Janusz Termer – Pacyfizm w literaturze pięknej

0
625

Janusz Termer

 

 

 

 

Pacyfizm w literaturze pięknej. 

Na przykładzie Soli ziemi Józefa Wittlina

 

 

 

 

                                                                  Niegdyś wielki Kant opracował już ścisły, prawniczy

plan urządzenia świata na zasadzie wiecznego pokoju. Przekonywał, że zwycięstwo,

odniesione na wojnie, nie jest dowodem tego, że słuszna sprawa wygrała. Jest co najwyżej

świadectwem fizycznej przewagi i talentów strategicznych”

Józef Wittlin

   

 

 

Zdzisław Beksiński      Poglądy i idee, a zwłaszcza ruchy społeczno-polityczne, określane mianem pacyfizmu, wyrażające, najogólniej mówiąc, pradawne marzenia ludzkości o pokoju, częstokroć radykalnie potępiające bezwzględnie wszelkie wojny, bez różnicowania ich charakteru czy przyczyn, pojawiły się na większą skalę dopiero pod koniec XIX wieku. Zauważmy – jakby w przeczuciu tego, co ma nadejść – w przeddzień właściwie największej dotąd wojennej hekatomby, jaką stały się wydarzenia sprzed stu lat związane z historią Wielkiej Wojny, 1914-1918, nazwane potem pierwszą wojną światową.

     Wiadomo jednak, że idee pacyfistyczne, wcale nie były wynalazkiem tych czasów, i że jak wszystkie inne idee „nie spadły z nieba” – jak pisał Antonio Gramsci. Głosili je już bowiem filozofowie, myśliciele społeczni i pisarze dawnych epok; były one nawet niejednokrotnie ważnymi elementami wielu doktryn społecznych oraz religijnych, jak np. w buddyzmie, konfucjonizmie, chrześcijaństwie (wczesnym zwłaszcza, wracali do nich potem m. in. bracia polscy, arianie), jak też bywały tworzywem i kanwą wielu różnoimiennych stylistycznie i znaczeniowo utworów literackich wszystkich rodzajów i gatunków wszystkich epok, począwszy od starożytnych komediowych ujęć: Arystofanesa – Lizystrata, Plauta – Żołnierz samochwał aż po czasy współczesne z nieśmiertelnym Szwejkiem Jarosława Haszka na czele, Matką Courage  Bertolda Brechta, Solą ziemi Józefa Wittlina czy Paragrafem 22 Josepha Hellera na czele.

  

       Nie jest też jednak chyba przypadek, że nasilenie tendencji pacyfistycznych i powstawanie pierwszych organizacji pacyfistycznych obserwujemy w Europie już na początku XIX wieku. Co wiązać można chyba zarówno z realiami i doświadczeniami ówczesnego życia milionów ludzi wciągniętych w orbitę wojen napoleońskich, jak i powstaniem inspirującego – zarówno praktyków społecznych jak i teoretyków czy ideologów – kantowskiego dzieła poświęconego uzasadnieniu poglądu (idei), „projektu” mówiącego o realnej i praktycznej możliwości oraz wielkiej potrzebie dążenia do osiągnięcia przez ludzkość, racjonalnie w gruncie rzeczy uzasadnianej przez niego potrzeby, „wiecznego pokoju”…

 

    Wydaje się, że mniej lub bardziej bezpośredni wpływ owej kantowskiej myśli o „wiecznym pokoju” jest znacznie głębszy i poważniejszy, niż mogłoby to wynikać z prostych konstatacji i stwierdzeń o wielkiej elitarności kantowskiej filozofii, niewielkich nakładach i zasięgu odbioru jego dzieł, wszelkich, rzeczywiście ogromnych barier i trudności ich rozumienia przez zwyczajnych czytelników niespecjalistów, niezawodowych filozofów. Ale wpływ ten jest niezaprzeczalny. Aczkolwiek trudne to jest do udowodnienia  bez pomocy narzędzi, jakimi posługują się historycy i komparatyści idei, lecz przecież możliwe. Tu wystarczyć musi w gruncie rzeczy intuicyjne przekonanie (niekoniecznie tylko w bergsonowskim rozumieniu terminu), chociaż oparte także na pewnych, może i nielicznych, świadectwach i przesłankach, o znaczącym wpływie owej wielkiej idei kantowskiej na zachowania i postawy ludzkie, czyli na rzeczywistość polityczną, społeczną i kulturową ówczesnej Europy.

  

     Oto bowiem, a rzecz to również powszechnie znana, pewne poglądy, myśli czy idee krążą w obiegu społecznym, żyją i oddziaływają nawet wówczas gdy funkcjonują w szerszym odbiorze tylko jako hasła, jako wręcz częstokroć anonimowe, wręcz „mityczne”, jak mówi Claude Levi-Strauss, mające jeden tylko sens, na który składają się wszystkie jego wersje – bo nawet nie muszą być łączone z nazwiskiem konkretnego twórcy autora – znaki symbolizujące pewne istotne dla epoki i jej „ducha”  rzeczywiste potrzeby ludzkie; najczęściej te ogólne, uniwersalne, o charakterze ponadczasowym, ponadnarodowym czy ponadklasowym…

      

    Tutaj, moim zdaniem, mamy do czynienia z tego typu zjawiskiem oddziaływania pewnej wielkiej idei, która niejako „sama przez się”, bez potrzeby żadnych uzasadnień szczegółowych i jakiejkolwiek nawet bezpośredniej argumentacji, staje się w określonych okolicznościach czasu i miejsca czymś w rodzaju „powszechnika” – idei zrozumiałej i.. rozumnej, ważnej i pożądanej. Dzieje się tak zazwyczaj wtedy, gdy owa idea (mit) trafia na podatny grunt, na takie społeczne i historyczne podglebie – zdolne tchnąć w nią życie, wyhodować i wydać owoce.

 

   Czyż obejmujące ówczesną Europę wojny napoleońskie, a potem wydarzenia pierwszej wojny światowej, nie były tym podglebiem społecznym i kulturowym, na którym – jak i potem po jeszcze okrutniejszych doświadczenia drugiej wojny światowej – mogły zdobyć odzew, popularność i powodzenie ruchy społeczne i idee antywojenne, także te już wcześniej głoszone zwłaszcza przez tak znanego i cenionego powszechnie filozofa jak Immanuel Kant?

  

    A czyż i literatura piękna mogła pozostać obojętna na to sprzężenie: istniejącej gdzieś na obrzeżach społecznej świadomości kantowskiej idei „wiecznego pokoju”  oraz tragicznych i traumatycznych doświadczeń tych  czasów wojennych przeżyć, jakie stały się udziałem milionów ludzi na całym świecie? Pytanie oczywiście całkowicie retoryczne. Oto charakterystyczny i znamienny przykład. Pisarz polski, Józef Wittlin, któremu chcę tutaj poświęcić więcej uwagi pisze wprost w jednym ze swoich esejów z lat 20. XX w. Wojna, pokój i dusza poety, wydanie Zamość, 1925: „Niegdyś wielki Kant opracował już ścisły, prawniczy plan urządzenia świata na zasadzie wiecznego pokoju. Przekonywał, że zwycięstwo,  odniesione na wojnie, nie jest dowodem tego, że słuszna sprawa wygrała. Jest co najwyżej świadectwem fizycznej przewagi i talentów strategicznych.

   Czas skończyć z uwielbieniem munduru. Ustanowiony został trybunał przy Lidze Narodów do rozstrzygnięcia sporów między poszczególnymi państwami. Może niedługo cały świat wróci do cywila i na całej kuli ziemskiej nie będzie już ani jednego żołnierza. Ale póki choć jedno państwo posiadać będzie składy amunicji, tak długo istnieje konieczność zbrojenia się wszystkich jego sąsiadów”.

 

    I nie to jest najważniejsze czy pisarze europejscy – i w ogóle  światowi – zwolennicy pacyfizmu, poddani przecież tym wszystkim wspólnym doświadczeniom historycznym, inspirowali się bardziej pokojowymi ideami powstającymi po wpływem na przykład Immanuela Kanta i innych współczesnych filozofów czy też bardziej oddziaływały na nich same owe traumatyczne wydarzenia zewnętrzne. Najważniejsze jest to, że literatura o charakterze pacyfistycznym czy zawierające wątki i elementy pacyfistyczne, stała się w europejskiej literaturze pięknej – nie tylko w prozie, ale i w poezji (np. u nas słynny wiersz Juliana Tuwima Do prostego człowieka czy poemat Tadeusza Różewicza Dezerterzy) czy dramaturgii (tenże Różewicz Do piachu) – wielkim niepodważalnym  faktem, ale też i jednym z najważniejszych nurtów współczesnej literatury.

 

    Pobieżny nawet opis tego literackiego zjawiska i faktów z nim związanych, dzieł autorów nawiązujących do idei pacyfistycznych wymagałby oczywiście wielkiego i osobnego wystąpienia. Nie wszyscy bowiem autorzy i ich dzieła, polscy i europejscy, należą zresztą dziś do zasobów żywego czytelniczego obiegu literackiego; nad wieloma z nich zapadła nie zawsze sprawiedliwa kurtyna milczenia i zapomnienia, przerywana tylko niekiedy przez historyków literatury widzących i odkrywających w ich twórczości co najwyżej dokumentalne odbicie, echo tendencji obecnych w literaturze swojego czasu, niekoniecznie nawet odległej, przeszłości….

  

     Ale są też i pisarze, nad dorobkiem których warto się pochylić i spróbować przywrócić ich dorobek  współczesnej na świadomości kulturowej i literackiej. Należy do nich moim zdaniem prozatorski dorobek Józefa Wittlina (1896-1976), czyli Sól ziemi. Ta powieść Józefa Wittlina bliska była – w swej ogólnej wymowie pacyfistycznej – europejskiej literaturze lat 20. i 30. (m. in. głośne powieści Jarosława Haszka – Dobry wojak Szwejk, Henri Barbusse’a – Ogień czy Ericha Marii Remargue’a – Na zachodzie bez zmian) oraz – w zakresie używanych środków literackiego wyrazu – ekspresjonizmowi niemieckiemu (np. słynna swego czasu powieść Alfreda Döblina Berlin – Alexanderplatz).

 

      Sam autor Soli ziemi, odnosząc się do tego rozległego i złożonego zjawiska wzajemnych wpływów literackich, jak i wielości postaw pisarskich wobec wojny, pisał w przywoływanym wyżej eseju, że były wówczas, czyli na początku XX wieku w Europie, dwie główne i znaczące kategorie literatów: uczestnicy wydarzeń wojennych i ci, którzy „uczestniczyli w charakterze uprzywilejowanych sprawozdawców”, ale wśród jednych i drugich widzi zarówno wrogów jak i sympatyków wojny, choć w tym drugim przypadku „sympatycy… byli w większości”! 

     „Wszyscy mieli – pisał Wittlin – niewątpliwie swoje drobne sankcje i usprawiedliwienia swych wystąpień, toteż, wychodząc z idei pacyfistycznej, nie będziemy poddawali w wątpliwość szczerości Verhaaerena, Maeterlincka, Barresa, Gerarda Hauptmanna, Ryszarda Dehmla, Tomasza Manna, Gabriela d’Annuzzia, Marinettiego –  jako zwolenników: Romain Rollanda, Anatola France’a, G. H. Wellsa, G. B. Shawa, oraz żołnierzy: Barbusse’a, Duhamela, Leonarda Franka, Andrzeja Latzki i innych mniej wymownych.

   Oczywiście, że podczas wojny, poeci występujący przeciw niej, byli bardziej samotni niż panegiryczni jej piewcy. Ci ostatni przeważnie folgowali swym uczuciom patriotycznym, które w owych czasach domagały się wyrazu namiętnej nienawiści wroga. Tak pojmowanemu uczuciu miłości ojczyzny sumienny trybut spłacili Niemcy: Ryszard Dehmel i Gerard Hauptmann. Nie cofnęli się oni przed najbrutalniejszymi sposobami poetyckiego lżenia przeciwników…”

 

