***
naszym schronem
były dusze
światłem oczy i głos
ciszą oddech
i oto sypie się popiół
z naszych dusz
z pyłu wołają oczy
i sny
oddech kaleczy
modlitwy
a śmierć zagląda nam
w usta
***
twoje oczy dwa bunkry
ukrywają strach i ból
uśmiechasz się
i ściskasz moje ramię
choć czarne chmury
zbierają się wokół ust
i nie schodzi z dróg
jęk zabijanych dzieci
***
zaczyna się ciało języka
i gonią już nas utarte znaczenia
zejdź ze snu
i wydłub z głosu śmierć
słychać wołanie cmentarzy
litania pogrzebów ciągnie się
przez nasze pieśni
i dławi się łza
ślady rozpaczy
przed nami
***
nadszedł czas
skomlących warg
zburzone miasta
i krwawiące ulice
ulatywały wraz z dymem
w głąb strachu
rozpadała się cisza
i płonęły węzły krwi
smuga obcych języków
przecinała nam usta
spływała ostatnia
kropla potu
z ciemnych
snów
***
świecą kości
i wieją cmentarze
wojna przerasta świątynie
modlitwy i Boga
pędzi ponad naszymi
głowami
w stronę śmierci
smuga dołów ran i krwi
ostatni szaniec bólu
cierń oczu
***
przemierza nas płomień
gaśnie ciało
wieją popioły rąk
zapadają się magazyny wzroku
gdziekolwiek nie spojrzysz
ścielą się cienie
w ruinach twarzy
pochłania nas głos dziecka
zamieniony w czerń
nie ma tu już nic
na wyciągnięcie ust
tylko cisza
przerażonych oczu
***
milkną stepowe trawy
gasną pustynne piachy
zatrzaskują się białe wody
jak mamy się wyrwać
z jądra ciemności
kiedy rozpada się
ostatnie spojrzenie
i sypie smuga
głosu
i nie można pojąć
ścieżek krwi
nad grobami
tańczy świt
***
wrak wzroku
konał w ślepych zaułkach
nocy
nie dało się wejrzeć
w głąb ciszy
czeluści języka
zapełniały się potem i łzami
zaczynały się
rozbiory oddechu
i
odwrót pamięci
nicość
stąpała z popiołów





