Strona główna Rok 2025 Nr 602 Kalina Izabela Zioła – Wiersze świąteczne i zimowe

Kalina Izabela Zioła – Wiersze świąteczne i zimowe

0
73

Kalina Izabela Zioła – poetka, pisarka, tłumaczka, krytyk literacki, dziennikarka, animatorka kultury. Do tej pory wydano 21 jej książek poetyckich (w tym 12 w obcych językach) i jedną książkę krytyczno – literacką „Na mojej drodze ptaki przelotne” (eseje, recenzje, szkice). Przetłumaczyła na język polski 25 książek poetyckich innych autorów i antologii. Jej wiersze były tłumaczone na ponad dwadzieścia języków i publikowane w wielu czasopismach w kraju i za granicą, w polskich i międzynarodowych antologiach i almanachach, a także emitowane w programach radiowych i telewizyjnych. W 2012 roku ukazał się album „Magia”, na którym znalazło się 16 piosenek z jej tekstami, a w 2017 roku album „Tobie…”, który zawiera między innymi 9 jej tekstów. Śpiewają jej poezję Tomasz Bateńczuk, zespół ARETE i Stanisław Klawe. Uczestniczyła w wielu międzynarodowych festiwalach i konferencjach poetyckich w kraju i za granicą m.in. w Chinach, Belgii, Armenii, Górnym Karabachu, Litwie, Macedonii, Chorwacji, Czechach, Czarnogórze, Ukrainie, Ekwadorze i Gwatemali. Członek Związku Literatów Polskich, członek Klubu Literackiego „Dąbrówka” w Poznaniu, członek Stowarzyszenia Poetów Świata Poetas del Mundo, sekretarz Zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i członek honorowy Związku Pisarzy Armenii, Związku Niezależnych Pisarzy Bułgarskich, Stowarzyszenia Pisarzy Macedońskich w Bitoli, Związku Pisarzy Chorwackich, Związku Pisarzy Ukraińskich. Sekretarz Rady Programowej Polskiej Akademii Mody.
Laureatka wielu nagród krajowych i zagranicznych, w tym KANTEH 2019 – Nagroda Świętych Tłumaczy, Eczmiadzin, Armenia 2019 oraz Odznaka Honorowa „Zasłużony dla Kultury Polskiej”, Warszawa 2020
Członek kapituły Medalu Europejskiego Poezji i Sztuki HOMER.


Kalina Izabela Zioła

Zimowa noc

nieziemski blask oświetlił puste pola
tylko beczenie owiec
rozlega się w zimowej ciszy

zbudzili się pasterze

ognista gwiazda wieńczy
dach starej szopy
wskazując drogę

w oddali dzwonki sań
coraz bliższe i coraz weselsze
nadciągają królewskie orszaki

w starej szopie
rodzi się cud


Wigilijny Anioł

wigilijny anioł
rozwiesza
białe firanki śniegu

pod tą przejrzystą zasłoną
Madonna ściele sianem
stary koński żłób

wokół niej faluje
ciepłe morze owczych grzbietów
za ścianą ryk osła
i gdakanie kur

noc otula ziemię
coraz grubszym czarnym szalem

i nagle
na niebie pierwsza gwiazda
a w stajni pierwszy krzyk
narodzonego dziecka

wigilijny anioł
na złotostrunnej harfie
zwiastuje nowy świt

Boże Narodzenie

zasypało zawiało
śniegiem i gwiazdami
zaśpiewało kolędami i wiatrem

długą drogą zmęczeni
idą starzy królowie
mróz im brody
w siwe sople zaplata
szczypie w twarze
rzęsy pokrywa szronem

nagle szopa skrzywiona
pośród białej zamieci
słychać krowy ryk,
owiec dzwonki
i zatroskane głosy pasterzy

pospieszają królowie
niosą dary w pokorze
uginają kolana przed cudem
który w ubogim żłobie
leży na wiązce siana
i uśmiecha się słodko do ludzi


Nadzieja

wszędzie biało

ukryte pod śniegiem
brzydkie kłamstwa
i niedobre myśli

drapieżna nienawiść
przycupnięta
pod zimowym świerkiem

słowa które ranią
spojrzenia bez jasnych iskier
i pogardliwe gesty
schowane pod zimną puszystą pierzyną

czy wystarczy ciepła
w rodzącej się miłości
by roztopić to zło
czy wystarczy nadziei i wiary

na zastygłą w oczekiwaniu ziemię
cicho pada śnieg


Magiczna noc

zbliża się piękna noc
noc pełna magii
i niespodzianek

jak zawsze wystawisz
buciki pod drzwiami
– będzie ich stała
tylko jedna para

czy nie zapomni
stary Mikołaj
drogi do twego domu
czy podaruje
odrobinę szczęścia?

chowasz smutne myśli
na dno pamięci
łzy obetrzesz palcami

zbliża się noc
pełna magii
– co ci przyniesie?


Wigilia

Za oknami wzeszła pierwsza gwiazda.
srebrny księżyc po niebie się toczy,
na choince jasno płoną świeczki
– ja w ich blasku widzę twoje oczy.

Wigilijno – kolędowy nastrój,
przełamany opłatek bielutki.
Jeszcze słyszę twoje ciepłe słowa
które zawsze chronią mnie przed smutkiem.

Już rozdane gwiazdkowe prezenty,
te ogromne i te najdrobniejsze.
A ja myślę o tobie, kochanie,
do policzka tuląc tomik wierszy.


Kościół św. Mikołaja w Wierzenicy

świętego mikołaja
nie szukaj
za polarnym kołem
w zaprzęgniętych renami saniach
i wśród lapońskich zamieci

on nie przychodzi
ciemną grudniową nocą
aby jeden raz w roku
przynieść dzieciom podarki

święty mikołaj mieszka
w drewnianym starym kościele
ukrytym wśród zielonych drzew

pośród płonących świec
pośród złoconych obrazów
gwarzy z Matką Boską
przy barokowym ołtarzu

każdego dnia
możesz go tu spotkać

z ogromnego worka
sieje wokół spokój

Metamorfoza

zamarzam

z moich dłoni
wyrastają przejrzyste sople

oczy
robią się szkliste

w piersi zamiast serca
zlodowaciały kamień

palce moich stóp
(które kiedyś całowałeś)
pokrył szron

stoję pośrodku miasta
jak połyskliwy zimny posąg

teraz już nic
nie może mnie zranić

Jak żyć

jak żyć
by zostało coś po nas
coś oprócz fotografii
i znoszonych sukienek

kim być
by ludzie wspominali
coś więcej niż nazwisko
i niż słowa piosenki

kim być
i jaką drogą zmierzać
by zapisać na piasku
ślad trwały i wyraźny

ty wiesz
więc pokaż mi tę drogę
bym mogła nią podążać
nie gubiąc się w nicości


Zimowa plaża

słońce ciepłymi palcami
dotyka mojej twarzy
morze oddycha spokojnie
rysując na mokrym piasku
coraz to inne dziwne kształty

mewy wysokim krzykiem
przebijają niebo

w oddali stado morsów
zanurza się w lodowatej wodzie
coraz dalej od brzegu

owinięta czerwoną chustą
zmarznięta stara kobieta sprzedająca bursztyny
spogląda z nadzieją –
może kupię ciężki sznur korali
lub choćby małe złociste serduszko

kołobrzeskie molo ugina się
pod naszymi stopami

a morze spokojnie oddycha
głaszcząc piaszczystą zaśnieżoną plażę


Poznań nocą

zimowy Poznań
rozjaśniony kolorowymi plamami neonów
bajkowe miraże
kwitnące w mroku

idę Świętosławską
depczę gwiazdy
spadające z drzew i dachów
na śliski oblodzony bruk

samochody cicho mruczą
przymykają zmęczone oczy reflektorów


jeszcze tylko
ostatnie dobranoc wysłane do ciebie
i będę mogła zasnąć

za oknami noc
śpiewa nielicznym przechodniom
dzwonkami tramwajów

pachnie śniegiem


Śnieg


sypią się z nieba
marzenia

białe płatki
wirują w głowie
osiadają na rzęsach
zaglądają głęboko w oczy

tworzą migotliwe obrazy
kolorowych ogrodów
z zapomnianych snów

nie można ich dotknąć
nie można mieć

na ciepłej dłoni
na ciepłych palcach
topnieją

lodowatą kroplą
mętnym osadem
śmieją się szyderczo

Lofoty

bajkowe wzgórza
okryte białą peleryną
wynurzają głowy
z zimnych wód oceanu

słońce rozszczepia światło
na lodowych krawędziach

wieloryb tęczową fontanną
obwieszcza swe przybycie

polarna zorza
na wieczornym niebie
rysuje kryształowe obrazy

tylko cisza dzwoni
wśród kamieni

norweskie fiordy
układają się do snu


Zorza polarna

widziałam kiedyś zorzę polarną
tylko światło
piękno
i magia

teraz czasami widzę ją
w twoich oczach
kiedy patrzysz na mnie

płonący malachit
z odrobiną smutku
i czułości




Zimowy sen


w sen zimowy zapadam miękko
już wiosenne zawroty głowy
spakowałam do dużej skrzyni
i wepchnęłam na dno komody

pudełeczko letnich uniesień
przewiązałam tasiemką słońca
i wcisnęłam w kąt najciemniejszy
by mi nie wyblakły do końca

a gałązkę jesiennych czarów,
których może wcale nie było
wezmę z sobą zasuszę w książce
żeby było o czym śnić zimą

Poprzedni artykułIwona Danuta Startek – On wymyślił bioplazmę
Następny artykułLudmiła Janusewicz – O czasie i wspomnieniach