Strona główna Rok 2025 Nr 587 Izabella Teresa Kostka – „Nikt nie wie dokładnie, co znaczy być poetą,...

Izabella Teresa Kostka – „Nikt nie wie dokładnie, co znaczy być poetą, poeta jest nikim w jaskini Cyklopa”: wywiad z Emanuele Martinuzzi (i przekład z języka włoskiego)

0
180
Emanuele Martinuzzi

Emanuele Martinuzzi, urodził się w 1981 roku w Prato. Ukończył filozofię we Florencji. Od kilku lat pisze recenzje teatralne dla Teatrionline – Portalu Informacji Teatralnej. Na jego koncie są liczne publikacje poetyckie: „L’oltre quotidiano – liriche d’amore / Poza codzienność – wiersze miłosne” (Carmignani editrice, 2015) „Di grazia storica – elegie sul tempo / Z historycznej łaski – elegie o czasie ” (Carmignani editrice, 2016) „Spiragli / Spirale” (Ensemble, 2018) „Storie incompiute / Niedokończone historie” (Porto Seguro Editore, 2019) „Notturna gloria / Wieczorna chwała” (Robin edizioni, 2021) „L’idioma del sale / Idiom soli” (Nulla Die, 2022) „Intarsi” (Robin edizioni, 2024). Jest laureatem wielu nagród krajowych i międzynarodowych, m.in. Finalistą Nagrody Camaiore, Pieczęci Dantego jako Ambasadora Literackiego Towarzystwa Dante Alighieri, Brązowego Medalu Florence Prize oraz Finalistą nagrody Alloro di Dante ogłoszonej przez Rinascimento poetico i Dante Society of the Friars Minor of Rawenna. Uczestniczył w projekcie „Parole di pietra ” (Słowa z kamienia), gdzie jeden z jego wierszy został wyrzeźbiony na kamiennej płycie i wystawiony na stałej wystawie w rejonie Sambuca Pistoiese wraz z wierszami wielu artystów i postaci kultury.

E M.: 1. I.T.K.: Ukończyłeś filozofię w pięknym mieście Florencji. Dlaczego wybrałeś ten wydział? W dzisiejszych czasach nie jest to zbyt popularny kierunek studiów.

„Dwie drogi rozchodziły się w lesie, ja więc wybrałem tę mniej uczęszczaną i to zmieniło wszystko”. (Droga niewybrana, Robert Lee Frost). Zacznę odpowiadać Ci na pytania, cytując piękne zakończenie wspaniałego poematu, którego znaczenie wciąż mnie prześladuje z pewnego punktu widzenia, niczym przeznaczenie. Czasami podejmujemy niepopularne decyzje, nie z kaprysu lub po to, by się wyróżnić, ale dlatego, że w jakiś sposób podążamy za głosem serca. Poezja i filozofia znalazły mnie na wiele lat przedtem, a po pierwszej próbie na wydziale ekonomii i handlu, postanowiłem dokonać tego pindarycznego skoku z jednego świata do drugiego, ponieważ moim jedynym zamiarem, moją obsesją, moją miłością i moim powołaniem była poezja.. Podążając ścieżką wybraną przez innych chciałem uchwycić jej istotę, badając ją, próbując przyswoić i udoskonalić te narzędzia pojęciowe, które pozwoliłyby mi zrozumieć, zrozumieć ją i zrozumieć siebie. W rzeczywistości tak się nie stało, ponieważ szybko zrozumiałem, że poezja jest otchłanią światła, bezdenną przepaścią piękna, a odnalezienie jej sensu wymaga czegoś więcej niż nawet całego życia. Poświęcenie sensu istnienia jednostki to najmniej, co może się zdarzyć. Jednocześnie jednak filozofia była, jak powiedział Platon, ćwiczeniem w śmierci, abstrakcją od samego siebie, by otworzyć się na coś innego, a to coś innego, bliskie mojemu sercu, zawsze było i zawsze będzie poezją. Im bardziej staram się uchwycić jej istotę, tym bardziej ucieka ona w meandry pytań, ale zrozumienie nie jest ważne, oddając się uczuciom – to wszystko, co jest potrzebne duszy zachwyconej poezją. W pewnym sensie starałem się pójść drogą przeciwną do tej, którą już zdefiniował Mario Untersteiner w swoim eseju „Fizjologia mitu”, gdzie opisuje przejście od Mythosu do filozoficznego Logosu. Próbowałem dojść do zrozumienia Mitologii ukrytej w poezji poprzez myśl filozoficzną i jej dyskurs prowadzący do odsłonięcia rzeczy. Ale potem, w końcu, w tych ciemnych lasach uczuć i myśli zgubiłem drogę, zgubiłem się w tym poszukiwaniu, porzuciłem pytania czepiając się nicości, rzuciłem się poza język z bezsensowną wiarą w piękno i symbol, więc nadal piszę wiersze, by filozofować, i uprawiam prymitywną filozofię, pisząc proste wiersze, wiedząc, że nic nie wiem, pragnąc jedynie, aby wiersz odpowiedział mi małą radością możliwości, będąc w stanie jedynie podziwiać to, co jest napisane przez moje serce, lecz bez mojej wiedzy.

2. I.T.K.: Zacząłeś pisać wiersze w wieku dwunastu lat, jak narodziła się ta pasja? Ktoś cię do tego zachęcił?

E.M.: Myślę, że to powołanie było prawdziwym wezwaniem, które stało się możliwe dzięki pewnemu kontekstowi, pewnym nasionom rzuconym nieświadomie na moją drogę i które wykiełkowały we mnie we właściwym czasie, bez mojej wiedzy i wcześniejszego przeznaczenia. Prawdziwym powołaniem, zaproszeniem, wołaniem, które mnie znalazło, a nie odwrotnie. Jednak już jako dziecko, przez lata uczęszczałem do teatru Teatro di Piazza e d’Occasione w moim mieście jako aktor dziecięcy, do chóru Guido Monaco jako głos sopranowy i brałem udział jako statysta w Tosce Pucciniego, Carmen Bizeta i Borysie Godunowa w Maggio Musicale Fiorentino, były to wspaniałe doświadczenia, które zbliżyły mnie i wykształciły w świecie muzyki, w śpiewie i bogactwie słowa, które przemienia się w muzykę. Wierzę, że wszystko to było przygotowaniem do tego, co wydarzyło się później. Ponadto, w moim domu, czy w domu moich dziadków, zawsze byłem otoczony książkami, gazetami, pismami, broszurami i innymi przedmiotami artystycznymi, czasami nie tylko otoczony, ale wręcz zanurzony w nich. Zawsze też uczęszczałem na targi książek, antyków i książek używanych, chodziłem z moją matką, żeby odkrywać prawdziwe skarby, które można było znaleźć w wąskich kątach, gdzie często znajdowały się rupiecie lub przedmioty o małej wartości, nowoczesne antyki, stosy magazynów, almanachów, gazet, a na koniec można było wydobyć z całego tego hałasu perłę czyli książkę, która lśniła wśród kurzu przeszłości. Poza tym od tamtej pory zawsze czułam, że w pisaniu znajduję coś tajemniczego, co wzywa mnie, bym za tym podążał, pewien rodzaj niechcianego odbicia, introspekcji, która kazała mi mierzyć i porównywać drobne rzeczy, które przydarzały mi się w życiu codziennym z nieskończonością, którą tylko pisanie wiersza mogło mi ukazać za pomocą nieczytelnych wskazówek. Oczywiście zaczynałem od pisania rymowanych dowcipów, śmiesznych rymowanek dla dzieci, lekkich i zabawnych wierszy, a następnie powoli przeszedłem do pisania sonetów, madrygałów, wierszy wolnych, eksperymentując przez lata ze swoją wszechstronnością w zmienianiu formy i w poszukiwaniu nowej treści. Przez wiele lat pisałam tylko dla siebie, nikt poza moimi rodzicami nie wiedział o tej mojej pasji, która w istocie była już czymś więcej, co zakorzeniało się w mojej duszy, budując podróż niezrozumiałą dla moich ówczesnych członków rodziny i dla tych, którzy żyją obok mnie dzisiaj. Nikt o tym nie wiedział, z wyjątkiem moich drogich przyjaciół: Rimabuda, Verlaine’a, Pascoliego, Campany, Dantego, Tassa, Bukowskiego, Preverta, Eliota i innych, a nawet Nietzschego, św. Augustyna, Hegla, Marksa, św. Tomasza, Mistrza Eckarta, Adorna i innych, z którymi nieustannie rozmawiałem, czytałem ich, rozmyślałem nad nimi, ale jednocześnie przemawiałem do nich w myślach, czekając na jedną lub więcej odpowiedzi w mojej poezji, a nie w ich dziełach.

3. I.T.K.: Filozofia i poezja, dwie dziedziny uważane za niszowe. Czy czujesz się w nich zrealizowany, czy czasami dochodzisz do wniosku, że byłoby lepiej poświęcić się czemuś bardziej komercyjnemu?

