Strona główna Eseje Tadej Karabowicz – Tadeusza Kwiatkowskiego-Cugowa literatura lubelska

Tadej Karabowicz – Tadeusza Kwiatkowskiego-Cugowa literatura lubelska

0
102

Poezja Tadeusza Kwiatkowskiego-Cugowa (1940-2008), zapisała się jako ważny element lubelskiego środowiska literackiego. Dlatego jestem świadomy, jak trudno jest snuć wspomnienia o poecie po tylu latach od jego śmierci. Nadałem esejowi tytuł: „Tadeusza Kwiatkowskiego-Cugowa literatura lubelska”, aby przywołać nieprzeciętną sylwetkę pisarza i zaprezentować moją subiektywną relację o nim.

Cugow był imiennikiem, stąd spotkania z nim miały charakter rozmowy imienników: „Witaj Tadeuszu!..”, „Witaj Tadeuszu!..”. Takie było moje przywitanie i taka była jego odpowiedź, ale pod nią kryły się pokłady serdeczności oraz wysokie akordy literackie. Cugow prowadził życie nieujarzmionego barda. Był wolny i żył dla Poezji – był sobą, i za to ceniłem go najbardziej.

Za przekorność wobec świata, przylgnęły do niego rozliczne historie literackie, związane z byciem poetą, prozaikiem, eseistą i satyrykiem, również poprzez pseudonim. Jego działalność na niwie literatury miała cechy indywidualne i myślę, że pamięć o Cugowie, oczekuje na dodanie do jego biografii szeregu zapomnianych faktów. To nie muszą być gruntowne wspomnienia, a serdeczny uśmiech, czy dobre słowo, ale także naukowe badania nad jego twórczością. Wśród motywów badawczych powinno zaistnieć jakieś dłuższe zdanie o Wilnie – mieście które dla niego dużo znaczyło, bo tutaj przyszedł na świat 22 stycznia 1940 roku.

Charakter twórczości Cugowa wyrastał z kresowej tęsknoty filozoficznej i z rozlicznych toposów o utraconym dzieciństwie, o ojcu, matce, czy mieście Wilnie. Poeta umiał wymawiać śpiewne „ł”, które brzmiało odświętnie i mitycznie. Czytając wiersze, posługiwał się mimiką teatralną, bądź gestykulował rękami. Potrafił recytować swoje utwory na ulicy i wówczas skupiałem się na kresowym „ł”, a nie na ich treści. „Ty nie nie słuchasz!” – mówił tubalnym głosem.

Tadeusz Kwiatkowski-Cugow zdobywał wiedzę polonistyczną na dwóch wyższych uczelniach, Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu i Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Był autorem kilku tomów poetyckich, w których zawarł własne credo artystyczne. Próbował także tłumaczyć poezję węgierską, ale praca translatorska ograniczała jego wolność. Dlatego kiedyś powiedział do mnie: „Ja cię podziwiam za twoją cierpliwość do tłumaczeń ukraińskich”. Mieszkał w Lublinie, gdzie uczestniczył w życiu kulturalnym i literackim, chociaż należał do Warszawskiego Oddziału Związku Literatów Polskich.

Ciekawą charakterystykę lubelskiego okresu Cugowa zawarł Marcin Jerzyna w opracowaniu Leksykonu Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”. Pisał w nim o najważniejszych twórczych i życiowych osiągnięciach poety. Nie omieszkał zacytować wypowiedzi o pisarskich peregrynacjach Cugowa, jego rubaszności, swobodzie oraz nieobyczajnej siarczystości leksycznej. Dlatego istotną wydaje się wypowiedź redaktora Waldemara Sulisza na temat osiedlenia się Cugowa w Lublinie: „Zamieszkał w sławnym mieszkaniu przy ul. Strażackiej, odwiedzanym w celach hucznych przez grono oryginałów z Jasiem Himilsbachem na czele. Do restauracji piątej kategorii zwanej „Cugowianką”, jak nazywano mieszkanie Tadeusza Kwiatkowskiego-Cugowa, zajrzał na jeden wieczór Zbigniew Jerzyna, jeden z najznakomitszych polskich poetów. Został… kilka dni. Mieszkanie Tadeusza było salonem niezależnych, estradą i scenką, na której odbywały się recitale, wieczory poetyckie i przyjacielskie spotkania” (Patrz: Waldemar Sulisz, „Ułan i poeta”, [w:] „Dziennik Wschodni”, z 23 IV 1999, s. 12).

Zacytowane nazwiska Jana Himilsbacha i Zbigniewa Jerzyny należałoby uzupełnić o lubelskich twórców, których Tadeusz Kwiatkowski-Cugow lubił i z którymi utrzymywał kontakty towarzyskie. A byli to Aleksander Rozenfeld (1941-2023), jego ziomek znad Niemna Janusz Olczak (1941-1991), czy świetny malarz lubelski Jan Popek (1942-1980). Specjalnie podaję daty urodzin wspomnianych twórców, byli bowiem pokoleniem wojennym i rówieśnikami Cugowa. Można pokusić się na głębszą analizę dyskursu ich twórczości na tle poezji Tadeusza Kwiatkowskiego-Cugowa, w takich wspólnych płaszczyznach, jak surrealizm, czy egzystencjalizm. Tutaj wyznacznikiem filozoficznym będzie zapewne obraz Jana Popka o symbolicznym tytule „Niewolnik szczęśliwy” z 1977 roku. Na obrazie artysta zacytował Tadeusza Konwickiego: „Więc leżałem sobie w bólu i gnoju…”, jako apelację do mrocznej rzeczywistości politycznej, w której wzrastała polska literatura Nowej Fali i pokolenie drugiego obiegu.

Lubelskie środowisko literackie także było pokoleniem zapatrzonym w twórczość Nowej Fali. Cugow, jako wrażliwy twórca był świadomy zasięgu mrocznej rzeczywistości politycznej. Dlatego znana jest jego ucieczka w mimikę satyryczną, w alkoholizm i literacką brawurę, o której wspomina redaktor Waldemar Sulisz.

W dyskursie poetyckim lat siedemdziesiątych ważne wydaje się powinowadztwo poety z lubelską grupą literacką „Samsara” (1969–1974). Za jej założycieli uważa się Stanisława J. Królika, Aleksandera Migo i Józefa Osmołę. Należeli do niej Andrzej W. Pawluczuk, Stanisław Rogala, a później Tadeusz Kwiatkowski-Cugow, Dominik Opolski i Ryszard Setnik. Od 1972 roku jej członkami byli Stefan Aleksandrowicz, Mirosław Grudzień, Marek Kusiba i Wojciech Pestka. Grupa była zjawiskiem w lubelskiej poezji młodego pokolenia, zasłynęła pisaniem wierszy zbiorowych, spotkaniami literackimi dla studentów oraz skandalami poetyckimi w Muzeum Literackim im. Józefa Czechowicza. Do jej ważnych osiągnięć zalicza się powstanie Koła Młodych przy Lubelskim Oddziale Związku Literatów Polskich.

W mojej ocenie, Cugow tylko formalnie sympatyzował z grupą, ocierając się o jej niepisany manifest, tak jak i poeta Waldemar Dras – autor rozpoznawalnego tomu poetyckiego „Nad stawem jasnowidzenia” (Lublin 1979). Poeta był indywidualistą i nie przywiązywał wagi do układów towarzyskich, nie szukał poklasku, ani stałych kontaktów z redakcjami, czy wydawnictwami. Mimo, że miał duże poczuciu humoru, tylko na pozór był zgrywusem i jajcarzem. Wewnętrznie nie pozwalał sobie na żarty z kogokolwiek, czy na plotkowanie o kimś. Nie był pamiętliwy, ani zazdrosny o sukcesy literackie innych. Czasami miał jakieś uszczypliwości względem poety Aleksandra Rozenfelda, ale to było na stopie koleżeńskiej, a nie na literackiej.

Poeta mając doświadczenie towarzyskie z „Samsary”, lubiał wesprzeć dobrym słowem nowych twórców, którzy debiutowali w lubelskiej „Kamenie” w 1980 roku. Miałem szczęście, że w tym okresie osobiście poznałem Cugowa. Od razu zaprosił mnie na organizowaną przez niego Biesiadę Literacką do Krasienina pod Lublinem. Miał na tę imprezę przyzwolenie Lubelskiego Oddziału ZLP. Biesiada odbywała sie w starym dworze szlacheckim, w którym mieściła się dawno temu siedziba Żeńskiej Szkoły Rolniczej, założonej przez Irenę Kosmowską. Obecnie dwór ten jest w rękach prywatnych, ale wówczas był zaniedbany. W dużym pomieszczeniu, które mogło być salonem, czytaliśmy wiersze i pierwszy raz w życiu wypiłem dużo alkoholu. To był okres publikacji przez Jarosława Iwaszkiewicza tomu poetyckiego „Mapa pogody” i temat poezji Eleutera towarzyszył naszym obradom. Podchmielony wówczas Cugow krzyknął, by zamknąć „jałową” (jak się wyraził)) dyskusję: „Ja kurwa z Iwachą piłem!..”.

Mistrz siedział naprzeciwko nas, uważnie słuchał to co czytaliśmy i dawał porady formalne. Po większej ilości alkoholu, uaktywniła się jego pikanteryjna żywiołowość, zaczął zwracać się do nas wzniosłym dyskursem poetyckim: „Wy kurwy, pedały, złodzieje, alfonsy!..”. Był znany z tego, że nie stronił od przekleństw, w czym objawiał się jego temperament. A przy tym ciągle był powściągliwy w krytyce czytanych wierszy, co z perspektywy czasu oceniam, jako jego zaletę osobowościową. Był życzliwy wobec wierszy, które czekały na debiut, a wówczas nie było to proste. Ideologiczne sito redaktorskie lubelskiej „Kameny” i cenzura nie dopuszczały do druku uznanych twórców, a cóż dopiero debiutantów. Jednakże „Kamena” jako pismo literackie, miała konkurenta. Był nim „Sztandar Ludu”, który prowadził na swoich stronach kolumnę literacką, na której mi nie zależało. Po latach Cugow powiedział do mnie, że dobry wiersz obroni się sam.

Po Biesiadzie Literackiej w Krasieninie było wiele poetyckich spotkań między nami. Pamiętam jego finezyjne wodzirejstwo na Międzynarodowych Listopadach Literackich w Poznaniu, organizowanych przez poetę Nikosa Chadzinikolau. Pozostanie na zawsze aktorskie puszczanie pawia przez Cugowa na ostatnim siedzeniu w autobusie, który przewoził poetów do hotelu „Piast” na Międzynarodowym Najeździe na Zamek Piastów Śląskich w Brzegu. Mistrz wydawał różne intonacje torsji, co wywołało ogromny śmiech powracającego do hotelu towarzystwa. Chociaż niektóre poetki były oburzone zachowaniem Cugowa. Zawsze potrafił urzekać swoim mistrzostwem i głosem – niebywałym barytonem. Pamiętam, jak na jednej z imprez literackich zapomniał jakiś wers ze swojego utworu i wówczas wspaniale improwizował.

Moje ostatnie spotkanie z Tadeuszem odbyło się na lubelskiej ulicy w okolicach kościoła ewangelickiego. Wówczas zwierzył się, że chciałby kupić siedlisko wiejskie poza Lublinem, ale koniecznie żeby na podwórzu była studnia ze skrzypiącym żurawiem. To marzenie poraziło mnie, bo gdzie szukać w dwudziestym pierwszym wieku idylli, która chyba skryła się w poezji Józefa Czechowicza. Wiedziałem, że zachorował i próbuje walczyć z chorobą, oswajając ją leczeniem.

Mało kto dzisiaj zdaje sobie sprawę, że Tadeusz Kwiatkowski-Cugow był autorem utworu „Sekret”, do którego Romuald Lipko napisał muzykę i który wykonywała lubelska „Budka Suflera”. Świetne słowa, doskonała muzyka i mocne wykonanie na scenie, potwierdziły ponadczasową wartość poezji Cugowa. Cytuję wiersz w całości, z e-strony „Budki Suflera”, by zasmakować toposów poetyckich użytych w utworze i uświadomić fakt, że bycie poetą dla Cugowa, nie było łatwe, ani proste:

Jeżeli nie wiesz nic, to skąd masz mieć ten styl,
Taki jakiego nie ma nikt?
Jeśli nie czujesz nic, to szeptem będzie krzyk
I nie rozchyli ciszy słów…
Kryształowa kula też kłamie,
Że przed tobą cały świat.
Dzień się stroi w nocy aksamit,
To najlepszy dla ciebie znak.

Jeżeli nie wiesz nic, to skąd masz znać ptaków krzyk,
Ufność twarzy dziecięcych poznać jak baśń,
Jeśli nie czujesz nic, to już nie czekaj na świt,
W tobie nigdy nie kończy się mrok, a wciąż trwa…

Jeżeli już coś wiesz, to żyj, bo życie to gest,
Lecz nie rozdawaj godzin swych.
Wytrwale idź i patrz, bo życie to luster blask,
Gdzie tylko spojrzysz pędzi czas.
Upojenie minie jak echo,
Jak ograny stary film,
Choć do jutra jeszcze tak daleko,
Ty od dzisiaj naprawdę żyj!

Jeżeli nie wiesz nic, to skąd masz znać ptaków krzyk,
Ufność twarzy dziecięcych poznać jak baśń,
Jeśli nie czujesz nic, to już nie czekaj na świt,
W tobie nigdy nie kończy się mrok, a wciąż trwa…
Jeżeli nie wiesz nic, to skąd masz znać ptaków krzyk,
Ufność twarzy dziecięcych poznać jak baśń,
Jeśli nie czujesz nic, to czym masz wypełnić dni,
Gdy suche źródła twych wierszy nie płyną do mórz?

(Patrz: Tadeusz Kwiatkowski-Cugow, wiersz „Sekret”: https://web.archive.org/web/20150923195028/http://www.budkasuflera.pl/tekst,sekret.html)

Poeta wiedział, że pisze utwór dla „Budki Suflera” – zespołu z wysokiej polskiej półki muzycznej. To sprawiło, że wiersz stał się jego wizytówką, tak jak i wymyślony przez niego Międzynarodowy Kongres Poetów „Arcadia” (od 1993 roku), czy Fundacja Poetów i Ułanów im. Gen. Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego (od 2002). W ramach Kongresu i Fundacji, Cugow organizował w Lublinie niezwykłą coroczną uroczystość patriotyczną – Wigilię Poetów i Ułanów. Jego Wigilia, odbywająca się różnych restauracjach Lublina, miała stały element, zapraszano na nią węgierskich husarów. Tutaj ujawniła się niebywała szlachetność Cugowa – zapraszał na Wigilię niepełnosprawnych twórców. Wówczas poznałem poetę Bogusława H. Miazgę i poetkę Krystynę Furtak, pseudonim „Amika”.

Węgrzy przywozili na Wigilię Poetów i Ułanów śliwowicę i częstowali nią gości wydarzenia oraz śpiewali węgierskie piosenki. Wśród ferworu czytanych wierszy, nie obywało się bez toastów i gromkich okrzyków na temat przyjaźni polsko-węgierskiej.

Cugow zawsze zapraszał mnie na tę podniosłą uroczystość, gdzie należało przeczytać swój wiersz i być uczestnikiem obrzędu poezji. Ale jak wspomniałem – najważniejszym elementem wydarzenia były toasty na cześć węgierskich huzarów. Przewodnim motywem było zawołanie: „Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki”. Po tym wygłoszeniu zawołania, Tadeusz Kwiatkowski-Cugow wstawał zza stołu, wchodził na scenę, brał mikrofon, podnosił kielich ze śliwowicą i wygłaszał tubalnym głosem to historyczne zawołanie po węgiersku: „Lengyel, magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát”.

Po śmierci Tadeusza Kwiatkowskiego-Cugowa 6 czerwca 2008 roku, rolę prowdzenia lubelskich Wigiliach Poetów i Ułanów, przejęła jego żona – Maria Kwiatkowska-Cugow. Jej kultywowanie pamięci o poecie i mężu zasługuje na podziękowanie i podziw. Bo faktycznie lubelska Wigilia, będąc wydarzeniem patriotycznym, zaczęła nabierać charakteru biesiady i znowu stała się spotkaniem ludzi, którzy serdecznie wspominają i pamiętają poetę Tadeusza Kwiatkowskiego-Cugowa.

Lublin, styczeń-luty 2026

© Ilustracja eseju: Jan Popek „Niewolnik szczęśliwy”, 1977, tempera na tekturze, 24×30 cm. Zbiory prywatne

Poprzedni artykułAndrzej Walter – Trwanie w nicości
Następny artykułAndrzej Dębkowski – Korozja sensu

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę wprowadź nazwisko