Strona główna Rok 2026 Nr 604 Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
74

21 stycznia 2026

 

Fachura…

„Monolok”, czwarta książka prozatorska Pawła Sołtysa dowodzi, że to, jak mawiał Marek Nowakowski, fachura w pisaniu. I to fachura naprawdę niepośledniego rozmiaru.

Ten tytułowy „monolok” snuje warszawski fryzjer. Starszy, „przedwojenny” człowiek (rocznik 1940), którego matkę zabili Niemcy, a on sam przeżył „bidul”. Odnalazł się w zawodzie dzięki przyjacielskiemu mistrzowi w fachu, dom założył (i żony nie zdradzał, choć raz się z inną damą pocałował) z ukochana kobietą, życie przeżył w trzech epokach. Tej wojennej, komunistycznej i w tej wolnej Polsce. Trzy mało przystające do siebie epoki. Każda, jakoś zaznaczona w dziesiątkach postaci, sytuacji, w zwarciach, alkoholu, przemocy, ale też bezinteresownej pomocy, w przyjaźniach, w akceptacji tego, co nie zawsze i nie dla każdego oczywiste.

To, co może i powinno fascynować w nowej książce Sołtysa, to język, w skojarzeniach żartobliwych i dosadnych:

„Bo śledzi to ja się najadłem w domu dziecka, jakbym miał na imię Bałtyk”.

W innym miejscu:

„No bo ci, co weszli, to jeden w drugiego podziarani pod oczami i na knykciach, samych kotwic tam było na Schleswig-Holstein, Dar Pomorza i Błyskawicę razem wzięte.”

Parę stron dalej:

„Na Siekierkach, za Bartycką jeden facet miał psa. Ale to takiego, jakby wilka z niedźwiedziem spiknąć. Wielki do brzucha Szewińskiej na pierwszym miejscu olimpijskiego podium, puchaty jak kożuch kierownika, a mądry, że nic tylko do Wielkiej gry go wystawić.”

Ma narrator „Monoloku” swoje „udziwnienia”: „ja w śmierć wierzę umiarkowanie”. Więc śni o tych, którzy odeszli, rozmawia z nimi, przypisuje im czyny żyjących. No bo może… on się tamtym też śni.

Sny snami, a rzeczywistość rzeczywistością. Inżynier Senkowski żąda od syna procy, zamiast procy wali z wiatrówki do księżyca, w dole sąsiedzi, też pijani z rozłożonym kocem. Albo opowieść o krawacie Kennedy’ego. Bracie prezydenta, prokuratorze generalnym, który był z wizytą w Warszawie. W „Krokodylu” (dla niewtajemniczonych to warszawska knajpa), o którego zahaczył z powodu czyjegoś wesela, zdjął krawat. I go stracił. Taki fant się rzadko zdarza. Dalej już jazda bez trzymanki. A na końcu śmierć. Bo nawet w takim krawacie możesz zdradzić nieodpowiednią dziewczynę.

Peerel ma swoje odbicie, którego chłopcy z dobrych domów rzadko doświadczali, ale troch to u Sołtysa, jak z Tyrmanda. Element rzucający butelkami w ormowców i… i chodu. Tak rozgrywka. Taka przypadłość…

Cudne są opowieści zawodowe. Jak pochlebić klientowi aby dostać napiwek? Nie „po pedalsku”. Do starszego pana: „pan się tak nie wierci, bo to widzę, że same mięśnie i mi pan fotel rozpirzysz, a nowy to majątek.” Gdzie się podziali fryzjerzy z taką nawijką? Są jeszcze?

Trochę tu szaleństwa, jak w opowieści o Zbyszku Krecie, który „zwariował na magicznie” i ołów chciał zamieniać w złoto, przynajmniej w głowie własnej, ale na duchy staruszki naciągał. Zbyszek Kret wyparował, ale fryzjer-emeryt lubi myśleć, że „gdzieś w Monte Carlo albo Las Vegas odgrywa swoje najlepsze numery: l’insolite Polonais z Kamionka.”

Przeszłości nie da się zapomnieć, bo i po co? Ona wraca. Więc na koniec jest bidul i dobre serce bohatera i jego żony. Strzygą, strzygą w bidulu. Nikt z personelu nie chciał wierzyć, że ot tak, za darmo, aby… no właśnie… Uczynić świat lepszym tym, którzy przeszli w życiu nie jedna traumę. Bo fryzjer to trochę czarodziej, zmieni każdą twarz, nada jej inne cechy, odsłoni to, co do tej pory było niewidoczne, z czego innego uczyni tajemnicę. Wywoła uśmiech, szybsze bicie serca?

Niewielka książeczka, dwie godziny czytania, ale każda strona zachęca do lektury kolejnej. Z podziwem myślę o wyobraźni autora, o jego wyczuciu języka, o skojarzeniach, o rzeczywistości, którą złapać w kilku zdaniach może wyłącznie fachura.

 

Paweł Sołtys – Monolok, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026, str. 119.

Poprzedni artykułUrszula M. Benka – Mistycyzm naturalistyczny. Impresje o widzeniu Krzysztofa Rudowskiego
Następny artykułAnna Łyczewska – Subiektywne kalendarium artystyczne 23.01-06.02