Strona główna Felietony Ludmiła Janusewicz – O ikonie kina i popkultury

Ludmiła Janusewicz – O ikonie kina i popkultury

0
64

Koniec 2025 roku zapisał się śmiercią wielu znanych osób m.in. Roberta Redforda, Joanny Kołaczkowskiej, Magdy Umer, Michała Urbaniaka.
Wszyscy mieli ugruntowaną pozycję i dorobek artystyczny.
Jednak najgłośniej było o śmierci Brigitte Bardot, gdyż była niezaprzeczalnie jedną z ostatnich żyjących ikon kina w dawnym znaczeniu, a także ikoną stylu, popkultury i kobiecości XX wieku.

A wszystko zaczęło się w 1956 roku, gdy Roger Vadim pokazał światu film
„I Bóg stworzył kobietę” z jej udziałem w roli głównej. Bardotka, bo ta nazywał ją cały świat – stała się ucieleśnieniem wolności, o której kobiety w tamtych czasach nawet nie śniły. Jej burza niesfornych blond włosów, rozkloszowane spódnice w kratkę Vichy na wąskiej talii oraz charakterystyczny, nieco zachrypnięty głos, wniosły świeżość w filmie i miały wpływ na zmiany obyczajowe, były preludium rewolucji społecznej mającej nadejść w 1968 roku.
Była pierwszą nowoczesną kobietą, która ze swoją idealną urodą, miała odwagę być nieidealna, kapryśna i całkowicie niezależna. Na zawsze w kinie pozostanie jej postać z rozwianym włosem, biegnąca ku morzu – uosobienie nieposkromionej wolności.
To jej kobiety zawdzięczały noszenie balerinek nie tylko w tanecznych salach, podobnie jak biustonoszy o płytkich miseczkach, które pozwalały nosić głębokie dekolty bez konieczności pokazywania bielizny. Kobiety oszalały też na punkcie makijażu à la Bardot – czarnych jaskółek i mocno podkreślonych oczu.

W następnych latach BB zaczęła bardziej świadomie kierować swoim życiem. W filmie Jeana-Luc Godard „Pogarda” zagrała całkiem inną, kruchą, intelektualną, nieszczęśliwą w swojej doskonałości kobietę.
W „Prawdzie” Clouzota udowodniła, że pod warstwą seksapilu bije serce aktorki dramatycznej i to całkiem wysokiej próby.

W 1973 roku, mając świat u stóp, Brigitte Bardot po prostu odeszła z kina mówiąc, że ludzie kochają w niej tylko jej ekranowy cień, a ona chce kochać coś prawdziwego.
Od tego czasu do śmierci 28 grudnia 2025 roku w wieku 91 lat – żyła w swojej samotni w La Madrague zajęta ratowaniem psów, kotów, osłów, fok i innych zwierząt. To nie był tylko wizerunkowy dodatek, lecz droga do osobistego celu. Wybrała surowe życie u boku istot, które nie oceniały jej przez pryzmat dekoltu czy zmarszczek.

W latach swojej świetności aktorskiej miała wiele romansów, i wcale się z nimi nie kryła, a także czterech mężów: reżysera Rogera Vadima, aktora Jacquesa Charriera, niemiecko-szwajcarskiego potentata Guntera Sachsa i Bernarda d’Ormale, z którym była od 1992 roku.

Pozostawiła po sobie jedynego syna, Nicolasa, którego ojcem był Jacques Charrier, który zmarł 3 września 2025 roku w wieku 88 lat.
Trzeba dodać, że nie miała instynktu macierzyńskiego, powiedziała na swoje nieszczęście zdanie, że woli urodzić szczenię niż człowieka (którego potem żałowała, ale już poszło w świat), jednak ojciec i mąż wymusili na niej urodzenie dziecka, które następnie wychowywał ojciec.
Napięta i skomplikowana relacja między matką i synem, potem stopniowo się poprawiła, szczególnie dzięki interwencji Bernarda d’Ormale.

Tej jej postawy, przyznam, nie umiem zrozumieć. Przecież nawet zwierzęta dbają o swoje potomstwo.
Jednak chyba miłość do ludzi powinna znajdować się na pierwszym miejscu…

Jej biografka, Agnes C. Poirier, tak pisała o Bardot:
„Opuszczała swe schronienie po to tylko, by walczyć o prawa zwierząt lub wygłaszać niemiłe i niezbyt przemyślane uwagi o imigrantach. Niekiedy kojarzono ją z Frontem Narodowym Jean-Marie Le Pena, jednak nigdy nie była członkinią ani nawet sympatykiem jego partii. W rzeczywistości nigdy nie przestała być sobą – żyła, jak chciała: otwarta, naturalna. Nigdy nie poddała się chirurgii plastycznej, choć Sophia Loren, Gina Lollobrigida i Lauren Bacall powierzały chirurgom swe nadzieje na nieśmiertelne piękno. Życie Bardot to nie tylko sprzeciw wobec hipokryzji i moralnych przesądów – także wobec wyrachowania i kalkulacji”.

W wieku 39 lat Bardot zrezygnowała z aktorstwa. Przed rozpoczęciem 78. edycji Festiwalu Filmowego w Cannes – nazwała go „koszmarem”, a wywiadu udzieliła na swojej farmie w Saint-Tropez, gdzie żyła spokojnie „jak farmerka, ze swoimi owcami, świniami, psami i kotami”. Jak podkreślał wówczas dziennik, Bardot nie tylko nie żałowała decyzji o przejściu na aktorską emeryturę – wciąż, po ponad pięciu dekadach, była z niej zadowolona.
„To był mój wybór. Byłam więźniarką samej siebie. Przez całe moje życie nie mogłam nawet wyjść do restauracji, pogrzać się na tarasie, ludzie od razu mnie rozpoznawali. Bycie więźniem jest straszne, nie można uciec od siebie samej”.
„Zawsze chciałam zostawić ich, nim oni zostawią mnie. Nie miałam wobec kina ciepłych uczuć. Czułam się tak, jakby coś mnie omijało, czułam, że nie ma już pięknych historii, scenariuszy, dobrych dialogów i reżyserów” – mówiła. Jej ostatnim filmem była kostiumowa „Bardzo ładna i bardzo wesoła historia Colinota Trousse-Chemise”.
Smutno czytać takie opinie, bo to zupełna nieprawda, wciąż powstawało i powstaje wiele fantastycznych filmów!

Tak sobie myślę, że Brigitte Bardot była w gruncie rzeczy dość nieszczęśliwą osobą, którą przytłoczyła sława, a i być może jakieś perturbacje z dzieciństwa, o czym rozpisywała się prasa.
No i może zabrakło opieki psychologicznej, z drugiej strony, jak doradzać ikonie..?

Ludmiła Janusewicz

Poprzedni artykułIrena Kaczmarczyk – Wielki jak Kontynent – o listach Jerzego Illga do Czesława Miłosza
Następny artykułTadej Karabowicz – Metafora i natchnienie w tomie poetyckim Krystyny Koneckiej „Poezje wybrane”