Wynalazłeś coś wspaniałego, co warto dać ludziom? Napisałeś arcydzieło, które chciałbyś opublikować? A może masz doskonały pomysł na akcję charytatywną albo po prostu na podreperowanie domowej kasy i sprzedawanie butów? Świetnie, gratuluję. Tylko pamiętaj, najpierw będziesz działać w pojedynkę, żeby przekonać przyszłych sojuszników. Ale zanim do tego dojdzie (może nigdy), czeka cię rozpoczęcie działalności gospodarczej, czyli założenie jednoosobowej firmy osobistego skarbu państwa X (na przykład OSPa państwa Kowalskich). Znam kilka osób, które zamiast nazwy firmy używają właśnie tego skrótowca, a nawet jego uproszczenia „Ospa”. Mówią, że są zaszczepieni i żadnej takiej choroby się nie boją.
Prócz ogromnego wysiłku w opracowanie swego wynalazku i doprowadzenie go do postaci sprzedawalnej, będziesz musiał wiele włożyć w samoszkolenie w dziedzinach, o których istnieniu nie miałeś pojęcia. Wiesz co to jest przychód, dochód, koszty, rozchód, podatki, a zwłaszcza VAT? Idź do urzędu skarbowego i w księgarence zaopatrz się w lektury. Będzie tam pełno chłamu, pustosłowia i zamiast rad – przepisanych z państwowych druków ustaw, czyli pisanych językiem nie tyle trudnym do zrozumienia, ile niedoskonale wieloznacznym. Nie patrz na ceny (są horrendalne) i na kaleki język broszurek, w końcu jest to polskość specjalnie dla ciebie, inteligenciaku. A kiedy skumasz, że podatnik i płatnik to różne pojęcia, będziesz już na właściwej drodze, to znaczy w domu.
A właśnie, w domu. Twoja firma zainstaluje się w mieszkaniu, to oczywiste, bo skąd brać na czynsze, ochroniarzy i zbieraczy haraczy. Nie zapomnij, że sypialnia, kuchnia i łazienka staną się częścią lokalu. Tu będziesz pobierał dla firmy prąd, wodę, gaz, papier toaletowy i usługi telefoniczne, tu też zużywał służbową pastę do podłogi i firmowy gips do naprawiania ścian, a więc w ramach kosztów działalności. Z lektur i podpowiedzi dowiesz się, jak możesz to wliczać do kosztów biznesu. Tylko nie wliczaj wszystkiego jak leci, zawsze się zastanów, w jaki sposób będziesz się później tłumaczył inspektorowi skarbowemu, który przecież dzieckiem nie jest. Załatw sobie u znajomego lekarza stały dostęp do recept na środki uspokajające. Z góry załóż, że żaden kontroler nie wyjdzie od ciebie z pustymi rękami, to znaczy bez protokołu, i że każdy będzie ci udowadniał oszustwo. Znajdzie uchybienia jeśli nie w dokumentacji, to w założeniach, a jeśli nie w założeniach, to w płaceniu, a jeżeli i nie w tym, to na pewno w czymś jeszcze innym, zaskakującym. Według nich nie ma czystych interesów. Każdy jest przestępcą, a nawet członkiem grupy przestępczej, o ile nie jej założycielem i szefem. Masz zeznawać, kto do niej należy. Jednego już mają, ciebie. Zależy im na reszcie. I czy są po stronie ekipy rządowej, czy przeciw. Broń Boże nie skarż się na przykład na niewspółmiernie wysoki podatek na ZUS. Płacisz na to, ale to nie jest twój zysk.
Jeśli będziesz prowadził dokumentację inteligentnie, to kary za prowadzenie interesu okażą się nieporównanie mniejsze. Przykład? Powiedzmy, że używasz swego samochodu jako środka transportu. Wozisz nie tylko żonę i dzieci, ale także pracowników i szmaty do czyszczenia podłóg oraz nowe rynny, bo poprzednie skorodowały. I to jest okej, wydatki na benzynę, naprawy i opony możesz wliczać w koszty, ale niech cię Bóg ma w swojej opiece, jeśli jednocześnie nie będziesz wypełniał książki wyjazdów. Od razu zauważysz, że to fikcja, jednak rób, co każą, bo inaczej ukarzą. Wpisuj przejazdy tak, żebyś zawsze mógł wyjaśnić, po co jechałeś. Jeżeli zaplanowałeś wyjazd na wakacje, to napisz notatkę wewnętrzną, że w Zakopanem masz zamiar nabyć specjalne krzesło do pracy przy komputerze, albowiem boli cię kręgosłup. Po powrocie napisz następną, że wyjazd do kurortu okazał się niewypałem, gdyż ktoś wykupił wszystkie krzesła, a sprzedawca przez dwa tygodnie obiecywał, że „będą jutro”. Nie doczekałeś się, wyjazd jednak był w ramach firmy, i tego ukryć się nie da (tak powiedz: „pani inspektor, ja przepraszam, przyznaję się, że chciałem to zataić, ale widzę, że się nie da, więc podaję odtajnione”). Dołącz do dokumentacji krótki, ale solidny opis tego „incydentu w działalności firmy (o pani inspektor absolutnie tam nie wspominaj, to ma być aktualny dokument wspomagający działalność firmy, a nie tłumaczenie się przyszłemu przewodniczącemu zespołu sądowego, który będzie prowadził twoją sprawę). Inspektor, zapoznawszy się z notatkami, uśmiechnie się z politowaniem, ale do twojej skóry będzie musiał się dobierać od innej strony.
Jeśli twój biznes nie ma polegać na pracy biurowej, ale na przykład na przyklejaniu kalkomanii do świec świątecznych, to przygotuj się, że gmina jest prowadzona przez Pana Burmistrza Fry…gla Pan Fry…gl nie znosi frazeologizmu „z ręki do ręki” i na sam jego dźwięk wyrzuca za drzwi; wszystko trzeba robić bezsłownie. Zażąda od ciebie podatku za użytkowanie mieszkania pod lokal. Płać bez szemrania, również za zaświadczenia, rejestracje i aktualizacje. Załóż w banku konto gospodarcze. Kara za niemanie takiego konta albo czegoś tam w tym banku, na przykład za brak objaśnień, wynosi nawet pisiont (50) baniek; nie wiadomo, gdzie jest wykaz tych kar, ale urząd skarbowy już będzie wiedział, zwłaszcza ile ci wlepić. Trzymaj pieniądze na tym koncie nie dłużej niż dzień, bo jest na ileś tam (u mnie zero przecinek dziewięć) procent minus opłata za wątpliwą obsługę i opłaty manipulacyjne na przelewy, przeliczenia, dokumenty i te de. Wynalazek XX wieku, dawniej tego nie było (jak mówi moja opiekunka z banku: „tego wtedy nie bywało”). Elektronika służy nie tylko zabieraniu cennego czasu, ale i podliczaniu rozlicznych nienależności.
Naturalnie zarezerwuj sobie czas na produkcję dokumentacji. Mniej więcej trzy godziny dziennie plus dwa dni przed dwudziestym każdego miesiąca, plus trzy dni na remanent w sylwestra, a weekendy na układanie w skoroszytach. Porządnie prowadź księgę przychodów i rozchodów. Jeżeli coś skreślasz, to nie zamazuj, bo będziesz podejrzany o oszustwo, złodziejstwo i prowadzenie tajnej dokumentacji. Po trzy razy sprawdzaj NIP-y, daty i sumy. Jedna błędna cyferka w jednym NIP-ie i masz tysiąc kłopotów. Nic cię bowiem nie tłumaczy z wyjątkiem chęci oszukania ukochanego państwa. Załóż różne zeszyty, tym razem dla siebie, na wpisy: ile dostałeś, ile wydałeś, co kupiłeś, co sprzedałeś, jaka jest rentowność, komu jesteś winien ty, kto jest winien tobie i tak dalej.
