Strona główna Felietony Krystyna Habrat – Nowy rok zachęca do nowych wyzwań

Krystyna Habrat – Nowy rok zachęca do nowych wyzwań

0
49

Przeczytałam dziś długi artykuł w cenionym czasopiśmie na temat pewnego polityka i jego partii, napisany przez dziennikarza, który mi imponuje mądrością i wiedzą.  Szczegółów co do nazwisk, nazw i tytułów na razie nie podaję, żeby  dopuścić pewne uogólnienia, możliwe tylko bez uprzedzeń związanych z tymi konkretami.

Artykuł zawierał mądre podsumowanie, jak i prognozy na przyszłość, związane z takimi lub innymi krokami danego polityka i pewnej partii. Jak wspomniałam, cenię autora owego artykułu, jak i pismo, do którego pisze, więc – Broń Boże – ani bym się nie odważyła z nim dyskutować, ale nasunęło mi się coś ponad to.

Autor dysponuje ogromną wiedzą w zakresie polityki, historii, a chyba też i ekonomii, więc jego oceny i prognozy są cenne, ale ja zwykły zjadacz chleba (wolę bułki grahamki) muszę tu coś dorzucić. W ostatnich latach w polskiej polityce,  publicystyce, jak i dyskusjach prywatnych, uwidaczniają się dwa nurty. Jeden to dążenie ku czemuś wielkiemu dla Polski, a drugi to krytyka tego, sprzeciw, podszczypywanie zwolenników.

Właśnie teraz, kiedy kończy się jeden rok i zaczyna rok nowy, ludzie najbardziej skłonni są do krytycznych podsumowań tego starego i entuzjastycznych wyzwań wobec Nowego Roku, tej najbliższej przyszłości, którą zgodnie z tradycją piszemy na początku aż wielkimi literami. Z Nowym Rokiem lubimy wyznaczać sobie nowe zadania. W pierwszej chwili napisałam „nowe cele”, ale szybko to wymazałam. To niech nam nie grozi! A więc chcemy nowych wyzwań. Chcemy nadać kierunek  nowym zobowiązaniom. I żeby to było coś znaczącego. Coś wielkiego. Co nadaje sens naszemu życiu.

Ludzie potrzebują wielkiej idei, ku której kierują swoje serca. Jak u Mickiewicza, młodość ma „nad poziomy wylatać”. Tylko tym małego ducha wystarczą małe postulaty.  I będą jak te płazy pełzać nisko. Czy wielkie postulaty są już bardzo staroświeckie? Dawno niemodne? Chyba nie. Zmieniły się tylko słowa. Nawet nie słowami to wyrażamy. Boimy się słów. Dokładnego definiowania tego, co czujemy. Jak w wierszu Małgorzaty Hillar: „My młodzież XX wieku…”  Zapomniałam, co dalej, tylko to, że nie chcemy pokazywać naszych wzruszeń i dopiero, kiedy nikt nie widzi rozklejamy się.

Niejedno można i milczeniem powiedzieć.

Gorzej, gdy  kogoś nie stać na własne przemyślenia i wnioski, a napada krytycznie na tych tęskniących za wielkością dążeń. Dużo teraz takich, wszędzie trolle, hejterzy. Radość im sprawia podszczypywanie innych? Ktoś im za to płaci? Nie wiem, ale skłonność do dokuczania innym, zupełnie bez przyczyny, taka bezinteresowna nienawiść, to od zawsze  ratunek ludzi małych duchem. Zazdroszczą innym, bo nie widzą u siebie nic godnego pochwały. Więc hejtują, wyzywają, świntuszą, protestują i  w ten głupi sposób poprawiają sobie humor. Ale nie na długo to wystarcza. Należałoby ich leczyć, poczynając od wpajania teorii rekompensaty Adlera, że każdy brak, każdy feler, można sobie zrekompensować pielęgnowaniem innej zalety czy zdolności. Uczeń mniej zdolny do matematyki, może nadrabiać sukcesami w sporcie i przestanie być zakompleksiony.  Mało zdolny poeta może… no tu się zapędziłam, nie wiem, co doradzić poecie. Chyba wziąć sobie do serca wierszyk któregoś z nich:

„Dałeś mi Boże talencik niewielki.

Dzięki Ci i za to.”

Kto to napisał. Już nie pamiętam, choć te słowa nieraz sobie powtarzam dla przestrogi. Był to jakiś poeta młodopolski. Polonistką nie jestem. Proszę o wybaczenie. Dam inny przykład.

Tu widzę ucznia wyrastającego ponad innych, bo przezimował nie raz w tej samej klasie, jak na szkolnej imprezie popisuje się modnym tańcem, którego nazwy nie pamiętam, breck-dans, czy jakoś tak, kręcąc się w kółko na głowie z nogami machającymi  w górze. Ale go brawa uszczęśliwiły. Chyba rzadko ktoś go chwalił, bił brawo, a to potrzebne do życia, jak witaminy.

Pamiętam z pierwszej klasy dwóch chłopaków z ostatniej ławki. Żaden z nich nigdy sam się nie zgłosił do odpowiedzi, nie podniósł ręki. Żaden wywołany nic nie powiedział. Tylko ten chudy, wysoki, jak tyczka, milczał wystraszony, a mniejszy i grubszy uśmiechał się w milczeniu. Obaj oczywiście nie zdali. Dotąd ich pamiętam, bo wydali mi się najnieszczęśliwsi z dzieci: nikt ich nigdy nie pochwalił, nie dostali nigdy piątki ani choćby plusika, żadnej nagrody, nie powierzano im ról w przedstawieniach. Co z nimi dalej – nie wiem. Czy znaleźli jakieś szczęście?

Choćby jak nowa koleżanka, która po roku uczęszczania do naszej klasy została przez wychowawczynię zauważona w roku następnym, gdy przy pytaniu o rodziców podeszła do pani i coś jej po cichu długo szeptała. Smętna, stara, bezdzietna, panna w jednej chwili się zmieniła w jej czułą opiekunkę. I ta uczennica, przez rok niezauważalna z niezauważalnymi cały czas ocenami dostatecznymi, przemieniła się teraz w piątkową! Była odtąd lepsza? Nie, tylko łatwiej jej było teraz być lepszą, gdy nikt nie czyhał na jej błędy. Nie tryumfował, jak znalazł. Teraz wiedziała, że pani zawsze jej pomoże i inni, chyba dzięki tej pani, też. Odtąd odpowiadała głośniej, dobitniej i nie plątała słów przy tablicy. Na przerwach słychać było często jej głośny śmiech. Już wodziła rej w ostatnich ławkach. Co było dalej? Wiem, ale to  inna historia. Nie pasuje do mej tezy, że ludzie, których nigdy nie doceniono, nie pochwalono, wyrastają na zakompleksionych  i ziejących nienawiścią hejterów internetowych. A może nawet zwykłych łobuzów, którzy o komputerze nie mają pojęcia. Nie! Teraz wszyscy młodzi mają chyba te swoje smartfony. To my, starsze pokolenie moli książkowych, na smartfonach mniej się znamy. Skąd więc rekrutują się hejterzy? Może z niepowodzeń szkolnych. Z niedopatrzeń wychowawczych zapracowanych rodziców.

Chciałam na początku wyłonić dwie wyróżniające się grupy naszego społeczeństwa. Pierwsza to ci dążący ku wielkim ideom, ku czemuś wielkiemu dla Polski. Druga grupa to ci podszczypujący tą pierwszą. Trudno dopatrzeć się u nich jakiejś idei, bo oni tylko krytykują ta pierwszą, świecą światłem odbitym. A mniej widoczni tylko ich naśladują. Hejterzy , trolle. Ludzie nieszczęśliwi. A kiedy pomyślałam o tej przyczynie ich złośliwego podszczypywania w komentarzach internetowych zrobiło i się ich żal.

Znam przecież  postulat: „Zło dobrem zwyciężaj” i wiem, kto to głosił. Tylko nie mogę tak do końca się z tym zgodzić, bo to  jakby nawoływanie do bycia ofiarą, taka ofiarą losu, jak to się mówi, a przede wszystkim ofiarą złych ludzi. Przecież nie można nadstawiać drugiego policzka! To nic nie daje. Tylko zabiera!

Skoro jednak głosili to ludzie, którzy dla nas są wzorcem, trzeba to chyba odczytywać inaczej: zwyciężać dobrym, ale nie robić ofiary z siebie. I dla ojczyzny lepiej żyć i pracować dla Jej dobra i dobra ludzi, niż polec.  Ale w ramach: Bóg, Honor i Ojczyzna.

Myślę o tym nieraz, patrząc w okna bloku  naprzeciwko, gdzie w niedzielę i w wielkie święta, te narodowe, jak i kościelne, wywieszane bywa pranie. Gdzie indziej biało-czerwone chorągwie, kwiaty w skrzynkach, a tu na sznurku fatałaszki. Zawsze mam na podobne dziwności powiedzenie, że ludziom różnie się życie plecie. Może tylko w niedziele, gdy właścicielka mieszkania wyjdzie, mają dostęp do pralki? Może muszą prać komuś dużo codziennie, bo ja nie śledzę ich zawsze. Ale dziś, w styczniu,  gdy na dworze minus 3 stopnie to pranie nie za bardzo się wysuszy na balkonie. Czyżby jednak coś naprawdę chcieli zademonstrować? Że są inni? Że myślą inaczej? A, niech robią, co chcą, ale wieszając to mokre na mrozie, mogą się przeziębić. I znów mi kogoś szkoda.

Na koniec wyjaśnię pomysł na ten felieton, wywołany artykułem znanego publicysty. Tak inteligentnie i wnikliwie wyjaśniał plusy i minusy w działalności pewnego polityka, tak przekonująco przewidywał kierunki jego przyszłości, że popadłam w zwątpienie, Czy to wszystko, praca dla ojczyzny, dla dobra ludzi, może być w sumie tak skrótowo oceniona. Chyba nawet niedoceniona. Przecież nam, zwykłym obywatelom, potrzebne wielkie idee i tylko ta partia je nam wnosi.

Taka konstatacja podniosła mnie na duchu. Nie powiem więc nazwiska owego publicysty, którego zawsze chętnie wysłuchuję, ani tytułu czasopisma świątecznego, gdzie się ten artykuł ukazał.

Wszystkim więc życzę, by z Nowym Rokiem wiodła ich gwiazda wysoko na niebie z wielkimi ideami.

Krystyna Habrat                                               Katowice 4.1.2026r.

Poprzedni artykułKatarzyna Anna Koziorowska – Wiersze
Następny artykułStanisław Srokowski – Młoda poetka grecka Viki Katsarou