Strona główna Rok 2026 Nr 603 Krzysztof Lisowski – Wiersze tygodnia

Krzysztof Lisowski – Wiersze tygodnia

0
97

Sybilla
Beacie

A może ty jesteś
Ta Sybilla wędrowna
Która przysiadła na chwilę między książkami
Wysokiej Biblioteki
Gdzie zamiast kurzu
Fruwają mądre litery
Szczególnie wiosną gdy
Chcą łączyć się w pary
I zakładać gniazda

I wróżysz coś niejasnego z płynącego czasu
Z kwitnących magnolii

Radzisz bym siedmiokrotnie
Wypowiedział sekretne imię Afrodyty
A potem dał dziewczynie
Mirt i różę
Wypuścił gołębia

16 kwietnia 2025


W górę rzeki

Każdej nocy z tobą
Płyniemy w górę rzeki
Łososiowe błyski w kotłującej się wodzie
We mgle przy nikłym promyku
Świecy nad łóżkiem
Przez wszystkie nieobecności oddalenia
Dotykiem patrząc na siebie

Płyniemy uparcie w górę rzeki
Do jej źródeł
Gdzie wokół zielone pastwiska
I gdzie z chaosu dni dopiero rośnie
Ocean

15 maja 2025



Wieczorne wyjście z kina Sfinks

Za oknem na parterze trwała próba chóru
Siwy dyrygent unosił pałeczkę
Wypuszczał w powietrze nut stada całe
Które bezszelestnie frunęły ku górze

Pomyślał wtedy w mroku że jak bohater Vonneguta
Wypadł z czasu i nie potrafi do niego wślizgnąć się
Z powrotem

Więc po co ci to Ariadno
Jestem w wieku twojego ojca
Nieśmiało całujesz w usta
A mnie podoba się twój dowcip
palce i piersi i reszta sekretów

cokolwiek więc wydarzy się nam
dobrego i złego
nie potrwa długo
bo szybko zachodzi słońce nad moimi dniami
i nie sposób domyślić się słów piosenki
śpiewanej tego wieczoru po filmie
po burzy

24 kwietnia 2025


Miary czasu
Dla B.

Raz na dwa tygodnie
To przecież zaledwie
Może dwa razy na miesiąc

To jakby dwa małe dni
Ustawić naprzeciwko
Brazylii albo wieczności

Ubrać je kolorowo
Włączyć niebieski wiatr
Z jaskółkami

Otworzyć szampana
A w pozostałe dni wiedzieć
Że się go nie lubi

10 kwietnia 2025



Nowa Księga Rodzaju

Jagusia: Mój słodki kochanku…

Niedawno ziemia zdawała mi się
Pusta i ciemności stały nade mną

Ale robiło się jaśniej
A światło zawsze pociesza

Mogłem spoglądać w niebo
Odwiedzać góry i stawać nad wodami

Wchodziłem między drzewa oliwników
Głaskałem płowe grzywy rozwichrzonych zbóż

Przypomniałem sobie gwiazdy i czułe zwierzęta
Otwierały się książki na właściwych stronach

Widziałem różowe flamingi na brzegu greckiego jeziora
I jadałem owoce morza pod Księżycem

Znów zauważałem że dni niektóre przynoszą radość
Śmiech truskawki rower stojący przed domem

A kiedy nareszcie zauważyłem ciebie
Straciłem podzielność uwagi

10 czerwca 2025


Cuda

Idę przez poniedziałkowe miasto
Między radością Orfeusza a cmentarzem
Ale oczy zostawiłem w tamtym naszym pokoju
W sobotnim niepokoju
Kiedy patrzę z bliska
W twoje rozświetlone radością oczy

Ale cuda są trudne

16 czerwca 2025


Z punktu A do B

Daleka wyboista droga
W tym zadaniu matematycznym

Tamtą powoli traci zapomina
Ta nie zostaje w jego domu
Który się do niej łasi
I pragną jej rośliny
Jego balkonu

Kiedy nocą ona wraca do siebie
On błąka się po tej drodze
Na której wieje wiatr
Pachną jaśminy
Pohukują młode sowy

19-20 czerwca 2025

O jedną rzecz mniej

Zepsuta lodówka
Której pozbędzie się we wtorek
Była pamiątką po niej

Wcześniej odeszły ubrania i buty
Aparat telefoniczny torba podróżna
Kilka dużych roślin doniczkowych
Kopczyk dokumentów które
Przedzierał na pół bez gniewu

Więc nie ma lodówki i zastanawia się czy
Na pewno potrzebuje nowej
I tylu talerzy filiżanek poduszek
Ręczników i kieliszków do wina
Kiedy już wino przestało się uśmiechać
I patrzeć mu śmiało w oczy
Jak młoda godzina
Jak światło umysłu przed zmierzchem

21 września 2025




Poprzedni artykułBeata Kurek – Wiersze Tygodnia
Następny artykułAndrzej Walter – Słowa słowa słowa