Strona główna Felietony Andrzej Walter – Ciemna czy jasna nieskończoność poszukiwań

Andrzej Walter – Ciemna czy jasna nieskończoność poszukiwań

0
172

W wierszu Adama Zagajewskiego Buk pomijając znakomite krakowskie reminiscencje możemy przeczytać:

A może twoje niekończące się poszukiwania,
twoje marzenia o płomieniu, o wielkim ogniu,
o momencie, kiedy otworzy się oko błękitu,
są tylko iluzją, jeszcze jednym złudzeniem,
chimerą jakich wiele?

(…)

Może to naprawdę jedynie chimera, urojenie,
rodzaj nabożnego oszustwa?
Ale jeżeli tego płomienia nie ma
to nie ma nic, zupełnie nic,
tylko poszukiwanie, cisza i noc
i ciemna nieskończoność deszczu.

Czy jest raczej … coś, niż nic? Bo jeśli nie ma, to zostają jedynie cisza, noc, ciemna nieskończoność deszczu i … poszukiwania. Te poszukiwania nadają sens naszemu trwaniu i naszej tu obecności. Uzasadniają ją. Uświęcają. Jeżeli rzecz jasna świętość stanowi jeszcze w naszym świecie jakąkolwiek kategorię wartościowania. Te poszukiwania są naszą prawdą istnienia, są inspiracją wszystkich przeżywanych chwil, oczywiście są, jeśli ktoś myśli. Ludzka myśl bowiem to początek wszystkiego. Z niej powstają słowa. A jak powstaje myśl? Może i dobre pytanie w świecie XXI wieku, w którym zewsząd uczą nas jak myśleć, co myśleć i dlaczego tak myśleć.

Kiedy patrzę i słucham lamentu wywołanego inauguracją nowego Prezydenta Stanów Zjednoczonych, lamentu lewicowo ukształtowanych i przekonanych głęboko o swoich jedynie słusznych płciach czy płonącej planecie, tych właśnie, narzucających nachalnie nam ów styl myślenia i postrzegania rzeczywistości, to żałość i pusty śmiech mnie ogarnia. Kiedy z kolei patrzę na prawicowych szaleńców dzwoniących w dzwoneczki i tańczących z radości to ogarnia mnie żałość podwójna i nachodzi jedyna logiczna refleksja: co dzieje się z tym światem skrajnych fanatyzmów? Skąd czerpie moc owo zidiocenie kompletne oraz szaleństwo opętanych jakimiś chorymi ideologiami masówek? Otóż wiemy niejako skąd się bierze. Pisaliśmy o tym wielokrotnie. Ostrzegaliśmy, też wzniecaliśmy lament i krzyk – kultura obrazka w miejsce kultury książki właśnie do tego doprowadzi. I doprowadziło. Teraz jest już za późno. Teraz zaczynają się wstrząsy wtórne, procesy równi pochyłej, stan przedwojnia oraz uzbrajania po zęby wielu stron tej układanki. Teraz możemy zacząć czekać na wybuch, ale to być może oczyści, fanatyków z fanatyzmu, ludzi z obłędu i spowoduje, że ludzkość jakoś tam zacznie znów myśleć. Myśleć w sposób wolny, nie narzucany, nie wpajany od dziecka, nie zniekształcany bezmyślną propagandą w każdym przekazie, w każdym filmie, w każdej informacji.

Kiedy patrzę na ten świat. Świat, w którym odbywa się kontredans hipokryzji, w którym fałszuje się rzeczywistość, w którym uzurpatorzy zdobywają poklask to nachodzi mnie i inna refleksja, jak nisko już upadliśmy, kto jeszcze szuka na takim świecie czegokolwiek, a zwłaszcza wolnej myśli, jakie w ogóle są te poszukiwania Zagajewskiego, czy mają jeszcze rację bytu i czy nicość jest jeszcze jakąś trwogą czy przestrogą dla współczesnego półdebila, którym zaludniliśmy tę ponoć płonącą planetę w nadmiarze?

Dlaczego obrażam półdebili? Gdyż oni obrażają mnie uznając za oczywiste istnienie wielu płci, degenerując normalność i deformując mój świat mnie nazywają: nieukiem, ignorantem, homofobem i czym tam jeszcze najgorszym epitetami rzucając na lewo i prawo i do tego bezkarnie. Mają oni pomiędzy sobą nie takich znowu debili, gdyż zabierają się za manipulowanie zmianami prawa, abym ja i mnie podobni przestał móc wyrażać swoje poglądy i żeby nas wszystkich wreszcie zakneblować. I dlatego przyszedł właśnie Donald Trump. Wiatr wolności wiał zawsze z Ameryki. Tyle, że ten wiatr już dawno dotarł i do Europy, tylko nie jest mu tutaj łatwo z uwagi na media mające właściwie jedną narrację, na szczęście coraz mniej skuteczną, bo ludzie jak się okazuje mają jednak swój rozum. Wolności bowiem zabić się nie da. Dopóki istnieje jakiekolwiek słowo i jakakolwiek myśl. Kiedy znikną nie będzie już nic, tylko cisza, noc i nieskończoność deszczu.

Andrzej Walter

Poprzedni artykułTomasz M. Pirowski (Tomasz Piro) – Doktor Desmond (prolog do powieści “Kyle”)
Następny artykułSUBIEKTYWNE KALENDARIUM ARTYSTYCZNE ANNY ŁYCZEWSKIEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko