Eligiusz Dymowski
Nimfy znad błotnych mgieł
dotknij moich blizn rzeko
z obłokami niech odpłyną sny kalekie
(Jan Leończuk, List do rzeki Narwi)
nad Narwią
gdy słońce zastyga
pod zasłoną nocy
zapatrzone w lustro nieba
kobiety rozplatają warkocze
miłość i tęsknota
zmęczonych rybaków
poprowadzi do innego portu
przecież wierność nie zawsze
jest szczęśliwą nagrodą
Zbierająca muszle
przytrzymaj mnie za rękę
szepnęła
zanurzając stopy w morskich falach
chwila bez ciebie
jest jak śmierć miłowania
***
życie –
jak woda w szklance
pita haustami –
do dna
Bez sentymentów
nigdy nie lubiła jesieni
zwyczajnie
bała się przemijania
nie chciała być liściem
który ktoś wrzuci do worka
jak do wspólnej mogiły
i po sprawie
Impresja
Markowi Górnemu po latach
w ogrodzie babci Eleonory
pęcznieją kolorami kwiaty
a na dachu starej altanki
przysiada samotny gołąb
(pewnie i on chce nacieszyć się pięknem
które jak całe to życie trwa jeden sezon)
do wiosny zawsze będzie
o jeden rok za daleko
nie spieprzmy tego
Matka i dziecko
nad ranem kobieta rodzi dziecko. jeszcze nie wie, kim będzie.
teraz jej nabrzmiałe od mleka piersi, koją płacz niewinnego.
po latach zatęskni ono za jego smakiem, umierając samotnie
w domu spokojnej starości.
Wdowia łza
otarta dłonią
nie wysycha od razu
jak stygmat krwawi
bolesną raną
pamięci
Szkoła
kiedy nastaje jesień
zapisuję się do szkoły umierania
z radością oblewam końcowy egzamin
i tulę się do życia
jak samotny liść
do gołej gałęzi





