Strona główna Felietony Piotr Wojciechowski – ZŁOTY KLUCZ DLA JASIA I MAŁGOSI

Piotr Wojciechowski – ZŁOTY KLUCZ DLA JASIA I MAŁGOSI

0
76

Okropny byłby świat bez możliwości zakazywania. Taki świat byłby paszczą chaosu, pożarłby nas i nasze nadzieje. Na szczęście możemy zagrodzić coś płotem i wywiesić porządną tabliczkę WSTĘP SUROWO WZBRONIONY. Możemy nabałaganić i zasłonić to tabliczką NIE FOTOGRAFOWAĆ. Jeśli przykleimy do czegoś etykietę „zakazane” staniemy się niewinni. „Bo przecież byłem przeciw! To bywa wygodne. Tak rozumując możemy dopuścić do psychopatologicznego niewolnictwa cyfrowego milionów młodych Polaków i potem przez polski sejm przeciągnąć ustawę zakazująca cyfrowego ogłupiania i ogłupiania się. Bo w Australii nawet młode kangury…

Ja nie jestem przeciwnikiem takiego zakazu, dopracowanej prawnie ustawy, skonsultowanej z psychologami wieku dziecięcego. Jestem nawet za tym, aby autorytety centralne i lokalne, kościelne, szkolne i partyjne wezwały rodziców:  zakazujcie i nadzorujcie! Zabrońcie i dopilnujcie. Ja tylko proszę tych, którzy chcą mieć szacunek dla samych siebie – nie dajcie sobie wmówić, że najlepiej skonstruowane zakazy pomogą.  A także: nie wmawiajcie sobie niewinności.

Latami uczyłem młodych i wiem, jak reagują na zakazy. Jedni wynajdują sztuczki, aby mimo zakazu dotrzeć do swoich rozrywek, drudzy buntują się niby w imię wolności, ale raczej po to, aby reagować agresją, awanturą. A zawsze też znajdą się szubrawcy, gotowi zrobić pieniądze, albo ubić polityczny interes wykorzystując niechęć wobec zakazu.

Ja myślę dalej – gra idzie o wysoką stawkę. Nie wolno nam przegrać. Zakaz, aby był sensowny,  musiałby być uzupełniony o program pozytywny. Potrzebne byłoby pospolite ruszenie, krajowe współdziałanie rodzin, szkół, nauczycieli, organizacji pozarządowych, służby zdrowia, instytucji kultury – wszystko wzmocnione stałą zachętą rządu i Kościoła. Te wszystkie siły mogły by otworzyć oczy ofiarom internetu na możliwości wartościowych form spędzenia czasu – i tu oferta musiałaby być tak różnorodna, jak różne są zdolności i charaktery. Kontakt z naturą, sport i turystyka, aktywność muzyczna i teatralna, czytelnictwo i sztuka rozmowy o książkach.

Myślę, że przy obecnej równowadze między obojętnością egoistów i skłóceniem aktywistów, nie mamy szans na taki cud przekierowana młodych ku rzeczom sensownym. Dobrze, że ruszyły społeczne akcje ogrzewania Kijowa i reszty Ukrainy. To konkret, jasny, krótkoterminowy, dlatego idzie. Na wieloletnie głębokie działanie ratujące nieletnie ofiary cyfrowej bzdury – na razie nas nie stać.

Już niedługo, w niedzielę 22 lutego jest Dzień Myśli Braterskiej, przypomnienie obecności harcerstwa, wezwanie do społecznego wsparcia organizacji skautowych. Ten ruch, ciągle mający w zasadzie ideowej nakręconą sprężynę, to jeden z czynników, który można by uruchomić w pozytywnym programie. Obserwujcie jednak, jak harcerze dali się podzielić i zmarginalizować. Serce boli, smutno – ale już wiadomo, niewielki będzie ratunek z tej strony.

No więc co robić? Nie wolno nam przegrać, a nie umiemy wygrać, to co? Machnijmy ręką? Teoretycznie możliwe jest jednak porzucenie myślenia wielkimi liczbami. Jak nie można ratować pokolenia, ratujmy Jasia i Małgosię. Demokracja nas  nauczyła liczenia milionów, bo nerwowo liczy elektoraty, mierzy słupki poparcia.  Rynek nas tego samego nauczył, bo rynek musi mieć masę klientów, aby się mu wszystko opłaciło. Wyczuwamy jednak, że masa nie jest ani mądra, ani dobra. Co mówi mędrzec o ludziach wysysanych przez ekran? Otóż:

„Dlatego też ludzi w ten sposób żyjących nazywamy masą, nie tylko ze względu na ich liczbę, ile ze względu na to, że życie ich jest bezwładne i bezwolne.” To prawie sto lat temu napisał hiszpański filozof Ortega y Gasset w książce „Bunt mas”. Tenże przypomniał: „Dopiero w samotności człowiek jest naprawdę sobą”.

Myślę, że warto porozmawiać o tym, jak uratować cząstkę pogrążającej się w absurd masy młodych. Myślę, że moglibyśmy się z nimi dzielić tym, co dobrego w literaturze, w naszym fachu Piszę o tym, bo ostatnio musiałem przemyśleć trochę tych spraw pisząc przedmowę do projektowanej książki Wojciecha Wiśniewskiego o roboczym tytule „Cafè Barykada”. Wiśniewski, dziś 92-letni pisarz literatury faktu, pół wieku temu wydał kilka książek zawierających wywiady z polskimi pisarzami. Teraz sięgnął w głąb pamięci i do notatek w szufladach i napisał o swoich spotkaniach z pisarzami. Pisze o ludziach, ale nie spieszy się z ocenami moralnymi czy estetycznym ani twórców, ani dzieł. Mierzy świat wielkością, taką dziwną miarą, którą wyniósł z Powstania Warszawskiego. Miał siostrę łączniczkę, roznosił gazetki powstańcze. Klęska pomogła mu dojrzeć. Zeszedł z barykady jako wróg klasowy rządzącej monopartii. Rodzina straciła wszystko. Niełatwo było przeżyć, zdobyć wykształcenie. Musiał być sprytny, chciał być wierny. Wypracował sposób życia po tej stronie barykady, której się nie kocha. Przeżył. Zdołał osiągnąć pewną pozycję w profesji dziennikarskiej, znaleźć swoją wielkość. Już od dziesięcioleci jest wysoko ocenianym pisarzem literatury faktu. Cenią go, bo nie dał sobie wyrwać z rąk busoli pozwalającej sądzić świat.

A on nie spieszy się z sądzeniem. Nie osądza dzieł i twórców ani etycznie, ani artystycznie. Obiektywnie notuje, kto wziął legitymację, kiedy ją rzucił. To, co dla Wiśniewskiego ważne, to wielkość. Ktoś ma kasę i nakłady, ktoś ma szacunek i autorytet.

Pokazuje w swojej książce, że świat pisarzy, to nie to samo co literatura. Literatura, to zgodnie z określeniem filozofa Henryka Elzenbega – krwiobieg kultury. Górnolotna metafora, ale opisuje robocze doświadczenie pisarza. Nawet pisząc felieton do prowincjonalnego dwutygodnika, czuję, że literatura to wyróżniona warstwa narracji płynącej z naszą  cywilizacją. Dlatego mam dbać o to, jakie wartości i kryteria  przekazuję czytelnikom. A skoro razem z czytelnikami tkwię w historii,  mam ją poddać komentarzowi i krytyce.

Książka Wiśniewskiego przez dygresyjną potoczystość, przez wielopłaszczyznowość, pozwala czytelnikom docierać do najistotniejszych tajemnic – jak literatura buduje związki między ludźmi. Gdy dwu przeczyta tę samą książkę – już zrobili pierwszy krok w stronę spotkania. Ta prosta formuła ma nieskończenie wiele wariantów, mówi o przekraczaniu politycznych barykad, o przełamywaniu granic pokoleń i środowisk, a także o uwodzeniu, nawracaniu, zdobywaniu sojuszników. Gdy ten łącznik między ludźmi przestaje działać, dowiadujemy się, do czego prowadzi nieczytanie. albo lekkomyślny dobór lektur.

Jeśli przyjmiemy ten punkt widzenia, pojmiemy pewnie, że gdy ludzie raczej nie czytają – literatura nie może ratować społeczeństwa. Może za to uczynić piękniejszym życia Jasia i Małgosi, garstki, elity. Może im dać do ręki, coś, co nazwę złotym kluczem poezji – chociaż łatwiej ten klucz odnaleźć w dobrej prozie niż w tym, co się powszechnie nazywa poezją.

W  myśleniu, które wierzy w technologie cyfrowe i w mechaniczną skuteczność przepisów i ustaw, w myśleniu, w którym klasyczna humanistyka jest marginalizowana, już się nie pojmuje, że poetycka myśl jest równie sprawnym narzędziem poznania, jak myśl nauk ścisłych, a do tego

poetycka myśl lepiej ludzi do ludzi wzajemnie przyciąga, niż polityki i populizmy, i do tego jeszcze

poetycka myśl przetarła sobie własną ścieżkę w przestrzenie metafizyki, ścieżkę nie mniej piękną niż religie. Te proste prawdy chcę ukryć w metaforze złotego klucza poetyckiego myślenia.

Ten klucz to maskotka, która przypomina, że tego, co nikczemne, nadal nie wolno  nazwać wielkim.

Ten klucz otwiera drzwi, Jaś i Małgosią mogą wejść w to, co jest kulturą. Może poczują, że jest ona obowiązkiem. Może im będzie ziemią  obiecaną. Nielicznych wybranych może wezwie, aby siedli do pisania, do ogrodnictwa na zagonach między lipą Kochanowskiego a łąką Leśmiana. Czy klucz poetyckiego myślenia to nie piękna zdobycz buszującego w kulturze Jasia, czy ta błyskotka nie ucieszy wrażliwej na piękno Małgosi? Wyobraźmy ich sobie, jak się spotkali na kawie, a teraz  wyjaśniają sobie wzajem, że literatura jest po to, aby zrozumieć życie. A po ciastku dochodzą do wniosku, że życie daje szansę  zrozumienia literatury.

Tu, gdzie kończy się historia o Jasiu i Małgosi, a nawet wszelka literatura, tam jest już tylko życie, los osobny, a nie samotny.

Poprzedni artykułStefan Rusin – Wiersze tygodnia
Następny artykułNorbert Sierpień – Zniknąć