Strona główna Rok 2026 Nr 604 Wira Wowk – wiersze w przekładzie Tadeusza Karabowicza

Wira Wowk – wiersze w przekładzie Tadeusza Karabowicza

0
137

Tłumaczenie z języka ukraińskiego Tadeusz Karabowicz

WANDA

weselne ziele – rozmaryn

rozmaryn – ziele goryczy

ten kwiat między urwiskiem

istnienia i nicości

między zdradą i troską

między stanem królewskim

i wilgotnym łożem

z Wawelu ten płacz dzwonów?

kareto stój!

chcę spojrzeć raz jeszcze

w lustro Wisły

na wianek mój rozmarynowy

na aureolę z mgieł nadrzecznych

na kolor chwili w moich oczach

bierz rzeko moja w swe objęcia

to życie

niechaj poselstwo cudzoziemca

wiezie w karecie Wandy mit

SCYTYJSKA BABA

samotna baba z szorstkiego kamienia

porzucona wśród stepu:

jeszcze nie ma końca pochodom

obdartej ziemi nie ma wybawienia

bo każdy okupant

i cała hałastra biedoty

przeżuwa złoto chlebne

falami znikając za horyzontem

kiedyś wetknę gałązkę

w twój kołacz ziemio!

i do zapłaty zmuszę wyrodków

w pełnym rozkwicie

zadzwonisz drozdów tamburynem

z rąk Horusa

przyjmiesz królewski płaszcz

a we mnie drzemie starożytna moc

i siła przyszłości kiełkuje

BRZEGINIA

sen bezdenny

upadł na moje powieki

skrzydlatej bogini

z trypolskiej gliny

a mój ród

stado bez pasterza

co rozpełzło się po świecie

jeszcze tylko mój obraz na pisance

przypomina: należy trudzić się

i nie wypłowieć jak znoszona wyszywanka

lub stary latopis

ŁYBEDŹ

moi bracia – mocarze

a ja łabędź

siostra – rzeźba galońska

na sterze łodzi

siostra – białe cudo

polańskie

obrodziły pola

zaszumiały dąbrowy Boryczewa

powstał mocny gród

klasnęłam w dłonie

i stałam się rzeką

by w nurcie ukryć oblicze

książęcego grodu

by schronić miasto braci

w mojej twarzy

 

OLGA

śni mi się sen proroczy

że już się nie mszczę

że wybaczam śmierć łado

gołębie i wróble

niosą gałązki wielkanocnej palmy

do wrogiego gniazda

śni mi się że depczę

purpurę królewską

rozdzieram brokat

i w samej włosiennicy

za rękę z wnukiem

wspinam się na wyniosłą górę

na oświetlony szczyt

z białą cerkwią

w portalu

oglądam się i widzę

łany pszeniczne wokół

i słyszę jak śpiewają hosanna

złotymi ustami

JAROSŁAWNA

nie wiem jak odczytać

mocny stepowy zapach

kwilenie czajki

skrawek nieba

już iwa składa pokłon ziemi

drży struna? cięciwa?

gdzie jesteś

mój łado

akatyst słychać w kaplicy

ofiarę przynoszą na ołtarz

do Słońca Wiatru Dniepru

modlę się

ANNA JAROSŁAWÓWNA

w pałacu czy w palaficie –

trójzębny znak na powale

pościeliłam zgrzebny kilim miłości

która weszła bocznym wejściem

tasuję czas kroplami

ratuję każdy paciorek

na pół się rozwarłam

rodząc szaloną pieśń

wszystkie dzwony już dzwonią

pod obcą zasłoną nocy

że poczęłam nowy ród

NASTASIA CZAHROWA

drzewo mocy otrząsa się ze złotogłowia

i trwoży krzyk pawi

korona warkoczy spływa do stóp

po wzorzystej sukni

tulę tkliwie księcia

kotwicę zarzucam w duszę

gdzieś w dziupli przyczaił się Diw

dzień wstaje jak Sąd Ostateczny

ROKSOLANA

łódź bez żagla płynie po toni

skrzydłem wiatru krzesana

krople fontanny w seraju

liczą długie minuty

pola zielone jak kwadraty – wspomnienie

z połowy ranka – tasiemki promieni

piszesz mój los w księdze wydm

mój sen Ty położyłeś wierzchem na wiatr

teraz jestem trwożliwym krzykiem czajki

w progu przed wichurą

MARUSIA Z BOGUSŁAWA

z odpuszczenia pokutnego

jestem w śpiewie byliny

ratować życie to – godnie umierać

by nie skrzywdzić totemu

ani człowieka ani drzewa

ani ptaka czy kamienia

by ziemia nie przeklęła

mojego ciała

nie ukazała go

oczyma pełnymi pustki

ścierwem dla kruków

ratować życie to – odwracać twarze

słoneczników

do sumienia

DZWINKA

idę po trawach

po aksamitkach

chichocę śmiechem podstępnym

od szelmowskich brwi

od skrzydeł górskiej orlicy

kruszą się miedziane toporki

księżyc – kolczykiem

gwiazdy – naszyjnikiem

i serce watażki

pobrzękuje wisiorkiem

w moim naszyjniku

BONDARÓWNA

nie chcę by mnie całowały

brudne usta

tańczę w lnianej koszuli

nie w adamaszkach

do alkowy nie wpuszczę

wyrodnego pana

moja miłość rozżarzona

zwiędła przedwcześnie

unosi się ponad zgliszczami

KATARZYNA

przez pola

i ustronia

kanałami miasta

niosę swoje ciężkie łono

pod semaforami

do gniazda przeznaczenia

obojętne słońce

nie zapłacze

wilczy wiatr

nie połasi się do kolan

nie wiem –

najświętsza grzesznica –

czy zabroniony mi  raj

ogródek nawet

wiejski kwietnik

tylko jedna jest moja grządka

gdzieś przy płocie

obcego cmentarza

Wira Wowk (1926-2022) ukr. Віра Вовк, ur. 2 stycznia 1926 roku w Borysławiu – zm. 16 lipca 2022 roku w Rio de Janeiro) – ukraińska poetka emigracyjna, prozaiczka, dramatopisarka, tłumaczka z języka ukraińskiego na język portugalski. Przedstawicielka ukraińskiej „Grupy Nowojorskiej”. Tłumaczenia utworów pochodzą z tomu Wiry Wowk „Kobiece maski” Lublin 2014 i ukazują się z okazji 100-lecia urodzin poetki.

© Wira Wowk / Tłumaczenie: Tadeusz Karabowicz

© Pisarze.pl

Poprzedni artykułZbigniew Kresowaty – Rozmowa z prof. Stanisławem Sławomirem Nicieją
Następny artykułIrena Kaczmarczyk – Kosmiczne zdziwienia Józefa Barana