Miej w firmie totalny bałagan, że nie powiem burdel-gigant. Taki, że nawet ty będziesz musiał się zastanawiać gdzie, co i jak, i w co zapakowane, leży, i ile tego tam jest, albo czy ma związek z opisanym we wpisie do działalności gospodarczej zakresem działalności i jej numerem w urzędowym wykazie typów działalności. Żeby na przykład policzyć liczbę sztuk jakiegoś towaru, miej go w piwnicy, w kotłowni, suszarni, pralni, na pierwszym piętrze w toalecie swojej i w toalecie żony, a jak w toalecie dzieci, to tym lepiej, wreszcie na piętrze poddasznym, w bawialni, biblioteczce domowej, szwalni i suszarni oraz na strychu w czternastu różnych pudłach i na licznych stelażach bibliotecznych. Nigdzie w przepisach, w żadnych, ani nowych, ani starych, ani państwowych, ani sejmowych, w żadnych dosłownie nie jest powiedziane, że masz nie mieć bałaganu. Ale po pierwsze to nie jest żaden dla ciebie bałagan, bo ty w swojej tajnej zeszyciarni masz to wszystko spisane i codziennie korygowane, a po drugie nie ma prawnej definicji bałaganu i mogą ci nakichać. Po trzecie to twój dom i niech się wypchają, gdyż absolutnie nie mają prawa ci mówić, jak masz mieszkać, gdzie trzymać skarpety, a gdzie papier toaletowy i czy się golić z tyłu głowy, czy nie. Nie ich sprawa. A inspektora szlag trafi, jak zobaczy, jak ty to wszystko masz urządzone i jeszcze w dodatku mu mówisz, niech se sam szuka, tylko niech nie zrobi kolejnego bałaganu, jak to robią w czasie prawnych i bezprawnych przeszukań, bo dopiero wtedy trudno będzie to wszystko zobaczyć, przeliczyć i tak dalej. Zwariuje. Urzędnik, nie ty.
Kup bloczki z wezwaniami do zapłaty, zainauguruj w Excelu tabelę dłużalstwa. Napisz w nim makro do wystawiania ponagleń. Wiedz, że dłużników będziesz miał na pęczki. Dziś w Polsce nikt nie płaci od razu, wszyscy są rzekomo bez grosza, choć teoretyk minister finansów twierdzi co innego. Sam też nie płać. Po prostu ogólna rada: nie wychylaj się.
Byłbyś skończonym durniem, gdybyś nie śledził nieustannych zmian w prawie podatkowym i o ubezpieczeniach społecznych, ale w żadnym wypadku nie sprawdzaj, jak te przepisy są interpretowane w różnych urzędach. Dobra podatkowa rada biznesmena z Grudziądza może się okazać gwoździem do twojej trumny w Tarnowie. Dowiedz się, gdzie można taniej kupić tanią a niezniszczalną kasę fiskalną, gdzie się ją fiskalizuje, jak obsługuje, zarejestruj w urzędzie i nie pytaj po co to wszystko, bo i tak nikt nie wie (z wyjątkiem producentów kas). Każde pytanie może sprowokować atak.
A właśnie na tapet wchodzi obowiązek prowadzenia ksefu, czyli KSeF, konta w Krajowym Systemie e-Faktur i wysyłania tam wszystkich faktur, które wystawiasz, oraz odbierania tych, które wystawiono tobie. To będzie jazda! Bez trzymanki. O co chodzi, poczytaj w Internecie, potem idź na kurs i po kursie zapytaj kogoś, kto już się w tym grzebie. Jak już będzie jasne, zacznij wszystko od nowa, pamiętając, że na zwykłą fakturę poświęcałeś trzy minuty, a na elektroniczną będziesz musiał mieć pół godziny, albo i więcej. Tam są takie kruczki jak na przykład bardzo trudny interfejs systemu, czyli komunikacja z użytkownikiem. Jeszcze gorsza niż mają lekarze w systemie państwowym wystawiania recept. Jednak głupia pomyłka, jedno przeoczenie jakiegoś punktu do zaznaczenia i zaczynasz od nowa. Zapomnieli, że jest coś takiego jak osobnik, który z tego ma korzystać. W niczym nie można się do końca połapać. Będziesz musiał zrobić jakieś kilkanaście błędów, żeby się zorientować, że według autorów programu są błędami. No i jak za komuny, od pierwszego tam wejścia jesteś podejrzany. Elektronika wszystko załatwi, nawet ciebie.
Na takich jak ty opiera się polska gospodarka. Napisz o tym jakieś fajne opowiadanko, przyda się za jakieś dziesięć lat, jak już na dobre zmieni się jakaś władza.
Piotr Müldner-Nieckowski
(nawiązanie do mojego dawnego tekstu z roku 2000)





