Strona główna Felietony Krystyna Habrat – Dni uśmiechnięte słońcem

Krystyna Habrat – Dni uśmiechnięte słońcem

0
42

W I E L K A N O C

– felieton świąteczny –

Słońce nam ostatnio dobrotliwie rozjaśniało dni, napełniało otuchą, nawet radością, a dziś gołębie na akacji za oknem pokulone z zimna. Jest wietrznie i szaro. Nie szkodzi. Idą Święta Wielkanocne. Będzie radośniej niezależnie od pogody. Teraz można się skupić na przygotowaniach. Robić plany, zakupy, porządki.

Wyczytałam niedawno w książce Władysława Kopalińskiego: „Koty w worku czyli z dziejów pojęć i rzeczy”, że:

Znany nam tak dobrze >>nastrój świąteczny<< czy >>przedświąteczny szał czystości i porządków<< w okresie najważniejszych świąt w roku, związanych w swej genezie z obchodami nadejścia zimy czy wiosny, są śladami niesłychanego znaczenia, jakie człowiek pierwotny przypisywał uroczystemu charakterowi i czystości swoich rytuałów związanych z czasem, ich doniosłości dla siebie i dla prawidłowego funkcjonowania Wszechświata.”

I wcześniej:

„Taka świadoma koordynacja wydarzeń kosmicznych i społecznych wskazuje jasno, że czas dla dawnego człowieka nie oznaczał naturalnego i abstrakcyjnego układu odniesienia, ale był następstwem powtarzających się faz, z których każda była bogate we właściwe sobie wartości i znaczenia.”

A zatem Święta te łączą się z pradawnymi obchodami powitania wiosny oraz kultu odradzającego się życia. Dla Katolików Wielkanoc jest wyrazem zmartwychwstania daną przez Chrystusa przy wskrzeszeniu Łazarza: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we mnie wierzy, choćby umarł żyć będzie.”

Sobór Nicejski z 325 r. ustalił, ze Wielkanoc jest świętem ruchomym i przypada na pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca, między 22 marca a 25 kwietnia. W tym roku: 5i 6 kwietnia. Poprzedza – 40 dniowy Wielki Post (od Środy Popielcowej) i od Niedzieli Palmowej (29 kwietnia w tym roku) – Wielki Tydzień.

O przygotowaniach do tych świąt opowiem słowami Zofii Skąpskiej, która je urządzała we dworze w G orze Ropczyckiej w 1902 roku i tak je opisała w pamiętnikach, co cytuję za Pismem Hybryda Nr 40 w art. Jej wnuka Rafała Skąpskiego:

„W Wielki Czwartek są już wszyscy, więc i pieczenie ukończone. /…/ Prócz babek muszą być jajeczniki, wszelkiego rodzaju mazurki z masą pomarańczową, z powidłami, z czekoladą i migdałami z polewą pomadkową, maleńkie kruche z rodzynkami, migdałami, skórką pomarańczową ślicznie dekorowane. Serowy placek z >>Alleluja<<no i wspaniały przekładaniec z triumfującym barankiem. Moc wędlin z szynką gotowaną i pieczoną w cieście. Kiełbasy krajane i siekane, głowizna, wędzonka itd. Wszystko przyrządzane w domu z własnej upasionej sztuki. /… / Dla dzieci zrobiłam też osobny stolik z mazurkami, tortami i wędliną. /…/ Wielką przyjemność sprawiła mi ta Wielkanoc we własnym domu i możliwość ugoszczenia wszystkich.”

I dalej – święta w 1904 roku:

„Marzec, czas postu, trzeba myśleć o Świętach Wielkanocnych, o wędlinach nie tylko dla nas, ale i dla czeladzi. Nie wystarczy zabić jedną sztukę./…/ prócz zwykłego, uświęconego tradycją stołu, trzeba upiec moc kołaczy dla całej służby. Znowu specjalna okrągła łopata, co by pomieściła ciasto z czterech litrów mąki. Do pieca wchodzi sześć , siedem kołaczy. Ser na środku słodki z rodzynkami i żółtkami, a do reszty z szafranem, by był żółciejszy. Ciasto pachnie z daleka przeróżnymi korzeniami.”

A jak było w wiejskiej chacie opowie Władysław Reymont:

‘A u Borynów w izbie już się wzięli szykować święcone. Cieniuśką, białą płachtę do przykrycia stołu Jagusia oblepiła na wrębach pasem czerwonych wystrzyganek. Na środku postawiła wysoką Pasyjkę, przybraną papierowymi kwiatami, a przed nią na wywróconej donicy baranka z masła. /…/ Pierwszym kołem legły chleby pytlowe i kołacze pszenne z masłem ugniatane i na mleku, po nich następowały placki żółciuchne, a rodzynkami, kieby tymi gwoździami gęsto ponabijane, były i specjały z serem i drugie jajeczne cukrem posypane i tym maczkiem słodziuśkim, a na ostatku postawili wielką michę ze zwojem kiełbas ubranych jajkami obłupanymi, a na brytfannie całą świńską nogę i galanty karwas głowizny. Wszystko poubierane jajkami kruszonymi. Na całym stole ponatykano zieloną borowinę i opleciono zajęczymi wąsami.”

A Święta, najlepiej opisze ksiądz Jan Twardowski w wierszu: „O wielkanocnym baranku”.

Baranek Wielkanocny wszystko poprzemieniał.
Nie ma więcej cmentarza, grobu i kamienia.
Świat stał się światłem i wprost w okna świeci,
Skacze złotym zajączkiem w dobre ręce dzieci.”

I tym pogodnym akcentem chcę zakończyć ten odświętny felieton, gdzie dopuściłam do głosu innych, by pokazać też święta może nieco odmienne od naszych współczesnych tradycji. Raczej nie miewamy już tak bogato zastawianych stołów, bo bardziej dbamy o zdrowie i … znowu portfele. Zresztą pracujące kobiety nie mają już tyle czasu na wielkie przygotowania i w myśl hasła, jakie zapamiętałam z dzieciństwa: „Oszczędzając pracę żony, jedz gotowe makarony.”, mniej lub więcej zamawiamy potraw gotowych. Świniobicia też nie zrobimy, ale gdzieś w Lipcach to możliwe.

Nawiążę jeszcze do Jana Twardowskiego, którego wiersze- pogodne, uczące nas zachwytu nad byle drobiazgiem w świecie przyrody – bardzo lubię. Otóż, wyczytałam w jego dziennikach, że święta były dla księdza zazwyczaj smutne, bo po nabożeństwach, gdy wszyscy w domach świętowali wesoło i tłumnie, on zostawał w swym domu sam. Inni księża mieli gdzieś rodziny, wyjeżdżali, a on nie miał nikogo. W takie dni samotność szczególnie doskwiera, bo nawet obłaskawiona codzienność już w czas niecodzienny nie cieszy.

Mnie na razie nie grozi, żebym miała być sama. Dziś urodziny obchodziłaby moja mama, ale jej już nie ma 17 lat. A jutro mój wnuk ma urodziny…Kolejny informatyk z zamiłowaniem.

Mam przed sobą jeszcze dwie książki, dość sfatygowane od częstego użycia: „Kalendarz przyrody” i „Kalendarz polski”. Z pierwszej miałam zaczerpnąć informacji o objawach wiosny w lesie, polu, parku, nad wodą i wokół domu. Z drugiej o obyczajach, często już przebrzmiałych, przypadających na ten czas marca i kwietnia z przypadającą Wielkanocą, ale poprzestanę na tym, co już napisałam, żeby ten felieton się nie wydłużał, a więcej czasu zostało na przygotowania świąt i wyczekiwanie radosnych dni. Niech tylko słońce znowu rozjaśni nam dni. Niech przynajmniej natura będzie łaskawsza. W dniach uśmiechniętych słońcem i ludzie są lepsi. Nawet trolle i hejterzy może się uśmiechną i wykrzeszą z siebie ziarenko dobroci.

Cieszmy się więc póki możemy. Szykujmy na niedzielę palmy, na przyszłą sobotę kolorowe pisanki do koszyczka z barankiem na święcenie, przygotujmy na stół szynkę, bigos, mazurki, baby, serniki, a strzeżmy się przed nadmiernym oblaniem w Śmigusa Dyngusa.

A, po drodze mamy jeszcze Prima Aprilis. Kto kogo nabierze? To już nie tak łatwe.

Życzę  Wesołych Świąt! Uśmiechniętych słońcem i życzliwością bliźnich.

Krystyna HABRAT 27.3.2026 r.

Poprzedni artykułKalina Izabela Zioła – Piękno w rzeźbę zaklęte
Następny artykułWiersze Leonarda Schliekera w przekładzie Karla Grenzlera

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko