Tłumaczenie z języka ukraińskiego Tadeusz Karabowicz
WANDA
weselne ziele – rozmaryn
rozmaryn – ziele goryczy
ten kwiat między urwiskiem
istnienia i nicości
między zdradą i troską
między stanem królewskim
i wilgotnym łożem
z Wawelu ten płacz dzwonów?
kareto stój!
chcę spojrzeć raz jeszcze
w lustro Wisły
na wianek mój rozmarynowy
na aureolę z mgieł nadrzecznych
na kolor chwili w moich oczach
bierz rzeko moja w swe objęcia
to życie
niechaj poselstwo cudzoziemca
wiezie w karecie Wandy mit
SCYTYJSKA BABA
samotna baba z szorstkiego kamienia
porzucona wśród stepu:
jeszcze nie ma końca pochodom
obdartej ziemi nie ma wybawienia
bo każdy okupant
i cała hałastra biedoty
przeżuwa złoto chlebne
falami znikając za horyzontem
kiedyś wetknę gałązkę
w twój kołacz ziemio!
i do zapłaty zmuszę wyrodków
w pełnym rozkwicie
zadzwonisz drozdów tamburynem
z rąk Horusa
przyjmiesz królewski płaszcz
a we mnie drzemie starożytna moc
i siła przyszłości kiełkuje
BRZEGINIA
sen bezdenny
upadł na moje powieki
skrzydlatej bogini
z trypolskiej gliny
a mój ród
stado bez pasterza
co rozpełzło się po świecie
jeszcze tylko mój obraz na pisance
przypomina: należy trudzić się
i nie wypłowieć jak znoszona wyszywanka
lub stary latopis
ŁYBEDŹ
moi bracia – mocarze
a ja łabędź
siostra – rzeźba galońska
na sterze łodzi
siostra – białe cudo
polańskie
obrodziły pola
zaszumiały dąbrowy Boryczewa
powstał mocny gród
klasnęłam w dłonie
i stałam się rzeką
by w nurcie ukryć oblicze
książęcego grodu
by schronić miasto braci
w mojej twarzy
OLGA
śni mi się sen proroczy
że już się nie mszczę
że wybaczam śmierć łado
gołębie i wróble
niosą gałązki wielkanocnej palmy
do wrogiego gniazda
śni mi się że depczę
purpurę królewską
rozdzieram brokat
i w samej włosiennicy
za rękę z wnukiem
wspinam się na wyniosłą górę
na oświetlony szczyt
z białą cerkwią
w portalu
oglądam się i widzę
łany pszeniczne wokół
i słyszę jak śpiewają hosanna
złotymi ustami
JAROSŁAWNA
nie wiem jak odczytać
mocny stepowy zapach
kwilenie czajki
skrawek nieba
już iwa składa pokłon ziemi
drży struna? cięciwa?
gdzie jesteś
mój łado
akatyst słychać w kaplicy
ofiarę przynoszą na ołtarz
do Słońca Wiatru Dniepru
modlę się
ANNA JAROSŁAWÓWNA
w pałacu czy w palaficie –
trójzębny znak na powale
pościeliłam zgrzebny kilim miłości
która weszła bocznym wejściem
tasuję czas kroplami
ratuję każdy paciorek
na pół się rozwarłam
rodząc szaloną pieśń
wszystkie dzwony już dzwonią
pod obcą zasłoną nocy
że poczęłam nowy ród
NASTASIA CZAHROWA
drzewo mocy otrząsa się ze złotogłowia
i trwoży krzyk pawi
korona warkoczy spływa do stóp
po wzorzystej sukni
tulę tkliwie księcia
kotwicę zarzucam w duszę
gdzieś w dziupli przyczaił się Diw
dzień wstaje jak Sąd Ostateczny
ROKSOLANA
łódź bez żagla płynie po toni
skrzydłem wiatru krzesana
krople fontanny w seraju
liczą długie minuty
pola zielone jak kwadraty – wspomnienie
z połowy ranka – tasiemki promieni
piszesz mój los w księdze wydm
mój sen Ty położyłeś wierzchem na wiatr
teraz jestem trwożliwym krzykiem czajki
w progu przed wichurą
MARUSIA Z BOGUSŁAWA
z odpuszczenia pokutnego
jestem w śpiewie byliny
ratować życie to – godnie umierać
by nie skrzywdzić totemu
ani człowieka ani drzewa
ani ptaka czy kamienia
by ziemia nie przeklęła
mojego ciała
nie ukazała go
oczyma pełnymi pustki
ścierwem dla kruków
ratować życie to – odwracać twarze
słoneczników
do sumienia
DZWINKA
idę po trawach
po aksamitkach
chichocę śmiechem podstępnym
od szelmowskich brwi
od skrzydeł górskiej orlicy
kruszą się miedziane toporki
księżyc – kolczykiem
gwiazdy – naszyjnikiem
i serce watażki
pobrzękuje wisiorkiem
w moim naszyjniku
BONDARÓWNA
nie chcę by mnie całowały
brudne usta
tańczę w lnianej koszuli
nie w adamaszkach
do alkowy nie wpuszczę
wyrodnego pana
moja miłość rozżarzona
zwiędła przedwcześnie
unosi się ponad zgliszczami
KATARZYNA
przez pola
i ustronia
kanałami miasta
niosę swoje ciężkie łono
pod semaforami
do gniazda przeznaczenia
obojętne słońce
nie zapłacze
wilczy wiatr
nie połasi się do kolan
nie wiem –
najświętsza grzesznica –
czy zabroniony mi raj
ogródek nawet
wiejski kwietnik
tylko jedna jest moja grządka
gdzieś przy płocie
obcego cmentarza
Wira Wowk (1926-2022) ukr. Віра Вовк, ur. 2 stycznia 1926 roku w Borysławiu – zm. 16 lipca 2022 roku w Rio de Janeiro) – ukraińska poetka emigracyjna, prozaiczka, dramatopisarka, tłumaczka z języka ukraińskiego na język portugalski. Przedstawicielka ukraińskiej „Grupy Nowojorskiej”. Tłumaczenia utworów pochodzą z tomu Wiry Wowk „Kobiece maski” Lublin 2014 i ukazują się z okazji 100-lecia urodzin poetki.
© Wira Wowk / Tłumaczenie: Tadeusz Karabowicz
© Pisarze.pl





