„Jama Michalika była moim drugim domem”
(1935 – 1956)
Irena Kaczmarczyk rozmawia z Panią Krystyną Milewską
Z Panią Krystyną Milewską umówiłam się w maju 2025 roku. O godzinie 11.30.
Pod witrażem Henryka Uziębły wita mnie przystojna, zadbana starsza pani. Zapraszam ją do zarezerwowanego stolika, który sąsiaduje z kominkiem zaprojektowanym przez Karola Frycza. To jedno z najważniejszych miejsc w secesyjnej kawiarni, gdyż tutaj w 1911 roku rodził się projekt wystroju dzisiejszej Sali Frycza oraz prof. Bolesław Faron w roku 1995 pracował nad swoim przewodnikiem literackim po Jamie Michalika. Nad naszymi głowami wisi podświetlony obraz Kazimierza Sichulskiego „Kabaret Zielonego Balonika”. Na twarzy Pani Krystyny zauważam delikatne, uśmiechnięte zakłopotanie. Pytam:
Pani Krystyno, jak Pani czuje się dzisiaj w Jamie Michalika, w miejscu, którego właścicielką w latach 1935-1956 była Pani mama – Stefania Maturowa?
Krystyna Milewska: Trochę nieswojo. I bardzo rzadko tu bywam. Ostatni raz byłam kilka lat temu z siostrzeńcem mieszkającym w Wiedniu, który w dzieciństwie przychodził do Jamy Michalika na lody i bawiliśmy się razem na przyległym do kawiarni podwórku.
Dlaczego nieswojo?
Czuję w sobie jakąś dziwną przykrość. Zadrę. Że to już nie jest „nasze”…, że nie obsługuje klientów moja mama, nie ma już kantorka, w którym mój tata, z zawodu nauczyciel, zajmował się księgowością a ja przy drugim biurku odrabiałam lekcje. Jama Michalika była moim drugim domem w szkole podstawowej i w gimnazjum. Ocalała mi fotografia na której z koleżankami: Martą Wyką (dziś profesorką na UJ), Krystyną Żabińską (lekarką) idziemy ulicą Floriańską na lody i ciastka do Jamy Michalika. Moja mama z okazji pierwszej Komunii św. zaprosiła nas na słodki poczęstunek.
Pani Krystyno, właśnie nasze dzisiejsze spotkanie zawdzięczam dr Krystynie Żabińskiej, która jest również posiadaczką wspomnianego przez Panią zdjęcia.
Przyjaźniłam się z Martą Wyką i Krystyną Żabińską, chodziłyśmy do tej samej Szkoły Podstawowej nr 13 im. A. Mickiewicza w Krakowie. Wykorzystywałyśmy każdą wolną chwilę na rozmowy, spacery, zabawy. To była taka dziewczęca beztroska.

Od lewej: Marta Wyka, Krystyna Dużyk-Żabińska, Krystyna Maturówna (rok 1946)
Wróćmy do drogi edukacyjnej…
Po ukończeniu szkoły średniej, marzyłam o studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim. Interesowałam się historią sztuki, ale rodzice zdecydowali o bardziej praktycznym zawodzie i ukończyłam farmację na Wydziale Farmacji na Akademii Medycznej (dziś Uniwersytet Jagielloński). Przyznam, że pokochałam ten zawód i byłam wdzięczna właścicielowi apteki, panu mgr. Tadeuszowi Pankiewiczowi za to, iż przekonał moich rodziców, bym wybrała właśnie ten zawód.
Ile lat miała Pani w roku 1935, gdy Mama została właścicielką Jamy Michalika?
Jeszcze nie było mnie na świecie…(uśmiecha się Pani Krystyna). Urodziłam się tuż przed wojną. Znam czasy okupacji. Pamiętam moje dzieciństwo, gdy rodzice rano wychodzili z domu i wracali późnym wieczorem. Po zakończeniu zajęć szkolnych przychodziłam do Jamy. Przy bufecie był maleńki kantorek, w którym odrabiałam lekcje. Kuchnia gotowała obiady dla całej naszej rodziny. Obok kawiarni było małe podwóreczko, tam bawiłam się z koleżankami i siostrzeńcem, który jak wspomniałam, mieszka w Wiedniu. Dużo wiem z opowiadań rodziców.

Stefania Maturowa (rok ok.1938)
Gdzie Państwo mieszkali?
Mieszkaliśmy przy ulicy Krowoderskiej. Nasz dom był otwarty. Po zamknięciu kawiarni, przychodzili do nas artyści: Kazimierz Sichulski, Karol Frycz i inni, których nazwisk już nie pamiętam. Dom zamieniał się w salon sztuki. Rozbrzmiewał śmiechem, żartami. Pewnego razu Kazimierz Sichulski zaproponował mojemu ojcu wykonanie portretu-karykatury. Ojciec nie chciał się zgodzić, gdyż był po całym dniu pracy bardzo zmęczony. Pan Kazimierz jednak przekonał go i dzisiaj mój syn jest w posiadaniu wykonanego w żółtej sepii wizerunku ojca Stanisława Matury. Kazimierz Sichulski był bardzo wesołym, dowcipnym, zabawowym człowiekiem. Było dużo radości i śmiechu podczas tych spotkań.

Portret Stanisława Matury wykonany przez Kazimierza Sichulskiego w roku 1937
A Karol Frycz? Jak go Pani zapamiętała?
Karol Frycz był stałym bywalcem w naszym domu. Zapamiętałam jego elegancki, wytworny wygląd i maniery. Zawsze kulturalny, stonowany, miły. Przedwojenny wzór. Z ojcem rozmawiali przeważnie o polityce. Karol Frycz był wtedy dyrektorem Teatru im. J. Słowackiego i obdarzał rodziców biletami na spektakle, więc korzystaliśmy z tej okazji. Poznałam zatem wielu aktorów: Irenę Solską, prawie 100-letniego Ludwika Solskiego, który nigdy nie przychodził do Jamy, Eugeniusza Fulde, Ludwikę Castori, Jerzego Woźniaka, Helenę Chaniecką, Jana Kurnakowicza. Aktorzy ci byli stałymi bywalcami Jamy Michalika.
Kto jeszcze gościł w Jamie Michalika?
Częstym gościem w kawiarni był mgr farmacji Tadeusz Pankiewicz. To on poradził ojcu, abym podjęła studia na farmacji, które miały zapewnić mi byt materialny. Niestety, podczas moich studiów, apteki się znacjonalizowały. Ale nie żałuję…
Stefania Maturowa została właścicielką Jamy Michalika w roku 1935. Zabezpieczyła ocalałe po licytacji dzieła sztuki. Było ich ponoć niewiele ponad dwadzieścia pięć procent stanu sprzed 1930 roku. Zdołała jeszcze przed drugą wojną światową dokonać gruntownego remontu. Dzięki niej Jama przetrwała w ówczesnym kształcie do lat pięćdziesiątych. Z nienaruszonymi ścianami, z wytartymi kanapami lokal przekazano wówczas Krakowskim Zakładom Gastronomicznym – pisze Bolesław Faron we wspomnianej przeze mnie książce „Jama Michalika. Przewodnik literacki”. Mama kochała to miejsce?
Mama była kobietą przedsiębiorczą, optymistką, nie bała się wyzwań, więc pomimo sprzeciwu mojego ojca, który twierdził że na artystach nie da się zarobić, rodzice zakupili Jamę Michalika. Wcześniej prowadzili dwa lokale sezonowe: Okrąglak „Jordanówkę” w Parku Jordana i „Zakopiankę” na Plantach. Mama była silną psychicznie kobietą. Jej pierwszy mąż (zmarł na gruźlicę zostawiając dwóch synów) był kierownikiem Sali Gastronomicznej w Grand Hotelu. Tam mama stawiała pierwsze kroki w zarządzaniu restauracją. Przed nabyciem Jamy Michalika zdawała egzamin czeladniczy i mistrzowski z cukiernictwa.
Pamięta Pani wystrój Jamy Michalika z tamtych lat? Czy coś się tutaj zmieniło?
Według mnie wystrój kawiarni niewiele się zmienił. Te same świetliki, witraże, kominek…Może stoliki mają inny kolor blatów. W latach urzędowania mojej mamy miały czarny kolor. Przedwojenne czasy były bardzo trudne. To były lata kryzysu. Artyści najczęściej jedli i pili „ na kredyt”. Mój ojciec miał specjalny zeszyt, w którym zapisywał długi stałych bywalców kawiarni. Bardzo się tym denerwował. Pamiętam, jak w chwilach zwątpień mama go przekonywała: Stasiu, to że nie mamy pieniędzy, to nie wszystko. Każdy ma swoją „kalwarię”. A to jest sławny lokal. Nie rezygnujmy. Mama kochała Jamę ponad wszystko.
Pani Krystyno, wiemy że brak pieniędzy w kieszeniach artystów był stałym problemem właścicieli krakowskich kawiarni. Pozwoli Pani, że przytoczę tu fragment piosenki Boya Żeleńskiego, która wybrzmiała w Jamie Michalika w szopce z 1911 roku:
Miał se Michalik cukiernię,
Kupczył w niej trzeźwo i wiernie,
Kawusia, ciastka i pączki
Zapłata z rączki do rączki.
Kredytu śmiertelny on był wróg,
Toteż mu za to poszczęścił Bóg,
Że serce dla golców miał z głazu,
Nie zrobił berkele ni razu.
Czy coś wyjątkowego utkwiło w Pani pamięci z tamtych lat?
W pamięci utkwił mi duży, piękny obraz, który stał w przejściu pomiędzy Salą Zieloną i Salą Fryczowską. Na jego płótnie śliczna, młoda kobieta z koszem róż i papierosami witała gości w Jamie. Obraz był podziękowaniem dla mojego ojca, co zostało uwiecznione na odwrocie dzieła w słowach: „Panu Stanisławowi Maturze za niepłacone kawy”. Nie wiem, gdzie jest aktualnie ten obraz, gdyż rodzice „tak jak stali” w 1956 roku zmuszeni byli przez władze natychmiast opuścić Jamę Michalika. Mama odbyła kilkumiesięczną karę więzienia, bo nie posiadała pokwitowania na zakupiony worek mąki i kilogram cukru, który podczas rewizji znaleziono w naszym domu. Przypłaciła to zdrowiem i w wieku 69 lat zmarła. Pięć lat potem zmarł ojciec, zostawiając długi i zobowiązania. Po śmierci rodziców, w latach siedemdziesiątych, musiałam te długi spłacać.
Muszę powiedzieć, że Jama Michalika była lokalem trudnym do utrzymania. Rodziców wykańczały „domiary” ze skarbówki. W szkole musiałam pisać, że jestem córką nauczyciela emeryta. Nie mogłam się przyznać, że jestem „michalikówna”.
Co jeszcze pamiętam? – Kawiarnię odwiedzali sami starsi ludzie. Podawało się wiedeńskie śniadania. Artyści żywili się „na kredyt”. Pamiętam też pana Millera – pianistę, który grał w Jamie Michalika podczas wieczorów tanecznych w okresie okupacji. Uczestniczyli w tych wieczorach stali bywalcy kawiarni. Pan Miller grał później w Filharmonii Krakowskiej.
Pani Krystyno, czytam w Pani oczach zadowolenie z dzisiejszego spotkania w Jamie Michalika, która kiedyś była dla Pani drugim domem.
Nie ukrywam, że gdy Pani do mnie zadzwoniła, prosząc o rozmowę, byłam pełna obaw… jak odnajdę się po wielu latach w tak bliskim mi miejscu? Jestem szczęśliwa, że zastaję Jamę Michalika w dobrej kondycji. Zapamiętane z dzieciństwa dzieła sztuki są zadbane, ich patynowe piękno nie poddaje się czasowi, nastrój zachęca do ponownej wizyty w jej progach. Zaproszę tu moich wnuków na dobrą kawę w Sali Frycza i przypomnę im historię Jamy Michalika z lat 1935-1956 , kiedy o jej wizerunek dbali moi Rodzice – Stefania i Stanisław Maturowie. Serdecznie Pani dziękuję za zaproszenie.
A ja życzę Państwu pięknie spędzonych chwil w tym kultowym miejscu, przypominającym Pani dzieciństwo i młodość.
Kraków, 29.08.2025
Krystyna Milewska. Krakowianka od wielu pokoleń. Urodziła się w 1938 w Krakowie, gdzie ukończyła Szkołę Podstawową nr 13 im. Adama Mickiewicza, prestiżowe IX Liceum Ogólnokształcące im. Józefy Joteyko i Wydział Farmacji na Akademii Medycznej, dziś Uniwersytet Jagielloński. Pracowała na stanowisku kierowniczym w wielu krakowskich aptekach. Zainteresowania historią sztuki zrealizowała kończąc Uniwersytet Trzeciego Wieku na UJ.

Jama Michalika, w przejściu z Sali Zielonej do Sali Frycza witraż Henryka Uziębły
Fotografie w wywiadzie pochodzą z rodzinnego archiwum Pani Krystyny Milewskiej.