       Józef Wittlin jako gorący zwolennik rodzących się po pierwszej wojnie światowej tendencji pacyfistycznych, był zarazem – jako teoretyk i myśliciel czerpiący z doświadczeń historycznych ludzkości (wszak był tłumaczem wielkich „mitopeicznych”, jak pisał W. H. Auden, eposów literackich starożytności – Gilgamesza i Odysei, gdzie sprawy wojny i pokoju zajmują przecież niebagatelne miejsce) – był wielkim sceptykiem w kwestii całkowitego rozwiązania tych od zawsze gnębiących człowieka problemów. Pisał wszak w cytowanym szkicu z wielkim przekąsem, niemal satyrycznym czy groteskowym dystansem i bolesną, dla samego autora Soli ziemi  i dla ówczesnych oraz dzisiejszych czytelników jego utworu, ironią: „Cała nasza cywilizacja jest nam pomocna w tem, aby nas między sobą poróżnić. Bywały więc wojny między białymi a czarnymi, bywały wojny różnych wyznań, różnych narodów, języków i metod rządzenia. Żadna jednak z tych różnic nie jest tak mocna, iżby wytrzymywała krytykę choćby zdrowego rozsądku. Prawdopodobnie kiedyś, w przyszłości, kiedy wyczerpią się aktualne dziś motywy wojen narodowościowych, handlowych i rewolucji klasowych, świat przeżyje jeszcze wojny ludzi łysych z owłosionymi, blondynów z brunetami. Potem znów bruneci i blondyni zawrą przymierze, aby społem rzucić się na rudych. Chyba, że spełnią się marzenia pacyfistów i ogólne rozbrojenie moralne, oraz Stany Zjednoczone całego świata raz na zawsze zniosą wszelkie wojny. Wszystkie powody wojen są na ogół mniej lub więcej popularnym, przez dany okres cywilizacji gruntownie przygotowanym pozorem do wykonana czegoś, co się usuwa spod doświadczalnej kontroli naszej świadomości. Śmierć człowieka, zadana przez człowieka, będzie wieczną zagadką i tragicznym węzłem; którego najodważniejsza myśl nie rozplącze bez trudu”.

 

     Więcej jednak optymizmu, choć też podszytego sceptycyzmem, odnaleźć można w jego prozie, czyli w jedynej zresztą powieści Józefa Wittlina – Sóli ziemi. Pisana była jako pierwsza część zamierzonego obszerniejszego cyklu pt. Powieść o cierpliwym piechurze (rękopis tomu 2, Zdrowa śmierć, zaginął w czasie wojny podzczas jego pobytu w Portugalii, ocalał tylko fragment tomu 3 Dziura w niebie). Powieść powstawała od 1925 (Prolog), a ukończona i wydana została w 1935, czyli w okresie, jak pisze sam autor w Post scriptum do utworu, “kiedy jeszcze wielu ludzi w Europie chciało wierzyć, że wojny na skalę światową, takie jak miniona, należą do przeszłości i nigdy się nie powtórzą”.

 

      Bohater Soli ziemi, Piotr Niewiadomski, w ciągu czterech pierwszych tygodni wojny przeżywa grozę rozpadu całego swojego małego huculskiego świata. Jego losy ukazuje pisarz w groteskowym świetle początku końca istnienia – podobnie jak potem bohaterowie Andrzeja Kuśniewicza w Lekcji martwego języka (znakomity film Janusza Majewskiego) czy Juliana Stryjkowskiego w Austerii (równie znakomity film Jerzego Kawalerowicza) –  rozpadu pewnej potężnej, jak się zdawało, formacji cywilizacyjnej i kulturowej, jaką była wielonarodowa monarchia austriacko-węgierska. Piotr Niewiadomski, syn Polaka i Ukrainki, prosty hucuł analfabeta, jest jak wielu mu podobnych ludzi w Europie ofiarą tych procesów i wojny: jak większość mu podobnych wierny poddany, wypełnia tylko swój niechciany obowiązek, biernie poddaje się nakazom władz i dowódców…

 

     Taki jest punkt wyjścia utworu napisanego z myślą o uwydatnieniu całego bezsensu, okrucieństwa i potęgi wojny, którą pisarz zwalcza i wyśmiewa z gorliwością urodzonego pacyfisty. “Trudno dziś zrozumieć – pisał po 35 latach – w imię czego żołnierze armii, w której służyłem, zwłaszcza żołnierze narodowości słowiańskich, zabijali i dawali się zabijać. Działał tu ów irracjonalny mechanizm, który starałem się pokazać w Soli ziemi. myślę, że po trzydziestu pięciu latach mo gę już obiektywnie o tym mówić. Wszystkie postaci tej książki, poza historycznymi, są całkowicie zmyślone, jakkolwiek w niektórych skupiły się charakterystyczne cechy osób, z jakimi zetknąłem się w czasie mej wojskowej służby. Piotr Niewiadomski jest produktem synkretyzmu, ludzi mniej lub więcej do niego podobnych spotykałem często w formacjach pospolitego ruszenia cesarsko i królewskiej armii (…) drugą najważniejszą osobą jest feldfebel sztabowy Bachmatiuk. Utwór powstał w latach trzydziestych i był dla mnie prefiguracją owych fanatyków, którzy później, w imię przeróżnych ideologii, z czystym sumieniem niszczyli ciała i dusze milionów ludzi. Wagon kolejowy z VII rozdziału może być uważany za nasienie, z którego wyrosły i rozmnożyły się w latach drugiej wojny światowej owe koszmarne, zaplombowane wagony, gdzie dusili się wiezieni na zagładę niewinni ludzie, nie żołnierze, lecz cywile: starcy, kobiety i dzieci”.

   

     Utwór Wittlina odbiegający od tradycyjnych fabularnych ujęć narracyjno-powieściowych, złożony z dziesięciu rozdziałów sprozaizowanych „pieśni”, nie daje się jednak łatwo i prosto interpretować jako literatura może i jednoznacznie, ale nie wyłącznie pacyfistyczna, jak w przypadku większości modnych wtedy w literaturze utworów wyrastających niejako na „zamówienie swojej epoki”. Jest to utwór bardzo skomplikowany znaczeniowo, wielowarstwowy formalnie, ma też wiele rozmaitych odniesień literackich (m. in. do dzieła Homera i Biblii) oraz wiele innych znaczących odwołań historyczno-kulturowych, traktowanych przez tego pisarza często z głęboko skrywaną, choć czytelną groteskową i pastiszowo ironią Czyni z Soli ziemi nowoczesny utwór o charakterze ponadczasowego, metaforycznego dramatu egzystencjalnego. Nowoczesną także w samych, traktowanych z realistycznym wyczuciem, opisach egzystencjalnych i psychologicznych głębi rozterek perypetii życiowych oraz wojskowych przeżyć tu i teraz bohatera, zderzanych z oddawanymi niemal dokumentalnie współczesnymi realiami nadciągającej frontowej wojennej Apokalipsy; realistycznymi i symbolicznymi zarazem. Ludwik Fryde, krytyk literacki z okresu międzywojnia, oddał to w sposób zwięzły i trafny; dojrzał bowiem w prozie Józefa Wittlina, jako przewodnią jej ideę „pokonanie upiora wojny, przezwyciężenie rzeczywistości przez artyzm. Dzięki stylizacji literackiej osiągnął autor zamierzony cel: skompromitował znienawidzoną rzeczywistość wojenną przed trybunałem sztuki”.

    Owe „przygody” życiowe huculskiego prostaczka Piotra Niewiadomskiego mają bowiem przez te literackie zabiegi swój głębszy wymiar symboliczny, bo chociaż horyzont jego świadomości, wiedzy o świecie i ludziach jest ograniczony do perspektywy właściwej jego plebejskiemu pochodzeniu, bo to on przecież jest tu reprezentantem tych, o których mówi tytuł utworu. Sól w tradycji europejskiej kultury jest tym symbolicznym minerałem, który chroni i przechowuje to, co dobre, odrzuca, co zepsute. To Piotr jest ową “solą ziemi”, gdyż przechowuje się dzięki takim jak on podstawowa zasada ludzkiej wspólnoty: wzajemność zobowiązań między ludźmi, a po katastrofie tylko na tym fundamencie – jak zdaje się sugerować Józef Wittlin – da się odbudować ludzką cywilizację, bo jak wprost wyraża to w Małym komentarzu do „Soli ziemi”, owa potrzeba zwyczajnej i codziennej egzystencjalnej stabilności jest dla człowieka niezbywalną wartością. Bierny bohater Soli ziemi, patrzący na wojnę ze swojego punku widzenia, bezwiednie ją przecież osądza, narracja ironicznie demaskując kłamstwa języka wojny (ów wielki rozdźwięk między świętym słowem a niską rzeczą), demitologizuje jej kłamstwa tworzone na użytek „maluczkich”. W ten sposób autor stwarza literacką formę pojemną i zdolną dla wyrażenia własnego mitu mówiącego o tym, kto i co jest solą ziemi, a więc całego humanistycznego przesłania powieści, co następująco sformułował w Małym komentarzu do „Soli ziemi”:Co do mnie – nie pogodzę się z żadną cywilizacją, opierającą swe istnienie na trupach […] O nich to, o wnukach i prawnukach myślałem przede wszystkim pisząc moją Powieść o cierpliwym piechurze (stąd jej legendarny miejscami styl)”.

 

    Józef Wittlin wyrafinowany intelektualista i poeta odnalazł w swym huculskim prostaczku te pokłady mądrości, wiedzy i „prostego” szczęścia, dzięki którym świat, mimo iż poddany niedługo potem jeszcze większemu szaleństwu totalnej drugiej wojny światowej, ostatecznie “nie wypadł z ram”. Trafnie zauważa, Ewa Wiegandt, autorka krytycznego wydania Soli ziemi w ramach serii I Biblioteki Narodowej, że twórczość Wittlina „zmierzała do poznania przez sztukę. Wszelkie ucieczki poza literaturę były jej z gruntu obce. Dzięki temu jego powieść o wojnie znaczy daleko więcej niż to zapowiada temat. Sugeruje, poprzez użycie analizowanych tutaj środków artystycznych, sensy o zasięgu uniwersalnym”.

 

    Powieść zrobiła przez to między innymi prawdziwą międzynarodową karierę, była od razu tłumaczona na kilkanaście języków: niemiecki (z przedmową Józefa Rotha, autora słynnego Marsza Radetzky’ego), duński, czeski, rosyjski, angielski (dwukrotnie), francuski, włoski, szwedzki i węgierski, chorwacki, hebrajski,  hiszpański, a na przełomie lat 60. i 70. ponownie w Niemczech i Austrii, a autor został wybrany członkiem korespondentem Niemieckiej Akademii Poezji i Języków w Darmstadcie. Dorobek prozatorski Wittlina uzupełniają jego wspomnienia Mój Lwów (Nowy Jork 1946) oraz eseje literackie zebrane w tomie pod znamiennym tytułem Wojna, pokój i dusza poety (Zamość, 1925) oraz Orfeusz w piekle xx wieku )Paryż 1963), zwłaszcza zaś napisany w 1962 autobiograficzny szkic pisma pośmiertne, mówiący o stosunku do własnej pracy literackiej.



Józef Wittlin – ur. 17 VIIi 1896 w Dmytrowie (Podole), zm. 28 II 1976 w Nowym Jorku; poeta, powieściopisarz, krytyk, tłumacz. studiował filozofię i językoznawstwo na uniwersytecie w Wiedniu. w czasie pierwszej wojny światowej służył w legionie wschodnim, później w armii austriackiej; po wojnie studiował na uniwersytecie jana kazimierza we lwowie, a następnie pracował jako nauczyciel szkół średnich. debiutował jako poeta na łamach “wici” w 1912. związany z poznańskimi ekspresjonistami ze “zdroju”, a od 1920 ze grupą skamandra. kierownik literacki teatru miejskiego w łodzi 1921-24. w 1935 otrzymał nagrodę pen-clubu za przekład heksametrem odysei homera, w 1936 nagrodę “Wiadomości Literackich” za Sól ziemi, w 1937 złoty wawrzyn PAL. Wybuch wojny zastał go we Francji; przez Portugalię przedostał się do USA. w latach 1941-43 był współredaktorem “Tygodnika Polskiego”. po wojnie pozostał na emigracji; dał przejmującą analizę statusu pisarza emigracyjnego w eseju Blaski i nędze wygnania, pisząc o twórczości, dla której właściwą miarą może być jedynie tzw. “długie trwanie”. obok eseistyki i przekładów literackich  (tłumaczył też m. in. Gilgamesza, prozę Josepha Rotha, poezje R. M. Rilkego), pisał prozę wspomnieniową: Mój Lwów, Nowy Jork, 1946, uprawiał krytykę literacką: Wojna, pokój i dusza poety, 1925; Orfeusz w piekle xx wieku, 1963 oraz lirykę patriotyczną, osobistą i egzystencjalną: cykl Esencje (tom poezji, wstęp J. Rogoziński, Warszawa, 1978 i 1981); Pisma pośmiertne i inne eseje, wybór i wstęp J. Zieliński, 1991. Pisali o Wittlinie m. in.: L. Fryde O prozie Wittlina, w: Wybór pism krytycznych, oprac. A. Biernacki, 1966; Z. Kubiak, posłowie do Soli ziemi, 1979; M. Stępień Nad autoportretem Józefa Wittlina, w: Dalekie drogi literatury polskiej (Szkice o literaturze emigracyjnej), 1989; Studia o twórczości Józefa Wittlina, zbior. red. I. Opacki, 1990; E. Wiegandt, wstęp do wyd. Soli ziemi w i serii klasyki polskiej, Biblioteka Narodowa, 1991.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko