Strona główna Rok 2025 Nr 601 Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
98

9 grudnia 2025

Norymberga była jego przekleństwem

Jack El-Hai napisał książkę zadziwiającą. Po pierwsze, kto z państwa wiedział, że Amerykanie posłali do więźniów Norymbergii psychiatrę? Po wtóre, kto z państwa wie, jakie wyniósł obserwacje ze swoich badań? Po trzecie, w tym reportażu równoległym, mamy opisane zachowanie kilkunastu zbrodniarzy niemieckich, ale i prześledzone losy Douglasa M. Kelleya, rzeczonego psychiatry.

Pytanie pierwsze: po co Amerykanie wysłali lekarza do zbrodniarzy?

Dla jasności: większość z więźniów Norymbergii nie uważała się za zbrodniarzy (chwalebnym, zadziwiająco brzmi to określenie, wiem, był Hans Frank, gubernator Generalnej Guberni). Herman Göring powiedział swojej żonie, gdy ich zatrzymano, żeby się nie martwiła, bo niebawem zostanie zwolniony, a od Amerykanów zażądał aby był z nim jego służący.

Dziwne? Tylko pozornie. Proszę pamiętać, że sądzono w tym procesie legalnych przywódców państwa. A takiego precedensu wcześniej nie było. Po wtóre: na jakiej podstawie miano ich sądzić?

Odpowiedź na postawione wyżej pytanie jest jednoznaczna: władze amerykańskie chciały stwierdzić czy jest jakiś rys, jakaś jednoznaczna cecha w umysłach niemieckich zbrodniarzy, która pozwalała im na zgodę na niewyobrażalne cierpienia całych narodów, na zbrodnię ludobójstwa, na hekatombę zniszczeń. Odpowiedź nie jest prosta. Co więcej, wbrew oczekiwaniom, raczej nie przyniosła jednoznacznej odpowiedzi (bo po Kellym z więźniami przebywał inny psychiatra, a ich opinie diametralnie się różniły). Opinia majora Kelly’ego była taka, że zbrodniarze, to… zwykli ludzie, ani gorsi, ani lepsi od większości Amerykanów. Że większość z nich, w określonych okolicznościach mogłaby stanąć na miejscu tamtych.

Ta książka jest ciekawa, nawet bardzo, przede wszystkim dlatego, że wielu spraw nie rozstrzyga. To nie tylko przypadek narcystycznego Göringa, ale na przykład Rudolfa Hessa, człowieka, który przez kilka lat, w niewoli brytyjskiej, a potem w Norymberdze aż do procesu, potrafił odgrywać kompletne zaniki pamięci. Oceny bywają jednoznaczne: np. niezbyt wysoka Rosenberga. To także opis wzajemnych relacji nazistowskich bonzów: Streichera unikano, Schirach nie chciał żadnych kontaktów ze współwięźniami. W innych czytelnik dostrzeże wahanie lekarza.

Kelly w dużej mierze skoncentrował się na Göringu. Może dlatego, że on był najważniejszy, to przecież zastępca Hitlera, to człowiek, który od początku, gdy już doszedł do wniosku, że do procesu dojść musi, zamierzał i odegrał kluczową rolę w samym procesie (na którym Kelly’ego nie było, poprosił o zwolnienie ze służby wcześniej). Czasami odnosi się przy lekturze wrażenie, że psychiatra był tym człowiekiem w jakiś sposób wręcz zafascynowany. Może zresztą trudno się Amerykaninowi dziwić. Marszałek Rzeszy był… osobowością. Nie tylko dlatego, że nie pozwolił aby go powieszono. Może bardziej dlatego, że był przekonany, że niebawem w całym kraju będą stały jego pomniki.

Ciekawy jest też stosunek więźniów do lekarza. Większość z nich przyjmowała rozmowy z psychiatrą z radością, a czasami wręcz z wdzięcznością. W każdym razie, z małymi wyjątkami, nie stanowiły one dla nich niczego, co powodowałoby rozdrażnienie, wzbudzało podejrzenia albo strach.

Z tego reportażu można także dowiedzieć się sporo o codzienności więźniów, o stosunku do nich komendanta więzienia, pułkownika Andrusa.: „ nie miał żadnych względów dla dawnych stopni czy stanowisk zatrzymanych nazistów.”

Major Kelly, jak napisałem, odszedł do cywila przed procesem. I ta część reportażu jest równie ciekawa jak opis tego, co robił w Norymberdze. Przede wszystkim wrócił do żony, której nie widział kilka lat. Pragnął opublikować swoje przemyślenia, raporty czynione podczas niemieckiej obserwacji. Zwrócił się z propozycją do wielu wydawców. Nikt nie był zainteresowany. I kiedy wreszcie znalazł niszowego wydawcę (minimalne honorarium), książka praktycznie nie znalazła odbiorcy. Świat miał dosyć wojny.

A jednak Kelly zrobił karierę. Tak trzeba określić pracę, którą kilka lat po powrocie dostał na wydziale kryminologii Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, tak trzeba określić pracę dla policji, tak trzeba widzieć udział w niezwykle popularnym programie telewizyjnym.

„Wykorzystywał swoją psychiatryczną wiedzę w wielu sprawach kryminalnych. Pracując raz dla oskarżenia, to znów dla obrony…” Stał się gwiazdorem, który wykorzystywał np. „serum prawdy”, somnoform (narkotyk), szukał innych sposobów na pokonanie notorycznych kłamców.

Był jednak jeszcze inny obraz Kelleya. Kelleya jako męża i ojca. Człowieka apodyktycznego, który chciał zaprogramować własnego syna, uczynić z niego kogoś z nieprawdopodobnym zmysłem obserwacji. Był też człowiekiem, który nieustannie wchodził w spory z żona. Spory o absurdy tak nieistotne, że wydaje się, że to w jego głowie lęgły się problemy.

Skończył dokładnie tak, jak marszałek Rzeszy. Po awanturze, w obecności najbliższych, połknął cyjanek.

Czy Norymberga była jego przekleństwem? Takie wrażenie nasuwa się nieodparcie. Być może jednak tkwiła w nim jakaś idea, napięcie z którym nie potrafił sobie poradzić. Ten iluzjonista (uwielbiał szokować swoimi talentami w tym zakresie) chciał więcej, podobnie jak przodkowie, dziadek, matka. Nie dał rady…

Jack El-Hai – Norymberga. Naziści oczami psychiatry, przekład Jarosław Skowroński, Czarne, Wołowiec 2025, str. 319.

Poprzedni artykułTadeusz Zawadowski – Wiersze
Następny artykułMarek Jastrząb – Potępiony

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko