Strona główna Rok 2026 Nr 612 Kazimierz Kochański – Wiersze tygodnia

Kazimierz Kochański – Wiersze tygodnia

0
280
Bogumiła Wrocławska
mal. Bogumiła Wrocławska

Nie czuję chłodu

Chcesz mi powiedzieć,
że już pora,
i że obfitość ponad miarę…
A obok ciebie
złość, jak sfora.
A obok ciebie wściekłe żale.

Niezagojone
ciągle boli.
Nie daje ulgi cud-mazidło.
Pali… gaszone
siłą woli,
Lecz ty, jak ptaki wierzysz skrzydłom.

I nie dyliżans

To nie ten tętent

nie wzbija kurzu
i rżenie (drżenie) drażniące

To nie ten galop

nie niesie pędu
i powiew bezgrzywny

To nie ten mustang

nie ten zryw
kopytami … w piaskownicy.

Zastoicyzmy

Zasiedziałem się –
tak mi tu wygodnie

Jesień,
więc trochę chłodniej.

Zaczekałem się –
cóż. Czekam wciąż. Czekam,

Nic-nic
nie przyrzekam,

zapatrzyłem się –
na stare i nowe.

Wspomnij!
Jakimś dobrym słowem.

Zadłużyłem się –
w miłość uwikłałem

z życiem.
Moim życiem. Całym.

Zgryz z niedopałkiem

Trzeba szybko oddychać
– wzrokiem pytasz: po co –
nie trać czasu na jasność
nie odziewaj cieniem

Zawęża się horyzont
– nie zmagaj się z mocą –
trzeba wyczulić tętno
przetrzeć niedośnienie

Trzeba szybko oddychać
– chłonąć myśl łapczywie –
nim osunie się ziemia
pustka próżnią stanie

Zawęża się natchnienie
– nie twoje, nie moje –
może zabraknąć wiersza
obumrze przesłanie.

Czy mogę prosić

Zapytaj
o cokolwiek
Rozprosz
byle gestem
(pragnęliśmy
spokoju
tak jak nigdy –
przedtem)

Rozbij coś
choćby talerz
Trzaśnij
– proszę – drzwiami
Niech się cisza
udusi
Sznur powiesi –
za nic

Obraź mnie
możesz zakląć
Radio
włącz i … pranie
Pragnęliśmy
spokoju
jak –
muzyki taniec.

Znaki przestankowe

Milczeliśmy tak pięknie
– świeżość naszych wzruszeń…
Zachwycała nas inność
i osobność (wspólna).

Chciałem pisać na piasku
– słowo było głuche.
I ty, nagle odeszłaś.
Swą wolnością cudna.

Zawisła gołębica
w przestrzeni bezkresnej…
Echo otumanione
bezsensem powtórzeń…

Nie zdążyłem posmutnieć,
a na żal za wcześnie.
Wstałem – własną bezsiłą.
Idę. Gdzieś dojść muszę!

Wkrótce się dowiem

Dlaczego nie ma
jednej strony świata?

Budzę się rano
– dla kogo?

Żyję – doceniam
paletę urojeń

(trwam raczej)
i czekam na wroga.

Dlaczego wstajesz?
Mógłbyś śnić. Ciekawość?

Piękny poranek.
Czas magii.

Czyhać i judzić
– po co ci ten ciężar?

Nie wiesz!
Bo brak ci odwagi.

Dlaczego nie ma
jednej strony świata?

Dlaczego,
mój nieprzyjacielu?

Robiłbym swoje…
nie mógłbyś mnie napaść.

Skąd przyszedłbyś?
I w jakim celu?

Poprzedni artykułPiotr Müldner-Nieckowski – Nowoczesność wokół nas
Następny artykułAgnieszka Czachor – Z innej beczki

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko