MAŁGORZATA OSUCH – ur. w 1952 roku w Wągrowcu; poetka, redaktorka, animatorka kultury, działaczka społeczna i samorządowa. Z zawodu nauczycielka.
Debiutowała wierszem Spacer na Starym Mieście w ANGORZE (2009). Autorka trzech zbiorów poetyckich: Przestrzeń myśli (2012), Oddech słowa (2015), Bilety czasu (2022). Wiersze drukowała w pismach literackich: ReWiry, Protokół Kulturalny, Gazeta Kulturalna, LiryDram, Kijów – czasopismo pisarzy Ukrainy i także w gazetach lokalnych; w almanachach i antologiach Związku Literatów Polskich Oddział w Poznaniu oraz św. Macieja Apostoła w Lublińcu. Autorka monografii literackiej Czas poezji na Ziemi Wągrowieckiej (2019); zeszytu biograficznego „Poezja to moje życie. Artur Bromberger (1969-2010)”. Jest współautorką bądź redaktorką kilku innych publikacji; autorka wielu tekstów literackich – szkice, wspomnienia. Organizatorka licznych spotkań poetycko-muzycznych, w szczególności poświęconych pamięci poetów (dotychczas: Karol Wojtyła, Jolanta Nowak-Węklarowa, Kazimierz Jułga, Joanna Drażba, Artur Bromberger) oraz realizatorka pierwszej edycji pleneru poetycko-turystycznego w powiecie wągrowieckim pn.”Serce na ziemi” (2024). Od 2019 roku – jako przewodnicząca i wiceprzewodnicząca Rady Powiatu Wągrowieckiego – współpracuje z zarządem Związku Literatów Polskich Oddział w Poznaniu. Zainicjowała i jest jedną z koordynatorek Międzynarodowego Listopada Poetyckiego na Ziemi Wągrowieckiej, pod patronatem Starosty Wągrowieckiego. Każdego roku utrwala to wydarzenie kulturalne w autorskich prospektach okolicznościowych. Od 2023 roku należy do ZLP Oddział w Poznaniu.
Impresja
na pokrzywionym
kole jestestwa
wiersz
uwolniony zapis zdarzeń
albo echo z wnętrza
białej lokomotywy
przenikające się wybory
pomiędzy ja ty my oni
płomień wiatru
niesiony
w prostocie ciszy
impulsem prawdy
wolności…
– jeszcze
Choćby na chwilę
ewakuuje się z nurtu
chaosu – przestrzeni bez
wartości
do przyjaznego cienia drzew
podąża w ich
zieloność poszumu
i zanurza
myśli w leśne bajanie
rozmowy korzeni liści
odgłosy ptaków…
w harmonii przyrody
dostrzega przeźroczystość
i otulona dreszczem
muzycznej ciszy
czuje obecność tajemniczą
kiełkuje nasiono woli
– chce budować
dom słowa
ocalać mimo wszystko
w złocistej sukni
kobieta powraca do
szarej rzeczywistości
– Panie
trzymaj ją za rękę
Widok z łóżka
Życie to chwila jawy
między dwoma snami /St. Barańczak/
podpatruję i czuję dni
przelewające się za oknem
– trwamy w oczekiwaniu
wiosną
delikatnie kwitnąca magnolia
w mgnieniu oka gubi płatki
chwil
latem
zimozielony liguster wywyższa się
ponad białą ramę okna
i przesłania widok na światło
nieba
– trzeba go poskromić
za taflą szklanych skrzydeł
bezkwietna magnolia już w jednej drugiej
widok z łóżka wypełnia zielonością
rozgadanych liści
podsłuchujących nasze rozmowy
– opadną jesienią przybrawszy wszystkie
jej odcienie
codziennie azbestowy skrawek
dachu garaży – nieco w oddali
faluje w rytm coraz bardziej
nieporadnych kroków za balkonikiem
przed nocą drżę na myśl
o szronie i nagich
widokach dni oplata nas
bojaźliwość
lęk przed cieniem zimnym oddalam
i oczekuję z tobą Mamo
na wiosnę
/Gołańcz, lato 2024/
Jeszcze
Mamie
w kieszeniach nocy
moje zamyślenie
za dnia jej oczy takie
nieobecne
słowa zdjęte
z ust bluszczokształtne
kroki garną się do łóżka
w oczekiwaniu
cisza rozciąga się jak przepaść
– najczulej chcę być przy Tobie
/czerwiec 2025/
Jutrzenka
Pamięci Marysi
tamtego dnia tylko
na niewidzialną chwilę
rozświetliła niebo
jak Bogini zorzy porannej
brzasku i świtu
nastała ciemność
wszystkie myśli
pozszywane
krzykiem cierpienia…
Jutrzenka
w białej sukience słońca
stąpa po kroplach chmur
i wiąże rozsypane barwy
w morzu tęsknoty
(nie)obecna
zasiada do stołu pamięci
/12 lipca 2017/
Po przeszczepie
kiedy okrywasz się snem
cisza zegarów
zbiera okruchy
darowanego czasu
kiedy odkrywasz sny
podczas śniadania
zadziwiasz mnie
pamięcią o nich
układasz na stole jak kartki
książki którą piszesz
marzenia senne – przeszłością
wpisane w przeznaczenie
zanurzamy w kielichu słów
zmieszane z filozofią Freuda
kolejny dzień
Jesteś
górnolotnie
wędrujeMy – szesnaście lat
/3 stycznia 2025/
Oczarowanie
w niedzielę
zachwycę cię sobą
tak że…
poczujesz
eteryczną
woń tuberozy
po oszalałą rozkosz
noc
rozpłynie się
w migotliwej przestrzeni
ogrodu zmysłów
otuli ciało róży
czerwonym welonem
oczarowanie
nad ranem
zanurza się w nagą kartkę
Od czasu do czasu
zamknijmy się w pokoju
ciszy
tam gdzie nie słychać
tanga La Comparsita
jazgotu pseudosalonów
hałasu
tandetnych autostrad wiodących podobno
do nieba
lepszych sukcesów
od tych i owych
– usłysz szum lasu
świergot wodospadu
i przejrzystą kroplę która
opada na liść słowa
czytajmy poetów
Okno bez widoku
ten dzień nie przebiegł na drugą stronę ulicy
czarną dziurę przygwoździł do nocy bez snu
kobieta kawałki zbłąkanych promieni próbuje
skleić w ramach okna bez widoków na jutro
smutek rozpanoszył się od podłogi do sufitu
jeszcze nie wiem kiedy wreszcie zbłądzi
noc prawie nie oddycha zegary nieposłuszne
milczą głucho… już poranek a jeszcze ciemno
to nie był sen labirynt spiętrzony na krzyżu dni
do samego dna przybity okno bez widoków
kobieta mozolnie przeciera nadzieją
przeźroczystym Słowem – choćby na jutro
czy odrodzi się okno z zielonym pejzażem
Pogubione drogi
ich sen o życiu
na ulicy bez głodu o domu
pełnym miłości
nie spełnił się
uwierają gorzkie
kanty gołego bruku
zarysy marzeń
bezkształtne
a proste drogi porosły
parszywymi ostami
tam słońce nie sięga
cienia który
wykluł się ze skorupy
nieporadności albo
zranionych dni
kloszardzi
niczego nie oczekują
nawet noclegownia
(nie)zwabi ich ciepłym łóżkiem
wznoszą toast bezradności
Głód prawdziwy
To, że tylu ludzi ma co jeść każdego dnia – to cud,
że tylu nie ma – to podłość /Martin Caperós/
na wstydliwej skali głodu
nawet wiatr się zatrzymał
fakty liczby krzyczą
oskarżają
cisza
piekło głodu na wychudzonych
nogach goreje wzdętym brzuchem
– pochłania więcej ofiar niż wojna
współczesny świat
zbroi się chce
panować w kosmosie
a nie potrafi rozwiązać
problemu głodu
zwyczajnie podzielić się chlebem
dlaczego
Człowieku
Ogłoszenie
Człowiek w człowieku
poszukiwany
może ktoś widział
słowa nadziei rozwieszam
w przestrzeni ulic i polnych dróg
złudne billboardy
przy katedrach strzelistych
supermarketach
w osiedlach nowobogackich
podwórzach przesiąkniętych
biedą i niemocą
ogłoszenia
rozpływają się
– zamknięte bramy
sumienia
tylko ten i tamten Człowiek
nie zabija Słowa
w szaleństwie (nie)cywilizacji
przy spłowiałych kapliczkach
na rozdrożach
gdzie echo wiatru
przypomina winę trzydziestu srebrników
spoglądam z perspektywy
Ernesta Bryla
co się z nami stało…
Pod panelami ziemi
czas skrzypi
oddechem
zaschniętej krwi z dat
splątanych
na panelach ziemi
płonie
bezbronny człowiek
w Ukrainie na Bliskim Wschodzie…
ze szkolnej lektury pamiętasz słowa
Zofii Nałkowskiej
„Ludzie ludziom zgotowali ten los”
ludobójcy odradzają się
jak ośmiornica
mają swój czas – od zawsze
na osi koła nowych dni
na zapleczach podziemnych
miast schronów bezradny
człowiek oczekuje z nadzieją
na pokój
marzy o swoim małym
kosmosie
Dogonić obłoki
niemożliwe jest
na rowerze dogonić obłoki
i za nimi zanurzyć się
w tajemnicy bezkres
młody bocian na polu
sposobi się do odlotu
ścierniska już odwrócone
do coraz krótszych promieni
szkoda mi tańczącego lata
bezlitośnie pokonanego przez jesień
soczyście przyjazną dla poetów
pejzaże za miastem układają słowa
kto by uwierzył że udręczone myśli
pochwycone przez wiatr dogonią obłoki
Świat homo consumens
przypomina Sezam
z układem amfilady komnat jak
w barokowym pałacu
otwierasz drzwi jedne
drugie następne…
w sieci surfujesz na fali
zależności
przebierasz może to albo
tamto kupujesz nowe stare
co się da ile się
(nie)zmieści
w tym i tamtym domu
morze rupieci – bogactwo
mieć i wyglądać
zastygasz w tragicznej samotności
Noc (nie)pochwytna
w pędzącej kropli
czasu
nie pomija dotyku Boga
fala złamana o brzegi niepojęte
zamienia się w tarczę słońca
przerośniętą milczeniem snu
istnieniem w nieistnieniu
jedyna Noc
sprawiedliwie zamyka księgi
pełne ziemskich sprzeczności
Wizja
na brzegu chmur wiatr wszystkich
złych i dobrych zdarzeń
ona i on objęci z ostatnim
biletem czasu w dłoniach
(nie)powracają do domu