E.M.: W rzeczywistości, odnalazłszy na swojej drodze poezję, w pewnym sensie jako pierwotną formę filozofowania, w pewien sposób połączyłem egzystencjalną ideę życia w podróży przez wątpliwości, w męce badań, we wzniosłych wyżynach inspiracji, w podłości tych, którzy gubią się w ciemnym lesie własnych myśli i własnych upadków, dlatego nie mogę określić swojej drogi literackiej na podstawie kryterium osobistego spełnienia, ponieważ to z mojej słabości oraz z braków i niedoskonałości rodzi się wszystko, co piękne i interesujące. Wszystko, co udało mi się wyrazić w tym języku, który chce tłumaczyć tajemnicę zwaną poezją. Ponadto, jak wspomniałem, przez wiele lat mojego życia literackiego, jako miłośnik poezji czytałem, pisałem i medytowałem tylko sam ze sobą, dlatego spełnienie, którego szukałem w pisaniu, nie było i nie jest mierzone dzisiejszymi kryteriami widoczności czy komercyjności, a bardziej lub mniej wyrazistością i autentycznością. Powiedziawszy to, nie zaprzeczam, że odkąd zdecydowałem się upublicznić moją pasję i podzielić się nią z innymi, doznałem satysfakcji i doświadczeń prawdziwie pełnych emocji, jakich nigdy nie sądziłem, że mogę doświadczyć. Nie umniejszają one wewnętrznej wartości tworzenia poezji, która jest niezależna od wszystkiego innego, ale dodają piękno płynące z życia z innymi, którzy potrafią ją doceniać lub odrzucać, każdy na swój indywidualny sposób lub w zbiorowym odbiorze poezji. Jak często mówiłem, można się zastanawiać, czy drzewo, które upada w lesie, gdzie nie ma nikogo, kto by był świadkiem upadku lub usłyszał jego łomot, naprawdę upadło. W przypadku poezji sam fakt pisania w chwili, w której decydujemy się, by rzucić światło i życie na białą i nieskazitelną kartkę papieru, jeśli nikt inny oprócz autora jej nie przeczyta, miałby w sobie czar i wzniosłość pędu, który wyrasta, by rozrastać się jak prawdziwy las. W poezji kryje się tajemnica, która nas łączy i dlatego też, niezależnie od tego, czy udostępniamy ją, czy nie w kanałach społecznych poświęconych kulturze, istnieje ona niezależnie i głęboko nas porusza. To powiedziawszy, nie chcę zniekształcać znaczenia pytania ani pomijać pewnego jego znaczenia, dlatego powiem, że od jakiegoś czasu próbuję swoich sił w pisaniu artykułów, recenzji, esejów i zacząłem pisać serię opowiadań. Mam nadzieję, że prędzej czy później zostanie ona opublikowana.

4. I.T.K.: Przyznaję, że moje poprzednie pytanie było podchwytliwe, gdyż jesteś bardzo cenionym autorem zarówno przez czytelników, jak i przez jurorów w wielu konkursach. Opublikowałeś siedem zbiorów wierszy z cenionymi domami wydawniczymi. Który z tomików uważasz za najcenniejsze twe dzieło?

E.M.: Każda moja „praca”, którą napisałem, była w tamtym momencie najcenniejsza, ponieważ zawsze piszę z myślą o ekspresyjnych lub wewnętrznych potrzebach. Nie mam terminów redakcyjnych ani ograniczeń związanych z umowami, czekam, aż pomysły i słowa same do mnie przyjdą, zapukają do moich drzwi i zostaną zaakceptowane lub odrzucone, w zależności od chwili, mojego nastroju i skupienia. Pochodzą z otchłani i kiedy wyłaniają się na powierzchnię mojej podświadomości i duszy, zawsze mają takie samo znaczenie, jak wszystkie rzeczy i wydarzenia, które przychodzą, aby dać ci odpowiedzi na pytania, o których nawet nie pomyślałeś. Są wrakami i skarbami morza języka, stają się poezją, łodzią pijaną pięknem potrzebnym do przeprawy poza Kolumny Herkulesa stworzone z banału. Jednakże każde pytanie ma zawsze możliwość podwójnego znaczenia i dlatego, bez popadania w sprzeczność lub wręcz przeciwnie, jak wszystkie kreatywne i stymulujące rzeczy, które mają zdolność do zawierania w sobie wielości, jestem skłonny sądzić, że moja ilustrowana kolekcja „Wieczorna chwała” opublikowana przez Robin Edizioni, oprócz tego, że dała mi dużo zajęcia podczas pisania i przeżywania jej jako fizycznej i literackiej podróży, dała mi niewyobrażalną satysfakcję. Otworzyła przede mną wiele drzwi, zarówno w życiu, jak i w pisaniu. To było prawdziwe zejście i podróż do podziemnego świata, a następnie podniesienie się po upadkach i niepewnościach, które dotknęły mnie osobiście. Czasami trzeba zejść w cień, aby wydostać się z własnych jaskiń iluzji i ran. Nic nie umniejsza faktu, że pozostałe zbiory i każdy z napisanych przeze mnie wierszy były spotkaniem i dreszczem, skokiem w stronę przekształcenia bezsensu w coś, co zamiast mówić, śpiewa, a swoim śpiewem woła, przywołuje nowe znaczenia.

