Strona główna Rok 2025 Nr 592 Kalina Izabela Zioła – Balonem nad Kapadocją

Kalina Izabela Zioła – Balonem nad Kapadocją

0
100

Kalina Izabela Zioła

Balonem nad Kapadocją

U nas w Polsce pogoda nawet latem zbytnio nie rozpieszcza, temperatura w morzu Bałtyckim rzadko przekracza 17-18 stopni Celsjusza. A ja kocham ciepłe morza i słońce, postanowiłam więc pojechać na wakacje do Turcji, na Riwierę Turecką. Moja przyjaciółka Ania także chciała się wybrać gdzieś w ciepłe strony, więc wybrałyśmy wczasy w Alanyi, gdyż jest to idealne miejsce do wygrzewania się w słońcu i zażywania morskich kąpieli. To właśnie tam znajduje się jedna z najsłynniejszych plaż w Turcji, czyli  duża, piaszczysta Plaża Kleopatry. Można na niej wypożyczać leżaki i parasole, a także sprzęt do uprawiania sportów wodnych. Wzdłuż plaży ciągną się tereny zielone, a także wiele knajpek czy kawiarenek na świeżym powietrzu. W pobliżu znajduje się też wiele ciekawych miejsc, które można zobaczyć.

Pojechałyśmy, ale jak zawsze pierwsze dwa dni spędziłyśmy w ośrodku hotelowym, oswajając nową przestrzeń. Hotel był wygodny, położony bardzo blisko morza, a to było dla nas najważniejsze. Plaża była piaszczysta, ale znajdowało się w niej jednak dużo kamieni, więc dobrze, że zabrałam specjalne buty do pływania. Bosymi stopami trudno byłoby dojść z plaży do wody. Zresztą w południe piasek był tak nagrzany, że nie można byłoby po nim chodzić. Jedzenie nie było najgorsze, tym bardziej, że oprócz dużej restauracji miałyśmy do wyboru kilka małych barów, kilka z nich bezpośrednio na plaży. Bardzo lubiłam barek, który po południu serwował naleśniki ze słodką konfiturą, były cudowne!

Po wstępnym ogarnięciu hotelu i okolic poszłyśmy na zakupy „do miasta”. Kupiłam sobie śliczną czerwoną torebeczkę ze skóry i mokasyny, bo przecież w Turcji obowiązkowo trzeba sobie kupić coś skórzanego. Po załatwieniu zakupów mogłyśmy się zacząć rozglądać za miejscowymi atrakcjami, a mam tu na myśli wycieczki krajoznawcze, nie pamiątki. Na dobry początek postanowiłyśmy odwiedzić Pamukkale, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „bawełniany zamek”, od słów pamuk – bawełna i kalle – zamek. Znajdują się tam stworzone przez naturę białe tarasy wapienne, przez które przelewa się woda. Z daleka wyglądają jak białe plamy śniegu na górskim zboczu. Ten wyjątkowy krajobraz, prawdziwy cud przyrody, został stworzony przez gorącą źródlaną wodę, bogatą w związki wapnia. Te źródła wypływając z podziemi na powierzchnię znacznie się ochładzają, i dzięki temu wytrąca się biały dwuwęglan wapnia. Śnieżnobiały minerał osadza się potem na zboczach wzgórz, tworząc niepowtarzalne wapienne tarasy. Widok jest naprawdę nieziemski. W górze świeci słońce, temperatura powietrza wynosi ponad trzydzieści stopni, a przed oczami rozciągają się ośnieżone góry. Tworzący się na tarasach w Pamukkale dwuwęglan wapnia nazywany jest fachowo trawertynem lub tufem wapiennym. Ma on postać porowatej skały osadowej, która występuje również w innych miejscach na świecie, choć nigdzie nie przybiera on tak dużej i jednolitej formy jak w Pamukkale. Tutaj spływająca woda naniosła z czasem tyle trawertynu, że ukształtowało się z niego całe górskie zbocze, poprzerywane miejscami naturalnymi tarasami wapiennymi. Te białe tarasy wraz z przelewającą się przez nie mleczną wodą tworzą malownicze kaskady. Dowiedzieliśmy się od przewodnika, że oglądane przez nas niezwykłe, zapierające dech w piersiach widoki to nie jedyna zaleta Pamukkale. Już w starożytności odkryto, że ciepła, źródlana woda ściekająca po trawertynach ma wiele właściwości leczniczych. Kąpiele w niej są bardzo dobre na różnorakie choroby – reumatyczne, skórne, krążenia, a także na artretyzm i podagrę. Idąc drogą wzdłuż zbocza mijaliśmy wiele mlecznobiałych jeziorek, utworzonych przez spływającą wodę. Można do nich wchodzić, więc szybko zdjęłam sandałki i szłam mocząc nogi aż powyżej kolan. Myślę, że dzięki tym zabiegom powinnam być zdrowa do końca życia. Szliśmy tak mocząc nogi od jeziorka do jeziorka, aż dotarliśmy do Basenu Kleopatry. Według legendy w basenie tym kąpała się przed wiekami sama wielka królowa Kleopatra. Słynna egipska piękność podobno bardzo chętnie korzystała z kąpieli w wodach termalnych w Pammukale, dzięki czemu utrzymywała niezmienną urodę, z której przecież słynęła, oraz nieskazitelnie piękną, zdrową skórę.  Basen Kleopatry otoczony jest wysokim murem, nieco wyszczerbionym, obok niego wznoszą się resztki starych kolumn, pozostałość po budowli zniszczonej przez wielokrotnie nawiedzające ten teren trzęsienia ziemi. Duża część ruin i szczątków kolumn wpadła do basenu, dlatego trzeba na nie bardzo uważać podczas pływania. Niejeden z kąpiących się wychodził z zadrapaniami lub siniakami. Woda w basenie ma temperaturę 36 stopni Celsjusza, więc kąpiel w niej jest bardzo przyjemna. Basen podzielony jest na dwie części, płytką dla osób nie umiejących pływać i głęboką dla pływających, i każda z części posiada takie same właściwości lecznicze, gdyż każda bogata jest w wiele minerałów mających dobroczynne właściwości dla naszego ciała i organizmu. W Turcji mówi się, że wody termalne z basenu Kleopatry odmładzają aż o 10 lat. A ja kąpałam się w nich bardzo długo. Przyszłość pokaże, jaki będzie efekt tych kąpieli.

Niedaleko Basenu Kleopatry, powyżej wapiennych tarasów Pamukkale, na terenie starożytnego miasta Hierapolis, mieści się w antycznych łaźniach bardzo ciekawe muzeum archeologiczne. Mogliśmy w nim obejrzeć najciekawsze eksponaty, jakie znaleziono podczas prac wykopaliskowych prowadzonych na tym terenie. Ekspozycje muzealne znajdują się w trzech salach oraz w ogrodzie, w którym wystawiono głównie wielkogabarytowe przedmioty kamienne – sarkofagi, kolumny, posągi, nagrobki i inskrypcje oraz duże rzeźby. Wśród rzeźb uwagę przyciągają przede wszystkim te przedstawiające bóstwa greckie. W Sali Małych Eksponatów widzieliśmy naczynia szklane, biżuterię oraz lampy gliniane i kolekcje złotych, srebrnych i brązowych monet. W muzeum zgromadzono eksponaty z obszaru Hierapolis oraz wielu innych stanowisk archeologicznych. Obok na zboczu wzgórza zobaczyliśmy bardzo dobrze  odrestaurowany, półkolisty teatr z czasów rzymskich, z wieloma wznoszącymi się amfiteatralnie kamiennymi ławkami. Jest to jeden z najlepiej zachowanych na terenie Hierapolis obiektów. Teatr zbudowany został w II wieku na polecenie cesarza Hadriana. Kilkaset metrów dalej stoją dwie wysmukłe kolumny, będące pozostałością bramy, prowadzącej do świątyni Apollona. Pamukkale i Hierapolis zrobiły na nas ogromne wrażenie, były świadectwem starożytnej kultury, która oparła się upływającemu czasowi

Na kolejną wyprawę wybrałyśmy się do naprawdę niezwykłej krainy – Kapadocji. Kapadocja położona jest w samym sercu Turcji i zajmuje powierzchnię ok. 600 km2, czyli jest niewiele większa od naszej stolicy, Warszawy. Ukształtowanie terenu w tej krainie przypomina nieziemski, bajkowy pejzaż i na długo pozostaje w pamięci. Zastanawiające jest, jak natura mogła stworzyć takie cudo? Dowiedzieliśmy się, że kilka milionów lat temu, po wielu erupcjach wulkanicznych, cały teren dzisiejszej Kapadocji został pokryty grubą warstwą popiołu, pyłu i lawy. Ta powulkaniczna warstwa zamieniła się w tuf, czyli w lekką, porowatą skałę osadową. Na skutek działania czynników atmosferycznych, takich jak deszcz i wiatr, skała zaczęła przybierać fantastyczne kształty, przypominające mnichów w kapturach, stożki, domki czy grzyby. Jeśli ktoś ma wybujałą wyobraźnię, może w tych skałach zobaczyć naprawdę wszystko. Co najciekawsze, w wielu skałach przypominających stożki mieszkańcy Kapadocji wykuwali sobie całe kilkuizbowe mieszkania. Widać całe zgrupowania tych stożkowych domów, i część z nich jest do dzisiaj zamieszkana. Mieliśmy okazję zwiedzić jedno z mieszkań, było tam wszystko – salon, sypialnia i kuchnia. Gospodarz poczęstował nas nawet turecką tradycyjną herbatą. Te wydrążone w zboczach gór mieszkania robią naprawdę niesamowite wrażenie. Jednak, choć domy we wnętrzu gór przyjęłam jako coś w miarę normalnego, to bardzo rozśmieszył mnie widok posterunku wykutego wysoko w skalnym stożku. Nad łukowatym otworem drzwi pyszniła się czerwona turecka flaga z półksiężycem i gwiazdą. Takie coś można zobaczyć tylko w Kapadocji!

Po powrocie z tej zaczarowanej krainy nie planowałam już żadnych wycieczek, postanowiłam oddać się błogiemu lenistwu, miało być tylko ciepłe morze i plaża. Tymczasem pewnego dnia moja przyjaciółka Ania przyniosła wiadomość, że można sobie zafundować wycieczkę balonem nad górami w Kapadocji. Loty balonem nad Kapadocją są tam jedną z najpopularniejszych atrakcji turystycznych. Zapewniają one niezapomniane widoki na unikatowy krajobraz tych pięknych, wyjątkowych gór. Loty odbywają się przede wszystkim o wschodzie słońca, kiedy warunki atmosferyczne są najbardziej sprzyjające. Z początku nie zapaliłam się do tej możliwości, po pierwsze trochę się bałam, a po drugie (a może to właśnie było to pierwsze) trzeba było wstać na lot balonem o godzinie 4.30! Ja mogę bardzo długo siedzieć wieczorami, ale lubię długo spać i wstawanie w środku nocy mnie nie pociągało. Jednak (po długich namowach) pomyślałam, że to może jedyna okazja takiej eskapady i zapisałam się też na lot. Prawie nieprzytomna zawlokłam się na miejsce zbiórki w miejscowości Göreme i tam dopiero się obudziłam. Wokół mnie wyrastały jak kwiaty nadmuchiwane gazem ogromne kolorowe kule z podwieszonymi wieloosobowymi gondolami. Magiczny to był widok. Balony zaczęły startować w momencie, gdy na niebie pojawił się pierwszy promień słońca. Poczekałyśmy z Anią na swoją kolej i wreszcie mogłyśmy „zaokrętować”. Kiedy wsiadłam i balon zaczął unosić się coraz wyżej, wróciły moje obawy. A gdyby tak płomień dosięgnął materiału i balon by się zapalił, a potem spadł? Aż ciarki mnie przechodziły. Starałam się więc o tym nie myśleć i popatrzyłam w dół. A pod nami rozciągały się góry Kapadocji, całe złote we wschodzącym właśnie słońcu. Te góry wyglądają prawie nierealnie, całe pokryte otworami jak szwajcarski ser. To jakby złoty księżycowy krajobraz. Wznosiliśmy się coraz wyżej, a ja zapomniałam o strachu, wpatrzona w to złote piękno. Unoszone wiatrem balony dryfowały powoli jak kolorowa flotylla podniebnych statków. Przelot trwał około godziny, więc dość długo bujaliśmy w powietrzu. Już nie żałowałam, że musiałam wstać w środku nocy. Ten przesuwający się przed naszymi oczami widok był bezcenny. Gdy wylądowaliśmy, na dole czekali na nas tureccy urzędnicy „balonowej firmy” z kieliszkami szampana i certyfikatami lotu. Do dziś chlubię się dowodem na to, że latałam nad Kapadocją balonem. Mam też zdjęcia i przede wszystkim wspomnienie tego pięknego widoku z podniebnej gondoli. Lot balonem do dzisiaj uważam za najciekawszy moment mojej podróży do Turcji.


        
Poprzedni artykułJanusz Paluch – Krawiec szyje na miarę
Następny artykułLudmiła Janusewicz – Jakoś to będzie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko