Strona główna Rok 2025 Nr 590 Małgorzata Osuch – wiersze

Małgorzata Osuch – wiersze

0
419

MAŁGORZATA OSUCH – ur. w 1952 roku w Wągrowcu; poetka, redaktorka, animatorka kultury, działaczka społeczna i samorządowa. Z zawodu nauczycielka.
Debiutowała wierszem Spacer na Starym Mieście w ANGORZE (2009). Autorka trzech zbiorów poetyckich: Przestrzeń myśli (2012), Oddech słowa (2015), Bilety czasu (2022). Wiersze drukowała w pismach literackich: ReWiry, Protokół Kulturalny, Gazeta Kulturalna, LiryDram, Kijów – czasopismo pisarzy Ukrainy i także w gazetach lokalnych; w almanachach i antologiach Związku Literatów Polskich Oddział w Poznaniu oraz św. Macieja Apostoła w Lublińcu. Autorka monografii literackiej Czas poezji na Ziemi Wągrowieckiej (2019); zeszytu biograficznego „Poezja to moje życie. Artur Bromberger (1969-2010)”. Jest współautorką bądź redaktorką kilku innych publikacji; autorka wielu tekstów literackich – szkice, wspomnienia. Organizatorka licznych spotkań poetycko-muzycznych, w szczególności poświęconych pamięci poetów (dotychczas: Karol Wojtyła, Jolanta Nowak-Węklarowa, Kazimierz Jułga, Joanna Drażba, Artur Bromberger) oraz realizatorka pierwszej edycji pleneru poetycko-turystycznego w powiecie wągrowieckim pn.”Serce na ziemi” (2024). Od 2019 roku – jako przewodnicząca i wiceprzewodnicząca Rady Powiatu Wągrowieckiego – współpracuje z zarządem Związku Literatów Polskich Oddział w Poznaniu. Zainicjowała i jest jedną z koordynatorek Międzynarodowego Listopada Poetyckiego na Ziemi Wągrowieckiej, pod patronatem Starosty Wągrowieckiego. Każdego roku utrwala to wydarzenie kulturalne w autorskich prospektach okolicznościowych. Od 2023 roku należy do ZLP Oddział w Poznaniu.


Impresja

na pokrzywionym
kole jestestwa

wiersz

uwolniony zapis zdarzeń
albo echo z wnętrza
białej lokomotywy
przenikające się wybory
pomiędzy ja ty my oni

płomień wiatru
niesiony
w prostocie ciszy
impulsem prawdy
wolności…

– jeszcze

Choćby na chwilę

ewakuuje się z nurtu
chaosu – przestrzeni bez
wartości

do przyjaznego cienia drzew
podąża w ich
zieloność poszumu
i zanurza
myśli w leśne bajanie
rozmowy korzeni liści
odgłosy ptaków…

w harmonii przyrody
dostrzega przeźroczystość

i otulona dreszczem
muzycznej ciszy
czuje obecność tajemniczą

kiełkuje nasiono woli
– chce budować
dom słowa
ocalać mimo wszystko

w złocistej sukni
kobieta powraca do
szarej rzeczywistości

– Panie
trzymaj ją za rękę

Widok z łóżka

Życie to chwila jawy
między dwoma snami /St. Barańczak/

podpatruję i czuję dni
przelewające się za oknem
– trwamy w oczekiwaniu

wiosną
delikatnie kwitnąca magnolia
w mgnieniu oka gubi płatki
chwil

latem
zimozielony liguster wywyższa się
ponad białą ramę okna
i przesłania widok na światło
nieba

– trzeba go poskromić

za taflą szklanych skrzydeł
bezkwietna magnolia już w jednej drugiej
widok z łóżka wypełnia zielonością
rozgadanych liści
podsłuchujących nasze rozmowy
– opadną jesienią przybrawszy wszystkie
jej odcienie

codziennie azbestowy skrawek
dachu garaży – nieco w oddali
faluje w rytm coraz bardziej
nieporadnych kroków za balkonikiem

przed nocą drżę na myśl
o szronie i nagich
widokach dni oplata nas
bojaźliwość
lęk przed cieniem zimnym oddalam
i oczekuję z tobą Mamo
na wiosnę
/Gołańcz, lato 2024/

Jeszcze

Mamie

w kieszeniach nocy
moje zamyślenie

za dnia jej oczy takie
nieobecne
słowa zdjęte
z ust bluszczokształtne
kroki garną się do łóżka

w oczekiwaniu
cisza rozciąga się jak przepaść

– najczulej chcę być przy Tobie

/czerwiec 2025/

Jutrzenka

Pamięci Marysi

tamtego dnia tylko
na niewidzialną chwilę
rozświetliła niebo
jak Bogini zorzy porannej
brzasku i świtu

nastała ciemność

wszystkie myśli
pozszywane
krzykiem cierpienia…

Jutrzenka
w białej sukience słońca
stąpa po kroplach chmur
i wiąże rozsypane barwy
w morzu tęsknoty

(nie)obecna
zasiada do stołu pamięci

/12 lipca 2017/

Po przeszczepie

kiedy okrywasz się snem
cisza zegarów
zbiera okruchy
darowanego czasu

kiedy odkrywasz sny
podczas śniadania
zadziwiasz mnie
pamięcią o nich
układasz na stole jak kartki
książki którą piszesz

marzenia senne – przeszłością
wpisane w przeznaczenie
zanurzamy w kielichu słów
zmieszane z filozofią Freuda

kolejny dzień
Jesteś

górnolotnie
wędrujeMy – szesnaście lat

/3 stycznia 2025/

Oczarowanie

w niedzielę
zachwycę cię sobą

tak że…

poczujesz
eteryczną
woń tuberozy
po oszalałą rozkosz

noc
rozpłynie się
w migotliwej przestrzeni
ogrodu zmysłów

otuli ciało róży
czerwonym welonem

oczarowanie
nad ranem
zanurza się w nagą kartkę

Od czasu do czasu

zamknijmy się w pokoju
ciszy

tam gdzie nie słychać
tanga La Comparsita
jazgotu pseudosalonów
hałasu
tandetnych autostrad wiodących podobno
do nieba
lepszych sukcesów
od tych i owych

– usłysz szum lasu
świergot wodospadu
i przejrzystą kroplę która
opada na liść słowa

czytajmy poetów

Okno bez widoku

ten dzień nie przebiegł na drugą stronę ulicy
czarną dziurę przygwoździł do nocy bez snu
kobieta kawałki zbłąkanych promieni próbuje
skleić w ramach okna bez widoków na jutro

smutek rozpanoszył się od podłogi do sufitu
jeszcze nie wiem kiedy wreszcie zbłądzi
noc prawie nie oddycha zegary nieposłuszne
milczą głucho… już poranek a jeszcze ciemno

to nie był sen labirynt spiętrzony na krzyżu dni
do samego dna przybity okno bez widoków
kobieta mozolnie przeciera nadzieją
przeźroczystym Słowem – choćby na jutro

czy odrodzi się okno z zielonym pejzażem

Pogubione drogi

ich sen o życiu
na ulicy bez głodu o domu
pełnym miłości
nie spełnił się

uwierają gorzkie
kanty gołego bruku

zarysy marzeń
bezkształtne
a proste drogi porosły
parszywymi ostami

tam słońce nie sięga
cienia który
wykluł się ze skorupy
nieporadności albo
zranionych dni

kloszardzi
niczego nie oczekują
nawet noclegownia
(nie)zwabi ich ciepłym łóżkiem

wznoszą toast bezradności

Głód prawdziwy

To, że tylu ludzi ma co jeść każdego dnia – to cud,
że tylu nie ma – to podłość /Martin Caperós/

na wstydliwej skali głodu
nawet wiatr się zatrzymał
fakty liczby krzyczą
oskarżają

cisza

piekło głodu na wychudzonych
nogach goreje wzdętym brzuchem
– pochłania więcej ofiar niż wojna

współczesny świat
zbroi się chce
panować w kosmosie
a nie potrafi rozwiązać
problemu głodu

zwyczajnie podzielić się chlebem

dlaczego
Człowieku

Ogłoszenie

Człowiek w człowieku
poszukiwany
może ktoś widział

słowa nadziei rozwieszam
w przestrzeni ulic i polnych dróg

złudne billboardy
przy katedrach strzelistych
supermarketach
w osiedlach nowobogackich
podwórzach przesiąkniętych
biedą i niemocą

ogłoszenia
rozpływają się
– zamknięte bramy
sumienia
tylko ten i tamten Człowiek
nie zabija Słowa

w szaleństwie (nie)cywilizacji
przy spłowiałych kapliczkach
na rozdrożach
gdzie echo wiatru
przypomina winę trzydziestu srebrników
spoglądam z perspektywy
Ernesta Bryla

co się z nami stało…

Pod panelami ziemi

czas skrzypi
oddechem
zaschniętej krwi z dat
splątanych

na panelach ziemi
płonie
bezbronny człowiek

w Ukrainie na Bliskim Wschodzie…

ze szkolnej lektury pamiętasz słowa
Zofii Nałkowskiej
„Ludzie ludziom zgotowali ten los”

ludobójcy odradzają się
jak ośmiornica
mają swój czas – od zawsze

na osi koła nowych dni

na zapleczach podziemnych
miast schronów bezradny
człowiek oczekuje z nadzieją
na pokój
marzy o swoim małym
kosmosie

Dogonić obłoki

niemożliwe jest
na rowerze dogonić obłoki
i za nimi zanurzyć się
w tajemnicy bezkres

młody bocian na polu
sposobi się do odlotu
ścierniska już odwrócone
do coraz krótszych promieni

szkoda mi tańczącego lata
bezlitośnie pokonanego przez jesień
soczyście przyjazną dla poetów
pejzaże za miastem układają słowa

kto by uwierzył że udręczone myśli
pochwycone przez wiatr dogonią obłoki

Świat homo consumens

przypomina Sezam
z układem amfilady komnat jak
w barokowym pałacu

otwierasz drzwi jedne
drugie następne…

w sieci surfujesz na fali
zależności

przebierasz może to albo
tamto kupujesz nowe stare
co się da ile się
(nie)zmieści
w tym i tamtym domu

morze rupieci – bogactwo
mieć i wyglądać

zastygasz w tragicznej samotności

Noc (nie)pochwytna

w pędzącej kropli
czasu
nie pomija dotyku Boga

fala złamana o brzegi niepojęte
zamienia się w tarczę słońca
przerośniętą milczeniem snu

istnieniem w nieistnieniu

jedyna Noc
sprawiedliwie zamyka księgi
pełne ziemskich sprzeczności

Wizja

na brzegu chmur wiatr wszystkich
złych i dobrych zdarzeń

ona i on objęci z ostatnim
biletem czasu w dłoniach
(nie)powracają do domu

Poprzedni artykułBronisław Tumiłowicz – Wawel operowo
Następny artykułAndrzej Piątek – Wielkie malarstwo tańcem i muzyką

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko