Biuro rzeczy znalezionych
Otwieram drzwi
ich oddech
rozmazuje przestrzeń którą jeszcze wczoraj
najczulej dotykałaś opuszkami palców
W naszych westchnieniach wyraźnie rysują się
fragmenty linii papilarnych
pytań powrotów ucieczek
aż po ostateczne szaleństwo widnokręgu
To niespotykane
ale w naszej miłości
jest właśnie zbyt dużo miłości
abyśmy potrafili ją zrozumieć
Zatem pozostajemy
w różnych fragmentach pejzażu
źle wpisani
z tłem zniekształconym
niczym wykrzywione w bólu wargi
wiecznie ty i ja – bezbronność
chęć
potrzeba
odnalezienia siebie
w przydrożnym biurze rzeczy znalezionych
Tymczasem świt puka w sam środek serca
słyszysz puk puk – to miejsce do którego
nie potrafimy już wrócić
pogubieni
poobijani ciągłymi ucieczkami donikąd