5. I.T.K.: Jak już wspomniałam, jesteś laureatem wielu prestiżowych nagród ogólnopolskich i międzynarodowych. Niedawno został Pan uhonorowany nagrodą Wawrzyna Dante Alighieri przyznaną przez Rinascimento Poetico i Centrum Dantego Zakonu Braci Mniejszych w awennie. Powiesz nam coś więcej o tym sukcesie, który sprawił Tobie tak ogromną satysfakcję?

E.M.: Poezja, symbol i postać Dantego towarzyszyły mi przez całe życie, czasem w tajemniczy, ale subtelny sposób. Kiedy byłem mały i zacząłem pisać sonety, które z rozbawieniem czytałem mojej mamie, ona żartobliwie zapytała mnie: „Czy ty jesteś synem Dantego?”. Opowiadam to jako lekką, bezpretensjonalną anegdotę, którą wspominam z uśmiechem. Potem oczywiście odnalazłem Dantego na nowo, studiowałem i rozmyślałem nad nim podczas studiów. Jego legenda i poetycki wszechświat stanowiły dla mnie, człowieka, który zawsze kochał i podziwiał kulturę średniowieczną, istotny punkt odniesienia. Ponadto, jako Toskańczyk, urodzony i mieszkający w pobliżu Florencji, jego burzliwa historia potyczek i wygnania uczyniła z niego fascynujący przykład absolutnej miłości do poezji. Taki uniwersalny pomnik, który rozsławił jego blask na całym świecie, pomimo politycznych trudności jego życia. Co więcej, dwa lata temu, jako ukoronowanie moich trzydziestu lat miłości i oddania pisarstwu, otrzymałem Pieczęć Dantego jako Ambasador Literacki Towarzystwa Dante Alighieri, przyznawaną przez Komitet Sarzana, najstarszy w całych Włoszech, mogący pochwalić się piękną i znakomitą historią upowszechniania, studiowania i ochrony dzieł Dantego. Dzięki tym przesłankom i innym zdarzeniem losu związanym ze światem Dantego, będąc również wieloletnim członkiem Museo Casa di Dante we Florencji, gdy otrzymałem wiadomość o wielokrotnym przyznaniu mi nagrody Alloro di Dante w Rawennie przez Rinascimento poetico i Centro Dantesco dei Frati Minori, nie możecie sobie wyobrazić mojego zdumienia i radości! Muszę uczciwie powiedzieć, że w tym przypadku te piękne wyróżnienia zeszły jakoś na dalszy plan, kiedy postawiłem stopę w przepięknej Rawennie, a konkretnie w Strefie Ciszy, obszarze w historycznym centrum Rawenny poświęconym pamięci i czci najważniejszego dla wielu poety Dantego Alighieri. Tam przeżyłem naprawdę głębokie i niewyrażalne emocje. Dla miłośników poezji oddanie hołdu grobowi Dantego jest doświadczeniem obowiązkowym. Do dziś przechodzą mnie dreszcze, gdy wspominam te chwile pełne emocji i zachwytu. Z ogromnego szacunku i wdzięczności wobec Najwyższego Poety spontanicznie zrobiłem coś być może ekstrawaganckiego lub niezrozumiałego dla wielu. Po oddaniu hołdu ciszy, która przystoi tym, którzy odwiedzają grób, skłoniłem głowę trzy razy, po jednym razie na każdy kantyk Boskiej Komedii. Były to moje trzy podziękowania dla literackiego geniuszu, który objawia się w jego nieśmiertelnych wersach. Nawet będąc ukoronowanym, z pewnością symbolicznie, Wawrzynem, którego Dante nigdy nie otrzymał za życia, w tej samej bazylice San Francesco, do której uczęszczał, aby się modlić i medytować i gdzie prawdopodobnie znalazł inspirację do napisania Raju, sądzę, że nie ma słów, które mogłyby opisać zaszczyt i radość, jakie może odczuwać zwykły miłośnik poezji, przeżywając tak wyjątkowe doświadczenia w miejscu tak pięknym pod względem sztuki i historii, magicznym z pewnego punktu widzenia. Można więc powiedzieć, że fundamentalną częścią nagrody było właśnie przeżywanie z emocjami i wzruszeniem miejsc wygnania i bogactwa, które emanuje z każdego budynku. Przeżywanie każdego dzieła sztuki, drzewa, a nawet spojrzenia, które wciąż mówi o Dantem. Ostatecznie najważniejsze są te wyróżnienia, które uczą i zachęcają do kontynuowania tej pięknej podróży w głąb poezji i sprawiają, że czujesz się jak wieczny uczeń życia i literatury klasyków. Sprawiają, że odzwierciedlasz swoje uczucia i doświadczenia w ich ponadczasowych opowieściach, ponieważ poezja jest uniwersalna i dlatego łączy wszystkie istoty, otwiera nas na tajemnicę rzeczy i piękno inspiracji.

6.I.T.K.: Jesteś artystą bardzo wrażliwym także na problemy społeczne. Brałeś udział w akcji przeciwko przemocy wobec kobiet zorganizowanej przez sławną we Włoszech showgirl Michelle Hunziker. Możesz nam opowiedzieć o tym wydarzeniu?

E.M.: Mam wspaniałe wspomnienia z tego dnia. Pojechałem wtedy do Mediolanu po raz pierwszy i tak naprawdę było to również pierwsze oficjalne spotkanie ruchu awangardowego, z którym przez pewien czas współpracowałem. Bardzo miło i konstruktywnie było uczestniczyć w tej inicjatywie zorganizowanej przez Doppia Difesa, organizację non-profit założoną przez Michelle Hunziker i Giulię Bongiorno. Celem organizacji jest pomoc tym, którzy doświadczyli dyskryminacji, nadużyć i przemocy, ale nie mają odwagi ani możliwości, by podjąć drogę otwartego potępienia tych czynów. Był to bardzo interesujący i inspirujący moment, który łączył artystyczne i literackie eksperymenty z solidarnością i empatią wobec dramatu przemocy wobec kobiet. W rzeczywistości jednak w mojej twórczości bezpośrednie zaangażowanie obywatelskie stanowi zdecydowaną mniejszość w porównaniu z wizją o wiele bardziej liryczną, symboliczną i introspekcyjną. Nie sądzę jednak, aby miało to wprowadzać w błąd lub powodować nieporozumienia, jak to już miało miejsce w przeszłości w historii literatury. Mam na myśli na przykład Achmatową, wydaloną ze Związku Pisarzy Radzieckich w 1946 r. pod zarzutem estetyzmu i wycofania się z życia politycznego. W moim przypadku moje polityczne wycofanie się z tych tematów w moich wierszach, z kilkoma wyjątkami, jest w rzeczywistości zobowiązaniem, introspekcją, i liryzmem, gdyż poezja jako cel sam w sobie zmiękcza duszę, wzbudza empatię, mówi o czymś uniwersalnym, takim jak duch ludzki i jego podstawowe wartości. Moje pozorne wycofanie się jest więc zobowiązaniem do niepodnoszenia świadomości na temat konkretnego tematu, co często może popaść w trywializację złożoności zjawiska społecznego o bardzo różnych implikacjach, a nawet w instrumentalizację, by pozwolić pisarzowi na uspokojenie się, a nie zajęcie problemem bezpośrednio i bez czynienia dobra. Służy raczej do pobudzenia świadomości pisarza i czytelnika w kierunku troski o własną duszę, samopoznania oraz wolnej ekspresji, która oczyszczająco wyraża naszą ciemność, jak również naszą jasność, być może rozładowując pewne szkodliwe zachowania w życiu społecznym, których niestety zbyt często jesteśmy świadkami: niszczenie innych i samozniszczenie nas samych, naszej własnej i cudzej szczerości, czyjejś przyszłości, własnej i cudzej kobiecości w sensie uniwersalnym i archetypowym.

7. I.T.K.: Wśród twych wielu zainteresowań znaczące miejsce zajmuje teatr. Od paru lat piszesz recenzje teatralne na włoskim portalu teatralnym „Teatrionline”. Co najbardziej fascynuje Cię w sztuce teatralnej? Czy według Ciebie ma ona większą siłę oddziaływania niż poezja?

E.M.: Od dzieciństwa zajmowałem się teatrem i realizowałem tę pasję na wiele sposobów w rodzinie i w szkole. Pamiętam, że wystawiłem też jedną ze swoich ulubionych książek t.j. „Małego Księcia” Antoine’a de Saint-Exupéry’ego w teatrze szkolnym. Jak już wspomniałem, teatr był dla mnie osobistym przedsionkiem poezji. Odczuwam nieskończoną miłość, szacunek i wdzięczność dla sztuki teatralnej. Poezja wielokrotnie uratowała mi życie i ratuje je każdego dnia, ale teatr pozwolił mi przeżyć je głębiej, otworzył mnie na miłość do poezji jako formy wiedzy. Nie chcę i nie mogę tworzyć hierarchii między tymi sztukami, które zawsze ze sobą współdziałały i wzajemnie się wzbogacały. Jeśli teatr odzwierciedla i przedstawia, będąc bardziej życiem niż samym życiem, to poezja jest marzeniem, które powołuje do istnienia istnienie, jest dziewiczym spojrzeniem, które nazywa i sprawia, że wszystkie rzeczy się dzieją i je tworzy. Teatr jest ciałem, poezja jest duchem, jedno nie może istnieć bez drugiego, jedno w tajemniczy sposób jest drugim. Nie jest przypadkiem, że wielcy dramatopisarze są wielkimi poetami i odwrotnie. Poezja zrodziła się z zapomnienia o rzeczach, które istnieją i które zanim zostały nazwane, zasadniczo nie istniały. Teatr narodził się, gdy życie ostatecznie zapomniało, że jest sobą i otworzyło się na bycie widzialnym, na stanie się historią i na to, by inni je opowiadali. Za każdym razem wyjście do teatru z ramienia magazynu Teatrionline nie było dla mnie odbierane jako zobowiązanie czy obowiązek. Oczami dziecka ekscytuję się odkrywaniem ciągle nowych wymiarów spektaklu, widzę pustą scenę przekształcającą się w niezliczone niezbadane światy, a każda historia wzrusza nas i uczy, odzwierciedla i dekonstruuje. Kiedy wychodzisz z teatru, nigdy nie jesteś taki sam jak wcześniej, coś w tobie, co wcześniej było w stanie hibernacji lub nawet nie istniało, ożywa i jest w stanie wzbogacić koleje twojego życia, których nie rozumiałeś lub którym nie nadałeś odpowiedniej wagi. Aby spróbować zrozumieć życie, trzeba je odtworzyć za pomocą teatru i oczywiście również za pomocą poezji. Nigdy tego nie zrozumiesz, bo życie samo nie chce, by teatr i poezja się skończyły i zamilkły.

8. I.T.K.: W dzisiejszym świecie przemocy, pędu za zyskiem i pozorami wiecznej młodości i cielesnej doskonałości zatarła się prawie całkowicie empatia i wrażliwość. Czy nigdy nie czułeś się w tym świecie zagubiony jak outsider? Wielu artystów skarży się na niezrozumienie i poczucie odosobnienia oraz izolacji. Jak jest z Tobą?

E.M.: „Większość życia spędziłem na pisaniu. To jest samotna aktywność. Siedzisz w swoim pokoju i piszesz, a w samotności nawiązujesz kontakt ze wszystkimi” cyt. Saul Bellow. Zawsze miałem introwertyczną, refleksyjną naturę samotnika, potrafiłem stworzyć własny świat lub kilka światów. Zawsze idealnie pasowało to do atmosfery i charyzmy, które są niezbędne, aby poświęcić się pisaniu, choć zawsze czekałem, aż natchnienie samo nadejdzie jak pora roku, która rozkwita, kiedy musi nadejść. Odsunięcie się od oczu i uszu innych nie oznacza jednak braku kontaktu z kimś lub czymś, istnieje sposób bycia w relacji w braku relacji, sposób interakcji w sposób niewerbalny, nawet na odległość, którą kreatywny samotnik komunikuje poprzez swój wybór, zanim jego pismo się zmaterializuje. Szczerze mówiąc, nie mogę nie zauważyć, że od czasu pandemii zaszła zauważalna zmiana w zakresie relacji z innymi. Mówię o tym jako o osobistej hipotezie i odczuciu, które, jak wiem, nie dotyczy tylko mnie. Istnieje lub istniał sposób rozumienia bycia częścią grupy ludzi z poczuciem wolności, który pozwala jednostkom wyrażać siebie, nawiązywać ze sobą relacje, interpretować pewne dynamiki bycia razem, a nawet akceptować, szanować i pozwalać każdej osobie żyć własnym życiem, nie dając się całkowicie pochłonąć poczuciu przynależności do tej zbiorowej całości. W istocie życie we wspólnocie jest wzbogacone o samo znaczenie, jakie każda osoba nadaje temu samemu pojęciu, w sposób pluralistyczny i nieoczekiwany. Z drugiej strony, w ostatnich latach wielu zauważyło wzrost poczucia przynależności do grupy, a nie do sieci, gdzie różne tworzące ją elementy muszą spełniać pewne idee, zachowania, reguły, pod groźbą wykluczenia z sieci, która nie rozwija się jak organizm, jak grupa, w osobistej i swobodnej ewolucji poszczególnych członków, ale sztucznie włącza w siebie to, co podąża za pewnym z góry ustalonym algorytmem działania i myśli. Uważam, że korzystanie z niektórych mediów społecznościowych mogło wprowadzić ten rodzaj sztucznego połączenia między ludźmi, którzy stają się monadami i aby pozostać online, muszą dostosować się do pewnych standardów i wspólnych horyzontów znaczeniowych, oczywiście w klimacie, który coraz bardziej sprzyja homologacji kosztem osobistej kreatywności, tego poczucia poszukiwania między ludźmi, którzy wiedzą, że są ludźmi niedoskonałymi, potrzebującymi innych, ale niezależnymi i otwartymi na dialog, a nie na powtarzanie pewnych formuł, które sprawiają, że ktoś przyłącza się do sieci lub nie. W tym sensie, jako miłośnik poezji i pisarz, jak stwierdziło wielu artystów i ludzi wolnych, czułem się nie tylko samotny, ale czasami wyizolowany, karany przez swój nonkonformizm i zarzut wewnętrznej wolności, jaki niesie ze sobą tworzenie poezji. Każdy powinien cenić swoją wyjątkowość, powinna to być wartość dodana do dialogu i porównania, może niezbyt łatwego, ale możliwego i poszukiwanego. Jednakże, jeśli oczywistą tendencją jest odsuwanie na bok wrażliwości na szkodę homologicznej przemocy, kruchości lub niedoskonałości na szkodę doskonałości fizycznej lub pewnych wzorców, które przekazują tego typu komunikaty, to najbardziej wrażliwi, podatni, ekspresywni ludzie cierpią z powodu tych klatek i murów, które są subtelnie budowane wokół nich. Przymusowa izolacja, której wszyscy doświadczyliśmy z powodu siły wyższej lub z powodów zdrowotnych, nie jest przeżywaniem samotności jako wolnej formy twórczego lenistwa. Jednakże na wszystkich możliwych drogach sztuki można doświadczyć marginalizacji, wygnania, niezrozumienia, walki o własne idee, upadków, wzlotów, twórczej jałowości, wzlotów fantazji, błysków geniuszu, banałów, rozpoznań, milczenia, a nikomu nie jest dane wiedzieć, jak można te możliwości ocenić jednoznacznie. To, co dla człowieka wydaje się nieszczęściem lub przeciwnym przeznaczeniem, dla poety jest łaską i twórczą manną. Doświadczenia, które czasami niszczą lub dręczą człowieka, kształtują inspirację i uszlachetniają wiersze. „Lecz nadeszła już pora, ja umieram, ty zaś żyjesz. Lecz która z tych dwóch rzeczy jest lepsza, to jest tajemnicą dla wszystkich, z wyjątkiem Boga”. Były to ostatnie słowa Sokratesa, zawarte w końcowej części Apologii napisanej przez Platona, zanim pożegnał się z życiem i z odwagą i radykalną swobodą w głoszeniu własnych idei ruszył ku niesprawiedliwemu potępieniu. Słowa te kryją w sobie wiele mądrości, którą można interpretować i stosować również dziś.

9.I.T.K.: Leo Longanesi powiedział: „Sztuka jest apelem, na który zbyt wielu odpowiada, nie będąc do tego wezwanym”. Co sądzisz o masowym publikowaniu poezji w mediach społecznościowych? Liczba aspirujących „poetów i pisarzy” oraz tekstów proponowanych w tych wirtualnych przestrzeniach jest naprawdę imponująca.

E.M.: Uważam, że chęć wyrażania siebie za pomocą języka poetyckiego, nawet w sposób naiwny i amatorski, nie jest być może faktem literackim wartym odnotowania, ale z pewnością jest to społeczna potrzeba komunikowania swoich uczuć i idei, którą należy szanować i analizować, nie traktując tego faktu ślepo i elitarnie, ale z człowieczeństwem i uwagą, słuchając i dzieląc się. Oczywiście, jest to jedno ze zjawisk demokratyzacji, związane z użytkowaniem i szerokim upowszechnieniem mediów społecznościowych, które mają konsekwencje i skutki nie tylko w sferze artystycznej i literackiej, ale powiedziałbym, że w szerokim spektrum życia obywatelskiego, nawet w sposobie uprawiania polityki. Tak więc nie jest to coś, co należy stygmatyzować lub demonizować, ale rozumieć i wykorzystywać świadomie w miarę możliwości. Co więcej, jakość literacka nie jest obca masom wirtualnych pisarzy. W rzeczywistości, oprócz niezliczonej rzeszy pisarzy, którzy nie czytają, nie studiują, nie rozmyślają, a mimo to są oddani tematowi, w którym próbują swoich sił, są też autorzy drugoplanowi, którzy mają oryginalne ścieżki, literackie horyzonty w ciągłej ewolucji i są napędzani nie tylko uzasadnioną chęcią komunikowania się, ale także kompetencją, a nawet talentem. Uogólnienia często nie uwzględniają złożoności rzeczy. Tak czy inaczej, chciałbym poruszyć pewną kwestię. Uważam, że należy uczciwie, przewidująco i z szacunkiem dla przeszłości stwierdzić, że terminu „poeta” nie należy używać zbyt łatwo. Miłośnik poezji, często definiuję siebie w ten sposób (jeśli już, to los położy na mojej głowie inny rodzaj fryzu): nie jest poetą trener literackim, który uczy cię, jak doskonalić swoje pisarstwo, nie jest poetą intelektualista, choćby najbardziej wyrafinowany i przygotowany, nie jest poetą pisarz seryjny różnych gatunków, nie jestem poetą uczony i bibliofil, nie jest poetą amatorski wierszopisarz, nie jest poetą komentator używający efektownych i sentymentalnych fraz, nie jest poetą… i mógłbym dalej wskazywać różne typy postaci lub charakterów. Nikt nie wie dokładnie, co znaczy być poetą. Poeta jest nikim w jaskini Cyklopa, poezja jest jego imieniem wyzwolenia. Poeta jest uchylonymi drzwiami do nieskończoności i raną, która nigdy się nie goi. Poeta ma naiwność idioty i ślepe, nieświadome jasnowidztwo mędrca. Poeta jest upadłym aniołem, niezdarnym ze swymi wielkimi skrzydłami i szaleńcem, lecącym ku słońcu na skrzydłach z wosku. Poeta jest zwierciadłem swojego czasu, wyrzutkiem, kimś innym niż on sam, tym kogo nikt nie rozpoznaje i nie chce widzieć. Poeta jest złodziejem ognia i zagubionym człowiekiem w ciemnym lesie.

10. I.T.K.: Jaką przyszłość widzisz dla sztuki w czasie powszechnej komputeryzacji, przemocy i wszechobecnej technologii? Czy ma ona jeszcze jakaś siłę przekazu, czy jest raczej reliktem przeszłości?

E.M.: Hegel mówił już o śmierci sztuki i poezji, ale nie, że dzieła artystyczne czy literackie nie będą już tworzone, chociaż to prawda, że w dobie technologii zapotrzebowanie na sztukę i poezję maleje. Stają się one zbędnymi instrumentami ekspresji, koncepcjami, które nieuchronnie tracą aurę świętości, pozostałościami przeszłości, która na zawsze umarła, a która ma względny i mniejszy ciężar znaczeniowy w porównaniu z innymi formami wiedzy, zdolnymi nie tylko interpretować rzeczywistość, ale także ją poznawać i manipulować nią. Ogromna potęga technologii wydaje się pozbawiać sztukę i poezję ich pierwotnego statusu i istoty. Osobiście uważam, że poezja spoczywa teraz w grobie, gdzie krystalizują się historia i humanizm, że utraciła swoją żywotną świętość, a jej głębokie duchowe znaczenie zostało zredukowane do zwykłego, indywidualnego faktu. Jednak moja bezgraniczna miłość do tej tajemnicy, jaką jest poezja sprawia, że myślę i mam nadzieję, iż poezja nie umarła, a nawet jeśli tak się wydaje, to nie pozostaje martwa. Pisanie poezji oznacza również włożenie całej duszy w ponowne otwarcie wyłomu w ciemności, odrodzenie tego, co wydawało się już skończone, sprawienie, by kurz codzienności i banału spłonął na wieki. Wierzę całym swoim jestestwem, że ostatnie słowo nie zostało jeszcze powiedziane i nigdy nie zostanie powiedziane. Ta wiara to oddanie się ciszy, która buduje nowe istnienie, ponieważ wszystko może słuchać, to pozwolenie, aby pieśń zajęła miejsce rezygnacji. Tylko poprzez kontynuację pielęgnowania poezji i jej źródeł możliwe będzie dalsze myślenie i nostalgiczne poszukiwanie idei przyszłości.

Włochy, kwiecień, 2025.

Poprzedni artykułKsiążki pod lupą
Następny artykułTadej Karabowicz – Język powinności filozoficznej w tomie Bożeny Boby-Dygi „Fastryga”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko