Agnieszka Czachor
Piękni czy z karykatury?
Jarosław Iwaszkiewicz wspomniał w swoim eseju o Puszkinie, o jego żonie. Natalii Gonczarowej. Zainteresował mnie opis jej urody: „W swoim życiu widziałem wiele pięknych kobiet – powiada W.A.Sołłohub – nawet jeszcze bardziej czarujących niż żona Puszkina, ale nigdy nie widziałem kobiety, która łączyła w sobie taką doskonałość klasycznych rysów i kształtów. Wysokiego wzrostu, bajecznie szczupła w talii, o przepysznie ukształtowanych ramionach i torsie, jej nieduża głowa jak lilia na łodydze z gracją obracała się na smukłej szyi; ta pięknego i regularnego profilu już nie widziałem, a karnacja, oczy, zęby, uszy! Tak, to była prawdziwa piękność (…) Ogólnie mało mówiła.
Zainteresował mnie ten opis. To, że ktoś uznał daną osobę za jego zdaniem prawdziwie piękną. Nie tylko jego zdaniem. Ta osoba uznawana była za najpiękniejsza kobietę Petersburga. Bo cóż znaczy słowo: piękny? Nie ma jednoznacznej definicji, jednak wtedy faktycznie potrafiono się zachwycić wyglądem zewnętrznym, który na pewno był wiele naturalniejszy niż współcześnie.
Zwróciłam na niego uwagę, bo uzmysłowiłam sobie, że nie ulegam takim stwierdzeniom, dotyczącym opisów współczesnych ludzi. Wynika to z tego, że nie wierzę w ich piękno. Są zrobieni, wystylizowani, jak lalki. Ale opis wyglądu żony Puszkina sprawił, że pomyślałam, iż być może faktycznie, kiedyś byli naturalnie ładni ludzie.
Rzecz jasna mam na myśli wizualną atrakcyjność, nie wnikam w charakter danej osoby.
Odnoszę wrażenie, że współcześnie „obyliśmy” się z pięknem i nie wierzymy w nie. Na ekranach mamy same piękne osoby, które kiedy zmyją makijaż, odczepią rzęsy, zdejmą nakładki z zębów, okazują się tak zwyczajni, że aż strach. Pomijam już operacje plastyczne.
Czytając ten opis, pomyślałam, że chciałabym tę Natalię zobaczyć. Nie tylko na obrazach, na których, mimo różnego pędzla, wygląda imponująco, ale na żywo. Chciałabym zobaczyć naturalnie piękną kobietę, bez żadnych „poprawiaczy” jej urody. Bez namalowanej twarzy. Tak zwyczajnie, jak kiedyś się patrzyło na koleżanki i kolegów podczas gry w klasy i zjazdów na rowerach z górki na czas, a później mierzyło się ślad hamowania. Z kurzem na twarzy. Bo w grupie smarkaczy wiedzieliśmy, która dziewczyna jest ładna i który chłopak przystojny, ale równocześnie wiedzieliśmy, że ten atrybut piękna przyznawany na trzepaku pod blokiem nie był stały ani jednomyślny.
Już wśród maluchów ze śpikami pod nosami był kanon urody, ich osobisty kanon. Dlatego tak mnie zachwycił opis Natalii, ale równocześnie zdumiało mnie to, że już od bardzo długiego czasu nie zachwyciłam się niczyją urodą. We współczesnym świecie, w mediach, patrząc na osoby stojące na piedestale. Wręcz idealne wizerunkowo, doskonałe teoretycznie pod każdym względem, ale niepiękne.
Zachwycają mnie swoimi rysami osoby z ulicy, zachwycają ludzie mówiący co myślą i co czują, tworzący klimat wokół swoich chat, pośród „posiedzin” na pniakach, na okrąglakach z drzew, mówiący: posłuchaj i powąchaj powietrze! Bo słowik, bo wiatr niosący zapach nadchodzącego deszczu. Nie chodzi o trawnikowych maniaków, których podwórka przerażają odpowiednio przyciętą trawą na dwa milimetry.
Sam opis akurat tej kobiety, opisuje jej całą postać. Nie mówi, że tutaj buty z tej marki czy tamtej, że zarys profilu to dzieło tego czy tamtego lekarz od estetyki plastycznej. Nie wspomina o korygowanych sztucznie częściach ciała tej osoby. Pani urodziła czworo dzieci.
Iwaszkiewicz koncentruje się na konsekwencjach dla Puszkina, jak i jego żony, wynikających z tego, że ją „zaproszono” na dwór. Nie mogła odmówić, jak i jej mąż nie mógł się nie godzić. Należy pamiętać, że była młodą osobą 25 lat. W tym wieku współcześnie, wielu dopiero zaczyna myśleć o rodzinie, a ona za moment została wdową.
Pojedynek, do którego Puszkin przystąpił był intrygą, choć niektórzy twierdzą, że jego żona miała romans z carem. Jednak, żyjąc w tamtych czasach, należało mieć świadomość, że skoro kogoś za wszelką cenę chce się mieć na dworze, to jego funkcja jest przesądzona. Poza tym władcy nie sposób było odmówić. Nie, że się nie umiało, ale to się wiązało z konsekwencjami. Nawet utraty głowy.
Kobietami kupczono. Tak. W dużej mierze tak. Mężczyznami, jak sądzę również, ale mniej oficjalnie. Ludźmi, zawsze kupczono, mimo, że nie byli teoretycznie niewolnikami. Teoretycznie, bo jednak zazwyczaj musieli się trzymać jakiegoś regulaminu, pewnej narzuconej odgórnie etykiety. Carowi nie można było odmówić, kiedy zapraszał na dwór, innemu dygnitarzowi także. Osobiste preferencje prawie się nie liczyły, podobnie jak i więzi rodzinne czy małżeńskie. Mężatkom wolno było samym chodzić na bale, bo to one pełniły funkcję osób pilnujących panienki, bez względu na to, że często były młodsze niż ich podopieczne.
Pięknych często na uczty proszą – tak mówią. Bycie pięknym częstokroć przysparzało kłopotów, a mieć piękną żonę dla mężczyzny mogło być prawdziwym utrapieniem, ale bywało też tak, że piękny nie miał świadomości swojej urody, jednak szybko się orientował o swoim towarzyskim powodzeniu i jego powodzie.
O samej Natalii krążyły plotki, że była śliczna, ale niezbyt mądra. W sam raz do flirtu. Nie ma się czym oburzać, wszak w tamtych czasach od kobiety głównie tego wymagano: urody. Jeśli jej nie posiadała nikt się nią nie interesował. Mógł jej atrakcyjność podciągnąć posag albo znane nazwisko, ale uroda i tak grała pierwsze skrzypce.
Jednak w momencie, kiedy – mam na myśli współczesność – można zmienić sobie kolor oczu przy pomocy odpowiednich soczewek i przerobić w swoim ciele, co komu tylko przyjdzie do głowy, to odnoszę wrażenie, że wszelkie dysputy o pięknie tracą na znaczeniu. Trudno również powiedzieć o autentycznym kanonie piękna, bo osoby go reprezentujące – może się tak okazać przy bliższym poznaniu – niewiele mają w sobie piękna autentycznego.
To, że żyjemy w świecie obrazków i zdjęć, które są przerabiane, koloryzowane, mają „podbijane” kolory, korygowane rysy twarzy, sylwetkę, sprawia że nie wierzymy w autentyczne piękno. Człowiek ze świecznika przypomina produkt. W wielu filmikach mówi do nas ktoś, kto być może wygląda zupełnie inaczej, albo wiele mniej atrakcyjnie. Nie można również powiedzieć współcześnie, że ktoś się ładnie starzeje, bo być może ta „ładność” wynika z tego, że co jakiś czas poddaje się zabiegom plastycznym. Wszelkie poprawianie urody nie jest już zarezerwowane tylko dla elit, gwiazd telewizyjnych. Coraz częściej stosują je osoby nie mające nic wspólnego z blichtrem medialnym.
Dawno temu, chyba jako dwudziestoparoletnia osoba, a może trzydziestoletnia, napisałam tekst o tym aby się mi pozwolono zestarzeć w sposób naturalny, bo pandemia młodości i wyglądania za wszelką cenę młodo, ogarnęła już prawie wszystkich. Zeszła na „niziny” i zaczyna wywierać presję, aby poddawać się maleńkim zabiegom z zakresu estetyki plastycznej. Dzisiaj wstrzykniemy to, za tydzień coś innego. Tutaj podciągniemy, tam przytniemy, blizny schowamy za uszami. Zaczyna wywierać presję, bo przekłada się na krytykę naszego wyglądu. Naturalne starzenie się jest niemodne, a osoby chcące być naturalne, bywają traktowane jako zaniedbane. Oczywiście taka skrajność sprawia, że wiele osób się przeciwko temu buntuje, powstają przeróżne akcje manifestujące siwe włosy, twarze bez makijażu i tym podobne.
Jednak nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że coraz bardziej się koncentrujemy na samym wyglądzie fizycznym człowieka, a mniej zwracamy uwagę na sprawy istotniejsze. Jakby choćby ta, dotycząca powrotu astronautów na Ziemię po dziesięciomiesięcznym pobycie w kosmosie. Niedługo po tym wydarzeniu widziałam komentarz jednej z osób w postaci filmu, broniący i tłumaczący to, co się dzieje z ludzkim ciałem w kosmosie. A broniący astronautki, którą zaatakowano w komentarzach, że o siebie nie dbała i jak kobieta tak może. Oczywiście możemy spekulować, co do autentyczności takich komentarzy, ale nawet jeśli one są zamówione, to uderzają w czuły punk naszej cywilizacji, która nam wmawia, że nie umysł, nie rozum i inteligencja są istotne, a wygląd fizyczny. Nie rozwój technologii, nie sukces, jakim było sprowadzenie astronautów z orbity na Ziemię, nie to, że misja zakończyła się sukcesem, ani to że udało się im w tym kosmosie tyle miesięcy przeżyć. Tylko ich wygląd. Przecież to jest zatrważające, bo ukazuje ogromną ludzką próżność. Do tego wyznacza kierunek hołdujący wizerunkowi: piękny, ale mało mądry.
Celowo nie chcę o pięknie pisać od strony filozofii czy sztuki, bo już podobnych tekstów napisano sporo i zrobili to znawcy. Piszę od strony zwykłego człowieka, który zaczyna być przytłoczony wydumanymi obowiązkami, które mu się medialnie wmawia. I dzięki przeróżnym mediom narzuca.
Kiedy wspominam sposób w jaki mnie wychowywano, to pamiętam, że dziewczynom nie mówiono czy są ładne, czy nie. Jeśli były ładne to ten fakt przemilczano, bo dziewczyna miała być mądra. Przynajmniej w moim otoczeniu takie były „zapatrywania”. I nie leżało się również za długo przeglądać w lustrze, bo od tego się brzydło. Brzmi zabawnie, jednak chodziło o to, aby uroda fizyczna nie przysłoniła człowiekowi innych spraw. Na urodę nie mamy wpływu. Tacy czy inni się rodzimy, ale na nasz umysł już jakiś wpływ mamy.
Jaka była Jagna, Reymonta? W jaki sposób wychowywana i na kogo? Na wielką gospodynię, na którą będzie pracował mąż, bo miała urodę. To był jej posag. Nie mądrość, nie bystry umysł, nie zaradność czy pracowitość. Mówiono mi często podczas spontanicznych dyskusji na temat Jagny, że ona była osobą nie pasującą do tamtego środowiska, jak biały ptak wśród wron, że pragnęła czegoś więcej. Nie zgadzałam się z tą wizją i nie zgadzam. Być może była niebieskim ptakiem, ale to nie jest pozytywna opinia. Była ładna, bardzo szybko nauczyła się manipulować tym, aby uzyskać, to czego chciała, ale nie przewidziała, bo nie myślała, jakie mogą być konsekwencje takiego postępowania. Dziwi mnie, że nie przewidziała, bo przecież pochodziła z tego środowiska, dobrze znała swoje sąsiadki i to w jaki sposób reagują na pewne zachowania innych kobiet. Na co liczyła, że jej się upiecze? Dlaczego miałoby się akurat jej upiec. Być może inaczej wszystko by się potoczyło, gdyby Boryna nie zachorował.
Zatem, czym jest piękno? Co jest piękne?
Na szczęście to ciągle nasza indywidualna sprawa.






