Kalina Izabela Zioła – poetka, pisarka, tłumaczka, krytyk literacki, dziennikarka, animatorka kultury. Do tej pory wydano 21 jej książek poetyckich (w tym 12 w obcych językach) i jedną książkę krytyczno – literacką „Na mojej drodze ptaki przelotne” (eseje, recenzje, szkice). Przetłumaczyła na język polski 25 książek poetyckich innych autorów i antologii. Jej wiersze były tłumaczone na ponad dwadzieścia języków i publikowane w wielu czasopismach w kraju i za granicą, w polskich i międzynarodowych antologiach i almanachach, a także emitowane w programach radiowych i telewizyjnych. W 2012 roku ukazał się album „Magia”, na którym znalazło się 16 piosenek z jej tekstami, a w 2017 roku album „Tobie…”, który zawiera między innymi 9 jej tekstów. Śpiewają jej poezję Tomasz Bateńczuk, zespół ARETE i Stanisław Klawe. Uczestniczyła w wielu międzynarodowych festiwalach i konferencjach poetyckich w kraju i za granicą m.in. w Chinach, Belgii, Armenii, Górnym Karabachu, Litwie, Macedonii, Chorwacji, Czechach, Czarnogórze, Ukrainie, Ekwadorze i Gwatemali. Członek Związku Literatów Polskich, członek Klubu Literackiego „Dąbrówka” w Poznaniu, członek Stowarzyszenia Poetów Świata Poetas del Mundo, sekretarz Zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i członek honorowy Związku Pisarzy Armenii, Związku Niezależnych Pisarzy Bułgarskich, Stowarzyszenia Pisarzy Macedońskich w Bitoli, Związku Pisarzy Chorwackich, Związku Pisarzy Ukraińskich. Sekretarz Rady Programowej Polskiej Akademii Mody.
Laureatka wielu nagród krajowych i zagranicznych, w tym KANTEH 2019 – Nagroda Świętych Tłumaczy, Eczmiadzin, Armenia 2019 oraz Odznaka Honorowa „Zasłużony dla Kultury Polskiej”, Warszawa 2020
Członek kapituły Medalu Europejskiego Poezji i Sztuki HOMER.
Kalina Izabela Zioła
Zimowa noc
nieziemski blask oświetlił puste pola
tylko beczenie owiec
rozlega się w zimowej ciszy
zbudzili się pasterze
ognista gwiazda wieńczy
dach starej szopy
wskazując drogę
w oddali dzwonki sań
coraz bliższe i coraz weselsze
nadciągają królewskie orszaki
w starej szopie
rodzi się cud
Wigilijny Anioł
wigilijny anioł
rozwiesza
białe firanki śniegu
pod tą przejrzystą zasłoną
Madonna ściele sianem
stary koński żłób
wokół niej faluje
ciepłe morze owczych grzbietów
za ścianą ryk osła
i gdakanie kur
noc otula ziemię
coraz grubszym czarnym szalem
i nagle
na niebie pierwsza gwiazda
a w stajni pierwszy krzyk
narodzonego dziecka
wigilijny anioł
na złotostrunnej harfie
zwiastuje nowy świt
Boże Narodzenie
zasypało zawiało
śniegiem i gwiazdami
zaśpiewało kolędami i wiatrem
długą drogą zmęczeni
idą starzy królowie
mróz im brody
w siwe sople zaplata
szczypie w twarze
rzęsy pokrywa szronem
nagle szopa skrzywiona
pośród białej zamieci
słychać krowy ryk,
owiec dzwonki
i zatroskane głosy pasterzy
pospieszają królowie
niosą dary w pokorze
uginają kolana przed cudem
który w ubogim żłobie
leży na wiązce siana
i uśmiecha się słodko do ludzi
Nadzieja
wszędzie biało
ukryte pod śniegiem
brzydkie kłamstwa
i niedobre myśli
drapieżna nienawiść
przycupnięta
pod zimowym świerkiem
słowa które ranią
spojrzenia bez jasnych iskier
i pogardliwe gesty
schowane pod zimną puszystą pierzyną
czy wystarczy ciepła
w rodzącej się miłości
by roztopić to zło
czy wystarczy nadziei i wiary
na zastygłą w oczekiwaniu ziemię
cicho pada śnieg
Magiczna noc
zbliża się piękna noc
noc pełna magii
i niespodzianek
jak zawsze wystawisz
buciki pod drzwiami
– będzie ich stała
tylko jedna para
czy nie zapomni
stary Mikołaj
drogi do twego domu
czy podaruje
odrobinę szczęścia?
chowasz smutne myśli
na dno pamięci
łzy obetrzesz palcami
zbliża się noc
pełna magii
– co ci przyniesie?
Wigilia
Za oknami wzeszła pierwsza gwiazda.
srebrny księżyc po niebie się toczy,
na choince jasno płoną świeczki
– ja w ich blasku widzę twoje oczy.
Wigilijno – kolędowy nastrój,
przełamany opłatek bielutki.
Jeszcze słyszę twoje ciepłe słowa
które zawsze chronią mnie przed smutkiem.
Już rozdane gwiazdkowe prezenty,
te ogromne i te najdrobniejsze.
A ja myślę o tobie, kochanie,
do policzka tuląc tomik wierszy.
Kościół św. Mikołaja w Wierzenicy
świętego mikołaja
nie szukaj
za polarnym kołem
w zaprzęgniętych renami saniach
i wśród lapońskich zamieci
on nie przychodzi
ciemną grudniową nocą
aby jeden raz w roku
przynieść dzieciom podarki
święty mikołaj mieszka
w drewnianym starym kościele
ukrytym wśród zielonych drzew
pośród płonących świec
pośród złoconych obrazów
gwarzy z Matką Boską
przy barokowym ołtarzu
każdego dnia
możesz go tu spotkać
z ogromnego worka
sieje wokół spokój
Metamorfoza
zamarzam
z moich dłoni
wyrastają przejrzyste sople
oczy
robią się szkliste
w piersi zamiast serca
zlodowaciały kamień
palce moich stóp
(które kiedyś całowałeś)
pokrył szron
stoję pośrodku miasta
jak połyskliwy zimny posąg
teraz już nic
nie może mnie zranić
Jak żyć
jak żyć
by zostało coś po nas
coś oprócz fotografii
i znoszonych sukienek
kim być
by ludzie wspominali
coś więcej niż nazwisko
i niż słowa piosenki
kim być
i jaką drogą zmierzać
by zapisać na piasku
ślad trwały i wyraźny
ty wiesz
więc pokaż mi tę drogę
bym mogła nią podążać
nie gubiąc się w nicości
Zimowa plaża
słońce ciepłymi palcami
dotyka mojej twarzy
morze oddycha spokojnie
rysując na mokrym piasku
coraz to inne dziwne kształty
mewy wysokim krzykiem
przebijają niebo
w oddali stado morsów
zanurza się w lodowatej wodzie
coraz dalej od brzegu
owinięta czerwoną chustą
zmarznięta stara kobieta sprzedająca bursztyny
spogląda z nadzieją –
może kupię ciężki sznur korali
lub choćby małe złociste serduszko
kołobrzeskie molo ugina się
pod naszymi stopami
a morze spokojnie oddycha
głaszcząc piaszczystą zaśnieżoną plażę
Poznań nocą
zimowy Poznań
rozjaśniony kolorowymi plamami neonów
bajkowe miraże
kwitnące w mroku
idę Świętosławską
depczę gwiazdy
spadające z drzew i dachów
na śliski oblodzony bruk
samochody cicho mruczą
przymykają zmęczone oczy reflektorów
jeszcze tylko
ostatnie dobranoc wysłane do ciebie
i będę mogła zasnąć
za oknami noc
śpiewa nielicznym przechodniom
dzwonkami tramwajów
pachnie śniegiem
Śnieg
sypią się z nieba
marzenia
białe płatki
wirują w głowie
osiadają na rzęsach
zaglądają głęboko w oczy
tworzą migotliwe obrazy
kolorowych ogrodów
z zapomnianych snów
nie można ich dotknąć
nie można mieć
na ciepłej dłoni
na ciepłych palcach
topnieją
lodowatą kroplą
mętnym osadem
śmieją się szyderczo
Lofoty
bajkowe wzgórza
okryte białą peleryną
wynurzają głowy
z zimnych wód oceanu
słońce rozszczepia światło
na lodowych krawędziach
wieloryb tęczową fontanną
obwieszcza swe przybycie
polarna zorza
na wieczornym niebie
rysuje kryształowe obrazy
tylko cisza dzwoni
wśród kamieni
norweskie fiordy
układają się do snu
Zorza polarna
widziałam kiedyś zorzę polarną
tylko światło
piękno
i magia
teraz czasami widzę ją
w twoich oczach
kiedy patrzysz na mnie
płonący malachit
z odrobiną smutku
i czułości
Zimowy sen
w sen zimowy zapadam miękko
już wiosenne zawroty głowy
spakowałam do dużej skrzyni
i wepchnęłam na dno komody
pudełeczko letnich uniesień
przewiązałam tasiemką słońca
i wcisnęłam w kąt najciemniejszy
by mi nie wyblakły do końca
a gałązkę jesiennych czarów,
których może wcale nie było
wezmę z sobą zasuszę w książce
żeby było o czym śnić zimą





