuowanych.
W obozie nie dzień, ale każda chwila decydowała o życiu. Tam, na frontach, w morderczą machinę śmierci wciągnięci zostali ludzie, którzy również ginęli, lecz mogli walczyć, bronić się lub iść do niewoli. Tm były równe szanse. Tu, w obozie, była tylko jedna możliwość, bez prawa obrony – być zamordowanym lub przeżyć.
Autor doczekał zwolnienia w Leitmeritz. Co ciekawe, zostało ono formalnie potwierdzone przez komendanta obozu i zaopatrzone w pieczęć SS. Czyli niemiecka, biurokratyczna machina urzędowa funkcjonowała niemal do końca.
Z notki Wydawnictwa Prószyński wynika, że jest to trzecie wydanie wspomnień – poddane redakcji merytorycznej i wzbogacone o niepublikowane dotychczas materiały, które zamieszczono w aneksie. Zawiera on fotografie i dokumenty oraz zapis fragmentów nagranej przed laty relacji wideo Jana Michalaka. A ja chciałbym zwrócić uwagę na bezpośredniość autora: opisuje wiele spraw skrupulatnie, ale… bez emocji, prostym językiem. W ten sposób powstało jedno z najbardziej poruszających świadectw wojennych losów nastolatka osadzonego w nazistowskich obozach koncentracyjnych. Może przeczyta tę książkę choćby jedna osoba dotychczas negująca Holokaust i inne zbrodnie wojenne?

Jan Michalak, Nr 3273 miał szesnaście lat
Redaktor inicjujący: Michał Nalewski
Redaktor prowadzący: Anna Kubalska
Redakcja naukowa: Marta Grudzińska
Opracowanie edytorskie, redakcja wydawnicza, indeks osobowy: Magdalena Petruk
Korekta: Małgorzata Denys
Projekt okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz
Zdjęcia i ilustracje w środku: archiwum rodzinne autora oraz Państwowe Muzeum na Majdanku
Wydawca: Prószyński Media Sp. z o.o., Warszawa 2026
Publikacja opracowana przez Państwowe Muzeum na Majdanku
ISBN 978-83-8391-353-7
Przez strony książek opisujących obozową wegetację co pewien czas przewijają się nazwiska oprawców. Znaczna część z nich poniosła karę za swoje okrucieństwo. Ale nie wszyscy. Jednym z tych, którym upiekło się, był Ludolf von Alvensleben – niemiecki arystokrata, członek SS i bliski współpracownik krwawego szefa SS, Heinricha Himmlera. Jego losy przedstawia Filip Gańczak w książce Polakożerca.
W pierwszych miesiącach II wojny światowej Ludolf von Alvensleben stał na czele Selbstschutz Westpreußen – niemieckiej, paramilitarnej formacji odpowiedzialnej za śmierć tysięcy Polaków. Jesienią 1939 roku dokonała ona masowych mordów, których ofiarą padli głównie przedstawiciele inteligencji i duchowieństwa oraz urzędnicy z Bydgoszczy i okolic, a także z okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie.
Filip Gańczak jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dziennikarz, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej, a wcześniej tygodnika „Newsweek Polska”. Specjalizuje się w tematyce niemieckiej i polsko-niemieckiej. Doktoryzował się w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Na rynku księgarskim debiutował reportażową biografią Erika Steinbach. Piękna czy bestia?. Jego Filmowcy w matni bezpieki zostali nominowani do nagrody w konkursie Książka Historyczna Roku. Za monografię Polski nie oddamy. Władze NRD wobec wydarzeń w PRL 1980–1981, wydaną również w Niemczech, otrzymał nominację do Nagrody Historycznej im. Kazimierza Moczarskiego. Książka Jan Sehn. Tropiciel nazistów przyniosła mu Międzynarodową Nagrodę im. Witolda Pileckiego, nominacje do finału Nagrody im. Janusza Kurtyki oraz do Nagród Historycznych „Polityki” i Nagrody Moczarskiego. Stypendysta m.in. Wolnego Uniwersytetu w Berlinie.
Polakożerca jest efektem kilkuletniego śledztwa dziennikarskiego. Filip Gańczak korzysta z archiwów polskich, niemieckich, szwajcarskich, amerykańskich, brytyjskich, włoskich, austriackich i argentyńskich. Zagląda do domowych szuflad, przekopuje polskie i zagraniczne archiwa. W poszukiwaniu śladów tytułowego polakożercy odwiedza również liczne miejsca z nim związane – od jego rodzinnego Halle nad Soławą po Argentynę. Dzięki swojej dociekliwości rekonstruuje biografię Ludolfa „Bubiego” von Alvenslebena, kreśląc intrygujący portret zbrodniarza. Przedstawia jego karierę w NSDAP, SA i SS. Apogeum jego działalności przypada na II wojnę światową. Chronicznie nienawidził Polaków. Jeden z jego ówczesnych podwładnych zeznawał po wojnie:
Stale wygłaszał podburzające przemówienia na temat polskiej ludności. Przypominam sobie, że na naradach służbowych mówił o tym, że zanim faktycznie rozkręci się niemiecka administracja cywilna w Prusach Zachodnich, trzeba rozstrzelać tylu Polaków, ilu tylko możliwe.
Inny były podwładny stwierdza, że…
… wśród ofiar byli Polacy i Żydzi. „Tak długo, jak byłem w Bydgoszczy, mówiło się, jakoby Alvensleben kazał likwidować Żydów, i to bez różnicy wraz z kobietami i dziećmi.
Później Ludolf von Alvensleben otrzymuje „zadania specjalne” na Wschodzie. W kwietniu 1943 roku sam…
… wylicza swoje sukcesy w „zwalczaniu band na Krymie”. W ciągu siedmiu i pół miesiąca miało zostać zlikwidowanych łącznie „3111 bandytów”, z czego kilkuset miało umrzeć z głodu po tym, jak zostali zmuszeni do porzucenia swoich baz i obozów.
Filip Gańczak nie poprzestaje na wyliczeniu zbrodni popełnionych przez Ludolfa „Bubiego” von Alvenslebena. Jak na wytrwanego reportażystę przystało, wojenne relacje przeplata informacjami o swoich poszukiwaniach, o zeznaniach świadków. Pokazuje mechanizmy powojennego tuszowania win, nieskuteczność wymiaru sprawiedliwości i sieć powiązań, które pozwoliły takim ludziom jak Alvensleben „zniknąć” z pola widzenia świata. Tak, to prawda: Ludolf „Bubi” von Alvensleben nigdy nie został skazany za swe zbrodnie. Gdy jego podwładni i współpracownicy byli sądzeni w Polsce, RFN, NRD i Związku Sowieckim, on skutecznie ukrywał się w Europie, a następnie cieszył wolnością w Ameryce Południowej. Ba, żył tam pod własnym nazwiskiem! Do jego ekstradycji i posadzenia go na ławie oskarżonych nie zdołał doprowadzić nawet słynny łowca nazistów Szymon Wiesenthal.
Książka Polakożerca jest wstrząsającym świadectwem wojennych zbrodni oraz powojennych zaniedbań w ściganiu jednego ze sprawców. Przyznam, że za każdym razem, kiedy słyszę o zbrodniarzach, którzy uciekli sprawiedliwości, zadaję sobie pytanie: jak to było możliwe? A może powinienem zadać inne pytanie: co zrobić, aby faszystowskie idee NIGDY WIĘCEJ nie miały szansy na rozpowszechnianie?

Filip Gańczak, Polakożerca
Redaktor prowadzący: Anna Derengowska
Redakcja: Renata Bubrowiecka
Korekta: Maciej Kolasiński, Bożena Hulewicz
Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz
Ilustracja na okładce: domena publiczna
Skład: Ewa Wójcik
Wydawca: Prószyński Media Sp. z o.o., Warszawa 2026
ISBN 978-83-8391-355-1
Roman Soroczyński
01.02.2026 r., Warszawa






