Niedawno usłyszałem w pewnym radiu, że około 95% Polaków ma przodków wywodzących się ze wsi, będących potomkami chłopów pańszczyźnianych. Już słyszę głosy oburzonych szlacheckich potomków, że o magnaterii nie wspomnę.
Żeby zatem nieco załagodzić sprawę, prezentuję książkę Weroniki Wierzchowskiej, zatytułowaną Zakochane bez pamięci. Siedem prawdziwych historii naszych prababek. Tytułowe Zakochane bez pamięci potrafiły walczyć o swoją miłość, nie zważając na nic, przeciwstawiając się swoim apodyktycznym rodzicom czy tyranii zaborcy. Często jednak dążenie do szczęścia zmuszało je do walki z najbliższymi, z konwenansami, z obyczajowością lub nawet z całym imperium. Robiły to na wiele sposobów, czasem uporem, czasem sprytem, dyskretnie omijając przeszkody lub otwarcie walcząc o ukochanych.
Weronika Wierzchowska jest absolwentką chemii. Przez lata pracowała w korporacji farmaceutycznej, ale przerwała karierę i wyprowadziła się na wieś. Obecnie zawodowo jest związana z malutką firmą kosmetyczną. Lubi grzebać w starych książkach, które bardzo kocha. Uwielbia eksperymentować i mieszać, zarówno w chemicznych reaktorach, jak i życiorysach wymyślonych przez siebie postaci. Fascynują ją historie związane z zapomnianymi Polkami, perypetie pań z dawnych epok często zestawia z losami współczesnych, niezwykłych kobiet. Na przykład Córka kucharki opowiada o Lucynie Ćwierczakiewiczowej, Służąca jest historią kobiety, którą w roku 1896 skazano na wieloletnie ciężkie roboty na Syberii, powieść Po nowe życie przedstawia kobiety walczące w 1. Samodzielnym Batalionie Kobiecym, a Desperatki mówią o kobietach, które wiosną 1863 roku połączyło dramatyczne wydarzenie. Jest również autorką trylogii, w skład której wchodzą: Panny fortuny, Żony ułanów i Matki zagubionych. Warto jeszcze wymienić: W służbie Madame Curie, Nie spadłam z nieba i Nadchodzą czasy nowe oraz Antykwariat cudzych wspomnień i retrokryminał Miasto łotrów.
Weronika Wierzchowska tym razem sięgnęła po prawdziwe historie kobiet z przełomu XIX i XX wieku. Na podstawie zachowanych wspomnień, listów i pamiętników stworzyła pasjonujące opowieści o losach naszych prababek, kobiet z różnych, ale wyższych, sfer, które kochały tak samo jak my, ale borykały się z perypetiami sercowymi w jakże odmiennych warunkach…
No właśnie: czy stwierdzenie „naszych prababek” nie przeczy przytoczonej na początku informacji o pochodzeniu większości nas? I tak, i nie! Tak, bo wybór hrabianki, córki z nieprawego łoża szambelana dworu króla Stanisława Augusta, córki zubożałej rodziny ziemiańskiej z Małopolski i czterech, pochodzących z różnych stron, szlachcianek nie był reprezentatywny. Autorka stwierdza:
Jednak czym czasy odleglejsze, tym bardziej dostęp do wspomnień i pamiętników zawęża się do przedstawicieli najwyższych warstw społecznych. Tylko oni mieli czas i stosowne wykształcenie, by spisywać wspomnienia.
Jak się okazuje, Weronika Wierzchowska w kilku zdaniach przypomniała, że zdarzył się wyjątek, którym była Marcjanna Fornalska – uboga wieśniaczka żyjąca na przełomie XIX i XX wieku:
… okazała się fenomenem pod tym względem, że jako jedna z nielicznych przedstawicielek swego stanu spisała pod koniec życia pamiętniki, a właściwie wspomnienia. Dzięki nim wiemy od bezpośrednio zaangażowanej, jak kojarzenie par wówczas wyglądało.
Wróćmy jeszcze do książki Zakochane bez pamięci…. Autorka nie ogranicza się li tylko do spraw sercowych swoich bohaterek. Przypomina ówczesne wydarzenia historyczne: powstania, represje, zsyłki na Syberię. Ba, niektóre z tej siódemki bezpośrednio uczestniczyły w działalności niepodległościowej! Widzimy również zmiany gospodarcze i mentalnościowe. Ciotka jednej z bohaterek mówiła:
Coś takiego, dziewczęta ze szlachty chcą iść do pracy. Co za czasy. (…) Za naszej młodości byłoby to nie do pomyślenia, ale wszystko się zmienia…
W ten oto sposób Weronika Wierzchowska – wykorzystując pryzmat codzienności i uczuć – przeprowadziła nas przez cały niemal okres rozbiorów Polski (począwszy od 1806 roku) do uzyskania niepodległości. Rzadka to umiejętność!

Weronika Wierzchowska, Zakochane bez pamięci. Siedem prawdziwych historii naszych prababek
Redaktor inicjujący: Paweł Pokora
Redakcja: Ewa Popielarz
Korekta: Hanna Kwaśna
Projekt okładki: Magdalena Wójcik-Zienkiewicz
Zdjęcia na okładce i źródła ilustracji: © night/Adobe Stock
Redakcja techniczna: Igor Nowaczyk
Skład: Klara Perepłyś-Pająk
Producenci wykonawczy: Sylwia Reguła, Magdalena Wójcik-Zienkiewicz, Wojciech Jannasz
Wydawca: Marek Jannasz
Wydawca: Lira Publishing Sp. z o.o., Warszawa 2025
ISBN 978-83-68342-89-5
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zaczęto wręcz zachęcać mieszkańców wsi do pisania wspomnień. W latach 1933–1995 w adresowanych do nich konkursach pamiętnikarskich wzięło udział około dziewięćdziesięciu tysięcy kobiet. To Nowy Sącz albo pół Olsztyna pamiętnikarek.
Do wielu pamiętników zajrzała Antonina Tosiek. Były to setki oryginalnych rękopisów i maszynopisów nadesłanych na konkursy. Autorka sięgnęła także po dane statystyczne i opracowania naukowe. Łącząc wnikliwą analizę z wrażliwością, stworzyła obraz przemian polskiej wsi w XX wieku. Obraz realistyczny i głęboko poruszający. Nadała mu intrygujący tytuł: Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet.
Antonina Tosiek jest badaczką dwudziestowiecznej diarystyki ludowej, poetką i krytyczką. Doktorantka Szkoły Doktorskiej Nauk o Języku i Literaturze UAM. Laureatka Studenckiego Nobla w kategorii literatura i dziennikarstwo. Członkini redakcji naukowej kwartalnika „Czas Kultury”. Autorka tomów poetyckich storytelling i żertwy. Drugi z nich został wyróżniony Nagrodą im. Wisławy Szymborskiej oraz Nagrodą Literacką m.st. Warszawy. Z kolei za omawianą w niniejszym artykule książkę Przepraszam za brzydkie pismo otrzymała nominację do Odkryć Empiku 2025 oraz w plebiscycie Książka Roku Lubimyczytać.pl.
Dla wielu bohaterek tej książki spisywanie wspomnień było aktem uznania, że ich historia zasługuje na uwagę. Po raz pierwszy miały okazję przyjrzeć się osobistym doświadczeniom i nadać im znaczenie wykraczające poza sferę prywatną. Opowiadały własnymi słowami o przemocy, biedzie czy wstydzie i w ten sposób sprzeciwiały się dominującym normom społecznym i kulturowym.
Julianna spisywała swój pamiętnik w latach trzydziestych – nocami, w tajemnicy przed mężem. Danka w latach sześćdziesiątych – rankiem, czekając, aż rozpali się w piecu. Teresa w roku 1983 – w PKS-ie wiozącym ją do pracy w pobliskiej masarni. Janka jako nastolatka marzyła o studiach polonistycznych, ale bardziej potrzebna była w gospodarstwie. Została więc pamiętnikarką.
Do jakich wniosków doszła Antonina Tosiek podczas analizy pamiętników? Nie zdołam przytoczyć wszystkich, niemniej odnotowałem kilka omówionych przez autorkę podczas spotkania autorskiego zorganizowanego w warszawskim Domu Spotkań z Historią. Okazuje się, że w latach siedemdziesiątych XX wieku kobiety pracowały o trzy godziny dłużej, niż w latach trzydziestych. Oczywiście, mam tu na myśli nie tylko pracę zawodową. Kobiece pamiętniki mają kilka cech wspólnych. Niemal w każdym z nich, na pierwszych lub ostatnich stronach, autorki akcentują dorobek edukacyjny swoich dzieci. Prawie wszystkie z nich pisały wiersze.
Antonina Tosiek skonstatowała:
Nie istnieje jeden, uniwersalny, modelowy życiorys „chłopki” czy „rolniczki”. Popularne w kulturze obrazy polskiej wsi to raczej hologramy naszego zbiorowego wyobrażenia o ludowości – opartego na uprzedzeniach i stereotypach – niż jej faktyczna reprezentacja. Książka ta upomina się o wielość i złożoność doświadczeń wiejskich kobiet.
Według przedstawionych przez Antoninę Tosiek danych kobiety nadal piszą pamiętniki. Nie ma tu ograniczeń wiekowych: w Białymstoku zgłosiła się 92-latka! Nic dziwnego zatem, że badaczka marzy o wydaniu zbioru takich pamiętników. Z dużą życzliwością patrzę na rozpierającą ją energię i jestem pewien, że osiągnie swój kolejny cel. A za realizację pierwszego, tj. opracowania wybranych pamiętników oraz wzbogacenia ich niezwykłymi zdjęciami i dokumentami, należy się jej wielkie podziękowanie.

Antonina Tosiek, Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet
Opieka redakcyjna: Jakub Bożek
Redakcja: Magdalena Błędowska
Recenzja naukowa: dr hab. Kacper Pobłocki, prof. UW
Korekta: Monika Paduch/d2d.pl, Agata Górzyńska-Kielak/ d2d.pl
Projekt okładki: Agnieszka Pasierska
Wybór fotografii: Marta Madejska
Projekt typograficzny, redakcja techniczna i skład: Robert Oleś
Wydawca: Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025
ISBN 978-83-8396-135-4
Autorki dwóch wyżej omówionych książek przedstawiły osobiste wspomnienia swoich bohaterek, jednocześnie omawiając je w szerszym kontekście historycznym. Natomiast autorka książki Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji, Marta Madejska, zajęła się zmianami, które nastąpiły w Polsce w 1989 roku i w latach późniejszych.
Czy jest jeszcze coś, czego nie słyszeliśmy o transformacji? Marta Madejska udowadnia, że tak. Sięga do nieoczywistych źródeł: starych numerów „Przyjaciółki”, taśm magnetofonowych obiecujących biznesowy sukces i duchowe uzdrowienie, zapomnianych odcinków Polskiej Kroniki Filmowej. Jedzie do Nowej Soli, którą po zapaści przemysłu uratowały krasnale. Szuka zaginionych archiwów; sprawdza, jakie związek z dawnymi zakładami pracy miała kobieca piłka nożna i co razem z gruntami po fabrykach przejęli deweloperzy, którzy stawiają w tych miejscach kolejne „zdroje” i „zielone zakątki”.
Marta Madejska jest archiwistką społeczną, kwerendzistką, pisarką, redaktorką. Autorka książki reportażowej Aleja Włókniarek, współautorka i redaktorka książek Wielki przemysł, wielka cisza. Łódzkie zakłady przemysłowe 1945–2000 oraz Proszę mówić dalej… Historia społeczna Muzeum Sztuki w Łodzi. Kuratorka wystawy Nie samą pracą człowiek żyje w Muzeum Miasta Łodzi. Od 2010 roku związana ze Stowarzyszeniem Topografie, w którym zajmuje się głównie projektami dotyczącymi archiwistyki społecznej i historii mówionej w Cyfrowym Archiwum Łodzian Miastograf. Laureatka Nagrody Literackiej Złoty Exlibris i „Punktu dla Łodzi”, nominowana do Nagrody Identitas 2022, stypendystka Wyszehradzkich Rezydencji Literackich, Stypendium Artystycznego Prezydenta Miasta Łodzi oraz rezydencji artystycznej Centrum Kultury Zamek w Poznaniu. Jej teksty można znaleźć m.in. w „Dwutygodniku”, „Dialogu”, „Herito” czy portalu Miej Miejsce.
Marta Madejska ubrała zgromadzone materiały w przypowieści, które składają się na opowieść o znikaniu przyfabrycznej infrastruktury (żłobków, bibliotek, przychodni, domów kultury, ośrodków wczasowych), a w końcu likwidacji zakładów. Są to zarazem przypowieści o utracie tego, co w życiu najważniejsze – międzyludzkich więzi, zdrowia, poczucia wspólnoty i bezpieczeństwa. Autorka próbuje ocalić od zapomnienia całą złożoną siatkę relacji i wartości, której gwałtowne rozerwanie po roku 1989 dla wielu osób oznaczało po prostu koniec świata. Wskazuje, że owa siatka była snuta i rozwijana przez lata. Chyba najlepszym przykładem jest rozdział Futbolistki, w którym w fascynujący sposób opowiada o rozwoju żeńskich drużyn piłki nożnej.
W podsumowaniu stwierdza ona, że Przypowieści o transformacji nie powstałyby, …
… gdyby nie ludzie, którzy na nie czekali i bardzo wymownie dawali o tym znać, wyrażając nieustannie nadzieję, że ta spóźniona o kilka lat książka wreszcie się ziści. Z jakichś powodów wierzyli, że mimo wielu publikacji na temat transformacji ustrojowo-gospodarczej ja wciąż będę w stanie opowiedzieć coś nowego i z innych perspektyw.
Uważam, że autorka nie zawiodła swoich rozmówców oraz czytelników, traktując transformację we wszechstronny sposób.

Marta Madejska, Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji
Opieka redakcyjna: Jakub Bożek
Redakcja: Magdalena Błędowska
Recenzja naukowa: dr hab. Kacper Pobłocki, prof. UW
Korekta: Aleksandra Kalinowska/d2d.pl, Aleksandra Jastrzębska/ d2d.pl
Projekt okładki: Agnieszka Pasierska
Fotografia na okładce: © Marcin Wojdak, @cosmoderna
Projekt typograficzny, redakcja techniczna: Robert Oleś
Skład: Ewa Ostafin
Wydawca: Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025
ISBN 978-83-8396-199-6
Roman Soroczyński
16.02.2026 r., Warszawa





